Dodaj do ulubionych

Nie dostałam rozgrzeszenia!!!

04.12.05, 19:36
Poszłam dziś do spowiedzi, ponieważ przygotowałam się do sakramentu
bierzmowania i chciałam to teraz załatwić, bo w maju biorę ślub. Niestety
ksiądz nie udzielił mi rozgrzeszenia, ponieważ mieszkam z narzeczonym, z
którym mam dziecko. Czy to znaczy, że kościół, który jest taki prorodzinny
zabrania ojcom wychowywania swoich dzieci, jeśli się nie ożenią z ich
matkami????? Co za hipokryzja!!!! Za kilka dni pójdę po prostu do innego
księdza i w ogóle się nie przyznam, że mam dziecko. Chciałam się uczciwie
wyspowiadać z wszystkich grzechów, ale skoro się nie da, to muszę to załatwić
pokrętnie. Chciałam się z Wami podzielić tą wiadomością, bo jest mi bardzo
przykro.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • puma861 Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 04.12.05, 21:24
      Za kilka dni pójdę po prostu do innego
      > księdza i w ogóle się nie przyznam, że mam dziecko. Chciałam się uczciwie
      > wyspowiadać z wszystkich grzechów, ale skoro się nie da, to muszę to załatwić
      > pokrętnie.
      Czemu uwazasz,ze miec dziecko to grzech?
      • kinga_23 Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 04.12.05, 21:38
        Poprostu idź do innego kościoła i innego księdza,tylko przyznaj się że masz dziecko,mieszkacie razem,ale teraz chcecie się pobrać są księża że to rozumieją,ale wiem że z tym jest problem.
        Życzę powodzenia w szukaniu"normalnego"księdza
        • iza3108 Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 09.12.05, 11:28
          ale numer !! niestety tacy ksieza sa dlatego ja nie lubie chodzic do spowiedzi
          i nie chodze, ale teraz tez wychodze za maz i musze isc i tez boje sie przyznac
          ze jestem w ciazy.
    • paul_ina Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 04.12.05, 21:58
      Dostaniesz rozgrzeszenie, jeśli szczerze pożałujesz, że dotąd żyłaś w grzechu i powiesz, że zamierzesz zawrzeć sakrament małżeństwa, żeby dalej żyć w spokoju sumienia. Najważniejszy jest żal za grzechy i pragnienie poprawy. Jeśli chcesz ślubować przed ołtarzem a Kościół Katolicki ma swoją powagą potwierdzić Twój związek, trzeba się zachowywać według reguł tego Kościoła. Jeśli nie uważasz swojego dotychczasowego życia za grzech, to zawsze zostaje Ci ślub cywilny.
    • fanta-girl Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 04.12.05, 23:12
      kolezanka miala podobna sytucacje

      bylo to lat temu z 8.

      ksiadz nie udzielil jej rozgrzeszenia.
      nie miala dzieci, pomieszkiwala czasem z mezem w jednym pokoju w akademiku.

      poszlo o jej doswiadczenia seksualne, jej maz to byl jej 3 czy nawet 4 partner i
      ksiadz pytal ja o tych bylych i uznal ze sie nie nadaje by do slubu koscielnego isc.
      wsciekla sie strasznie.

      (mi o tym powiedzial jej maz - bo slub koniec koncow wzieli, ale u innego ksiedza)

      nie wiem czy szukali bardziej tolerancyjnego, czy zastosowala metode mojego
      znajomego, ktory jest po 30, jest cynikiem i nie ma szacunku ani do statusu
      kobiet ani do ich wieku (i ja osobiscie uwazam, ze nie jest dobrym czlowiekiem)i
      chodzi do spowiedzi raz w roku, by zrobic przyjemnosc swojej mamie.

      Za kazdym razem wymienia 3 grzechy:
      uzywalem brzydkich slow, dokuczalem siostrze, nie sluchalam sie rodzicow.

      I za kazdym razem rozgrzeszenie dostaje.

      Smutne, ale wygodne.

      Ja raz u spowiedzi troche nagielam prawde i nie zaluje.
      Jesli bedzie trzeba, tez moze tak zrob.
    • a_weasley Widocznie nie zasłużyłaś 05.12.05, 01:00
      calineczka57 napisała:

      > Poszłam dziś do spowiedzi, ponieważ przygotowałam się do sakramentu
      > bierzmowania i chciałam to teraz załatwić, bo w maju biorę ślub. Niestety
      > ksiądz nie udzielił mi rozgrzeszenia, ponieważ mieszkam z narzeczonym, z
      > którym mam dziecko. Czy to znaczy, że kościół, który jest taki prorodzinny
      > zabrania ojcom wychowywania swoich dzieci, jeśli się nie ożenią z ich
      > matkami?????

      Kościół zabrania współżycia seksualnego przed ślubem.
      Rozgrzeszenia nie dostałaś nie dlatego, że z nim mieszkasz, tylko dlatego, że
      nie było mocnego postanowienia poprawy. Gdybyś postanowiła, że nie będziecie
      współżyć do ślubu, tobys rozgrzeszenie dostała.

      > Co za hipokryzja!!!! Za kilka dni pójdę po prostu do innego
      > księdza i w ogóle się nie przyznam, że mam dziecko.

      Po cholerę? Chcesz kłamać, bo przypuszczasz, że nie dostaniesz rozgrzeszenia.
      Czyli już co najmniej jeden warunek sakramentu, szczera spowiedź, odpada.
      Rozgrzeszenie nieważne, a dochodzi jeszcze nowy grzech, świętokradztwo.
      Żeby do bierzmowania? W tej sytuacji też nieważne.
      Więc po co to bierzmowanie? Do ślubu kościelnego? A po co, z takim podejściem?
      Uszyj sobie piękną suknię i bierz ślub w magistracie, tam się nie trzeba
      spowiadać. Ślub kościelny jest dla tych, którzy wyznają daną religię i chcą w
      niej wychować swoje dzieci.

      > Chciałam się uczciwie wyspowiadać z wszystkich grzechów,
      > ale skoro się nie da, to muszę to załatwić pokrętnie.

      Nic nie załatwisz. To już nie będą sakramenty, tylko szopka.
      Z kogo drwisz?
      Z dziecka, które za chwilę przysięgniesz wychowywac po katolicku, jak i następne?
      Z księdza, któremu się spowiadasz, i tego, który da ślub?
      Z siebie?
      Czy z Chrystusa?


      > Chciałam się z Wami podzielić tą wiadomością, bo jest mi bardzo przykro.

      Mnie też.
      • lisa_simpson1 do a_weasley 05.12.05, 06:17
        Wez ty daj dziewczynie spokoj , a co do drwin to sie sama zastanow co ty
        piszesz ! Kto ci tu drwi z Chrystusa, puknij ze sie w glowe .To ze ktos chce
        wziasc slub i zyc wedlug zasad kosciola ,tyle ze nawet zal za grzechy nie
        pomaga przy spowiedzi to juz paranoja. Uwarzam ze niektorzy ksieza wogole
        mineli sie z powolaniem,a to ze nie dal jej odposzczenia grzechow( rozumiem )
        poniewaz zyje z damym facetem ,zal za grzechy jest i to jest wazne,tyle ze
        rozgrzeszenia nie dostala poniewaz zyje z damym gosciem,a jak mozna zalowac za
        grzechy i postanowic poprawe jak sie grzech dalej bedzie czynilo.

        I gdzie negujesz dziewczyno,cnotko jedna ,ksiadz nie dal rozgrzeszenia ale czy
        porozmawial z nia co powinna uczynic by wyzbyc sie grzechu i dalej go nie
        popelniac? Czy ty slyszysz co dziewczyna nam tutaj wogole mowi??? Mysli ze to
        wina jej narodzonego dziecka.
        Gdzie wsparcie???
        Niedosc ze nie ma go od ksiedza,to i takie osoby jak ty doluja , dobrze
        postepujesz piszac ze w takich syuacjach nie nalezy klamac ,ale nie doluj
        dziewczyny, takim osobom nalezy podac reke a nie gnoic.Przyciagaj do Boga a nie
        odpychaj.

        A teraz kilka slow do Calineczki ,idz do innego ksiedza podziel sie z nim
        swoimi troskami ,powiedz jaka masz sytuacje ,nie klam, zreszta jak masz klamac
        to lepiej wogole do spowiedzi nie idz,zreszta po co jak ma spowiedz byc nie
        szczera. Postanow poprawe, powiedz ze z narzeczonym wspolzyc nie bedziesz do
        czasu slubu,postaraj sie zyc w czystosci do tego czasu ,glownie o to im chodzi .
        Naprawde nie zrazaj sie jednym ksiedzem, sa to naprawde wyjatki . Ja w swoim
        zyciu napotakalam dwoch ksiezy(nie z powolania chyba),ale reszta ...zawsze
        mozesz sie do nich zwrocic z rada i porada.
        A slub piekna sprawa,bardzo mnie cieszy ze chcecie sie pobrac w kosciele,i zyc
        po Katolicku.

        Zycze powodzenia na nowej drodze zycia.
        Wszystkiego dobrago.
        • agulag26 Re: do a_weasley 05.12.05, 09:14
          szkoda słów - nie będę wam nawet opisywac co ja przeżyłam za koszmar spowiedzi
          slubnej bo nie chcę tego wspominać. powiem tylko że po 40 minutach prawie
          krzyczenia na mnie, podszedł do konfesjonału mój wtedy jeszcze narzeczony. to
          było w wieczór przed slubem. a ksiądz powiedział mu że idzie na kolacje.i nie
          bedzie go spowiadał. prosiliśmy, tłumaczyliśmy. nic. koleś poszedł jeść. a my
          szukaliśmy po Poznaniu księdza który go wyspowiada. bardzo zmieniło się wtedy
          moje patrzenie na pewne sprawy. bez komentarza.
          • annajustyna Re: do a_weasley 05.12.05, 19:10
            ????? To jakis horror...
        • a_weasley Częściowo się zgadzam 05.12.05, 11:10
          lisa_simpson1 napisała:

          > Wez ty daj dziewczynie spokoj , a co do drwin to sie sama zastanow co ty
          > piszesz !

          Po pierwsze: jestem facetem.

          > Kto ci tu drwi z Chrystusa, puknij ze sie w glowe.

          Autorka wątku i wszyscy, którzy kombinują "nakłamię księdzu i dostanę kartkę od
          spowiedzi (podpis na protokóle, ślub, ostatnie namaszczenie trupa - niepotrzebne
          skreślić)".

          > wziasc slub i zyc wedlug zasad kosciola ,tyle ze nawet zal za grzechy nie
          > pomaga przy spowiedzi to juz paranoja. Uwarzam ze niektorzy ksieza wogole
          > mineli sie z powolaniem,

          A to akurat prawda.

          > a to ze nie dal jej odposzczenia grzechow( rozumiem )
          > poniewaz zyje z damym facetem ,zal za grzechy jest i to jest wazne,tyle ze
          > rozgrzeszenia nie dostala poniewaz zyje z damym gosciem,a jak mozna zalowac za
          > grzechy i postanowic poprawe jak sie grzech dalej bedzie czynilo.

          Dokładnie to miałem na myśli. Jedynym wyjściem jest postanowić poprawę i nie
          grzeszyć więcej. Co jest bardzo trudne, kiedy się razem mieszka (nie powiem, że
          niemożliwe).

          > Niedosc ze nie ma go od ksiedza,to i takie osoby jak ty doluja , dobrze
          > postepujesz piszac ze w takich syuacjach nie nalezy klamac ,ale nie doluj
          > dziewczyny,

          Cóż. Już Ewangelia wspomina o tych, którzy odchodzili zniesmaczeni, mówiąc
          "twarda to jest mowa, któż jej słuchać może?"

          > Postanow poprawe, powiedz ze z narzeczonym wspolzyc nie bedziesz do
          > czasu slubu,postaraj sie zyc w czystosci do tego czasu ,glownie o to im chodzi

          A to ja akurat zdecydowanie popieram.
      • mabra1 Re: Widocznie nie zasłużyłaś 05.12.05, 09:12
        a_weasley napisał:

        > Rozgrzeszenia nie dostałaś nie dlatego, że z nim mieszkasz, tylko dlatego, że
        > nie było mocnego postanowienia poprawy. Gdybyś postanowiła, że nie będziecie
        > współżyć do ślubu, tobys rozgrzeszenie dostała.

        Widać a_weasley, że byłaś bardzo pilna na naukach przedmałżeńskich. Tylko
        szkoda, że sama nie ruszyłaś trochę głową. Po co ludzie chcą ślubu, dla szopki?
        Nie, właśnie po to żeby żyć w małżeństwie! Różnie ludziom się układa i nie
        zawsze jest tak, że najpierw ślub, a później dziecko. I jeśli już się zdarzyło
        odwrotnie to Kościół powinnien to zaakceptować, a nie zmuszać ludzi do kłamstwa
        i kombinowania jak dostać rozgrzeszenie.
        • a_weasley Re: Widocznie nie zasłużyłaś 05.12.05, 11:03
          mabra1 napisała:

          > Widać a_weasley, że byłaś bardzo pilna na naukach przedmałżeńskich.

          Uwaga na marginesie: nie jestem i nigdy nie byłem kobietą.

          Tylko
          > szkoda, że sama nie ruszyłaś trochę głową. Po co ludzie chcą ślubu, dla szopki?
          > Nie, właśnie po to żeby żyć w małżeństwie! Różnie ludziom się układa i nie
          > zawsze jest tak, że najpierw ślub, a później dziecko. I jeśli już się zdarzyło
          > odwrotnie to Kościół powinnien to zaakceptować, a nie zmuszać ludzi do kłamstwa
          > i kombinowania jak dostać rozgrzeszenie.

          Ależ tu nie ma nic do kombinowania. I jak znam życie, to problem nie polega na
          tym, że jest dziecko, tylko na tym, żeby od spowiedzi do ślubu ze sobą nie żyć.
          Żeby dostać rozgrzeszenie, trzeba m.in. szczerze się wyspowiadać (czyli żadne
          świadome zatajanie nie wchodzi w grę) i mocno postanowić poprawę.
          Jeżeli ktoś nie obiecuje, że sobie da siana z seksem do ślubu, rozgrzeszenia nie
          dostanie. Jezus powiedział jawnogrzesznicy "idź i nie grzesz więcej", a nie "idź
          i grzesz dalej".
          Jeżeli ktoś obiecuje nieszczerze, a zamierza dalej robić swoje, spowiedź jest
          nieważna, a on sam popada w grzech przeciwko Duchowi Świętemu "grzeszyć zuchwale
          w nadziei miłosierdzia Bożego".
      • sabina Re: Widocznie nie zasłużyłaś 05.12.05, 11:13
        > Rozgrzeszenia nie dostałaś nie dlatego, że z nim mieszkasz, tylko dlatego, że
        > nie było mocnego postanowienia poprawy. Gdybyś postanowiła, że nie będziecie
        > współżyć do ślubu, tobys rozgrzeszenie dostała.
        zebys sie nie zdziwil, mieszkanie ze soba bez slubu, nawet jesli zaprzestanie
        sie wspolzycia, jest grzechem szerzenia zforszenia wedlug kosciola.
    • lanka_cathar Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 05.12.05, 10:08
      Zapewne duża część osób mnie zlinczuje na forum, ale odpowiadając na post
      przedmówczyni: TAK, MY BIERZEMY ŚLUB KOŚCIELNY DLA SZOPKI. Raz w życiu mam
      szansę na białą kieckę, a do USC za bardzo ona nie pasuje. Ja do kościoła
      chodzę na śluby znajomych i ze święconką dla świętego spokoju, ale też na sam
      koniec mszy, żeby tylko było skropione wodą święconą, mój przyszły mąż na mszy
      był chyba 15 lat temu, jego mamusia wie, że chodzi co niedzielę. Przy
      spisywaniu protokołu i na spowiedzi będziemy łgali jak z nut, żeby mieć
      rozgrzeszenie, więc 'nie mieszkamy razem, nie sypiamy ze sobą i planujemy co
      najmniej troje dzieci'. Może to hipokryzja, ale jak patrzę po znajomych, to
      kościelny jest brany wyłącznie dla białej kiecki i, żeby mamie/babci/cioci
      (niepotrzebne skreślić) było miło. Kościół jest instytucją niereformowalną i
      pełną sprzeczności. A każdy ma prawo mieć taki ślub jak chce, więc nie dziwię
      się autorce wątku, że ma zamiar kłamać.
      • paul_ina Budujące. Pokolenie JP II... 05.12.05, 11:01
      • a_weasley Magistrat też dla ludzi 05.12.05, 11:20
        lanka_cathar napisała:

        > Zapewne duża część osób mnie zlinczuje na forum, ale odpowiadając na post
        > przedmówczyni: TAK, MY BIERZEMY ŚLUB KOŚCIELNY DLA SZOPKI. Raz w życiu mam
        > szansę na białą kieckę, a do USC za bardzo ona nie pasuje.

        Poczytaj sobie tutejsze dyskusje, wcale ten pogląd nie jest powszechny.
        Spokojnie w USC można brać ślub w typowo ślubnej sukni, tak też niektóre robią.
        Można też urządzić magistracki ślub poza USC, masz dużo większą swobodę niż przy
        ukształtowaniu ślubu kościelnego.

        Ja do kościoła
        > chodzę na śluby znajomych i ze święconką dla świętego spokoju, ale też na sam
        > koniec mszy, żeby tylko było skropione wodą święconą, mój przyszły mąż na mszy
        > był chyba 15 lat temu, jego mamusia wie, że chodzi co niedzielę.

        Po co wychodzisz za niedojrzałego szczeniaka, który udaje, że chodzi do
        kościoła, żeby mamusia się nie czepiała?

        > spisywaniu protokołu i na spowiedzi będziemy łgali jak z nut, żeby mieć
        > rozgrzeszenie, więc 'nie mieszkamy razem, nie sypiamy ze sobą i planujemy co
        > najmniej troje dzieci'.

        Czyli chcecie zacząć budowę wspólnego życia od zeszmacenia się (co mnie akurat
        mało obchodzi, najwyżej Twój mężczyzna zapuści brodę, żeby nie patrzeć
        codziennie w lustro), oraz od zrobienia szopki z tego, co dla większości
        obywateli, w tym i dla mnie, jest święte (co mnie obchodzi dużo bardziej).

        > Może to hipokryzja,

        Chciałem pisać "nie może, tylko na pewno", ale po namyśle stwierdzam, że znam
        trafniejsze określenia, których nie przytoczę, gdyż są to słowa powszechnie
        uważane za obelżywe.

        > ale jak patrzę po znajomych, to kościelny jest brany wyłącznie
        > dla białej kiecki i, żeby mamie/babci/cioci (niepotrzebne skreślić) było miło.

        Gratuluję znajomych.

        > Kościół jest instytucją niereformowalną i pełną sprzeczności.

        Nie podoba się? To do widzenia. Weź ślub w magistracie, nie okłamując wszystkich
        dookoła i nie robiąc sobie jaj ze spraw, które nie są do zabawy. Jeżeli nie
        szanujesz Boga, szanuj siebie. A jeżeli i siebie nie szanujesz, to po prostu
        oszczędź sobie i księżom dodatkowej pracy. Po co chodzić na głupie nauki,
        odpowiadać na bzdurne pytania jakiemuś staremu kawalerowi w sutannie, plątać się
        w kłamstwach, jeżeli tego wszystkiego można spokojnie uniknąć?

        > A każdy ma prawo mieć taki ślub jak chce,

        Ano cóż. Pod latarnią też każda ma prawo stać. I też się taką postawę
        odpowiednio podsumowuje.

        > więc nie dziwię się autorce wątku, że ma zamiar kłamać.

        Zdaje Ci się, że jak nie masz szacunku dla siebie, chcesz uroczyście kłamać,
        żeby mieć białą kieckę, to już wszystkie takie?
      • minerwamcg Po co Kościół komuś, kto nic o nim nie wie? 05.12.05, 11:45
        > chodzę na śluby znajomych i ze święconką dla świętego spokoju, ale też na sam
        > koniec mszy, żeby tylko było skropione wodą święconą,

        Zdziwię Cię: w Wielką Sobotę w kościele w ogóle nie ma mszy. Poświęcenie
        jedzenia to pięciominutowy obrzęd.
        • annajustyna Re: Po co Kościół komuś, kto nic o nim nie wie? 05.12.05, 19:03
          Bez przesady, u nas trwa 10 minut. Pzdrsmile)))
          • minerwamcg Całe dziesięć? Ojej... 06.12.05, 00:03
            No proszę, są jeszcze pobożni księża na świecie smile)))
      • ra81 Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 05.12.05, 12:00
        o rany ale jestes malo asertywna! kiecki bialej do usc nie wlozysz, bo nie
        wypada, koscielny bierzesz, bo wypada... i co, zarabiac wiecej niz maz tez nie
        bedziesz, bo nie wypada, do slubu pojedziesz biala limuzyna, mimo, ze Cie nie
        stac, ale tak wypada, a wlasnym samochodem to obciach i do konca zycia bedziesz
        sie meczyc! strasznie Ci wspolczuje! odwagi, uwierz w siebie!
      • annajustyna Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 05.12.05, 18:55
        Odpowiem Ci jak prawdziwy grzesznik-czlonek KK: nie chodzimy z mezem co
        niedziela do kosciola (mieszkamy przejsciowo za granica i do kosciola trzeba
        jechac na 2. koniec miasta + sa 2 msze b. wczesnie rano i 1 b. pozno). Zylismy
        ze soba przed slubem - nie moglismy zawrzec zwiazku tak szybko jak chcielismy,
        zrobilismy to przy pierwszej okazji (urlop + odpowiednia suma oszczednosci).
        Planujemy 1 dziecko (KK nie narzuca 3,4,5 dzieci, wrecz przeciwnie). Kosciol
        sie reformuje (porownaj chocby KK dzis i w latach 20.) Jestesmy z mezem
        szczerze wierzacy i szczerze modlacy sie o niezbedne zmiany w KK + modlimy sie
        tez za grzesznikow, m.in. za zlych kaplanow (bo tacy sa, tego nikt nie
        zaprzecza). Wiecej informacji? A moze chociaz poczytasz katechizm KK i cos Ci
        sie rozjasni?

        Ania & Tomek 03.09.2005
      • jat000 Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 15.12.05, 23:25
        to chyba nie kosciol jest niereformowalny tylko TY. Sama przeczytaj to co napisalas i powinnqas dojsc do takiego wniaosku
    • lanka_cathar Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 05.12.05, 10:10
      Jeśli mielibyśmy robić ślub tylko po naszemu, to byłby to cywilny. Ale jak to
      się ładnie mówi: 'chleba i igrzysk dla ludu'. Niech się rodzina bawi.
      • a_weasley Dla kogo ślub 05.12.05, 11:23
        lanka_cathar napisała:

        > Jeśli mielibyśmy robić ślub tylko po naszemu, to byłby to cywilny. Ale jak to
        > się ładnie mówi: 'chleba i igrzysk dla ludu'. Niech się rodzina bawi.

        To w końcu kto zakłada rodzinę, Wy czy rodzice obu stron?
        I co dalej? Chrzciny dla rodziny, Pierwsza Komunia dla rodziny i ogólnie biorąc
        życie w kłamstwie i takież wychowywanie dzieci?
        Nie chciałabyś być sobą wreszcie?
        • asia785 Re: Dla kogo ślub 05.12.05, 11:32
          A ten się czepia cały czas. Zwykle slub biorą młodzi ale wesele jest już dla
          gości, taka poprostu tradycja, a co do twojej opinii na temat kościoła to
          jeżeli się trochę interesujesz to kościól jest pelen sprzeczności, księża to
          tylko ludzie tak samo grzeszący jak my. Więc jeżeli taki w konfesjonale próbuje
          zrobić z siebie świętego,a z innych strasznych grzeszników to wybacz ale sama
          bym sie wkurzyła nikt nie jest święty, a jeżeli jest niech pierwszy rzuci
          kamień. Przez takich ksiezy bez powołania coraz częściej ludzie odchodzą od
          kościoła, a to przykre bo w końcu idzie się tam dla Boga a nie księdza
          człowieka takiego samego jak ty czy ja.
          • pantarejka Re: Dla kogo ślub 15.12.05, 19:07
            asia785 napisała:

            > A ten się czepia cały czas. Zwykle slub biorą młodzi ale wesele jest już dla
            > gości, taka poprostu tradycja, a co do twojej opinii na temat kościoła to
            > jeżeli się trochę interesujesz to kościól jest pelen sprzeczności, księża to
            > tylko ludzie tak samo grzeszący jak my. Więc jeżeli taki w konfesjonale
            próbuje
            >
            > zrobić z siebie świętego,a z innych strasznych grzeszników to wybacz ale
            sama
            > bym sie wkurzyła nikt nie jest święty, a jeżeli jest niech pierwszy rzuci
            > kamień. Przez takich ksiezy bez powołania coraz częściej ludzie odchodzą od
            > kościoła, a to przykre bo w końcu idzie się tam dla Boga a nie księdza
            > człowieka takiego samego jak ty czy ja.

            Niektórzy o samym Chrystusie powiedzieliby, że nie ma powołania smile Ksiądz jest
            od tego, by z Kościoła nie robiono szopek. Jeśli ktoś chce żyć w swoim
            zrelatywizowanym świecie, to może wziąć ślub w USC.
        • agnes_l25 Re: Dla kogo ślub 05.12.05, 11:35
          Daruj już sobie, wystarczająco dziewczynie nagadałeś.
          "Kto sam jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień". Taki świętoszek jesteś,
          że masz prawo rozliczać innych?
          • a_weasley Re: Dla kogo ślub 05.12.05, 11:43
            agnes_l25 napisała:

            > Daruj już sobie, wystarczająco dziewczynie nagadałeś.
            > "Kto sam jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień".

            Cytat na cytat:
            Jeślim co źle powiedział, wykaż, w czym źle, a jeśli dobrze, czemu mnie atakujesz?
            • agnes_l25 Re: Dla kogo ślub 05.12.05, 12:10
              Nie chodzi o to co mówisz, tylko jak mówisz. A w tym Twoim kościele, którego
              zasady tak dobrze znasz miłosierdzia nie uczą? Uważasz, że obrażaniem kogoś
              nawrócisz go na "właściwą" drogę?
              • annajustyna Re: Dla kogo ślub 05.12.05, 12:18
                Ucza, ucza. M. Luter wlasnie dlatego zrobil reformacje (a wlasciwie nie tyle
                zrobil, tylko zostal do niej zmuszony:, choc malo o tym wie, ze walczyl o
                prawdesmile))) Weasley, chyba dobrze kojarze Twoje wyznanie. A dla Agnes: nawet
                lotrowi nalezalo sie Milosierdzie Boskie, ale on ZALOWAL... a nie po prostu
                wypapalal swoje przewiny...
                • a_weasley Re: Dla kogo ślub 05.12.05, 12:43
                  annajustyna napisała:

                  > Ucza, ucza. M. Luter wlasnie dlatego zrobil reformacje (a wlasciwie nie tyle
                  > zrobil, tylko zostal do niej zmuszony:, choc malo o tym wie, ze walczyl o
                  > prawdesmile))) Weasley, chyba dobrze kojarze Twoje wyznanie.

                  Ja akurat jestem metodystą, ale sytuacja podobna. Podobnie jak luteranie
                  uważamy, że czarne jest czarne, a białe jest białe.

                  > lotrowi nalezalo sie Milosierdzie Boskie, ale on ZALOWAL... a nie po prostu
                  > wypapalal swoje przewiny...

                  Powiem więcej, otwartym tekstem twierdził na krzyżu, że otrzymuje to, co mu się
                  sprawiedliwie należało.
              • a_weasley Re: Dla kogo ślub 05.12.05, 12:47
                agnes_l25 napisała:

                > Nie chodzi o to co mówisz, tylko jak mówisz. A w tym Twoim kościele, którego
                > zasady tak dobrze znasz miłosierdzia nie uczą?

                Miłosierdzia tak, akceptacji wszystkiego, co kto sobie dla wygody wymyśli, nie.
                I uczą przede wszystkim, że człowiek nie jest bogiem. Bóg jest Bogiem. Ci,
                którzy robią sobie z tego, co ustanowione, żeby zbliżyć ludzi do Boga, ludowy
                obyczaj z białą kiecką, a do kapłanów mają pretensje, że żądają traktowania
                poważnych spraw poważnie - o tym właśnie zapomnieli.

                > Uważasz, że obrażaniem kogoś
                > nawrócisz go na "właściwą" drogę?

                Uważam w każdym razie, że nie ma powodu mówić komuś, kto czyni źle, że czyni
                dobrze. Przynajmniej Jezus tak nie postępował. Przeciwnie, rąbał prawdę w oczy
                aż się kurzyło.
                • annajustyna Re: Dla kogo ślub 05.12.05, 12:52
                  Teraz ja dodam wiecej: traktowanie czlowieka jako Boga to satanizm (skrajny
                  ateizm). A propos bezceremonialnosci Jezusa: ojciec Pio tez byl niezlysmile))).
                  Pzdr.
      • asia785 Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 05.12.05, 11:25
        Tak mi przykro calineczka. W sumie to nie wiem jak będzie u mnie po 6 latach
        ślubu cywilnego ale z tego co mówił nasz proboszcz to raczej księża są nam
        przychylni. Poprostu trafiłas na beznadziejnego księdza idź gdzieś indziej. a
        co do lanki_cathar jesteś super, dzięki za szczerość życze szczęścia.
        • ra81 Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 05.12.05, 11:52
          asia785 napisała:
          "a co do lanki_cathar jesteś super, dzięki za szczerość życze szczęścia"


          zle sie dzieje w panstwie dunskim...

          lanka jest super, bo nie umie zyc zgodnie z wlasnymi przekonaniami? bo jej
          dorosly narzeczony oszukuje mamusie od 15 lat, ze chodzi do kosciola? bo ona
          sama wezmie slub koscielny, zeby rodzinka byla zadowolona? zenada! dulszczyzna!

          a_weasley, jestes super, dzieki za szczeroscsmile
          • mabra1 Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 05.12.05, 11:59
            dulszczyzną można nazwać to co się dzieje teraz na forum, to jak się obrażamy
            nawzajem. Nie powiedziałabym tego o lance_cathar. Przynajmniej potrafi
            powiedzieć, co myśli o praktykach kościelnych i niczego nie owija w bawełnę.
            Jeśli chodzi o a_weasley, to przepraszam nie wyczułam, że jesteś płci męskiej.
            • a_weasley Co to jest dulszczyzna 05.12.05, 12:05
              mabra1 napisała:

              > dulszczyzną można nazwać to co się dzieje teraz na forum, to jak się obrażamy
              > nawzajem.

              Można, jeśli się nie czytało "Moralności pani Dulskiej" ani nie zna znaczenia
              tego pojęcia.
              Istotą dulszczyzny jest zasada "nieważne, jak jest, ważne, jak wygląda na zewnątrz".

              > Nie powiedziałabym tego o lance_cathar.

              Postawy, które ogólnie rozumie się pod pojęciem dulszczyzny, sama LC deklaruje
              tutaj otwartym tekstem.

              > Przynajmniej potrafi powiedzieć, co myśli o praktykach kościelnych i niczego
              nie owija w bawełnę.

              Potrafi. Obcym ludziom, którzy ani jej nie widzą, ani nie wiedzą, jak się
              nazywa. Nie teściowej, ciociom, wujkom, sąsiadom i komu tam jeszcze. Nie
              księdzu. Potrafi tam, gdzie to nic nie kosztuje.
              • mabra1 Re: Co to jest dulszczyzna 05.12.05, 12:13
                owszem pojęcie znam, tylko widzę je trochę inaczej niż Ty. Dla mnie Panią
                Dulską jesteś właśnie Ty, głoszący prawdy i teorie kościelne, a zarazem
                obrażający innych na tym forum. Wiesz co to jest tolerancja? Potrafisz
                zaakceptować zachowania innych? Po twoich postach, które skreślają wszystkich
                żyjących w związkach nieformalnych widzę, że nie.
                Mam nadzieję, że Calineczka trafi na księdza, który da jej rozgrzeszenie, NAWET
                znając jej sytuację.
                • annajustyna Re: Co to jest dulszczyzna 05.12.05, 12:15
                  Musialby to byc ksiadz odstepca, czyli de facto ekskomunikowanysmile)) (zakladam,
                  ze nie byla to spowiedz dzien üprzed slubem i ze Calineczka nie zyje w bialym
                  zwiazku)... Dziwne, piszemy wszyscy po polsku, a kazdy rozumie, co che...
                • a_weasley Re: Co to jest dulszczyzna 05.12.05, 12:25
                  mabra1 napisała:

                  > owszem pojęcie znam, tylko widzę je trochę inaczej niż Ty. Dla mnie Panią
                  > Dulską jesteś właśnie Ty, głoszący prawdy i teorie kościelne, a zarazem
                  > obrażający innych na tym forum.

                  Dotychczas obraźliwe określenia padły w tym wątku głównie pod moim adresem, to
                  po pierwsze.
                  Po wtóre, dulszczykiem tobym był, gdybym tutaj głosił takie poglądy, a wśród
                  politpoprawnych, nowoczesnych, zeuropeizowanych znajomych dudy w miech. Tak
                  jednak nie jest. Mam jedną twarz. I miałem przez to kupę kłopotów, których bym
                  uniknął, gdybym potrafił sobie w razie potrzeby wytworzyć drugą czy trzecią.

                  > Wiesz co to jest tolerancja?

                  Wiem. I żądam jej również dla siebie i takich jak ja.

                  > Potrafisz zaakceptować zachowania innych?

                  Nie wszystkie. I religia chrześcijańska w jakiejkolwiek odmianie wcale nie
                  nakazuje akceptowania wszystkiego. Wręcz przeciwnie, zakazuje. Nakazuje
                  natomiast "niech mowa wasza będzie tak - tak, nie - nie; co nadto, od złego jest".

                  > Po twoich postach, które skreślają wszystkich żyjących w
                  > związkach nieformalnych widzę, że nie.

                  Pierwsze słyszę.
                  Nie skreślam ludzi żyjących w związkach nieformalnych, a kto twierdzi, że tak,
                  niechaj poda link do takich wypowiedzi lub na zawsze w tej sprawie zachowa
                  milczenie.
                  Natomiast nie jestem w stanie szanować ludzi, którzy publicznie deklarują to, w
                  co nie wierzą. Napisane jest bowiem "wszystko, co nie wypływa z przekonania,
                  jest grzechem". Nie jestem po prostu w stanie szanować tego, kto sam siebie nie
                  szanuje.
                  Jeżeli ktoś nie wierzy, jego rzecz.
                  Ktoś żyje w związku nieformalnym, jego rzecz. Ale jeżeli robi coś, czego religia
                  katolicka zakazuje, niech nie ma pretensji, że kapłan tejże religii załatwia go
                  odmownie.
                  Powtarzam: po to 200 lat temu wymyślono, a 60 lat temu wprowadzono w całej
                  Polsce (w b. zaborze pruskim były już za Niemca) urzędy stanu cywilnego, żeby
                  można było wziąć ślub nie składając żadnych deklaracji religijnych.

                  > Mam nadzieję, że Calineczka trafi na księdza, który da jej rozgrzeszenie, NAWET
                  >
                  > znając jej sytuację.
              • annajustyna Re: Co to jest dulszczyzna 05.12.05, 12:13
                Weasley, jak zwykle masz racje, ale -jak w wieluuuu watkach- ludzie naprawde
                rozumieja uczciwosc i odwage cywilna zupelnie inaczej niz Ty czy ja... Mnie sie
                juz nie chce przekonywac do moich racji, bo w sumie po co???? Oto bohaterka
                tego watku zostala dziewczyna promujaca zaklamanie i dwulicowosc, a forum
                odzialo ja w piorka obronczyni wolnosci pogladow i odwagi(sic!!!!) ich
                wyrazania... Prawdziwy czeski film! Pozdrawiam Cie jak zwykle serdecznie (choc
                nie dales wciaz odpowiedzi, czy Wasz slub koscielny sie udal, wesele etc., ale
                zakladam, ze wszystko poszlo pico bellosmile))).
                • a_weasley OT - nasz ślub 05.12.05, 13:07
                  annajustyna napisała:

                  > nie dales wciaz odpowiedzi, czy Wasz slub koscielny sie udal, wesele etc., ale
                  > zakladam, ze wszystko poszlo pico bellosmile))).

                  Wszystko to nie, trochę się organista gubił.
                  Ale poza tym wypadło jak trzeba. W ostatniej chwili dołączył trzeci duchowny,
                  znany niektórym ks. Oszajca. Nabożeństwo było najbardziej ekumeniczne jak się
                  da, idealna symetria między udziałem pastora i księży katolickich. Pastor pytał
                  mnie, ksiądz Minerwę, ks. Oszajca związał nas stułą, ja złożyłem przysięgę przed
                  pastorem wg roty metodystycznej, Minerwa przed księdzem wg roty katolickiej,
                  błogosławili nas na różne sposoby wszyscy trzej. Pierwsze czytanie z tłumaczenia
                  brytyjskiego, drugie z Tysiąclatki, a trzecie z przekładu ekumenicznego.
                  Śpiewane było "Pasterzem moim jest Pan", "Oto jest dzień" i "Gdy kiedyś Pan
                  powróci znów".
                  Ks. Czajkowski powiedział piękne kazanie, w którym m.in. zaznaczył, że termin
                  "małżeństwo mieszane" jest niezręczny i o wiele lepiej brzmiałoby "małżeństwo
                  ekumeniczne".
                  Goście, w większości katolicy, byli bardzo zbudowani taką uroczystością.
                  • annajustyna Re: OT - nasz ślub 05.12.05, 13:40
                    Swietna uwaga odnosnie "Malzenstwo mieszane" smile)). Uwielbiam Czajkowskiego,
                    Oszajcy wypowiedzi znam, choc kojarze go bardziej jako poetesmile))). Nam udzielal
                    slubu (a scíslej prowadzil ceremoniesmile)) zaprzyjazniony ksiadz z bardzo pieknym
                    kazaniem + zostalo nam przeslane osobiste blogoslawienstwo zaprzyjaznionego
                    rektora oblatow z Francji. A przeslalbys jakies zdjecie (chociaz jedno) na
                    priva? To ja chetnie sie moimi tez pochwale...
                    • minerwamcg Re: OT - nasz ślub 05.12.05, 13:53
                      Myśmy tutaj na forum dość sporo pisali o naszym ślubie, m.in. pokłóciliśmy się
                      z pewnym organistą, który dowodził, że instrumentalna "Lili Marleen" na wyjście
                      jest profanacją kościoła (i gromił księży, którzy do tego dopuścilismile))))
                      Wesele było w formie bufetu na 50 osób, grała nam kapela Drewutnia (goście
                      zachwyceni), ja będąc po operacji mogłam tańczyć tylko wolne kawałki, a teść z
                      dolegliwościami reumatycznymi teoretycznie nie mógł wcale, a praktycznie hulał
                      radośnie acz z umiarem smile Tańców mogłoby być więcej, zwłaszcza jakichś wężyków
                      czy kółeczek zbiorowych. Monologi z "Kamienia na kamieniu" Myśliwskiego
                      i "Filozofii po góralsku" ks. Tischnera wygłaszał przezabawnie nasz świadek,
                      aktor Teatru STU.
                      • annajustyna Re: OT - nasz ślub 05.12.05, 14:05
                        U nas naglosnienie bylo kiepskie, na wejscie mialam (wprowadzal mnie ojciec
                        chrzestny, smialismy sie, ze przechytrzylismy KK, bo jak bylam dzieckiem, to
                        zawsze mowilam, ze sie z nim "ozenie", a on, ze ksiadz nas do oltarza razem nie
                        dopusci -jest rodzonym bratem mojej mamy) instrumentalne "Ave Maria", myslalam,
                        ze instrumentalnie brzmi gorzej, komunii na reke nie przeforsowalismy
                        (proboszcz wygladal z zachrystii, jeszcze narobilby rabanu, nieprzyjemny typsmile,
                        ale pod dwiema postaciami oczywiscie, podpisywalismy dokumenty na oltarzu (nie
                        chcialam isc do zachrystii przed slubem, bo wejscie etc.))). Chetnie przesle
                        fotki, jesli jestescie zainteresowani (przezywam ten slub caly czas na nowo, bo
                        tak naprawde, gdyby nie zdjecia, to chyba bym nic nie pamietala z mszy...).
                        Organista swietszy od papieza... Tak jak nasza sasiadka, zgorszyla sie, ze
                        mialam odkryte ramiona, a sama ma kochanka dojezdnegosmile))).
                        • a_weasley Re: OT - nasz ślub 05.12.05, 14:58
                          annajustyna napisała:

                          > nasza sasiadka, zgorszyla sie, ze mialam odkryte ramiona,
                          > a sama ma kochanka dojezdnegosmile))).

                          I jak ktoś nie wie - to, co taka sąsiadka prezentuje, to jest właśnie dulszczyzna.
                          Jak mówił mój instruktor jazdy, człek prostych poglądów a grubej mowy:
                          "Nieraz największe k**** to w niedzielę przed samym ołtarzem stoją, że im się
                          ten ołtarz powinien na pysk wy*******ić za to, co w tygodniu nagrzeszą!"
                          • annajustyna Re: OT - nasz ślub 05.12.05, 15:10
                            He, he. Te oltarze to powinny sie przewracac i na 90% obecnych w koscielesmile)).
            • ra81 Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 05.12.05, 12:09
              alez nikt tu nie boi sie powiedziec, co sadzi o koscielnych praktykach. weasley
              napisal wyraznie, ze zna problem ksiezy mijajacych sie z powolaniem, ja rowniez
              z kosciolem i ksiezmi mam rozne doswiadczenia - i dobre i zle i niczego nie
              gloryfikuje i nie uprawiamy tu apoteozy instytucji K.K.

              dziwi mnie po prostu, ze jesli ktos tak zle mysli o Kosciele, to jeszcze bierze
              slub koscielny, tylko dlatego, ze tak chce otoczenie - to nazywam dulszczyzna

              i wkurza mnie ta falszywa poprawnosc polityczna, ze mozna tylko chwalic i
              pocieszac, a nie mozna miec swojego zdania

              lanka mogla napisac, co uwaza, a my juz nie? bo mamy poglady wyraznie inne od
              Waszych?

              • minerwamcg Nie dostałam rozgrzeszenia - a po co Ci ono? 05.12.05, 12:24
                Jeszcze jeden cytat: "jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, sami siebie
                oszukujemy".
                Do tego, żeby móc jasno powiedzieć, co jest dobrem a co złem, nie trzeba samemu
                być świętym. To dotyczy i Weasleya, i księdza w konfesjonale, i annyjustyny, i
                niżej podpisanej, i wszystkich, którzy dziesięć przykazań traktują poważnie,
                będąc członkiem jakiejś wspólnoty (do której przynależność jest wszak
                dobrowolna) akceptują jej prawa, nie robią z gęby cholewy i próbują
                przynajmniej żyć w jakiej takiej uczciwości wobec samego siebie.
                Bo tak na ludzki rozum: jeżeli ktoś nie liczy się z wymaganiami Kościoła, nie
                boi się Boga, nie jest dla niego ważne zdanie innych ludzi - co takiemu
                człowiekowi zostaje? Wierność samemu sobie. A jeżeli ktoś samego siebie
                oszukuje? Nie liczy się ze swoim własnym zdaniem? Sorry, ale takiej postawy nie
                rozumiem i chyba nie chciałabym rozumieć.
                • annajustyna Re: Nie dostałam rozgrzeszenia - a po co Ci ono? 05.12.05, 12:28
                  Bardzo madrze to napisalassmile))). Dodam tylko, ze wiernosc samemu sobie wymaga
                  wielkiej DOJRZALOSCI...
                • annajustyna Re: Nie dostałam rozgrzeszenia - a po co Ci ono? 05.12.05, 13:47
                  Wlasnie moj malutki rozumek skojarzyl... Weasley i Minerwa... Dla mnie oboje
                  jestescie pierwszorzedni, jesli chodzi o pogladysmile))
            • hanna26 Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 06.12.05, 00:27
              mabra1 napisała:
              > dulszczyzną można nazwać to co się dzieje teraz na forum, to jak się obrażamy
              > nawzajem. Nie powiedziałabym tego o lance_cathar. Przynajmniej potrafi
              > powiedzieć, co myśli o praktykach kościelnych i niczego nie owija w bawełnę.

              Nie przeczytałam jeszcze wszystkich postów, ale ten mnie wyjątkowo rozbawił...

              Droga Mambro, nie wiem, czy zauważyłas, że Lanca_cathar "potrafi powiedzieć, co
              myśli o prkatykach kościelnych", ale wyłącznie na anonimowym, internetowym
              forum dyskusyjnym. Bo swojej rodzinie, rodzinie narzeczonego, księżom itd.
              chyba nie ma za bardzo odwagi tego powiedzieć...
          • annajustyna Czarne to nie biale!!!! 05.12.05, 12:20
            Ja tez jestem superwink)). I Ty tez oczywiscie, bo nie dajemy sie zwariowac i
            nikt nam nie wcisnie, ze czarne jest bialesmile)). Pzdr.
    • fuczka Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 05.12.05, 13:48
      calineczka57,
      bardzo Ci współczuję, że trafiłaś na księdza przez małe "k", ale niestety
      takich też jest nie mało. Spróbuj pójść do innego kościoła, może tym razem
      będzie lepiej. Najważniejsze żebyś się teraz nie zrażała, bo jeśli chcecie się
      pobrać, to nikt, a już na pewno żaden ksiądz nie powinien robić Wam żadnych
      przeszkód.
      Macie dziecko, więc to normalne, że mieszkacie razem i razem jej wychowujecie.
      Na pewno są tacy księża, którzy nie będą Was za to potępiać, a wprost
      przeciwnie.
      A niektórzy na tym forum powinni chyba wziąć na wstrzymanie i w związku z
      faktem, że są już po ślubie przerzucić się np. na forum "dziecko".
      • minerwamcg A niekoniecznie :) 05.12.05, 13:58
        > A niektórzy na tym forum powinni chyba wziąć na wstrzymanie i w związku z
        > faktem, że są już po ślubie przerzucić się np. na forum "dziecko".

        Sporo pytań na tym forum adresowanych jest "do tych, co już są po" i w razie
        czego mogą służyć sprawdzonym kontaktem, adresem, namiarem. Albo przeżyli jakąś
        sytuację i mogą podać przykład, jak z niej wybrnąć.
        • annajustyna Re: A niekoniecznie :) 05.12.05, 14:06
          Wziac na wstrzymanie i zarazem "zabrac" sie za dzieckowink))). Pzdr.
      • annajustyna Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 05.12.05, 19:05
        To oczywiste, ze rodzice wspolnego dziecka, ktorzy sie kochaja mieszkaja razem
        i...nikt od nich nie wymaga zycia jak brat z siostra... Dlatego obowiazuje
        takie pary tylko 1 spowiedz przed slubem...
    • lanka_cathar Do tych co już zdążyli mnie zlinczować. 05.12.05, 18:28
      Zwłaszcza do jednej osoby, mam nadzieję, że będzie wiedziała, że o nią chodzi.
      Po pierwsze, ja nie wychodzę za smarkacza, po drugie nie jestem k... i pod
      latarnię też się nie wybieram, a po trzecie - nie masz prawa mnie oceniać.

      Wyraziłam swoje zdanie, z duskusji na tym forum wynika, że albo wszyscy są
      strasznie bogobojni (a tu macie nagle czarną owcę), albo po prostu 'w każdej
      rodzinie się taki trafi'. Załamywać się Twoim zdaniem nie będę. Z moich
      znajomych jedna koleżanka planowała iść do zakonu, ale przejrzała na oczy, po
      jednej z lekcji religii.

      Na znajomych nie narzekam, to jest ich prywatna sprawa, czy biorą ślub, tak jak
      my chcemy, dla szopki, czy dlatego, że wierzą.

      I jeszcze jedno: ktoś kiedyś zauważył na tym forum, że 'za pieniądze ksiądz się
      modli'. I taka jest prawda, mąż koleżanki przed ślubem nie miał bierzmowania,
      padło tylko jedno pytanie: 'Ile?' I już miał papierek. Wychodzi na to, że
      księża to też hipokryci...

      Sądzicie, że po co te pytania do forumowiczek (chyba płeć żeńska pzreważa): czy
      mówić, że się mieszka razem, czy przyznawać się do współżycia? Ludzie chcą mieć
      święty spokój, a nie szukać innego kościoła. Ciekawa jestem, czy ci, którzy
      dziś mnie oskarżają zachowują czystość do ślubu, chodzą co niedziela na msze.

      A co do tego, że biała typowo 'kościelna' kiecka nie pasuje mi do USC. Tak, nie
      pasuje i ma prawo nie pasować. Rodzina chce ślubu kościelnego? Możemy zrobić im
      przyjemność, bo nam i tak wszystko jedno, a w ten sposób załatwi się ślub
      konkordatowy i od razu dwie ceremonie z głowy.

      Nie osądzajcie, bo kiedyś sami możecie być w sytuacji oskarżonego..

      Pozdrawiam.
      • annajustyna Re: Do tych co już zdążyli mnie zlinczować. 05.12.05, 18:36
        ??? Mam nadzieje, ze glosno glosisz te poglady i ktos zyczliwy odpowiednio
        zareaguje na Wasze zapowiedzi (w koncu m.in. po to sa, aby dac ludziom
        mozliwosc poinformowania ksiedza o czyims ateizmie, ktory wyklucza z Kosciola)
        albo lepiej: spotkaj na swojej drodze naprawde madra osobe (niewazne, duchowna,
        swiecka), dzieki ktorej sie nawrocisz (niekoniecznie na wiare - na wiernosc
        sobie...). Pzdr.
      • annajustyna Re: Do tych co już zdążyli mnie zlinczować. 05.12.05, 18:38
        I jeszcze jedno: nikt nie twierdzi, ze jestes k spod latarni. Dziewczyno, co to
        za argumentacja! Tak samo jak nikt nie twierdzil, ze tylko swieci maja prawo
        nalezec i tworzyc Kosciol. Tylko, ze jedno opuszczenie mszy sw. nie wyklucza z
        Kosciola, a obluda (grzech przeciwko Duchowi Sw.) jak najbardziej.
        • lanka_cathar Re: Do tych co już zdążyli mnie zlinczować. 05.12.05, 18:53
          a_weasley dał mi to do zrozumienia. Co do spotykania mądrych ludzi, jak na
          razie spotkałam na swej drodze katechetkę, która wyzwała mnie od hitlerowców i
          faszystów występujących przeciwko bezbronnemu życiu, po tym jak na jej
          stwierdzenie, że dwunastoletnia dziewczynka, która zostanie napadnięta i
          zgwałcona, zajdzie w ciążę, powinna urodzić to dziecko, bo została wybrana
          przez Boga, wstałam i powiedziałam, że w takim razie ja dziekuję za takiego
          Boga.

          Słudzy Kościoła mogą wyrządzić mu więcej złego takimi tekstami, niż tabun
          powstałych po tym ateistów.

          Poglądy głoszę głośno, nie zawsze spotykają się ze zrozumieniem, ale
          przynajmniej się ich nie boję i nawet przy rodzinie mówię otwarcie, że dla mnie
          ślub kościelny to będzie szopka.

          Co dziwniejsze, zauważyłam, że z moimi poglądami częściej zgadzają się ludzie
          starsi, niż moje pokolenie.
          • annajustyna Re: Do tych co już zdążyli mnie zlinczować. 05.12.05, 19:00
            I bardzo dobrze powiedzialas tej katechetce. Jest wiele sytuacji, z ktorymi NIE
            mozna sie zgodzic. Wiele spraw budzilo, budzi i bedzie budzilo bunt. I co
            gorsza nie ma na nie prostych i dobrych odpowiedzi. I to jest chyba tajemnica
            wiary (mam na mysli nie tyle wiare w Boga, w zycie po, co postawe zyciowa - bo
            wiara to jest wlasnie ta postawa). Nie wiem, kiedy wstepujecie wzwiazek
            malzenski, ale ja okres przed slubem potraktowalam jako wielka podroz - dobrze
            jest wtedy przeanalizowac cale swoje zycie, wyjechac naprawde, poznac jakis
            nowy nurt filozoficzny etc. Nie wiem, moze ja jestem zbyt uduchowiona (moj maz
            mowi, ze powinnam byc pastorem, faktycznie kiedys o tym myslalam). Pzdr.
          • agmani Re: Do tych co już zdążyli mnie zlinczować. 05.12.05, 19:03
            >
            > Poglądy głoszę głośno, nie zawsze spotykają się ze zrozumieniem, ale
            > przynajmniej się ich nie boję i nawet przy rodzinie mówię otwarcie, że dla
            mnie
            >
            > ślub kościelny to będzie szopka.
            >

            Ale przy ksiedzu juz sie nie odwazysz, prawda?
            Nie przejmuj sie, niedojrzalosc do malzenstwa i niezrozumienie istoty
            sakramentu tez moga byc powodem niewaznosci. Kwalifikujesz sie z zapasem.
            • lanka_cathar Re: Do tych co już zdążyli mnie zlinczować. 05.12.05, 19:14
              Ksiądz, a nawet czwórka księży chyba już się pogodzili z moimi poglądami. Choć
              nie ukrywam, że zapewne momentami uszy im więdły. Neokatechumenat jest jednak
              tolerancyjny, może dlatego niektórzy twierdzą, że należą do niego wyrzutki
              społeczeństwa.
              • agmani Re: Do tych co już zdążyli mnie zlinczować. 05.12.05, 19:16
                Ale co ma piernik do wiatraka... znaczy sie neokatechumenat do dulszczyzny?
          • a_weasley Co naprawdę napisałem (i podtrzymuję) 05.12.05, 21:54
            lanka_cathar napisała:

            > a_weasley dał mi to [tzn. że jesteś k. spod latarni] to do zrozumienia.

            Napisałem konkretnie:

            > > A każdy ma prawo mieć taki ślub jak chce,
            > Ano cóż. Pod latarnią też każda ma prawo stać. I też się taką postawę
            odpowiednio podsumowuje.

            I to podtrzymuję.
            Chcesz obłudnie wziąć ślub, nie ma przepisu (państwowego), że nie wolno, ale nie
            dziw się, że CIę nazywają hipokrytką.
            Ktoś inny chce pracować pod latarnią, też nie ma zakazu, ale niech się nie
            dziwi, że zostanie nazwana... no właśnie.
      • minerwamcg Niedoszła zakonnica 05.12.05, 21:45
        Ha! To naprawdę miała "mocne" powołanie!
      • a_weasley Re: Do tych co już zdążyli mnie zlinczować. 05.12.05, 21:46
        lanka_cathar napisała:

        > Zwłaszcza do jednej osoby, mam nadzieję, że będzie wiedziała, że o nią chodzi.

        Wiem, oczywiście. Nie cofam niczego, co napisałem. Teksty o linczu są żałosne.
        Nie sugeruj, że Ci się krzywda dzieje. Napisałaś, co robisz uważając, że jest w
        porządku. Wolno Ci. A parę osób powiedziało Ci w oczy, że to w porządku nie
        jest. Też im (nam) wolno.

        > Po pierwsze, ja nie wychodzę za smarkacza,

        Ależ wychodzisz i zupełnie mnie nie interesuje jego metryka. Zachowuje się jak
        szczeniak.

        > po drugie nie jestem k... i pod latarnię też się nie wybieram, a po trzecie -
        nie masz prawa mnie oceniać.

        Mam takie samo prawo oceniać Ciebie, jak Ty masz prawo oceniać mnie i księży, i
        tym samym nasze prawa znoszą się wzajemnie.
        Ogłosiłaś publicznie, jaką postawą prezentujesz, i tym sposobem dajesz innym
        prawo do komentowania tego. Również krytycznego.

        > I taka jest prawda, mąż koleżanki przed ślubem nie miał bierzmowania,
        > padło tylko jedno pytanie: 'Ile?' I już miał papierek. Wychodzi na to, że
        > księża to też hipokryci...

        Wychodzi z tego, że wśród księży ZDARZAJĄ SIĘ hipokryci. Nie masz prawa
        generalizować i obrażać nie-hipokrytów, których wedle moich obserwacji jest
        większość.

        > święty spokój, a nie szukać innego kościoła. Ciekawa jestem, czy ci, którzy
        > dziś mnie oskarżają zachowują czystość do ślubu, chodzą co niedziela na msze.

        Nic Cię to nie powinno obchodzić. Jacy by nie byli, Twoja postawa nie jest nic
        uczciwsza.
        My z żoną chodzimy co niedziela.

        > Nie osądzajcie, bo kiedyś sami możecie być w sytuacji oskarżonego..

        Ale to, że kiedyś ktoś z nas może coś ukraść, a może zabić, nie odbiera nam
        prawa do nazywania tego, kto się chwali że kradnie - złodziejem, tego, kto
        zabija - mordercą, a tego, kto publicznie deklaruje wiarę w to, w co nie wierzy
        - eufemistycznie mówiąc, hipokrytą.

        >
        > Pozdrawiam.
    • lanka_cathar Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 05.12.05, 19:11
      Co do wątku a_weasley'a, ze wychodzę za szczeniaka,który ukrywa przed matką, że
      nie chodzi do kościoła. Jego matka mogłaby tej informacji nie przeżyć, ale mój
      przyszły teść doskonale zdaje sobie sprawę z 'bogobojności' mojego
      niezadługomęża. Jeśli zaś ktokolwiek twierdzi, że głoszę, to co głoszę, bo nie
      widać mojej twarzy i nie znacie mojego nazwiska, to informuję, że jeśli ktoś z
      was należy do grono.net, wpiszcie w wyszukiwarce: Lanka Cathar i będziecie mieć
      mój profil. Z imieniem, nazwiskiem, kierunkiem studiów, dyscypliną sportową,
      którą trenuję.
      • agmani Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 05.12.05, 19:19
        Internet jest pojemny, mozna w nim pisac, co sie chce. Watpie, zeby komus
        chcialo sie wyszukiwac, jak sie nazywasz. Nie takie rzeczy sa w necie. Tylko
        skoro jestes taka odwazna przed obcymi ludzmi, czemu brakuje Ci elementarnej
        odwagi wobec samej siebie?
      • minerwamcg A co nas to obchodzi? 05.12.05, 21:41
        >Jeśli zaś ktokolwiek twierdzi, że głoszę, to co głoszę, bo nie
        > widać mojej twarzy i nie znacie mojego nazwiska, to informuję, że jeśli ktoś
        > z was należy do grono.net, wpiszcie w wyszukiwarce: Lanka Cathar i będziecie
        > mieć mój profil. Z imieniem, nazwiskiem, kierunkiem studiów, dyscypliną
        > sportową, którą trenuję.

        A co nas to obchodzi? Tutaj człowiek jest tym, co pisze.
    • calineczka57 Re: Udało się!!! 05.12.05, 21:58
      Rozmawiałam dzisiaj z innym księdzem - znajomym mojej siostry. Nie poszłam do
      konfesjonału, tylko na plebanię. Dostałam rozgrzeszenie, pomimo mieszkania z
      moim narzeczonym. Widać w kościele, jak w życiu - prawo można interpretować na
      wiele sposobów. Dzięki wszystkim za wsparcie!!! Pozdrawiam
      • a_weasley Re: Udało się!!! 05.12.05, 22:00
        calineczka57 napisała:

        > Rozmawiałam dzisiaj z innym księdzem - znajomym mojej siostry. Nie poszłam do
        > konfesjonału, tylko na plebanię. Dostałam rozgrzeszenie, pomimo mieszkania z
        > moim narzeczonym. Widać w kościele, jak w życiu - prawo można interpretować na
        > wiele sposobów. Dzięki wszystkim za wsparcie!!! Pozdrawiam

        No i jeśli tylko nie zataiłaś nic świadomie, aniś nie obiecała nic, czego byś
        nie miała szczerego głębokiego zamiaru dotrzymać, to gra muzyka (organowa w tym
        przypadku).
        • asertywny_alternator Re: Udało się!!! 05.12.05, 22:37
          a_weasley napisał:
          > No i jeśli tylko nie zataiłaś nic świadomie, aniś nie obiecała nic, czego byś
          > nie miała szczerego głębokiego zamiaru dotrzymać, to gra muzyka (organowa w tym
          > przypadku).

          a co jesli powiedziala dokladnie to samo jednemu i drugiemu ksiedzu i jeden jej
          nie dal rozgrzeszenia a drugi dal to ktorego ksiedza decyzja jest wazna?
          • minerwamcg Re: Udało się!!! 05.12.05, 22:44
            Wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego smile Jeżeli rzeczywiście
            powiedziała to samo jednemu księdzu i drugiemu (i temu drugiemu się przyznała,
            że inny jej nie rozgrzeszył) to to drugie jest jak najbardziej ważne.
            • asertywny_alternator Re: Udało się!!! 05.12.05, 22:55
              a jesliby byla u 10 ksiezy i 9 jej nie dalo rozgrzeszenia a 1 dal to tak samo jest?
              • minerwamcg Dziesięć i pół diabła na końcu szpilki :))) 05.12.05, 23:23
                Nie wiem, zapytaj jakiegoś biegłego smile)) Polecam tego ks. infułata, który jest
                notariuszem Kurii Warszawskiej - kocha szczegóły jak siebie samego smile
              • a_weasley Przysłowia są mądrością narodów 05.12.05, 23:56
                asertywny_alternator napisała:

                > a jesliby byla u 10 ksiezy i 9 jej nie dalo rozgrzeszenia a 1 dal to tak samo j
                > est?

                Nie znam się na tym, moje wyznanie nie praktykuje spowiedzi usznej, ale może
                jakąś wskazówkę dają dwa przysłowia (oczywiście każde inną):
                1. Do trzech razy sztuka.
                2. Jak ci dwóch mówi, że jesteś pijany, idź spać.
                • annajustyna Re: Przysłowia są mądrością narodów 06.12.05, 08:55
                  Weasley, akurat Twoje wyznanie dopuszcza spowiedz ustna na zyczeniesmile))).
                • asertywny_alternator Re: Przysłowia są mądrością narodów 06.12.05, 21:38
                  a gdyby od razu trafilo sie na tego ktory udzieli rozgrzeszenia ale nastepnych 9
                  do ktorych sie nie poszlo nie daloby takiego rozgrzeszenia? To taka spowiedz tez
                  bylaby wazna? wink
                  • minerwamcg Re: Przysłowia są mądrością narodów 07.12.05, 00:23
                    Kto, jeśli dostał rozgrzeszenie, zamiast skakać pod sufit z radości, że je
                    dostał, idzie do następnych dziewięciu księży? Wiesz co, chyba naprawdę dam Ci
                    namiar na księdza infułata smile)))) Pogadacie sobie.

                    Przychodzi Icek do rabina.
                    - Rebe, czy mam się żenić?
                    - Icek, ty się żeń.
                    - Rebe, ale ona jest brzydka.
                    - Icek, ty się nie żeń.
                    - Rebe, ale ona jest bogata.
                    - Icek, ty się żeń.
                    - Rebe, ale ona jest bardzo brzydka.
                    - Icek, ty się żeń.
                    - Rebe, ale ona jest też bardzo bogata.
                    - Icek, ty się przechrzcij.
                    - Rebe, dlaczego?!
                    - Bo będziesz księdzu d... zawracał, a nie mnie!!!
                    • a_weasley Re: Przysłowia są mądrością narodów 07.12.05, 00:45
                      minerwamcg napisała:

                      > Kto, jeśli dostał rozgrzeszenie, zamiast skakać pod sufit z radości, że je
                      > dostał, idzie do następnych dziewięciu księży? Wiesz co, chyba naprawdę dam Ci
                      > namiar na księdza infułata smile))))

                      Gdyby A.A. zwrócił się z ostatnim pytaniem, jakie zaprezentował, to chyba wiem,
                      co by ksiądz infułat odpowiedział:
                      - To byłoby jakieś dziwactwo!
                      • asertywny_alternator Re: Przysłowia są mądrością narodów 07.12.05, 23:06
                        chcialem pokazac tylko ze skoro to przypadek sprawia czy dostaje sie
                        rozgrzeszenie czy nie to raczej oznacza ze spowiedz jako taka jest bezsensu
                        bo to zwykle przypadek czy trafisz na ksiedza "latwego" czy "trudnego" (pisze
                        zwykle bo niektorzy z opowiesci innych wiedza ktory jest latwy wink
                        czyli wychodzi na to ze przypadek rzadzi koscielnym slubem wink
                        • a_weasley Re: Przysłowia są mądrością narodów 07.12.05, 23:24
                          asertywny_alternator napisała:

                          > chcialem pokazac tylko ze skoro to przypadek sprawia czy dostaje sie
                          > rozgrzeszenie czy nie to raczej oznacza ze spowiedz jako taka jest bezsensu
                          > bo to zwykle przypadek czy trafisz na ksiedza "latwego" czy "trudnego" (pisze
                          > zwykle bo niektorzy z opowiesci innych wiedza ktory jest latwy wink
                          > czyli wychodzi na to ze przypadek rzadzi koscielnym slubem wink
                          • annajustyna Re: Przysłowia są mądrością narodów 08.12.05, 18:43
                            A co to za roznica? tak naprawde odpuszcza Tobie Bog, wiec nawet jak trafisz na
                            ksiedza "o bardzo malym rozumku" to i tak masz odpuszczenia, a jesli znowuz
                            oszukasz ksiedza, to przed Bogiem i tak masz grzech...
                            • asertywny_alternator Re: Przysłowia są mądrością narodów 08.12.05, 20:39
                              skoro to Bog odpuszcza grzechy bez wzgledu na to co powie ksiadz to po co
                              chodzic do ksiedza?
                              • minerwamcg Re: Przysłowia są mądrością narodów 08.12.05, 21:01
                                Może dlatego, że Pan Jezus powiedział do Apostołów to, co powiedział? smile)) J
                                20,23
                                • asertywny_alternator Re: Przysłowia są mądrością narodów 08.12.05, 21:18
                                  tylko czy chodzilo mu ocos takiego jak spowiedz?
                                  poczytaj historie Kosciola i spowiedzi to zobaczysz, ze apostolowie nie
                                  praktykowali spowiedzi
                                  • minerwamcg Off topic :))) 08.12.05, 22:09
                                    A jednak się przyjęła smile Właśnie na mocy cytowanych wyżej słów.
                                    Kościoły protestanckie nie praktykują spowiedzi indywidualnej (chociaż jak ktoś
                                    chce, to oczywiście może iść do pastora i wyznać grzechy) nie dlatego, że nie
                                    praktykowali jej Apostołowie, tylko dlatego, że nie uznają tzw. sukcesji
                                    apostolskiej, a to trochę inna sprawa.
                                    Jeżeli chce się należeć do Kościoła, który wszystko, cokolwiek czyni,
                                    wyprowadza z Biblii, nie polecam Kościoła Rzymskokatolickiego. Kościoły
                                    protestanckie trzymają się Słowa Bożego o wiele bardziej rygorystycznie i
                                    odrzucają mnóstwo rzeczy, wprowadzonych po napisaniu ostatniej księgi Pisma
                                    Świętego (tudzież w ogóle parę ksiąg tegoż Pisma, które uważają za
                                    niekanoniczne).
                                    O spowiedzi usznej w Kościele Rzymskokatolickim można powiedzieć, że "ten typ
                                    tak ma" - podobnie jak prawosławie ma kult obrazów (skądinąd niebiblijny) i
                                    jeszcze bardziej niż u nas rozbuchaną pobożnośc maryjną.
                                    • asertywny_alternator Re: Off topic :))) 08.12.05, 22:19
                                      w Kosciele katolickim zadziwia mnie sklonnosc do rozumienia tego co napisane w
                                      Biblii w zaleznosci od potrzeb symbolicznie lub doslownie wink
                                      • minerwamcg Re: Off topic :))) 08.12.05, 22:25
                                        A co powiesz o prawosławiu? smile)) Zresztą, to samo uprawiają na większą lub
                                        mniejszą skalę wszystkie Kościoły. Jeżeli dodać do tego niepewne brzmienie
                                        niektórych fragmentów Pisma Świętego oraz różnice przekładów, powstaje niezły
                                        zamęt. Prawda jak to Prawda - leży pośrodku, tylko nikt nie wie gdzie, bo
                                        wzyscy spierają się o szczegóły. A kto siedzi w szczegółach - też wiadomo smile
                                        • asertywny_alternator Re: Off topic :))) 08.12.05, 23:14
                                          o prawoslawiu nic nie mowie bo akurat w regionie w ktorym mieszkam prawie nie ma
                                          prawoslawnych, innych religii tez chyba niewiele.
                                          Zadziwiajace jest podejscie Polakow do slubu koscielnego przy jednoczesnym
                                          ignorowaniu nauk kosciola oraz ignorowaniu przez kosciol swych
                                          wiernych-niewiernych wink
                                          • minerwamcg Re: Off topic :))) 09.12.05, 10:20
                                            > Zadziwiajace jest podejscie Polakow do slubu koscielnego przy jednoczesnym
                                            > ignorowaniu nauk kosciola oraz ignorowaniu przez kosciol swych
                                            > wiernych-niewiernych wink

                                            Najpierw liczyłeś diabły na końcu szpilki, a teraz generalizujesz? Eee... smile))
                                            Takich Lanek wbrew pozorom nie są jakieś dzikie miliony, sporo młodych
                                            przygotowywało się do ślubu uczciwie i bez zakłamania, tak samo jak wielu
                                            ludziom jednak zależy na tym, żeby wobec swojej wspólnoty religijnej być w
                                            porządku.
                                            A Kościół Katolicki to nie jest jakiś jedan zwarty front - są księża jak ten,
                                            którego spotkała Calineczka, a są jak ci Dominikanie, z którymi kontaktowałam
                                            się na swoich kursach przedmałżeńskich - mądrzy, otwarci, rozumiejący różne
                                            trudne problemy, dla których to, że się mieszka z narzeczonym albo ma dziecko
                                            nie jest niczym gorszącym.
                                            • asertywny_alternator Re: Off topic :))) 09.12.05, 17:09
                                              minerwamcg napisała:

                                              > Najpierw liczyłeś diabły na końcu szpilki, a teraz generalizujesz? Eee... smile))
                                              > Takich Lanek wbrew pozorom nie są jakieś dzikie miliony, sporo młodych
                                              > przygotowywało się do ślubu uczciwie i bez zakłamania, tak samo jak wielu
                                              > ludziom jednak zależy na tym, żeby wobec swojej wspólnoty religijnej być w
                                              > porządku.


                                              nie generalizuje to tylko moje spostrzezenie dokonane w oparciu o kilkanascie
                                              roznych forach na ktorych poruszane byly podobne tematy.


                                              > A Kościół Katolicki to nie jest jakiś jedan zwarty front - są księża jak ten,
                                              > którego spotkała Calineczka, a są jak ci Dominikanie, z którymi kontaktowałam
                                              > się na swoich kursach przedmałżeńskich - mądrzy, otwarci, rozumiejący różne
                                              > trudne problemy, dla których to, że się mieszka z narzeczonym albo ma dziecko
                                              > nie jest niczym gorszącym.

                                              to, ze kosciol nie jest monolitem to jego olbrzymia wada moim zdaniem bo
                                              dochodzi do paradoksow takich jak rozne decyzje obierane w tej samej sprawie
                                              przez roznych ksiezy. Taka sytuacja uczy wiernych kombinowania i szukania furtek
                                              w prawach koscielnych.
                                              No ale to juz temat nie na ten watek
    • lanka_cathar Dlaczego nie USC. 05.12.05, 22:48
      Calineczce gratuluję i przy okazji postaram sie wyjasnić jedną kwestię. Otóż,
      wszystkim, którzy twierdzą, że nie potrafię być szczera sama przed/ze sobą,
      informuję, że jeszcze nie słyszałam o wynajęciu kościoła na ślub cywilny. A dla
      mnie, poza białą kiecką, ważna jest oprawa ślubu. Kościół, zwłaszcza gotycki,
      bardzo pasuje mi do mojej wizji tej uroczystości. I jest to jednym z powodów
      brania ślubu kościelnego. Nie traktuję tego obiektu, jako 'domu Boga', ale jako
      bardzo dobre miejsce na zorganizowanie zaślubin.

      Mamy konflikt, którego nie da się rozwikłać, ponieważ dla części z was ślub
      kościelny jest tylko i wyłącznie dla osób wierzących, a dla mnie nie ma
      znaczenia gdzie pobierają się ludzie, którzy postanowili zawrzeć związek
      małżeński i czy wierzą, czy też nie. Jeśli chcą, to robią to podczas
      nurkowania, lotu balonem, a ja chcę w kościele, ponieważ tak mi pasuje.
      • minerwamcg Re: Dlaczego nie USC. 05.12.05, 23:26
        Rozumiem. Czego nie możesz mieć uczciwie, zdobywasz oszustwem, ale musisz mieć,
        bo "tak ci pasuje". Wyniki w sporcie tak samo?
        • paul_ina Re: Dlaczego nie USC. 05.12.05, 23:31
          To już jest grzebanie palcem w otwartej ranie dla przyjemności grzebiącego. Odpuść kobieto i żono. Oprócz ortodoksów są też inni ludzie i każdy ma prawo żyć jak chce. Dobrej, spokojnej nocy życzę.
          • minerwamcg Re: Dlaczego nie USC. 05.12.05, 23:37
            > To już jest grzebanie palcem w otwartej ranie dla przyjemności grzebiącego.
            Wierz mi, żadna przyjemność. I żadna otwarta rana - raczej charakteropatia.
            > Oprócz ortodoksów są też inni ludzie i każdy ma prawo żyć jak chce.
            O ile publicznie nie nazywa zła dobrem.
            • a_weasley To też wolno 05.12.05, 23:58
              minerwamcg napisała:

              > > Oprócz ortodoksów są też inni ludzie i każdy ma prawo żyć jak chce.

              > O ile publicznie nie nazywa zła dobrem.

              Do tego też ma prawo. Ale nie można się dziwić, że bywa za to równie publicznie
              potępiany.
      • a_weasley Szczera deklaracja obłudy 05.12.05, 23:37
        lanka_cathar napisała:

        > informuję, że jeszcze nie słyszałam o wynajęciu kościoła na ślub cywilny.

        Jak widzisz, wbrew temu, co twierdzisz, nie wszystko można kupić.

        > mnie, poza białą kiecką, ważna jest oprawa ślubu. Kościół, zwłaszcza gotycki,
        > bardzo pasuje mi do mojej wizji tej uroczystości.

        Gotyckich sal jest w Polsce sporo. Można wynająć cały zamek, nie tylko salę.
        Salę pewnie taniej niż zamek, ale i tak drożej niż się płaci za ślub kościelny.
        I tę różnicę próbujesz wyrównać obłudą. Zarobić na zachowaniu, którego nikt za
        przyzwoite nie uważa.
        Dalej twierdzisz, że jesteś daleko od latarni?

        > I jest to jednym z powodów
        > brania ślubu kościelnego. Nie traktuję tego obiektu, jako 'domu Boga',

        Zatem przyjmij do wiadomości, że inni go tak traktują. Także ci, od których
        kłamstwem i obłudą chcesz uzyskać wstęp i urządzić szopkę.
        Swoimi wypowiedziami plujesz w twarz ludziom wierzącym i nie dziw się, że
        spotykasz się z ostrymi reakcjami.

        > Mamy konflikt, którego nie da się rozwikłać, ponieważ dla części z was ślub
        > kościelny jest tylko i wyłącznie dla osób wierzących, a dla mnie nie ma
        > znaczenia gdzie pobierają się ludzie, którzy postanowili zawrzeć związek
        > małżeński i czy wierzą, czy też nie. Jeśli chcą, to robią to podczas
        > nurkowania, lotu balonem, a ja chcę w kościele, ponieważ tak mi pasuje.

        Nie macie żadnego konfliktu. Jest tylko zachcianka. Ty MUSISZ TO MIEĆ, i
        nieważnme, czy przyjdzie ci zbezcześcić świątynię, czy złożyć fałszywą
        przysięgę. Nie szanujesz ani cudzej wiary, ani siebie.
        W języku, którego używa się publicznie, nie ma słów odpowiednich do określenia
        Twojego postępowania.
        • paul_ina Re: Szczera deklaracja obłudy 05.12.05, 23:41
          Święte małżeństwo informuję, że po ślubie MOŻNA uprawiać seks. Więc zamiast nawracać innych dorosłych ludzi, którzy najwyraźniej NIE CHCĄ być na siłę nawróceni, proponuję zmilczeć na ten nadmiernie już rozwinięty temat i zająć się przyjemnościami życia.

          NADGORLIWOŚĆ JEST GORSZA OD FASZYZMU. W każdej życia dziedzinie.
          • a_weasley Do Paul_iny 05.12.05, 23:53
            paul_ina napisała:

            > Święte małżeństwo informuję, że po ślubie MOŻNA uprawiać seks.

            My akurat uważamy, że uprawiać, to można sport albo pomidory. Ty uprawiasz seks,
            my nie mamy zwyczaju - natomiast bywa, że się kochamy. I nie Twoja sprawa, kiedy.

            > proponuję zmilczeć na ten nadmiernie już rozwinięty temat
            > i zająć się przyjemnościami życia.

            Wiesz co? Ty też nie mów dorosłym ludziom, jak mają spędzać wolny czas.
            Czasem się kochamy. Bo lubimy. Ty uprawiasz seks. Bo lubisz.
            My uważamy za słuszne i celowe prowadzenie tej dyskusji. WIęc ją prowadzimy.
            Ty nie uważasz za celowe jej czytania. WIęc jej nie czytaj.
            • paul_ina Re: Do Paul_iny 06.12.05, 00:08
              Właśnie, każdy ma prawo żyć i postępować jak chce. Więc jeżdzenie po osobie, która ma inne poglądy jest chore. Nie twierdzę, że podoba mi się jedna czy druga postawa. Z tym, że o ile tamta dziewczyna pisze kulturalnie, Twoje posty zakrawają na wypowiadane bezczelnym tonem kazania. Kreujesz się na osobę nieomylną, a innym ubliżasz. W takim stylu moim zdaniem można zajechać tylko do piekła... w nie kogoś nawrócić. Przyjmij do wiadomości, że nie masz patentu na nieomylność. Miliony ludzi jest powierzchownie wierzących, a większość z nich nawraca się nie w obliczu sakramentu małżeństwa, tylko w momencie jakiejś wielkiej życiowej tragedii - gdy zostanie tylko wołanie do Boga. Używanie imienia Pana Boga na daremno jest grzechem, a więc gdy wypisujesz na forum internetowym imię Syna Bożego postępujesz źle.
              Niedobrze się robi od takich kazań na forum, gdzie ludzie cieszą się, bo się kochają. Po prostu. Idź nauczać do wiadomej stacji radiowej.
              • a_weasley Re: Do Paul_iny 06.12.05, 00:13
                paul_ina napisała...

                napisała mnóstwo, palnęła kazanie, a ja odniosę się do jedynego konkretu:

                > Używanie imienia Pana Boga na daremno jest grzechem, a więc gdy wypisujesz
                > na forum internetowym imię Syna Bożego postępujesz źle.

                Interesujące. Zatem rozumiem, że w ogóle w necie nie wolno wymienić imienia
                Jezus, a na pewno nie wolno się na tegoż Jezusa powołać. Nawet wtedy, gdy się
                żąda, żeby się z Niego nie natrząsano. Ciekawa teza. Zechcesz rozwinąć?
                • paul_ina Re: Do Paul_iny 06.12.05, 00:22
                  "jedynego konkretu"

                  ...czyżbyś reszty nie pojął??? Całkiem możliwe. A ściana stuk, stuk, stuk...
                  • a_weasley To co z tym Drugim Przykazaniem? 06.12.05, 00:28
                    paul_ina napisała:

                    > "jedynego konkretu"
                    >
                    > ...czyżbyś reszty nie pojął??? Całkiem możliwe.

                    Pojąłem bardzo dobrze. Ale to były slogany, dla mnie zresztą nie nowe. I w tej
                    powodzi sloganów padł konkretny zarzut, w dodatku powoływałaś się na Biblię, w
                    związku z czym poprosiłem o rozwinięcie. I to podtrzymuję.
                    • paul_ina Re: To co z tym Drugim Przykazaniem? 06.12.05, 00:40
                      Powiem Ci szczerze, że nie chcę się z Tobą wdawać w polemikę, ponieważ a) podziwiam Twoją wiedzę na temat Ewangelii b) zgadzam się z Waszymi poglądami na ten temat. Wypowiedzi lanki w treści merytorycznej są dla mnie przykre i współczuję jej takiej postawy. Natomiast nie zgadzam się na nawracanie poprzez spalenie na stosie. Nie takim tonem, nie na takim poziomie. A co do grzechu nadużywania imienia Pana - naprawdę źle to wygląda i razi, rzucać na prawo i lewo, tym bardziej na daremno.
                      • a_weasley Ale też ja nie zamierzam Lanki nawracać 06.12.05, 00:48
                        paul_ina napisała:

                        > Powiem Ci szczerze, że nie chcę się z Tobą wdawać w polemikę, ponieważ a) podzi
                        > wiam Twoją wiedzę na temat Ewangelii b) zgadzam się z Waszymi poglądami na ten
                        > temat.

                        No to i się cieszę.

                        > Wypowiedzi lanki w treści merytorycznej są dla mnie przykre

                        Witaj w klubie...

                        > i współczuję jej takiej postawy.

                        To Ci zazdroszczę - bez ironii! - że potrafisz w sobie takie współczucie
                        wzbudzić. Ja nie potrafię.
                        Mam dużo współczucia dla ludzi, którzy biorą kościelny wbrew sobie, pod presją
                        rodziny czy dla świętego spokoju - uważam, że robią źle, ale mogę zrozumieć - o
                        ile jednak sami czują się z tym źle. Natomiast kogoś, po kim to splywa - ani
                        szanować, ani zrozumieć nie umiem.

                        > Natomiast nie zgadzam się na nawracanie poprzez spalenie na stosie.

                        Ja ani palić, ani nawracać nie zamierzam. Ja jedynie gwałtownie protestuję
                        przeciwko rozmywaniu granic między dobrem a złem. Nie domagam się, żeby L.
                        przyjęła naszą wiarę czy w ogóle jakąkolwiek. Na razie domagam się, żeby zaczęła
                        czyjąkolwiek wiarę szanować. I jakiekolwiek poglądy traktowac poważnie - na
                        początek własne.
              • annajustyna Re: Do Paul_iny 06.12.05, 09:03
                A slyszalas o rzechach przeciwko Duchowi Sw. Zatwardzialosc w grzechu i pyszne
                mniemanie, ze zdazy sie nawrocic i rpzyjac sakrament w ostatniej chwili...
                • paul_ina Re: Do Paul_iny 06.12.05, 09:24
                  Nie słyszałam. Tym bardziej nie rozumiem kontekstu. Wyjaśnij. Mnie czy Lankę o to oskarżasz?
                  • a_weasley Grzechy przeciwko Duchowi Świętemu 06.12.05, 10:10
                    paul_ina napisała:

                    > Nie słyszałam.

                    1. Grzeszyć zuchwale w nadziei miłosierdzia Bożego.
                    2. Rozpaczać albo wątpić o łasce i miłosierdziu Bożym.
                    3. Braciom łaski Bożej nie życzyć albo zazdrościć.
                    4. Zbawienne napomnienia zuchwale odrzucać.
                    5. Umyślnie pokutę zaniedbywać aż do śmierci.

                    chyba nic nie pominąłem?
                    • a_weasley P.S.: Grzechy przeciwko Duchowi Świętemu 06.12.05, 10:10
                      Aha, jeszcze po drodze było "Sprzeciwiać się uznanej chrześcijańskiej prawdzie".
                • annajustyna Re: Do Paul_iny 06.12.05, 09:47
                  POlecam: Modlitewnik dla doroslych (doataniesz w kazdym kosku parafialnym), no
                  i oczywiscie katechizm KK (przynajmniej wersje skrocona)....
                  • paul_ina Re: Do Paul_iny 06.12.05, 13:55
                    Dzięki. Jesteśmy jeszcze przed naukami przedmałżeńskimi, a nauczanie przed bierzmowaniem było "w biegu" - w szkole.
              • auvi ogólne spostrzeżenia 12.12.05, 12:09
                czytam czytam i aż się boję!. Tak potępiacie dziewczynę, która chce miec slub w
                kościele! Chyba tylko z jedną osobą mogę sie zgodzić , z Mariuszem. Przecież
                kościół sie od tego nie zawali, najwyżej ona nie będzie przeżywała tej
                ceremonii w pełni. Wszyscy są zgorszeni, ze dla niej Bóg nie jest na pierwszym
                miejscu, ale kto z was postawiłby zycie swojego dziecka nad Boga? Ja nie. Więc
                czekam na potępienie i rzucanie kamieniami. Jakby ktoś mi groził, ze zabije mi
                dziecko, nie stawiałabym Boga przed dzieckiem. Moze nie jestem w związku z tym
                katoliczką. To było po pierwsze.
                Po drugie - nie znoszę księży, wierzę w Boga ( teraz mnie, ale o tym za
                chwilę), ale nie wierzę w świętość księzy. Znam 3 księzy, którzy sa przyjaźni i
                normalni. Którzy sa księżmi z powołania i naprawdę pmagają ludziom. Pochodze ze
                wsi, na której nic sie nie ukryje, widzę, jak ksiądz jeździ co pół roku nowym
                samochodem, a zbiera co niedziela a to na dach, a to na ogrzewanie, a to na mur
                na cmentarz - powiem tyle - PIEPRZENIE. Nie daję juz na tace od kilku lat. Nie
                wierzę. Wolę kupić jakieś rzeczy i dac dzieciom do domu dziecka, wiem, ze wtedy
                te dzieci dostaną.Nie lubię chodzic na msze bo nie znosze tego fanatyzmu,
                chodze do Kościoła jak nie ma mszy, zeby się pomodlić do Boga. Nie chodze na
                msze, bo nie chcę, zeby mnie oceniały sąsiadki czy mam nową sukienkę, czy tez
                poszło mi oczko w pończochach! To tyle
                po trzecie - zachwiana wiara w Boga nastapiła po tym, jak została zgwałcona
                znajoma dziewczynka, dziecko 13 letnie wracało z rekolekcji wielkanocnych.
                Gdzie wtedy był Bóg? Dziecko poszło sie pomodlić a Bóg najwyraźniej miał
                ważniejsze sprawy. Mała nie chodzi juz do kościoła, bo juz nie wierzy, ze Bóg
                ja kocha. Brat mojego męża - 20 lat miał zawał serca, teraz od 3 lat lezy jak
                roslinka, wszystko trzeba przy nim zrobić. Dizadek mojego męża również lezy w
                domy - podobna sytyaacja. Trzeba karmić. Ciekawe czy ci fanatyczni katolicy
                byli tak miłosierni i zajmowali sie tymi ludźmi? Czy byliby non stop w domu,
                zeby co 2 godziny zmieniac pozycję, zeby nie było odlezyn, myli, przebierali,
                przygotowali jedzenie, które trzeba zmiksować, przetrzeć przez sitko, bo
                inaczej sonda sie zatka? Czy ćwiczyliby ich kilka razy dziennie, zeby
                rozruszać mięnie? I wszystko to ma robić rodzina, bo "katolicy" przychodzili do
                pomocy przez 2 miesiące, później im sie znudziło. Tesciowa nie chce ich oddac
                do zakładu, chce sama sie niemi zajmować. Ale ja nie chcę, nie chcę być
                męczennica, chcę się cieszyczyciem, a nie mieć wyrzuty sumienia, ze wychodzę do
                kolerzanki, zamiast pomóc przy chorych. Dlatego moja wiara w dobroć i
                opiekuńczośc Bożą została baaaaaaaaardzo zachwiana.

                A dla założycieli watku. Mój kuzyn jest księdzem i uświadomił mi, ze nie
                wszyscy księza maja uprawnienia zeby dać rozgrzeszenie za współzycie i
                mieszkanie przedślubne. Powiedział,zebym poszła do jakiegoś starego, to napewno
                dostanę, co tez uczyniłam.
                Jeszcze do tych potępiających, mój wspomniany kuzyn, jak równiez 2
                zaprzyjaźnionych księzy nie potępiali mnie za współżycie przedślubne, wiem, bo
                spytałam. Powiedzilei,ze skoro kocham i jestem wierna, to to nic złego, bo Bóg
                stworzył sex dla ludzi.

                alez się rozpisałamsmile
                pozdrawiam wszystkich i życzę szczęścia
        • agmani Pytanie 05.12.05, 23:56
          W takim razie pytanie do Lanki: czym jest dla Ciebie slub? Co rozumiesz pod tym
          pojeciem? Prosze o (Twoja) definicje.
          • lanka_cathar Re: Pytanie 06.12.05, 00:04
            Dla mnie małżeństwo jest związkiem dwojga kochających się ludzi, którzy chcą
            być ze sobą do końca życia bez względu na przeszkody, jakie są im stawiane na
            drodze. Chcąc dzielić się z otoczeniem swoim szczęściem we dwoje pragną
            usankcjonować prawnie ten związek,nie ważne czy w kościele czy w USC.
            • a_weasley Pytanie uzupełniające 06.12.05, 00:14
              lanka_cathar napisała:

              > Dla mnie małżeństwo jest związkiem dwojga kochających się ludzi, którzy chcą
              > być ze sobą do końca życia bez względu na przeszkody, jakie są im stawiane na
              > drodze. Chcąc dzielić się z otoczeniem swoim szczęściem we dwoje pragną
              > usankcjonować prawnie ten związek,nie ważne czy w kościele czy w USC.

              Zatem czym Twoim zdaniem jest ślub kościelny i czym się różni od cywilnego, poza
              miejscem?
              • lanka_cathar Re: Pytanie uzupełniające 06.12.05, 14:52
                Ślub kościelny dla osób wierzących jest zawarciem związku małżeńskiego przed
                Bogiem, cywilny - przed urzędnikiem USC i jest jedynym (poza konkordatem)
                ślubem ważnym w świetle prawa państwowego, nikt nie udzieli ślubu kościelnego
                bez wcześniejszego cywilnego. Dla mnie ślub jest zobowiązaniem, przysięgą dwóch
                osób ważną w świetle prawa, nie ważne gdzie ją złożą. My chcemy ją złożyć w
                kościele, bo pasuje nam sceneria.
                • annajustyna Re: Pytanie uzupełniające 06.12.05, 15:00
                  Mozliwy jest sam slub koscielny bez wczesniejszego cywilnego w sytuacjach
                  wybitnie wyjatkowych... Dla takich ludzi jak Wy wymyslono tzw. wolnych
                  teologow - na zyczenie zrobia parodie kazdego obrzadku i poprowadza ceremonie.
                  Tylko, ze Wam nie zalezy na szopce a la slub, tylko na przysiedze w budowli
                  gotyckiej...Najbardziej mnie wkurza, ze tyle osobv naprawde wierzacych nie moze
                  dostapic sakramentu malzenstwa, a niektorzy, dla ktorych on niewiele... Ech...
                • a_weasley Re: Pytanie uzupełniające 06.12.05, 15:52
                  lanka_cathar napisała:

                  > Dla mnie ślub jest zobowiązaniem, przysięgą dwóch
                  > osób ważną w świetle prawa, nie ważne gdzie ją złożą. My chcemy ją złożyć w
                  > kościele, bo pasuje nam sceneria.

                  Czyli krótko mówiąc, nie dla Was to miejsce. O czym zresztą, co wynika z Twoich
                  wypowiedzi, doskonale wiecie. Nie mówisz wszak księdzu "podoba nam się ten lokal
                  i chcemy tu sobie przysiąc, właściwie to mógłby ksiądz nam dać klucze i iść na
                  kawę", tylko "chcemy złożyć przysięgę w obliczu Boga". Na to pierwsze bowiem
                  ksiądz by się nie zgodził, a Ty nie zamierzasz pozwolić, żeby jakiś klecha
                  decydował, co możesz albo nie możesz robić w obiekcie, który Ci się podoba.
        • lanka_cathar Re: Szczera deklaracja obłudy 06.12.05, 00:01
          Tak, nadal twierdzę, że jestem daleko od latarni, ale niepokojące jest to, że
          Ty a_weasley masz na tym punkcie jakiś kompleks. Nie wnikam dlaczego, bo to
          pewnie zbyt bolesne, może jakiś kompleks z dzieciństwa..? Fajnie jak ktoś jest
          złośliwy, prawda? Ja też potrafię i jak to słusznie zauważono: NIE MAM OCHOTY
          NAWRACAĆ SIĘ NA SIŁĘ. A co do sportu, to akurat w mojej dyscyplinie oszukiwać
          mogą tylko sędziowie, chyba, że ktoś kiedyś wymyśli zdalnie sterowane łyżwy. Ja
          może według Ciebie nie szanuję cudzej wiary, ale Twoje wypowiedzi (nie tylko w
          tym wątku i nie tylko pod moim adresem) świadczą o kompletnym braku
          poszanowania drugiej osoby. Żadne z nas nie jest bez winy, ale to Ty i Twoja
          żona rzucacie kamienie. Czas skończyć dyskusję, bo nie rozwija się w żadnym
          sensownym kierunku.
          • lanka_cathar Re: Szczera deklaracja obłudy 06.12.05, 00:07
            I jeszcze jedno bogobojny a_weasley - seks ma służyć prokreacji (według
            Kościoła), a nie przyjemności, więc jeśli jeszcze z tego waszego 'kochania się'
            nie ma dzieci, to albo wam współczuję, że nie możecie ich mieć, albo grzeszycie
            stosując antykoncepcję i jestem ciekawa, czy spowiadacie się z tego po każdym
            razie.

            Miłej nocy.
            • annajustyna Re: Szczera deklaracja obłudy 06.12.05, 09:08
              Lanka - z wiedzy na temat nauki seksualnej KK - PALA!!!
            • a_weasley Re: Szczera deklaracja obłudy 06.12.05, 10:40
              lanka_cathar napisała:

              > I jeszcze jedno bogobojny a_weasley - seks ma służyć prokreacji (według
              > Kościoła), a nie przyjemności,

              Nie wypoowiadaj się o sprawach, o których nie masz pojęcia.
          • a_weasley Re: Szczera deklaracja obłudy 06.12.05, 00:08
            lanka_cathar napisała:

            > Tak, nadal twierdzę, że jestem daleko od latarni, ale niepokojące jest to, że
            > Ty a_weasley masz na tym punkcie jakiś kompleks. Nie wnikam dlaczego, bo to
            > pewnie zbyt bolesne, może jakiś kompleks z dzieciństwa..? Fajnie jak ktoś jest
            > złośliwy, prawda?

            Fajnie, fajnie. Tyle, że ja nie zajmuję się Twoimi stanami psychicznymi i
            przestań Ty zajmować się moimi.
            Podałaś za przykład Twoje postępowanie w konkretnej sprawie (jakby się było czym
            chwalić) i ono mnie interesuje. Li i jedynie.

            > może według Ciebie nie szanuję cudzej wiary,

            Tak jest.

            > tym wątku i nie tylko pod moim adresem) świadczą o kompletnym braku
            > poszanowania drugiej osoby.

            Nie mam zamiaru szanować kogoś, kto sam siebie nie szanuje. To po pierwsze.
            Po drugie, nie żądaj ode mnie w imię moich zasad praw, których mi w imię swoich
            zasad odmawiasz.

            > Czas skończyć dyskusję, bo nie rozwija się w żadnym sensownym kierunku.

            Dlaczego? Właśnie się rozkręca. Na przykład Agmani zadała pytanie bardzo na miejscu.
            • lanka_cathar Odpowiedź na pytanie - kilka postów wyżej. 06.12.05, 00:13
              Na pytanie agmani odpowiedziałam. Poczytaj uważnie.
      • hanna26 Re: Dlaczego nie USC. 06.12.05, 00:49
        O qurcze.
        Doszłam do wynajęcia kościoła przez Lankę.
      • annajustyna Re: Dlaczego nie USC. 06.12.05, 08:56
        W Las Vegas sa chociazby tzw. biale kaplice, gdzie mozna wziac cywilny.
    • lanka_cathar A co z hipokryzją księży? 06.12.05, 00:29
      Tak mi się przypomniało, skoro jestem niepoprawną hipokrytką nie szanującą
      cudzej wiary etc. Koleżanka (dość bliska) poślubiła swojego ukochanego dwa lata
      temu (prawie). Ona - dziewczyna z bardzo wierzącej rodziny, dwóch księży w
      tejże rodzinie, jej mąż - bez chrztu, tym samym i bez bierzmowania. Ślub był
      kościelny, konkordatowy jeśli się nie mylę i obie strony przysięgały na Boga.
      Jak myślicie (zwłaszcza a_weasley, bo z Tobą toczę polemikę), czy chłopak
      doznał olśnienia i się nawrócił pod wpływem ukochanej? Bzdura, przecież córce
      siostry ksiądz odmówić nie mógł i wystawił papierki i obecnie mąż koleżanki ma
      wszystko co trzeba. Tak więc nawet księża (nie mówię, że wszyscy) wyznają
      zasadę 'kasa, Misiu, kasa'.
      • a_weasley Re: A co z hipokryzją księży? 06.12.05, 00:55
        lanka_cathar napisała:

        > Tak mi się przypomniało, skoro jestem niepoprawną hipokrytką nie szanującą
        > cudzej wiary

        A jesteś, jesteś. I przez to, że się tu czy tam znajdzie ksiądz, który postąpił
        źle, Ty nie jesteś ani trochę bardziej w porządku.

        > temu (prawie). Ona - dziewczyna z bardzo wierzącej rodziny, dwóch księży w
        > tejże rodzinie, jej mąż - bez chrztu, tym samym i bez bierzmowania. Ślub był
        > kościelny, konkordatowy jeśli się nie mylę

        A to akurat nie ma znaczenia, konkordatowy czy nie.

        > i obie strony przysięgały na Boga.

        Co to znaczy "przysięgały na Boga"? Czym się Twoim zdaniem powinien różnić ślub
        kościelny z udziałem osoby niewierzącej, tzw. jednostronny, od zwyczajnego?

        > Jak myślicie (zwłaszcza a_weasley, bo z Tobą toczę polemikę), czy chłopak
        > doznał olśnienia i się nawrócił pod wpływem ukochanej? Bzdura, przecież córce
        > siostry ksiądz odmówić nie mógł i wystawił papierki i obecnie mąż koleżanki ma
        > wszystko co trzeba.

        Nie jestem jasnowidzem. Mogę rozmawiać o faktach.
        Zaznaczam jedynie, że niewierzący, w tym i nieochrzczony, może (za dyspensą,
        którą się dostaje niemal automatycznie, i zobowiązaniem do katolickiego
        wychowania dzieci) mieć ślub kościelny i ani chrzest, ani bierzmowanie do tego
        nie jest potrzebne.
        Widziałaś jego metrykę chrztu? Zaświadczenie o bierzmowaniu?
        I zdecyduj się, korupcja czy grzeczność dla siostry...

        Tak więc nawet księża (nie mówię, że wszyscy) wyznają
        > zasadę 'kasa, Misiu, kasa'.

        Mieszanina faktów, nie wiem na ile ścisłych, domysłów i insynuacji.
        Co wiemy
        • lanka_cathar Re: A co z hipokryzją księży? 06.12.05, 09:53
          a_weasley chyba nie powinnam tłumaczyć Tobie co to jest ślub jednostronny. Ale
          ok. Na ślubie jednostronnym strona niewierząca nie wypowiada na koniec: 'tak mi
          dopomóż Panie Boże wszechmogący itd...", a oni oboje właśnie tak przysięgali.
          Co do papierków, to owszem widziałam, w dodatku oboje mieli ubaw, że tak gładko
          poszło. Oboje też dawno skończyli osiemnaście lat, więc nie można powiedzieć,
          że dzieci zrobiły sobie jaja. Poza tym uważam, że Kościół nie ma prawa narzucać
          osobie niewierzącej obowiązku wychowania dzieci po katolicku. Dla mnie jest to
          mniej więcej takie samo wymuszenie, jak zmiana wiary na wiarę współmałżonka w
          niektórych religiach.

          Jeszcze kilka kwestii wyjaśniających do wcześniejszych postów:
          1. nie wynajmuję kościoła (o białych salach, czy jakkolwiek inaczej to się
          nazywa nie słyszałam w odniesieniu do Polski)
          2. moja niechęć do USA stoi na drodze wyjazdowi do Las Vegas, poza tym szkoda
          mi na to czasu
          4. co do insynuacji o wynajem białej limuzyny, choć mnie na to nie stać - z
          tego co orientowałam się w cenach, to stać Nas na to, ale ja przedkładam żywe
          konie nad mechaniczne.

          Życzę miłego dnia, jeśli ktoś jeszcze chce coś powiedzieć, to chętnie postaram
          się obronić po powrocie do domu.

          • a_weasley Śluby, sale, dokumenty 06.12.05, 10:38
            lanka_cathar napisała:

            > a_weasley chyba nie powinnam tłumaczyć Tobie co to jest ślub jednostronny.

            Ja doskonale wiem, co to jest i jak wygląda ślub jednostronny. Chciałem się
            tylko upewnić, jak to Twoim zdaniem powinno wyglądać i jak wyglądało.

            > ok. Na ślubie jednostronnym strona niewierząca nie wypowiada na koniec: 'tak mi
            >
            > dopomóż Panie Boże wszechmogący itd...", a oni oboje właśnie tak przysięgali.
            > Co do papierków, to owszem widziałam, w dodatku oboje mieli ubaw, że tak gładko
            >
            > poszło.

            Znaczy co? Wzięli od księdza lipną metrykę?
            I oczywiście potępiasz tego, co ją wypisał, ale tych, co ją zamówili, już nie?

            > Oboje też dawno skończyli osiemnaście lat, więc nie można powiedzieć,
            > że dzieci zrobiły sobie jaja.

            Ty i Twój narzeczony też chyba osiemnastkę jakiś czas temu skończyliście, a
            robicie sobie jaja z sakramentu że hej, więc argument jest marny.

            > Poza tym uważam, że Kościół nie ma prawa narzucać osobie niewierzącej
            > obowiązku wychowania dzieci po katolicku.

            Kościół narzuca ten obowiązek stronie wierzącej: masz wychowywać dzieci w wierze
            katolickiej. A to znaczy implicite: nie masz robić czegoś, o czym z góry
            wiadomo, że ci realizację tego obowiązku radykalnie utrudni. Małżeństwo z osobą,
            która zamierza temu przeszkadzać ((strona niewierząca nie zobowiązuje się do
            żadnych konkretnych działań, jedynie do nieprzeszkadzania) takie utrudnienie
            stanowi.

            > 1. nie wynajmuję kościoła

            Bo Ci go nikt nie wynajmie. ALe faktycznie do tego dążysz, a nie mogąc tego
            uczynić wprost, uciekasz się do podstępu - chcesz urządzić w kościele pusty
            obrzęd (a w przypadku konkordatowego - właśnie magistracki ślub), mający tylko
            pozór sakramentu.

            > (o białych salach, czy jakkolwiek inaczej to się
            > nazywa nie słyszałam w odniesieniu do Polski)

            Ale sal różnych do wynajęcia jest ile chcieć.
          • ra81 biala limuzyna 06.12.05, 11:31
            Lanka!
            o bialej limuzynie pisalam w pierwszej fazie dyskusji, kiedy jeszcze z niej
            wynikalo, ze slub koscielny bierzesz, bo tak chca ciocie, babcie i tesciowa.
            Wynajem limuzyny w sytuacji braku kasy byl hipotetycznym przykladem czegos, co
            sie robi ewidentnie dla szpoki, bo tak wypada itd. Nie napisalam, ze
            chcesz/bedziesz miec biala limuzyne i nie napisalam, ze Cie na to nie stac.

            Co do dalszej czesci dyskusji: zle sie czuje, wiedzac, ze ludzie robia szopke z
            mojej wiary. Mnie naprawde jest wszystko jedno, czy jestes ateistka, czy jestes
            nia z lenistwa, czy z przekonania, czy wyznajesz jakakolwiek inna religie.
            Serio! Ale nie rozumiem, jak brac slub koscielny dla dekoracji i scenerii,
            klamiac przy tym. Bo to jest moj kosciol, miejsce dla mnie wazne i jesli
            chcesz, to dolacz, zapraszamy, ale jesli nie chcesz przyjac pewnych
            elementarnych zasad, a co wiecej z premedytacja je lamiesz, to znajdz inne
            miejsce.
            • nie.migotka Re: biala limuzyna 06.12.05, 11:54
              ra81 napisała:

              > Co do dalszej czesci dyskusji: zle sie czuje, wiedzac, ze ludzie robia szopke
              z mojej wiary. Mnie naprawde jest wszystko jedno, czy jestes ateistka, czy jestes
              > nia z lenistwa, czy z przekonania, czy wyznajesz jakakolwiek inna religie.
              > Serio! Ale nie rozumiem, jak brac slub koscielny dla dekoracji i scenerii,
              > klamiac przy tym. Bo to jest moj kosciol, miejsce dla mnie wazne i jesli
              > chcesz, to dolacz, zapraszamy, ale jesli nie chcesz przyjac pewnych
              > elementarnych zasad, a co wiecej z premedytacja je lamiesz, to znajdz inne
              > miejsce.

              POPIERAM. Bardzo mądrze napisane.

              Pozdr.
            • raszefka Re: biala limuzyna 08.12.05, 11:16
              Nie doczekasz się chyba na to odpowiedzi. Lanka ma swoje marzenia i zachcianki i
              ma prawo je realizować. Nawet jeśli przyszłoby jej do głowy zrobić jarmark w
              Twoim/naszym domu, to czemu nie.

              Przepraszam, jej już przyszło to głowy i konsekwentnie swój plan realizuje.
    • lanka_cathar c.d.n. 06.12.05, 14:49
      Nie mówię, że nie potępiam załatwiania sobie dokumentów. Wiem za to, że chrzest
      do ślubu kościelnego niejednostronnego mieć trzeba, ale z bierzmowaniem np.
      jest już różnie. Kiedyś, w ktorymś wątku zacytowałam księdza, który wręcz
      powiedział 'zda wam się to jak psu na budę, bo żaden ksiądz nie ma prawa
      odmówić wam z braku bierzmowania ślubu'. I znam również księży, którzy udzielą
      tego ,ślubu parze, która ma sakramenty, lub ich część , ale doskonale wiadomo,
      że nie będzie chodzić do kościoła. Bez nauk i poradni też u niektórych księży
      da się przejść, zależy na kogo się trafi. I może dla kogoś jest to oszustwo,
      kalanie wiary, ale skoro sami księża stwarzają taką możliwość, to ludzie z tego
      korzystają.
      • annajustyna Re: c.d.n. 06.12.05, 14:53
        Poczytakjm kodeks kanoniczny. Wyraznie stoi, ze bierzmowanie do slubu
        koscoeielnego nie jest konieczne, notomiast powinno byc uzupelnione w miare
        mozliwosci. Ba, do waznosci sakramentu nie jest nawet potrzebny slub - jelsi
        mieszkacie na pustyni albo w kraju totalitarnym, w ktorym nie ma
        kaplanow...Proponuje podciagniecie sie w wiedzy religijnej, a dopiero potem na
        krytyke...
        • lanka_cathar Re: c.d.n. 06.12.05, 15:35
          Wiem, co jest napisane o bierzmowaniu w prawie kanonicznym, ale nie ukrywajmy
          jaka jest rzeczywistość. Gdyby wszyscy księża gładko przepuszczali bez
          bierzmowania, to nie byłoby tylu wątków 'gdzie załatwić szybko bierzmowanie' na
          tym forum. A dla Kościoła 'nie jest konieczne' = 'musi być'. Taka jest prawda.
          • a_weasley Prawda w ogóle i prawda Lanki 06.12.05, 15:59
            lanka_cathar napisała:

            > dla Kościoła 'nie jest konieczne' = 'musi być'. Taka jest prawda.

            Prawda jest taka, że po pierwsze - lokalna władza kościelna ma spore pole
            manewru, po wtóre - polski Episkopat z tego skorzystał i w "Instrukcji w sprawie
            przygotowań do zawarcia sakramentu małżeństwa w Kościele Katolickim w Polsce"
            jest przepis, że zasadniczo tego sakramentu udziela się osobom bierzmowanym, a
            gdy nupturient nie jest bierzmowany, należy to "w miarę możności" uzupełnić.
            Inaczej mówiąc: zasadą jest udzielanie ślubu bierzmowanym. Wyjątkowo, jeśli nie
            ma możliwości uzupełnienia, można od tego odstąpić.
            Różnie można zapewne tę niemożność interpretować i to, co jeden ksiądz uzna za
            niemożność, dla drugiego będzie tylko trudnością możliwą - przy pewnej dozie
            starań - do pokonania. W każdym razie nie ma możliwości, żeby

            > wszyscy księża gładko przepuszczali bez bierzmowania,

            bo wyjątki są na wyjątkowe okazje.
            • lanka_cathar 'wyjątki są na wyjątkowe okazje' 06.12.05, 16:27
              Dokładnie, i ja, jak również spora część społeczeństwa (podobnie jak ja
              potępiona na tym forum) mam/y zamiar skorzystać z wyjątkowej okazji. Bez
              względu na to jak zostanie ona uargumentowana. Może się to komuś podobać lub
              nie, ale jak to ładnie mawiają Rosjanie: 'nie ma ludzi bez priorytetów - są
              jedynie ludzie, którzy mają inne priorytety w życiu od ogółu'. Dla ciebie
              a_weasley ślub to wielkie duchowe przeżycie, doświadczenie religijne, dla mnie
              to też będzie wielkie duchowe przeżycie, ale brutalnie mówiąc - odarte z
              religijności, ponieważ dla mnie, są w życiu rzeczy ważniejsze od Boga,
              jakkolwiek to zinterpretujesz.
              • a_weasley Re: 'wyjątki są na wyjątkowe okazje' 06.12.05, 16:52
                Lanka_cathar napisała, udając, że nie rozumie, co się do niej mówi:

                > Dokładnie, i ja, jak również spora część społeczeństwa (podobnie jak ja
                > potępiona na tym forum) mam/y zamiar skorzystać z wyjątkowej okazji.

                No to się nie dziw, że słyszysz słowa potępienia.

                > dla mnie, są w życiu rzeczy ważniejsze od Boga, jakkolwiek to zinterpretujesz.

                W takim razie w kościele nie masz nic do szukania. Możesz go sobie ewentualnie
                pozwiedzać. Sakramenty są dla ludzi, dla których Bóg jest najważniejszy.
              • civi1 Re: 'wyjątki są na wyjątkowe okazje' 06.12.05, 20:29
                Lanka, dlaczego uparłąś się na kościół? (Czemu z małej litery? bo ty uparłaś się
                na budynek, a nie na wspólnotę. Po co Ci to? Szczerze mówiąc nosi mnie jak
                słysze taką argumentację jak Twoja. Szukasz na gwałt Usprawiedliwienia dla
                swoich niecnych jakby nie spojrzeć, planów w wystepkach innych. To tak jak byś
                powiedziała, zabiłam ale inni też zabijaja. Nie kpij z tego co dla innych jest
                ważne. a_weasley wybija Ci każdy argument z reki a ty kopiesz w życiu innych
                szukając ich nieprawości by siebie wybielic... Ciekawe podejście do zycia.
                • lanka_cathar Re: 'wyjątki są na wyjątkowe okazje' 06.12.05, 22:04
                  Wiesz, nie sądzę, że a_weasley wybija mi wszystkie argumenty. Dla mnie liczy
                  się przede wszystkim moje szczęście, chęć spełnienia marzeń, realizacja pewnych
                  planów. Ciebie może to trzęsie, ale mnie też trzęsie wiele rzeczy na tym forum.
                  Przede wszystkim to, że każdy wierzący twierdzi, że ma rację. Ja uważam, że
                  wszyscy mają prawo realizować swoje plany, jeśli mają tylko ku temu możliwość.
                  I nie zgodzę się z tym, że kopię innych. Podaję przykłady. Co do pisowni słowa:
                  kościół, jeśli mam na myśli budynek to piszę to z małej litery, jeśli
                  instytucję - z dużej. nie raz już oberwałam za swoje poglądy, nie tylko na
                  temat Kościoła, ale idę nadal z podniesioną głową, bo nie wstydzę się tych
                  poglądów. Istnieją dla mnie rzeczy święte, które szargane są przez innych, to
                  boli, ale trzeba się z tym pogodzić. To moja prywatna sprawa i mój problem, jak
                  pewnie uważa większość z was, ale nie jest mi z tym źle. Naprawdę, każdy ma
                  prawo do własnego zdania, które nie musi być takie jak zdanie większości.
                  • kinga_23 Re: 'wyjątki są na wyjątkowe okazje' 06.12.05, 22:07
                    lanka_cathar napisała:
                    . Naprawdę, każdy ma
                    > prawo do własnego zdania, które nie musi być takie jak zdanie większości.

                    Święte słowa!!!I po co ta cała dyskusja?!
                    • minerwamcg Re: 'wyjątki są na wyjątkowe okazje' 07.12.05, 00:32
                      > Święte słowa!!!I po co ta cała dyskusja?!

                      Jeżeli ktoś prezentuje na publicznym forum postawę etyczną, która budzi
                      powszechne potępienie, to chyba nie powinien się dziwić, że się o tym
                      dyskutuje? Gdyby na temat takiego postępowania nikt nic nie powiedział, dopiero
                      byłoby żle!
                      A forum dyskusyjne jest, jak sama nazwa wskazuje, od tego, żeby na nim... no
                      właśnie.
                    • a_weasley Re: 'wyjątki są na wyjątkowe okazje' 07.12.05, 00:43
                      kinga_23 napisała:

                      > > Naprawdę, każdy ma prawo do własnego zdania,

                      Każdy. My - Minerwa, Agmani, Ra81, AnnaJustyna... - też.
                      >
                      > Święte słowa!!!I po co ta cała dyskusja?!

                      Bo są granice, których przekraczać nie wolno¸ wystąpienia, wobec których nie
                      wolno milczeć, i postawy, których nie wolno pozostawić bez komentarza.
                      A swoją drogą, idąc torem rozumowania mojej przedmówczyni, po co w ogóle
                      jakakolwiek dyskusja, skoro każdy ma prawo do swojego zdania?
                  • hanna26 Re: 'wyjątki są na wyjątkowe okazje' 07.12.05, 22:29
                    lanka_cathar napisała:

                    > Dla mnie liczy się przede wszystkim moje szczęście, chęć spełnienia marzeń,
                    realizacja pewnych planów.

                    Dokładnie, lanko. Dobrze sie określiłaś.
                    I trudno mi sobie wyobrazić, że istnieją dla ciebie jakieś święte rzeczy.
                    • lanka_cathar Re: 'wyjątki są na wyjątkowe okazje' 08.12.05, 01:05
                      No popatrz, a jednak istnieją. smile Poza tym, jak to ktoś ładnie zauważył, ja w
                      odróżnieniu od niektórych moich krytykantów nie obrażam nikogo, nie wyzywam,
                      przedstawiam jedynie mój pogląd na pewne sprawy, który jak widzę, a właściwie
                      czytam, bardzo drażni większą część forumowiczów. Szkoda, że nie potraficie w
                      jednym poście określić swojej postawy bez jeżdżenia po innych. Cieszy mnie
                      jednak, że są osoby na tym forum, kóre są wstanie zrozumieć, że mam prawo do
                      takiego, a nie innego zdania i zapewne go nie zmienię.

                      Chciałam jeszcze wrócić do kwestii chrzcin na pokaz, która wynikła gdzieś na
                      początku dyskusji. Nie mam zamiaru chrzcić dziecka, jeśli takowe będzie, dla
                      spełnienia życzenia teściowej, bo to ona będzie nalegać. Sama byłam chrzczona
                      mając lat 9 bodajże, tuż przed komunią. Z dwóch powodów: 1. moi rodzice przed
                      rozwodem nie dogadali się ze sobą w kwestii wiary, 2. dla świętego spokoju,
                      żeby nie mieć problemów. Jak się okazało to 2 było bardzo przydatne. Jedyna
                      dziewczyna w szkole, kóra nie poszła do komunii była do końca podstawówki
                      gnębiona i gnojona przez nauczycieli.

                      Co zaś się tyczy 'słabego powołania' mojej koleżanki, ponieważ jednak nie
                      poszła do zakonu, to mogę powiedzieć jedynie, że jej się nie dziwię. Mój eks
                      jest obecnie w zakonie trzeci rok. Z wesołego chłopaka zrobił się milczek, a z
                      nielicznych kontaktów jakie ma z nim rodzina wiem, że poza codziennymi
                      modlitwami uczą się..jak zarzynać kaczki na odpust. Bardzo przydatne, jak
                      skończy mu się powołanie, to ma na mur beton zagwarantowaną pracę w rzeźni.
                      • dagny1001 Re: 'wyjątki są na wyjątkowe okazje' 08.12.05, 11:26
                        Ależ obrażasz. Zrozum to wreszcie, że obrażasz wszystkich wierzących, bo chcesz
                        sprofanować kościół.
                        • lanka_cathar Re: 'wyjątki są na wyjątkowe okazje' 08.12.05, 15:34
                          Wiesz, raczej chodziło mi o wyzywanie kogoś kogo się nie zna od szczeniaków,
                          maminsynków i porównywanie osób niewierzących do panienek spod latarni. Jak
                          widać tego uczą na mszach, przynajmniej u a_weasleya. Choć w katolickich
                          kościołach nie lepiej: ktoś zarzucił mi, że nie wiem, że w Wielką Sobotę nie ma
                          mszy gdy napisałam, że przychodzę na ostatnie pięć minut. Przez 10 lat
                          chodzenia do kościoła ze święconką, zaznaczam, że zwiedziłam w tym czasie dwa
                          kościoły i jedną kapliczkę, przez 55 minut ksiądz truł o tym na kogo głosować,
                          jaki premier jest be, a prezydent nie lepszy itd. 5 minut trało święcenie. To
                          jak mam to nazwać? Kazaniem? Może i tak. Tylko w kapliczce ksiądz mówił na
                          temat Świąt Wielkanocnych.
                          • vinea Re: 'wyjątki są na wyjątkowe okazje' 08.12.05, 15:42

                            poprzedniczka (i poprzednicy) już Ci powiedzieli, w czym ich obraziłaś: chcesz
                            sprofanować ich świątynie i zrobić szopkę z Mszy św., która jak sama nazwa
                            wskazuje, jest dla nich czymś świętym.
                            I to jest coś o wiele gorszego, niż "wyzywanie" od maminsynków. naprawdę tego
                            nie widzisz?
                          • dagny1001 Re: 'wyjątki są na wyjątkowe okazje' 08.12.05, 15:56
                            1) W Wielką Sobotę nie ma mszy, powtórzę raz jeszcze, choć ktoś wcześniej już o
                            tym pisał
                            2) A_weasley nie porównywał do k... osób niewierzących, tylko konkretne Twoje
                            zachowanie
                            3) Nie zaprzeczaj, że nikogo nie obrażasz, bo obrażasz, mnóstwo osób Ci pisało,
                            dlaczego.
                          • a_weasley Prawda w oczy kole? 08.12.05, 18:35
                            lanka_cathar napisała:

                            > Wiesz, raczej chodziło mi o wyzywanie kogoś kogo się nie zna od szczeniaków,

                            Cóż, wiem o Twoim narzeczonym tyle co z Twoich notek. A to, o czym piszesz, jest
                            zachowaniem szczeniackim.

                            > maminsynków i porównywanie osób niewierzących do panienek spod latarni.

                            Znam wiele osób niewierzących, które bardzo szanuję. Ale oni szanują sami siebie.
                            Potępiam nie Twoją niewiarę, tylko dwulicowość.

                            > przez 55 minut ksiądz truł o tym na kogo głosować,
                            > jaki premier jest be, a prezydent nie lepszy itd. 5 minut trało święcenie. To
                            > jak mam to nazwać? Kazaniem?

                            Jak nie wiesz, co to jest msza, to może spytaj księdza?
                            • lanka_cathar Re: Prawda w oczy kole? 08.12.05, 22:46
                              Nie kole, muszę Cię zmartwić. Bez względu na wasze potępienie i tak zrobię po
                              swojemu, wyznając zasadę - wysłuchaj wszystkich i rób po swojemu.
                              • a_weasley Re: Prawda w oczy kole? 08.12.05, 23:21
                                lanka_cathar napisała:

                                > Nie kole, muszę Cię zmartwić. Bez względu na wasze potępienie i tak zrobię po
                                > swojemu, wyznając zasadę - wysłuchaj wszystkich i rób po swojemu.

                                W to nie wątpię. Tylko ze wzrastającą fascynacją słyszę, jak głośno krzyczysz
                                "Wasze zdanie mnie nic nie obchodzi!!!"
                                • lanka_cathar Re: Prawda w oczy kole? 08.12.05, 23:31
                                  Jakoś nie odnoszę wrażenia, że krzyczę. Jestem raczej spokojna i na spokojnie
                                  przyjmuję wasze zdanie. A to, że mnie nie obchodzi? Wydaje mi się, że to wam
                                  bardziej burzy sie krew i was to bardziej obchodzi. Nie wymagam od was
                                  zrozumienia mojej postawy, chociaż ja waszą rozumiem. Nie będę zmieniać swojego
                                  zdania tylko dlatego, że kilkanaście osób się z nim nie zgadza.
                                  • asia785 Re: Prawda w oczy kole? 09.12.05, 09:59
                                    Lanka kiedy ten wielki dzień (oczywiście waszego ślubu)?? Zgadzam sie z Tobą i
                                    rozumiem też Twoich poprzedników, dla nich może to być obraźliwe, ale dla wielu
                                    wierzących i praktykujących nie. Wśród ludzi są tolerancyjni i mniej
                                    tolerancyjni niezależnie od wiary. Ludzie robią w życiu rzeczy z różnych
                                    powodów tak już jest i nie rozumiem po co tyle nerwów u wszystkich.

                                    "Budzi się facet w nocy i słyszy chrupanie. Podchodzi do okna, patrzy, a tam
                                    rdza rynnę zżera".
                                    • vinea Re: Prawda w oczy kole? 09.12.05, 10:26

                                      To już Ci tłumaczę, czemu tyle nerwów, przynajmniej moim zdaniem. Wydaje mi
                                      się, że po prostu każdy wierzący człowiek ma OBOWIĄZEK zareagować, kiedy ktoś
                                      publicznie profanuje, lub zgłasza zamiar sprowanowania miejsc lub obrzędów dla
                                      niego świętych. Co też kilka osób zrobiło. Rozumiem ich, bo rozumiem, że tak mi
                                      nakazuje sumienie. Jeśli się mylę, to poprawcie, mnie proszę.

                                      I nie mówmy tutaj o tolerancji, bo to słowo jest przez niektórych źle
                                      pojmowane. Ktoś chce sprofanować czyjeś miejsce święte, więc ludzie się
                                      oburzają. Zupełnie normalna sprawa. Tak jak niewierzących może np. bulwersować
                                      niszczenie grobów, bo w tym momencie jest właśnie profanowane pewne sacrum -
                                      groby naszych najbliższych.

                                      Tolerować można odmienne zachowania, ale takie, które nikomu nie przeszkadzają
                                      (np. odmienność orientacji seksualnej, itd.), ale nie robienie z czyjejś
                                      świętości pośmiewiska.
                                      • mariusz_lapinski Re: Prawda w oczy kole? 09.12.05, 11:09
                                        Mi sie wydaje, że pod koniec tej dyskusji zabierają głos najrozsądniejsze osoby. Więc wtrącę swoje trzy grosze: Lanka ma zamiar postąpić po swojemu i takie jej prawo (Chrześcijanin nastawia drugi policzek). Karą dla niej za takie podejście będzie grzech oraz brak błogosławieństwa Bożego dla jej związku. Nie przeżyje swojego ślubu tak głęboko, jak mogłaby. Jak pisze, że są dla niej rzeczy ważniejsze niż Bóg, to włosy dęba na głowie stają. Ale są tacy ludzie. A to, że dziewczyna weźmie ślub jak sobie zaplanowała, nie sprawi że mury kościoła zadrżą i runą. To tylko ona się nie wzmocni, to jej strata i jej błąd. My jakoś to przeżyjemy, chociaż wolałbym żeby w przyszłości nikt publicznie nie ogłaszał zamiaru profanacji miejsc świętych i to jeszcze tonem dobrej rady.
                                        • vinea Re: Prawda w oczy kole? 09.12.05, 11:59
                                          W pełni się z Tobą zgadzam.
                                      • asia785 Re: Prawda w oczy kole? 09.12.05, 12:06
                                        Vinea w pewnym stopniu zgadzam się z tobą. Ja najchętniej wywalilabym polowę
                                        ludzi z kościoła w niedzielę. Z mojego doswiadczenia wynika:
                                        1. idą bo wypada,
                                        2. pooglądać poubierane znajome i przy okazji "pokazać się"(obowiązuje do strój
                                        kościelno- niedzielny), po mszy obowiązkowo obgadać.
                                        3. Czasami dla spokoju w domu , bo rodzice każą.
                                        Nie wiem ile osób idzie się naprawdę pomodlić i w sumie mnie to nie interesuje,
                                        interesuje mnie ja sama. Co do Lanki ja ją szanuję za to że ma odwage opisać
                                        powód swojej decyzji i wcale nie odbieram tego jako profanacje, bo mysle ze
                                        większość małżeństw w kościele jest dla tych samych zasad zawierana (tradycja).
                                        Nie neguje wartosci tego sakramentu jest dla mnie bardzo ważny ze względów
                                        duchowych, ale dopuszczam też inne opcje takie jak Lanki.
                                    • lanka_cathar Re: Prawda w oczy kole? 09.12.05, 11:09
                                      Dziękuję, asia785. smile Ślub odbędzie się 14 lipca 2006 roku (tak zakładamy i na
                                      ten rok się szykujemy), jeśli coś nie wypali to przeniesiemy na 2007 też na 14
                                      lipca. W przyszłym roku będzie to piątek, za dwa lata sobota, więc odpada nam
                                      problem ślubu w ciągu tygodnia, gdy wszyscy pracują. W styczniu powinniśmy już
                                      na 100% wiedzieć, jak stoimi z przygotowaniami i wtedy zapadnie ostateczna
                                      decyzja.
                          • efdurka Re: 'wyjątki są na wyjątkowe okazje' 09.12.05, 22:14
                            Lanka, mnie obrażasz. wolałabym gdybyś nawymyślała mi od szczeniaków.
    • lanka_cathar katolicy 09.12.05, 12:05
      Na koniec dyskusji chciałabym podać jeszcze jeden przykład z moich doświadczeń
      z bardzo wierzącymi ludźmi należącymi do Kościoła Katolickiego. Mianowicie
      najbliższa rodzina mojego narzeczonego. Oboje wykształceni, uchodzący za
      przykłady moralności, czystości i czego tam sobie chcecie. O ślubie nie było
      mowy, choć parą byli już kilka lat. I nagle...dostajemy zaproszenie (konkretnie
      telefon, że kuzyn mojego przyszłego męża chce przyjechać do jego rodziców i
      zaprosić ich - narzeczonego i rodziców, na ślub, o mnie zapomniał, mimo, że
      wiedział, że mieszkamy razem). Urażona kompletnym brakiem wychowania z jego
      strony złośliwie skomentowałam do mojego przyszłego męża, że popatrzymy sobie
      jak bardzo uda się ukryć pannie młodej brzuszek. Oboje zarzekali się, że nie ma
      mowy o ciąży, że kochają się i postanowili być razem. I co? Niecałe cztery
      miesiące po ślubie...mają dziecko! I dalej idą w zaparte, wciskają kit, że
      wcześniak, mimo, że wszyscy dokonale wiedzą, że a)nie da się odratować
      wcześniaka czteromiesięcznego, b)wcześniaki płci męskiej mają małe szanse na
      przeżycie, a na pewno mniejsze niż dziewczynki. Jak widać nawet wśród
      bogobojnych katolików zdarzają się hipokryci. Od razu zaznaczam Panie
      a_weasley, że wiem, że ich zachowanie mnie nie usprawiedliwia.
      • asia785 Re: katolicy 09.12.05, 12:14
        Wiesz Lanka kiedyś też bylam strasznie rozgoryczona postawą właśnie takich
        katolików- hipokrytów, księży bez powołania i innych ludzi uchodzących za wzory
        w kościele a na codzien takich skurczybyków że żaden poganin nie wstydziłby się
        ich czynów.
        Ale chyba sama znalazłam drogę, nie patrzę na ich postawy, patrze na siebie.
        Nie wierze w ludzi, wierze w Boga. Kiedyś mi bardzo pomógł. Myślę że też
        zmienisz zdanie, znajdziesz swoją drogę, ale tego musisz dokonać sama.
    • lanka_cathar Moja wiara. 09.12.05, 12:25
      Większość z was zapewne myśli, że moja postawa na skraju buntu, ateizmu etc.
      jest moją postawą wobec wiary od dziecka. Więc chciałabym jeszcze to wyjaśnić.
      Chodziłam do kościoła do 8 klasy podstawówki, nawet regularnie, zwłaszcza od 5
      klasy, kiedy zżyłam się ze wspomnianą koleżanką, kóra wybiarała się do zakonu.
      Ona była i pozostała osobą bardzo wierzącą, mimo, że jej rodzice ostani raz
      byli w kościele na jej komunii. Muszę dodać, że w końcu pod wpływem jej wiary
      oni także zaczęli się nawracać. Był okres kiedy obie należałyśmy do chóru
      kościelnego, więc byłam tym samym bardzo z tą instytucją związana. Nie będę
      wnikać dlaczego porzuciłam KK. Dość powiedzieć, że w ciągu całego
      dotychczasowego życia spotkałam dwóch (tylko dwóch) księży, kórzy byli
      wyrozumiali, potrafili tłumaczyć, potrafili zachęcić do lektury Pisma Świętego.
      Pierwszym z nich był ksiądz, który mnie ochrzcił. Nie kazał mojej mamie iść do
      spowiedzi, bo wiedział, że jest innego wyznania, ze mną rozmawiał jak człowiek.
      W kościele, w którym powinnam była zostać ochrzczona ksiądz chciał zwołać
      konferencję prasową i zaprosić telewizję, bo...9-letnie dziecko będzie
      chrzczone, a nie niemowlę. Drugi ksiądz, którego wspominam najcieplej, ksiądz
      Zygmunt, prowadził msze we wspomninej kilka postów wyżej kapliczce.
      Najwspanialszy człowiek pod słońcem, żartował, jeśli nie widział mnie np. dwa
      tygodnie na mszy, to pytał, dlaczego mnie nie było, starał się wraz z siostrami
      podpowiadać rozwiązania problemów w domu i w szkole. Do kościoła, w którym
      chciano urządzić mi szopkę na chrzciny, był zawsze zapraszany na rekolekcje. Do
      niego, do spowiedzi, ustawiały się długie kolejki, podczas gdy inni księża
      siedzieli bezczynnie. Niestety w końcu przeniesiono go do jakiejś parafii chyba
      na Kabaty, ale nikt nie był w stanie udzielić mi dokładnej informacji.

      To tyle.
      • asia785 Re: Moja wiara. 09.12.05, 12:35
        Lanka jak spotkalaś się z takim wspaniałymi ludźmi nie możesz się tego
        trzymać?? Reszta niech się nie liczy.
        • lanka_cathar Re: Moja wiara. 09.12.05, 13:14
          Problem w tym, że już nie mam z nimi kontaktu. A przez te lata, jakie minęły od
          ukończenia podstawówki i liceum zdążyłam usłyszeć dużo złych słów od katechetów
          i księży. Niekiedy były to kompletne bzdury typu 'Teoria heliocentryczna to
          bzdura, a Mickiewicz był diabłem'. Tak, właśnie Mickiewicz, bo według jednego z
          księży to nie Kopernik wymyślił teorię heliocentryczną. Nawet nie pytałam kto
          według niego napisał 'Pana Tadeusza'. Poza tym dowiedziałam się też, że
          prawosławie (moja mama i babcia są tego wyznania) to religia zakłamana, że
          prawosławni duchowni żyją w grzechu, bo mają żony. Do tego doszło to, co
          zabolało najbardziej, że jestem hitlerowcem - pisałam o tym wcześniej. W sumie
          mogłabym powiedzieć, że o. Rydzyk ze swoją nienawiścią do Żydów jest
          uosobieniem taktu, kultury i wzorem do naśladowania, w porównaniu z tymi
          duchownymi, z którymi miałam styczność. Co nie zmienia faktu, że mam na o.
          Rydzyka i Radio Maryja, LPR i spółkę alergię.

          Jestem osobą pamiętliwą, łatwo jest się ze mną pokłócić, ale pogodzić - prawie
          niewykonalne. Mogę wybaczyć, ale nie zapominam, i potrafię wyciągnąć najcięższe
          działa w najmniej spodziewanym momencie. Dlatego można powiedzieć, że swego
          czasu 'dzięki pomocy' katolickich księży i katechetów obraziłam się na KK i
          teraz zależy mi jedynie na spełnieniu marzenia o pięknym ślubie w gotyckiej
          scenerii.
        • lanka_cathar Re: Moja wiara. 09.12.05, 13:22
          Może liczę też na to, choć nie jestem tego pewna, że w końcu Bóg, jeśli
          istnieje, to podobno jest miłosierny i wybacza nawet najcięższe grzechy (tak
          mnie uczono na religii, co trochę kłóci mi się z istnieniem Piekła i Czyśćca,
          bo skoro wybaczy mordercy, to kto siedzi w tym Piekle???). Kiedyś moja mama
          wykładała w papieskim seminarium duchowym, uczyła przyszłych misjonarzy języka
          rosyjskiego. Przyznała się im, że pracuje w niedzielę, bo taki jest rozkład
          zajęć na jej macierzystej uczelni, byli oburzeni, jak można 'dnia świętego nie
          święcić', wtedy właśnie powiedziała 'Bóg jest miłosierny - Bóg wybaczy'.
          Zapanowała lekka konsternacja, ale w końcu przyznali jej rację.

          Poza tym, dlaczego w każdym kościele (nie mówię tu o o. Rydzyku, bo to skrajny
          przypadek), księża piep... (przepraszam, ale inaczej tego się nie da określić)
          o polityce, a dla Boga zostawiają jakiś margines???
          • dagny1001 Re: Moja wiara. 09.12.05, 13:38
            Ty chyba żyjesz w jakimś innym świecie. Od kilku lat w żadnym kościele nie
            słyszałam o polityce. Poza tym, skąd możesz wiedzieć, skoro nie chodzisz?
            • lanka_cathar Re: Moja wiara. 09.12.05, 13:56
              Moi znajomi chodzą, a mnie zdarza się być w kościele na Wielkanoc i na ślubach.
              Zrezygnowałam z kościoła na Domaniewskiej w Warszawie, bo przez 10 lat były
              tylko msze na temat 'na kogo należy szanowny narodzie głosować', teraz wszedł
              tam Neokatechumenat, więc może coś się zmieniło, w zeszłym roku koleżanka brała
              ślub w Siedlcach - znów trucie na ślubie o polityce, w tym roku druga wyszła za
              mąż - też w Siedlcach, tylko w innych kościele - ta sama śpiewka.
              • lanka_cathar Re: Moja wiara. 09.12.05, 13:58
                Na pogrzebach to samo, w tym roku w marcu zmarła koleżanka mojego dziadka.
                Pochowano ją na Powązkach, msza żałobna była w kościele św. Boromeusza (jeśli
                dobrze pamiętam nazwę), i też nawijano o polityce. Już co jak co, ale mogliby
                dać kobiecie 'spoczywać w pokoju'.
          • a_weasley Miłosierdzie Boże - informacja podstawowa 09.12.05, 14:55
            lanka_cathar napisała:

            > Może liczę też na to, choć nie jestem tego pewna, że w końcu Bóg, jeśli
            > istnieje, to podobno jest miłosierny i wybacza nawet najcięższe grzechy (tak
            > mnie uczono na religii, co trochę kłóci mi się z istnieniem Piekła i Czyśćca,
            > bo skoro wybaczy mordercy, to kto siedzi w tym Piekle???).

            Ci, którzy świadomie odrzucili Boga, np. nie żałowali za grzechy. O tym też
            mówili na religii. Człowiek ma wolną wolę i może Boga odrzucić.
    • lanka_cathar polityka 09.12.05, 14:04
      Do tej pory słowa o polityce nie usłyszałam tylko w dwóch miejscach: kościół w
      Laskach i kapliczka na Idzikowskiego, choć nie jestem pewna czy to już nie jest
      ulica Ikara, w każdym razie na przeciwko rezydencji ambasadora USA, lub, jak
      kto woli, obok domu generała Jaruzelskiego.
      • dagny1001 Re: polityka 09.12.05, 14:16
        Nie obraź się, ale Ty chyba masz jakąś obsesję. Wybory są co 4 lata, nie wierzę,
        że w jakimkolwiek kościele księża mówią o tym co niedziela, a jeszcze na
        ślubach! I znajomi Ci o tym co tydzień donoszą? Może źle interpretujesz słowa
        księdza albo masz naprawdę wyjątkowego pecha.
        • lanka_cathar Re: polityka 09.12.05, 14:30
          Wiem, że wybory są co 4 lata, ale tak jak powiedziałam przez osiem lat
          podstawówki (trochę czasu od zakończenia minęło) ciągano nas na rekolekcje,
          oczywiście każdy szedł 'dobrowolnie' czyt. wychowawca sprawdzał obecność i to,
          że rodzic mówił, że rodzina jest niewierząca nie miało znaczenia, obecność
          obowiazkowa, jak na pochodach 1majowych. Przez osiem lat wysłuchiwałam w
          kościele na Domaniewskiej właśnie o polityce,a jak wspomniałam był okres, że
          należałam do chóru w tym kościele, więc trochę czasu tam spędziłam (niedziele +
          próby w tygodniu). Może teraz jest inaczej.

          Nie nazwałabym tego donoszeniem, ale jak rozmawiam ze znajomymi, to przy okazji
          tematu: msza, zawsze słyszę to samo: 'a ksiądz dziś znów nam przytruwał o
          polityce'. Na ślubach jestem obecna ciałem i duchem, więc mogę to potwierdzić.
          Może rzeczywiście trafiam w niewłaściwym czasie w niewłaściwe miejsce, choć
          raczej uważam obecność na ślubach znajomych za właściwą. Do miejsc, w których
          nie mówi się o polityce mogę zaliczyć jeszcze cerkiew na Woli.

          Teksty o tym, na kogo głosować, na pogrzebie są już dla mnie totalnym
          przegięciem. Jeszcze na ślubie, ok, wszyscy są raczej w radosnym nastroju, więc
          to przełkną, ale na pogrzebie raczej wszyscy są myślami z osobą, którą właśnie
          żegnają.
          • dagny1001 Re: polityka 09.12.05, 14:40
            ??? Wychowawca sprawdzał obecność na rekolekcjach? Chodziłaś do katolickiej szkoły?
            Wybacz, ale jakoś nie chce mi się wierzyć. Czy mogłabyć mniej więcej zacytować,
            co ksiądz mówił na pogrzebie i ślubie o polityce? Czy to było przed wyborami?
            Wymieniał z nazwiska na kogo głosować czy jak?
            • lanka_cathar Re: polityka 09.12.05, 14:48
              Nie, chodziłam do zwykłej, swieckiej podstawówki: SP nr 33 im. WOPK na
              Cieszyńskiej w Warszawie. Obecnośc była sprwdzana, a za nieobecnośc można było
              miec obniżone zachowanie.

              Wielkanoc dokładnie nie powiem Ci która: 'I pamiętajcie, że źle się dzieje w
              Polsce, Millery, Kwaśniewscy i reszta komuchów chcą zniszczyć polski Kościół'.
              Nie jest to cytat dosłowny, ale mniej więcej w tym stylu to były gadki.
              • dagny1001 Re: polityka 09.12.05, 15:07
                A na ślubie i pogrzebie? Też taki sam tekst? A dlaczego nikt z rodziców nie
                zareagował na takie praktyki w szkole?
            • raszefka Re: polityka 11.12.05, 22:23
              Od dobrych kilku lat rekolekcje wielkopostne sa zamiast lekcji i wychowawca
              odpowiada za uczniów tak samo jak w szkole. U mnie też była obecność sprawdzana,
              ba, nawet był kościół na klucz zamykany, żeby się za wcześnie nie urwać.
              Inna rzecz, że uczniowie, którzy nie chodzili na religię nie musieli i na
              rekolekcje. Musieli się zjawić w tym czasie w szkole na zajęcia alternatywne
          • paul_ina Re: polityka 09.12.05, 14:56
            Lanka, daj spokój, piszesz to chyba tylko dla siebie. Powtarzasz zasłyszane opinie. Każdy ma jakieś doświadczenia z dzieciństwa, lepsze albo gorsze. Księża to tylko ludzie, a ludzie są różni.

            Co do niedzielnej mszy, polecam kościół przy placu Wilsona w stronę ulicy Mickiewicza, ten z symbolicznym grobem ks. Popiełuszki. Kazania tam bywają naprawdę wysokich lotów. Sama często tam bywam w tygodniu, bo działam w poradni prawnej przy plebanii - księża naprawdę ciężko pracują z biednymi ludźmi. Człowiek jak się napatrzy, to sam ma ochotę być lepszy dla innych. Pochodzę z prowincji. Kiedyś w naszej parafii był kiepski ksiądz, w ogóle się nami nie interesował. Rada Parafialna wystąpiła do władz kościelnych o zmianę. I rzeczywiście, dostaliśmy dobrego proboszcza i pełnego energii wikarego. Co do rodziny Twojego narzeczonego i ich "wcześniaka" to grunt, że dziecko zdrowe a rodzina zgodna. Nie popieram wciskania kitów, ale wolna wola i wolna droga. Co się tyczy i Ciebie, mimo wszystko.
            Pozdr!
            • lanka_cathar Re: polityka 09.12.05, 20:19
              Opisuję to, czego byłam świadkiem. Dlaczego nikt nie zareagował? A co niby
              miałby ten ktoś powiedzieć: 'drogi księże skończ pan tę gadkę'???

              Ja pozostanę przy swoim zdaniu, wy przy swoim. Tymczasem idę świętować
              pomyślność decyzji, które dziś zapadły.

              Papa!

              • auvi Re: polityka 12.12.05, 12:10
                czytam czytam i aż się boję!. Tak potępiacie dziewczynę, która chce miec slub w
                kościele! Chyba tylko z jedną osobą mogę sie zgodzić , z Mariuszem. Przecież
                kościół sie od tego nie zawali, najwyżej ona nie będzie przeżywała tej
                ceremonii w pełni. Wszyscy są zgorszeni, ze dla niej Bóg nie jest na pierwszym
                miejscu, ale kto z was postawiłby zycie swojego dziecka nad Boga? Ja nie. Więc
                czekam na potępienie i rzucanie kamieniami. Jakby ktoś mi groził, ze zabije mi
                dziecko, nie stawiałabym Boga przed dzieckiem. Moze nie jestem w związku z tym
                katoliczką. To było po pierwsze.
                Po drugie - nie znoszę księży, wierzę w Boga ( teraz mnie, ale o tym za
                chwilę), ale nie wierzę w świętość księzy. Znam 3 księzy, którzy sa przyjaźni i
                normalni. Którzy sa księżmi z powołania i naprawdę pmagają ludziom. Pochodze ze
                wsi, na której nic sie nie ukryje, widzę, jak ksiądz jeździ co pół roku nowym
                samochodem, a zbiera co niedziela a to na dach, a to na ogrzewanie, a to na mur
                na cmentarz - powiem tyle - PIEPRZENIE. Nie daję juz na tace od kilku lat. Nie
                wierzę. Wolę kupić jakieś rzeczy i dac dzieciom do domu dziecka, wiem, ze wtedy
                te dzieci dostaną.Nie lubię chodzic na msze bo nie znosze tego fanatyzmu,
                chodze do Kościoła jak nie ma mszy, zeby się pomodlić do Boga. Nie chodze na
                msze, bo nie chcę, zeby mnie oceniały sąsiadki czy mam nową sukienkę, czy tez
                poszło mi oczko w pończochach! To tyle
                po trzecie - zachwiana wiara w Boga nastapiła po tym, jak została zgwałcona
                znajoma dziewczynka, dziecko 13 letnie wracało z rekolekcji wielkanocnych.
                Gdzie wtedy był Bóg? Dziecko poszło sie pomodlić a Bóg najwyraźniej miał
                ważniejsze sprawy. Mała nie chodzi juz do kościoła, bo juz nie wierzy, ze Bóg
                ja kocha. Brat mojego męża - 20 lat miał zawał serca, teraz od 3 lat lezy jak
                roslinka, wszystko trzeba przy nim zrobić. Dizadek mojego męża również lezy w
                domy - podobna sytyaacja. Trzeba karmić. Ciekawe czy ci fanatyczni katolicy
                byli tak miłosierni i zajmowali sie tymi ludźmi? Czy byliby non stop w domu,
                zeby co 2 godziny zmieniac pozycję, zeby nie było odlezyn, myli, przebierali,
                przygotowali jedzenie, które trzeba zmiksować, przetrzeć przez sitko, bo
                inaczej sonda sie zatka? Czy ćwiczyliby ich kilka razy dziennie, zeby
                rozruszać mięnie? I wszystko to ma robić rodzina, bo "katolicy" przychodzili do
                pomocy przez 2 miesiące, później im sie znudziło. Tesciowa nie chce ich oddac
                do zakładu, chce sama sie niemi zajmować. Ale ja nie chcę, nie chcę być
                męczennica, chcę się cieszyczyciem, a nie mieć wyrzuty sumienia, ze wychodzę do
                kolerzanki, zamiast pomóc przy chorych. Dlatego moja wiara w dobroć i
                opiekuńczośc Bożą została baaaaaaaaardzo zachwiana.

                A dla założycieli watku. Mój kuzyn jest księdzem i uświadomił mi, ze nie
                wszyscy księza maja uprawnienia zeby dać rozgrzeszenie za współzycie i
                mieszkanie przedślubne. Powiedział,zebym poszła do jakiegoś starego, to napewno
                dostanę, co tez uczyniłam.
                Jeszcze do tych potępiających, mój wspomniany kuzyn, jak równiez 2
                zaprzyjaźnionych księzy nie potępiali mnie za współżycie przedślubne, wiem, bo
                spytałam. Powiedzilei,ze skoro kocham i jestem wierna, to to nic złego, bo Bóg
                stworzył sex dla ludzi.

                alez się rozpisałamsmile
                pozdrawiam wszystkich i życzę szczęścia
                • a_weasley Każdy mówi o czym innym 12.12.05, 14:36
                  auvi napisała:

                  > czytam czytam i aż się boję!. Tak potępiacie dziewczynę, która chce miec
                  > slub w kościele!

                  Potępiamy dziewczynę, która chce wziąć ślub świętokradczy i nieważny od samego
                  początku, doskonale o tej nieważności wiedząc. Która chce publicznie w obliczu
                  Boga przysięgać rzeczy, których nie zamierza dotrzymać. Która chce podstępem
                  wpakować się do kościoła, żeby tam urządzić szopkę mającą tylko pozór
                  sakramentu, ponieważ jej się podoba budynek.
                  Potępiamy zakłamanie. Ty, o ile pamiętam, też.

                  > ceremonii w pełni. Wszyscy są zgorszeni, ze dla niej Bóg nie jest na pierwszym
                  > miejscu, ale kto z was postawiłby zycie swojego dziecka nad Boga? Ja nie.

                  Problem polega na tym, że tu nie chodzi o to, czy Bóg ma być ważniejszy od życia
                  dziecka. Bo tu nie chodzi o życie dziecka, tylko o zachciankę. I manifesty
                  antyklerykalne nic tu nie zmienią, a dramatyczne rozważania, gdzie był Bóg,
                  kiedy to czy tamto, są kompletnie nie na miejscu. Bo my w owym wątku tu nie
                  rozmawialiśmy o tym, czy należy chodzić do kościoła, czy nie, i dlaczego
                  tak/nie, nie rozmawialiśmy o tym, czy księża en masse są dobrzy, źli czy tacy
                  sobie, tylko o tym, czy się godzi wbrew własnym przekonaniom brać ślub w
                  kościele ze względu na ładny lokal, uprzednio okłamawszy kogo się da.
                  • kinga_23 Re: apropo zakłamania!!!! 12.12.05, 15:10
                    Ja mam pytanie w zasadzie do wszystkich:czyż nie każdy z nas idzie do ślubu troszkę zakłamany?Co z tego że się wyspowiadasz z sexu przed małżeńskiego i dostaniesz rozgrzeszenie od księdza,skoro grzechu TRZEBA ŻAŁOWAĆ!!! A nie sądzę aby każda z was żałowała tego że uprawiała sex przed małżeński.
                    Ja osobiście wierzę w Boga,ale nie wierzę w księży,którzy podobno mu służą!!!
                    • minerwamcg Re: apropo zakłamania!!!! 12.12.05, 15:51
                      > Ja mam pytanie w zasadzie do wszystkich:czyż nie każdy z nas idzie do ślubu
                      tro
                      > szkę zakłamany?Co z tego że się wyspowiadasz z sexu przed małżeńskiego i
                      dostan
                      > iesz rozgrzeszenie od księdza,skoro grzechu TRZEBA ŻAŁOWAĆ!!! A nie sądzę aby
                      k
                      > ażda z was żałowała tego że uprawiała sex przed małżeński.

                      Należy żałować nie konkretnych miłych chwil, tylko samego faktu, że się
                      grzeszyło i za to przepraszać Boga.

                      > Ja osobiście wierzę w Boga,ale nie wierzę w księży,którzy podobno mu służą!!!

                      To mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Nie musisz wierzyć w księży. W żadnym
                      wyznaniu wiary chrześcijan nie ma nakazanej wiary w księży. Wystarczy, żebyś
                      przystępowała do sakramentów, które Bóg daje nam przez nich.

                      • kinga_23 Re: apropo zakłamania!!!! 12.12.05, 15:55

                        > Należy żałować nie konkretnych miłych chwil, tylko samego faktu, że się
                        > grzeszyło i za to przepraszać Boga.
                        Ale skoro nie żałuję że poszłam do łóżka z facetem przed ślubem,a sex przed małżeński jest grzechem to czy to wogóle ma sens???!!!
                        • annajustyna Re: apropo zakłamania!!!! 12.12.05, 15:57
                          To zaluj, ze ewentualnie obrazilas Boga, bo przeciez takich intencji kochajac
                          sie z narzeczonym nie mialas?
                          • kinga_23 Re: apropo zakłamania!!!! 12.12.05, 17:38
                            annajustyna napisała:

                            > To zaluj, ze ewentualnie obrazilas Boga, bo przeciez takich intencji kochajac
                            > sie z narzeczonym nie mialas?
                            No dobrze żałuję,ale chodzi mi o to,że aby spowiedź była szczera to trzeba żałować za grzechy,które się popełniło,więc skoro nie żałuję że się kocham z narzyczonym przed ślubem to gdzie tu sens?!
                            • minerwamcg Re: apropo zakłamania!!!! 12.12.05, 17:44
                              Trzeba żałować, że się obraziło Boga. Że się nie miało dość siły, żeby wraz z
                              ukochanym wytrzymać do ślubu. Że się nawet nie spróbowało wytrzymać, ani nie
                              chciało spróbować. Że się z miłości do człowieka złamało Boże przykazanie. Tego
                              można szczerze i uczciwie żałować.
                              • annajustyna Re: apropo zakłamania!!!! 12.12.05, 17:50
                                O, o!!!
                      • annajustyna Re: apropo zakłamania!!!! 12.12.05, 15:57
                        Dla mnie rekordem byla wypowiedz dziewczyny w ciazy, ze nie moze odbyc szczerej
                        spowiedzi, bo jak ma zalowac faktu, ze zaszla w ciaze... Minerwa, mialas
                        przepiekny bukietsmile)). Nie wiem, czy tez zauwazyliscie, ze duzo par ubiera sie
                        jak z roznych parafii, wy jestescie nieliczna z tej samej bajkismile)). Wielkie
                        dzieki za fotki. Wasza fanka - Anna Justynasmile))
                • minerwamcg Re: polityka 13.12.05, 14:26
                  > A dla założycieli watku. Mój kuzyn jest księdzem i uświadomił mi, ze nie
                  > wszyscy księza maja uprawnienia zeby dać rozgrzeszenie za współzycie i
                  > mieszkanie przedślubne. Powiedział,zebym poszła do jakiegoś starego, to
                  napewno dostanę, co tez uczyniłam.

                  Może jakieś szczegóły? Jest to gdzieś napisane? Bo dla mnie to kompletna
                  bzdura. Grzech cudzołóstwa (bo do tego się sprowadza przedślubne współżycie)
                  jest grzechem tak pospolitym i często spotykanym, że trudno sobie wyobrazić
                  częstszy. I ten nagle miałby być zastrzeżony dla specjalnych spowiedników?
                  Specjalni spowiednicy owszem, są. Oni są uprawnieni do udzialania rozgrzeszeń z
                  grzechów szczególnie ciężkich, jak np. aborcja.

                  > Jeszcze do tych potępiających, mój wspomniany kuzyn, jak równiez 2
                  > zaprzyjaźnionych księzy nie potępiali mnie za współżycie przedślubne, wiem,
                  > bo spytałam. Powiedzilei,ze skoro kocham i jestem wierna, to to nic złego, bo
                  > Bóg stworzył sex dla ludzi.

                  A jakiego wyznania księdzem jest Twój kuzyn i zaprzyjaźnieni księża? Bo
                  przyznam, że z takim poglądem u księdza katolickiego spotykam się pierwszy raz
                  a z punktu widzenia Katechizmu Kościoła Katolickiego jest to pogląd błędny.
                  To, że nie potępili Ciebie osobiście, to nic nowego - potępia się grzech, a nie
                  grzesznika. Natomiast współżycie przedślubne ewidentnie grzechem ciężkim JEST,
                  i kto głosi inaczej, mąci ludziom w głowach.
                  • minerwamcg A propos, jeszcze jeden drobiazg 13.12.05, 14:29
                    Gdyby współżycie przed ślubem nie było grzechem, jak twierdzi Twój kuzyn i
                    tamci dwaj księża - to po cholerę do rozgrzeszania z niego byłby potrzebny
                    jakiś ekstra-spowiednik z uprawnieniami? Po co w ogóle byłby jakikolwiek
                    spowiednik?
    • dulce3 Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 16.12.05, 10:02
      Zacznij sie lepiej leczyc na glowe i nie pisz takich bzdur na forum!!!!! Boshe,
      gdzie sie tacy ludzie rodza?
    • wegierka111 Re: Nie dostałam rozgrzeszenia!!! 26.12.05, 19:28
      ja tez nie sad
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka