Dodaj do ulubionych

załamanie :(

11.04.06, 11:26
czy tez tak czasem macie ,ze odechciewa Wam sie calego cyrku z weselem,
kupnem sukni , przygotowaniami?
mam slub 2 wrzesnia i :
1. nie mam dj'a , zostali tylko tacy co za mniej jak 1,5 tys. nie zagraja (a
ta cena to minimum bez owietlenia itd) i moj M. powiedził, ze za włączanie
mp3 tyle nie zapłaci
2. nadal nie mam bierzmowania a w parafii mówią, ze dopiero po świetach sie
mną zajmą
3. nie mam sukni, a te ktore mi sie podobaja to Turner i India i za ponad 4
tys. - nie stac mninie- uzywane indie sa na wzrost powyzej 170, a ja mam
ledwo 160
4. nie wiem czy damy rade z kasa, za wszystko placimy sami
5. wkurzaja mnie moje "przyjacioleczki" ktore na sile wynajduja osoby
towazyszące - prawie obce, zeby tylko nie przysc bez pary- ludzie ja place
chore pieniadze za tych "niby" chlopakow!!!!
czy czasami nie wolicie o małym ślubie ,bez wesela zeby rano leciec juz z
ukochanym nad gorące morze???
Obserwuj wątek
    • bacha1979 Re: załamanie :( 11.04.06, 11:29
      Mamy. Jestem włąśnie na takim etapie!Nie chce nawet o tym myśleć.
    • agnrek Re: załamanie :( 11.04.06, 11:30
      Normalka. Prawo domina - jednop się psuje i od razu psuje się następne. Ale to
      mija smile
      Ja 2 m-ce szukałam zespołu i traciłam nadzieję, oczywiście - znalazłam.
      • agnieszkalp Re: załamanie :( 11.04.06, 11:33
        mam nadzieje,ze minie. bo jak tak dalej bedzie, to nie ma co na sile pakowac
        sie w wesele
        • agnrek Re: załamanie :( 11.04.06, 11:34
          Minie, minie smile
          • agnieszkalp Re: załamanie :( 11.04.06, 11:35
            dziekismile
    • anulka80 Re: załamanie :( 11.04.06, 11:36
      Nie martw sie glowa do gory masz jeszcze troche czasu do wrzesnia na pewno sie
      ulozy i wszystko bedzie oksmile
      Tez mam czasami male chwile zwatpienia szczegolnie kidy moj facet na wszystko
      zwiazane ze slubem ma jeszcze duzo czasu i ze wszystkim zdazy(slub 5 sierpnia)
      dobrze ze udalo mi sie go wyciagnac po obraczki i zaproszenia i to tez musialam
      sie nagadac co do sukni poszukaj w wypozyczalniach i komisach ja wypozyczam
      suknie bo nie mam zamiaru wydawac tyle kasy na kiecke na jeden raz wole wydac
      na cos innego
      co do przyjaciolek z osobami towrzycszacymi to tez mnie to wkurza ze na sile
      nie wazne z kim czy ten ktos im wstydu nie przyniesie wazne zeby z kims przyjsc
      i sie pokazac grrrrrrrr.... to mnie najbardziej wkurza
      powodzenia glowwa do gory!!!!
      • emib3 Re: załamanie :( 11.04.06, 11:39
        Mnie już ten etap minął, czego i Tobie życzę. Głowa do góry trzymaj się dzielnie!!!
      • agnieszkalp Re: załamanie :( 11.04.06, 11:40
        tak, te kolezanki sa chyba najgorsze, gdybym robila wesele na 200 osob to
        kilka "obcych" nie zrobilo by mi roznicy, a ja robie male wesele dla
        najblizszych ,rezygnujac z wielu nieco dalszych znajomych a nawet rodziny...
        • monia76 Re: załamanie :( 11.04.06, 11:49
          a zapraszalas je z osobami towarzyszacymi? moze trzeba bylo wreczyc zaproszenie
          tylko z ich nazwiskami.
          • agnieszkalp zaproszenia 11.04.06, 11:53
            monia: jeszcze nie dałam zaproszen. myslicie, ze można dac zaproszenie bez
            osoby towarzyszacej?
            • monia76 Re: zaproszenia 11.04.06, 12:47
              no jasne! i delikatnie to podkreslic.
            • pantarejka Re: zaproszenia 11.04.06, 15:14
              Postaw się na miejscu Twojej koleżanki. Czy poszłabyś na wesele bez osoby, do
              której można otworzyć usta, która poda kieliszek winka, zadba, byś się nie
              nudziła? Gdyby mnie ktoś wręczył zaproszenie jednoosobowe - pewnie bym nie
              poszła. A jeśli nawet bym poszła, starałabym się zmyć z takiego wesela jak
              najszybciej. Smutno siedzieć samej przy stole.
              Nie mam 17 lat.
              • miwonka81 Re: zaproszenia 11.04.06, 20:02
                Ja bylam sama i moj T. te raz musial isc sam (2 dni przed moja obrona), i co? I
                nic - oboje dobrze sie bawilismy. Przeciez nie bylabys tam sama jak palec i z
                pewnoscia mialabys z kim rozmawiac (np. znajomi), chyba ze koniecznie musisz
                zgrywac ksiezniczke wokol ktorej musi skakac jakis ksiaze nalewajac winko i
                karmiac z reki... wink Pozdrawiam
    • enterek77 Re: załamanie :( 11.04.06, 11:46
      Ja mam ślub w czerwcu i miałam lekkie załamanie.
      nie ma co sie przejmować, tylko robić po swojemu...
      wszystko będzie dobrze, zobaczyszsmile
      sukienkę można uszyć, brałaś to pod uwagę? dj można znaleźć, tylko trzeba
      cierpliwości.
      a przyjaciółki, no cóż, na wszystko nie znajdziesz sposobu.
      będzie dobrzesmile
      • agnieszkalp Re: załamanie :( 11.04.06, 11:51
        uszyc sie boje, nie mozna przed faktem przymierzycsmile mysle, ze znajde cos
        uzywanego albo znajde tanszy model.
        • maya28 Re: załamanie :( 11.04.06, 12:36
          Ja już po woli przestaje miec chwile zwątpień, ale czasami nachodzi. Najgorzej
          było na poczatku, jak nie mieliśmy sali, teraz spokojniej. Z osobami
          towarzyszącymi " na siłę" to dłuższa historia. Ja sie najbardziej boję kogo
          przyprowadzi moja świadkowa, bo chcąc nie chcąc spędzę z tym obcym facetem
          swoje wesele, a nawet więcej, bo jest wyjazdowe i jedziemy ze swiadkami tam juz
          w piatek. Wesele też jest małe - 60 osób i trochę się dziwię, ze najbliższe
          osoby chcą zapraszać osoby " z łapanki" , tymbardziej ze idzie tez sporo osób
          samych i świadek będzie bez osoby towarzyszącej.. Ale nawet się nie wypowiadam.
          Ale też myślałam juz nad opcją ślub, rzucić bukietem i polecieć na Malediwy.
    • lady_of_avalon India 11.04.06, 12:28
      Moja przyjaciółka za Indię w salonie dała 3080 a nie 4000...
      Poza tym jest to bardzo popularny w tym roku model i na pewno uda ci się na
      wrzesien znależc używaną ;PP
    • adriannaaa Re: załamanie :( 11.04.06, 12:39
      aga - z biermowaniem zdazysz, nei martw siesmile) co do sukni - t mzoe poszukaj
      innych modeli? widziałam kidyś przesliczna suknię sposabelli tutaj na forum, na
      niską dziewczynę - suknia prosta, wąsk a- nawet nei rybka, z dłuugim odpiannym
      trenem, naprawdępiejkna -an niską szupłą osobę... widziałam te suknie na żywo i
      przymeirząłam - i jestm pod ogromnym wrazeniem...
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=39&w=29674405&a=31779115 ( suknię mozna
      zobaczyć na stronie dianasalon.com/model_333.html...
      A co do "przyjaciółeczek" to mzoe nei są to tak bliskei osoby by je zapraszać,
      skoro tak o nich pisesz, a piszesz też,z e zapaszasz tylko najbliższych?/

      Bo szczerze - to jesli to są bardzo bliskie osoby - to albo z nimi pogadaj,o
      tych "chłpakach", albo.. po porstu przebolej - bo nie kazdu musi czuć się
      komfortowo przychodząc na wesele sam...
      pozdarwiam i trzymaj się cieplutko...
    • ania_1609 Re: załamanie :( 11.04.06, 12:55
      Hej! Ja nie zapraszam osób towarzyszących, jeśli ktoś nie ma stałej pary i na
      siłe ma kogoś przyprowadzić. Jedna nawet się oburzyła: jak to zapraszasz mnie z
      osobą towarzyszącą? Przecież ja nie mam pary!
      Wesele to spotkanie rodzinno - przyjacielskie, a nie impreza dla obcych osób.
      Może to wzbudzać kontrowersje, ale nas uchroni przed kolejnym stresem, bo i tak
      już mamy go zbyt wiele.
      A taka załamka myślę, że wszędzie nas spotyka w połowie drogi, nie tylko przed
      ślubem smile I na pewno minie, czego z serca życzę!
      • agnieszkalp Re: załamanie :( 11.04.06, 13:04
        ania: masz racje, a co do "przyjaciolek", no to coz, zycie pokazalo,ze tak
        naprawde ciezko o prawdziwa przyjazn,szczegolnie wsrod babek, ale to dluzsza
        opowiesc, moj M. twierdzi,zebym wlasnie ich nie zapraszala,ale jednak sa to
        osoby z ktorymi mimo wszystko wiele przezylam
        • alija_2 Re: załamanie :( 11.04.06, 14:38
          Rozumiem to świetnie, dlatego zrezygnowałam z tych przygotowań. Ślub 3 czerwca.
          Cywilny. Zapraszamy tylko rodziców (jeszcze ich o tym nie poinformowaliśmy, aby
          uniknąć przedślubnej gorączki, zaręczyny były w lipcu, o czym też nie wiedzą
          (bo chyba by nie przeżyli, że nie chciałam pierścionkasmile, rodzeństwo i
          najbliższych przyjacół. W sumie 14 osób; dla mnie to bardzo intymna
          uroczystość. Żadnej sukni, zespołu i tym podobnych rzeczy.
          • mariszka72 Re: załamanie :( 11.04.06, 14:53
            Alija, my mamy podobnie - 10 czerwca, tylko cywilny, obiad w restauracji na
            mniej niż 20 osób (tylko najbliższa rodzina i kilka przyjaciół). Może dla tego
            nie czuję żadnego stresu, nie miewam żadnych koszmarów (jak te opisywane w
            innym wątku przez tyle dziewczyn), ani na chwilę nie przestała mi się podobać
            moja suknia (bordowa + czarne dodatki). I co ważniejsze - ani przez moment nie
            miałam wątpliwości, że jestem z TĄ Osobą z którą pragnę być do końca smile

            Najważniejsze rzeczy załatwione, a teraz bawimy się w robienie zaproszeń,
            karteczek z nazwiskami gości i prezencików dla gości - sprawia to nam ogromną
            przyjemność, a ponieważ grono gości będzie tak małe i intymne, możemy właśnie
            sami dopieścić wiele szczegółów (nie stresując się ani kosztami, ani ilością
            gości). Ciekawa rzecz, bo przygotowania do tego ślubu sprawiają mi ogromną
            radość i wręcz relaksują smile
            • marlena.k1 Re: załamanie :( 11.04.06, 15:05
              mi tez sie ostatnio odechcialo mojego wesela,im blizej tym wieksza
              obojetnosc,slub owszem wazny,ale nad reszta zaczynam sie zastanawiac-choc juz
              za pozno,bo wszystko zalatwione,ale to moze jakies przesilenie,bo wczesniej
              cieszylam sie na wszystko jak dziecko,a teraz?sama nie wiem...
              • beatrise1 Re: załamanie :( 11.04.06, 15:12
                mi też się odechciało już tego wesela i wogóle to żałuje że nie robię tylko
                jakiegoś małego obiadku dla rodziny...
                a doszłam do tego wniosku ostatnio jak zaczęłam rozwozić zaproszenia na
                czerwiec i moja rodzinka robi mi łaskę (takie mam wrażenie)i wymyślają jakieś
                problemy że np. nie przyjdą bo ich nie stać etc., albo nie chcą zaproszenia bo
                wiedzą kiedy, więc nie ma sensu żebym przyjechała i im wręczyła osobiście, mimo
                że mieszkają w W-wie...chore...nie rozumiem o co im chodzi sad
              • mariszka72 Re: załamanie :( 11.04.06, 15:13
                Może za długo człowiek w tym "siedzi"? Jeśli ślub planuje się rok (mniej lub
                więcej) wcześniej, to może jest to poprostu "naturalny" przebieg wydarzeń? A im
                mniej człowiek ma czasu na przygotowania, to tym bardziej się skupia, spręża i
                nie ma czasu by znudzić się swoją wymarzoną sukienką i całą resztą?

                Nie wiem zresztą, bo nie wiem co to nuda smile A każda myśl o Naszym Ślubie mnie
                cieszy, bo będzie on dokładnie taki jak sobie wymarzyliśmy, a przede wszystkim
                będzie dla NAS, a nie dla gości, rodziny, pieniędzy czy tradycji smile
                • marlena.k1 Re: załamanie :( 11.04.06, 15:18
                  wlasnie-ja chcialam ,zeby moj slub byl dla mnie ,taki jak sobie wymarzylam ,tak
                  jak chcialam itd,ale teraz juz tak nie jest ,faktycznie moze to ten czas-za
                  dlugo na to wszystko sie czekalo i juz sie przestalo chciec czekac.Teraz marze
                  o slubie,wyjscu z kosciola ,wzniesieniu toastu,rzucenie bukietem i do samolotu
                  na jakas wycieczke w cieply i spokojny zakatek swiata,a kiedys kto by
                  pomyslal,ja wielka zwolenniczka duzych wesel,hehe,cos nie tak ze mna chybasmile
                  • bacha1979 marlena mam tak samo jak TY!!! 11.04.06, 15:20

                    • mariszka72 Re: marlena mam tak samo jak TY!!! 11.04.06, 15:26
                      No to, dziewczyny kochane, po co robicie coś wbrew sobie? Bo "zaproszenia już
                      wysłane"? Bo "co ludzie pomyślą"? Bo "co rodzice powiedzą"? Bo "Narzeczony chce
                      dużej szopki"? Bo "trzeba żyć ze wszystkimi w zgodzie i iść na kompromis"?
                      Nawet jeśli kłóci się to z Waszą intuicją i z Waszymi pragnieniami?

                      Zbyt wiele rzeczy w życiu robimy wbrew sobie, tłumacząc sobie, że to jest
                      bardziej szlachetne, dojrzałe, mądre. A później niewieść skąd bierze się
                      frustracja, niespełnienie i takie jakieś ogólne rozgoryczenie...

                      Ale to tylko takie moje luźne przemyślenia...
                      • marlena.k1 Re: marlena mam tak samo jak TY!!! 11.04.06, 15:47
                        najlepsze w tym wszystkim jest to,ze jak zaczelam to wszystko organizowac to
                        cieszylam sie ogromnie,ze spelniam swoje marzenia,bo od dziecka marzylam o
                        wlasnie takiej oprawie tego wszystkiego,a teraz nagle po poltora roku
                        przygotowan(bo za maz mialam wyjsc w zeszlym roku,ale mielismy przykre
                        zdarzenie w rodzinie i przelozylismy)zaczelam sie zastanawiac nad tym
                        wszystkim,czy to faktycznie potrzebne?Ze przeciez mozna bylo inaczej,tylko ze
                        jakies poltora roku temu i w sumie nawet jeszcze miesiac temu nawet przez mysl
                        mi nie przeszlo,ze moj slub,a w tym wesele mogloby wygladac inaczej niz tak jak
                        dzis bym chciala.Rozmawialam z moja mama co mi jest,stwerdzila,ze wlasnie to
                        jest nadmiar czekania na to wszystko,ale nikt sie nie obrazi jesli bede chciala
                        cos zmienic i zrobic inaczej niz jest zaplanowane dotychczas.Z drugiej strony
                        tez nie moge zachowywac sie jak rozkapryszony dzieciak,bo raz chce sie bawic ,a
                        raz mi sie odechciewa,zabieram zabawki i mowie wszystkim,ze mam dosc
                        zabawy,hmmm,moze mi przejdzie dziewczyny,moze powinnam sie na jakis czas
                        poprostu wylaczyc myslami ,ktore sa zwiazane ze slubem,a bardziej z wesele.
                        No i z moich "luznych przemyslen",to wnioskuje sobie,ze ostatnio chyba za duzo
                        w kolo slucha sie,czyta sie o slubach o tym jak to powinno wygladac,co powinno
                        sie robic a co nie i czlowiek pozniej idealizuje te swoje marzenia,stwarza
                        sobie jakas wizje ,a rzeczywistosc nas przerasta i stad biora sie problemy.
                        • agnieszkalp Re: marlena mam tak samo jak TY!!! 11.04.06, 20:21
                          mariszka: to chyba jest rozczarowanie, ze nie jest tak latwo jak by sie
                          chcialo, ze to wszystko takie drogie, ze trzeba sie decydowac na wiele rzeczy
                          pol roku albo rok przed slubem, to nie tak, ze boimy sie zmienic plany ze
                          wzgledu na opinie innych
                          • agnieszkaa16 Re: marlena mam tak samo jak TY!!! 11.04.06, 21:24
                            Mariszka po raz kolejny próbuje nas przekonać że jej ślub jest lepszy od
                            naszych, i ona tylko naprawdę kocha swojego przyszłego męża. a My w swoich cyt.
                            "super-duper" białych ekri sukienkach jesteśmy ciemnotą która bierze ślub i robi
                            wesele wbrew sobie, ponieważ nie potrafimy podejmować ważnych życiowych
                            decyzji.... itd itd..... jesli ktoś zna wątek "polecam nietypowe obrączki" wie
                            dokłądnie o czym piszę.
                            A ty mariszka daj już sobie spokój i przestań się wymądrzać.
                            • agnieszkalp Re: marlena mam tak samo jak TY!!! 11.04.06, 21:31
                              moze mariszka gdzies w glebi serduszka troszke nam zazdrosci?
                              tylko na mnie mariszka nie kszycz!
                              • agnieszkaa16 Re: marlena mam tak samo jak TY!!! 11.04.06, 21:37
                                no co Ty!!! mariszka na pewno nam nie zazdrości, jak mogłaś wogóle cos takiego
                                napisać!!! mariszka jest od Nas we wszystkim lepsza, więc jak mogła by nam
                                zazrdościć. szkoda pisać, bo juz to na forum przerabialismy, i to jest
                                przelewanie z pustego w próżne.
                                • agnieszkalp Re: marlena mam tak samo jak TY!!! 11.04.06, 21:42
                                  to znaczy, ze zazdroscismile
                              • mariszka72 Re: marlena mam tak samo jak TY!!! 11.04.06, 22:58
                                agnieszkalp napisała:

                                > moze mariszka gdzies w glebi serduszka troszke nam zazdrosci?
                                > tylko na mnie mariszka nie kszycz!

                                Agnieszko, z natury nie zazdroszczę innym, bo cieszę się tym co mam w życiu, a
                                teraz jestem wyjątkowo szczęśliwa i spełniona. Więc czegoż miałabym zazdrościć
                                innym, skoro mam WSZYSTKO, czego pragnęłam?

                                A tak swoją drogą, to ślub "tradycyjny" już raz miałam - z białą suknią,
                                welonem, weselem na 100 osób, prezentami, tańcami i wszystkimi obowiązkowymi
                                tradycjami. Nie miałam żadnego wpływu na przebieg tego ślubu, bo rządzili nim
                                (czytaj "fundowali") teściowie, a wesele było dla rodziny i sąsiadów. I właśnie
                                dla tego TERAZ czuję się szczęśliwa, bo tym razem to MY wszystko planujemy i
                                organizujemy, a ten ślub będzie DLA NAS smile

                                A jak komuś nie podoba się, że ja się dziele tu swoją radością, to trudno. Nie
                                wiem więc, kto tu może być zazdrosny, hmmm....
                            • mariszka72 Re: marlena mam tak samo jak TY!!! 11.04.06, 22:49
                              Dziewczyno, wyluzuj się i czytaj ze zrozumieniem i spokojem a nie z jakimiś
                              chybionymi domysłami.
                              • agnieszkalp Re: marlena mam tak samo jak TY!!! 11.04.06, 23:01
                                ej no sory, prosilam, nie kszycz na mnie, no tak sobie tylko pomyslalam, ze
                                moze Ty tez byc troche chciala wesele i ten caly cyrk no ale jak nie to ok, a
                                Ty tak od razu do ataku, no nie ładnie z Twojej strony, naprawde,eh
                                • marlena.k1 Re: marlena mam tak samo jak TY!!! 11.04.06, 23:24
                                  Mariszka mam takie pytanie do Ciebie odnosnie tego jak Ty sie czulas
                                  przygotowujac sie do takiego slubu tj:biala suknia itd...czy wtedy czulas sie
                                  szczesliwa przygotowujac sie do tego wesela,a jesli sie czulas szczesliwa to
                                  napisz czy nie nachodzily Cie jakies watpliwosci czy to ma byc tak czy
                                  inaczej,bo zakladam,ze choc troche musialo Cie to cieszyc skoro sie na to
                                  zgodzilas,chyba ,ze robilas to wbrew swojej woli.Pytam,bo skoro Ty juz to
                                  przerabialas to masz jakies doswiadczenie i moze wiesz skad sie biora te
                                  wszystkie watpliwosci typu "czy ja dobrze robie,czy przypadkiem nie powinno to
                                  wygladac inaczej"itd...
                                  • mariszka72 Re: marlena mam tak samo jak TY!!! 12.04.06, 00:13
                                    Marleno, "wtedy" (dokładnie 10 lat temu) czułam się zbyt młoda na ślub (24
                                    lata), miałam wątpliwości (o tym też ostatnio pisałam w innym wątku) i byłam
                                    ogólnie troche zagubiona. Pamiętam, że sukni białej nawet wtedy nie chciałam,
                                    ale trafił mi się fason który bardzo mi się spodobał więc pogodziłam się z
                                    bielą (fatalnie w bieli wyglądam). Tamten ślub był bardziej ślubem mojej
                                    teściowej, która w ten sposób chciała nadrobić to, czego nie miała sama (nie
                                    miała kościelnego), a więc ona decydowała o kwiatkach, kościele, etc. Ja się
                                    tylko raz wtedy postawiłam, bo teść chciał salę bez okien, zapysiałą i
                                    paskudną. Ja się uparłam, że musi być zabytkowy pałacyk nad jeziorem i po
                                    wielkich dąsaniach się teść wreszcie się zgodził. Ale to była jedna sprawa w
                                    której mogłam nalegać. Pamiętam też, że nie chciałam olbrzymiego wesela, ale
                                    oni musieli zaprosić swoich sąsiadów (bo co ludzie powiedzą), etc. Myślałam, że
                                    uda mi się z muzyką chociażby. Skrupulatnie dobrałam to, co MNIE się podobało
                                    (i ówczesnemu narzeczonemu też). Z tego DJ zagrał tylko dwa utwory, a reszta to
                                    były różne makareny, YMCA, kaczuszki i polki. Pamiętam, że nie chciałam
                                    rzucania moją podwiązką, ale tę tradycję też na mnie wymusili. Ogólnie czułam
                                    się bezradna i uzależniona od decyzji innych, bo to oni płacili za wesele.

                                    Wtedy wszystko było zaplanowane zgodnie z tradycjami i oczekiwaniami innych.
                                    Nie czułam, że to był nasz dzień, tylko ich dzień. Owszem, czułam się piękna
                                    i "specjalna", w centrum uwagi, jak na pannę młodą przystało. Ale chciało się
                                    czegoś zupełnie innego...

                                    TERAZ nikt nam niczego nie dyktuje, czuję się wolna od tradycji, stereotypów,
                                    obowiązku dogodzenia innym, mogę stworzyć taki ślub jakiego zawsze pragnęłam.
                                    Tak samo czuje mój Ukochany. Dla tego nie czujemy stresu, presji czyjichś
                                    oczekiwań, nie czujemy wątpliwości. Dbamy przede wszystkim o siebie i o nasz
                                    związek, a nie o to, co pomyśli daleka rodzina jeśli ich nie zaprosimy. WIEMY
                                    czego pragniemy, co jest dla nas dobre i ku temu dążymy, nie przejmując się
                                    opiniami innych. To, co jest dobre i tradycyjne dla innych, to, co dyktuje
                                    moda, nie koniecznie jest dobre dla nas. Wystarczy wsłuchać się w siebie, znać
                                    swoje wartości i marzenia i robić TO co TY uważasz za słuszne TAK jak TY
                                    uważasz za słuszne, a nie tak, jak to "powinno wyglądać" według innych. Wtedy
                                    znikną wątpliwości i poczujesz spełnienie i radość. Wątpliwości biorą się ze
                                    słabej znajomości siebie samej, ze zbyt niskiej samooceny i obaw przed byciem
                                    inną niż reszta. Wystarczy wsłuchać się w siebie, poznać siebie i przezwyciężyć
                                    lęk...

                                    • marlena.k1 Re: marlena mam tak samo jak TY!!! 12.04.06, 00:44
                                      U mnie najgorsze jest to,ze ja sobie sama wymyslilam to wszystko co mam,bardzo
                                      tego chcialam ,sala taka jak ja chcialam,kosciol,muzyka itd,ale cos mi
                                      przestalo grac w tym wszystkim i nie wiem skad wlasnie to sie bierze i tak
                                      wlasnie "zaczynam sluchac siebie",o co mi wlasciwie chodzi i dochodze do
                                      wniosku,ze to po prostu jakis dziwny strach przed tym,ze ten dzien nie bedzie
                                      taki jaki chcialam,nie bedzie taki idealny,a tak naprawde sama nie wiem co ja
                                      oczekuje od tego dnia. Nie wiem jak nazwac to co mi sie dzieje ostatnio
                                      wszystko mam dokladnie na swoje zyczenie takie jakie jest,nikt mi nie narzucil
                                      swojej woli,a musze przyznac ,ze z przyszlymi tesciami mialam tez troche
                                      walki,bo wszystko mialao byc tak jak oni chceli,ale na szczescie nic nie
                                      jest,bo wtedy to juz w ogole chyba bym dala sobie ze wszystkim spokoj,z reszta
                                      tez im tak wtedy powiedzialam,ze ten dzien ma byc taki jak ja chce,a jesli nie
                                      to w ogole nie bedzie nic i wtedy dali spokoj.A teraz gdy juz wszystko jest tak
                                      jak ma byc ja zaczynam-no walsnie-jestem co raz bardziej przekonana,ze ja
                                      poprostu zaczynam sie bac,ale nie tego, co inni powiedza,tylko boje sie ,ze
                                      moje marzenia nie zostana zrealizowane,a w sumie po czesci juz sa.Ale mam
                                      nadzieje ,ze za pare dni dojde do wniosku,ze zrobilam"z igly widly" i wszystko
                                      wroci do normy.Zycze wam wszystkim,zeby ten dzien byl dla was wszystich taki
                                      jaki chcieliscie i to bez roznicy czy bedzie to skromniutkie przyjecie czy
                                      wielka impreza,wazne ,zebysmy wszystkie czuly sie spelnione.
                                      • mariszka72 Re: marlena mam tak samo jak TY!!! 12.04.06, 01:06
                                        Marlenko, masz też bardzo fajną mamę - tak wywnioskowałam z Twojego
                                        wcześniejszego postu w którym wspomniałaś o tym, że Ciebie wspiera.

                                        Jeśli wszystko się układa tak, jak marzyłąś, to może jednak nie jest tak źle smile
                                        A jeśli coś się zmienia z Twoich wizji i upodobań w trakcie przygotowań
                                        ślubnych, to przecież zawsze można te przygotowania odpowiednio "zmodyfikować
                                        tak, żeby to odpowiadało temu, czego naprawde pragniesz! Powiem Ci, że moja
                                        była szwagierka, kiedy wychodziła za mąż 2 lata temu niemal do ostatniej chwili
                                        zmieniała swoje plany. Mocno wszystkich tym wkurzała, ale postawiła na swoim, w
                                        rezultacie czego była bardzo zadowolona ze ślubu i wesela. Kolor sukienek dla
                                        swoich czterech druhen zmieniała ze trzy razy, kolor kwiatów tyle samo, śłub w
                                        parku po miesięcznych ulewach i nieprzewidywalnej pogodzie wszystkich
                                        stresował, księdza nie miała do ostatniej chwili, bo nie mogła znaleźć
                                        odpowiedniego, etc., etc. Ale zrobiła wszystko tak, jak chciała i było pięknie!
                                        Więc jeśli chcesz coś zmienić, to zmieniaj. Jeśli jutro stwierdzisz, że niczego
                                        nie chcesz zmieniać i wizja dużego wesela znów zacznie Ciebie cieszyć, to
                                        niczego nie zmieniaj. I nigdy nie przestawaj wsłuchiwać się w siebie!

                                        Mam też nadzieję, że dzielisz się swoimi przemyśleniami, wątpliwośćmi, obawami
                                        ze swoim Narzeczonym, a on też wspiera Ciebie. Życzę Wam dużo szczęścia i tak
                                        pięknego ślubu, o jakim marzyliście. WSZYSTKO jest w Waszych rękach! I WSZYSTKO
                                        jest możliwe!
                                        • marlena.k1 Re: marlena mam tak samo jak TY!!! 12.04.06, 17:47
                                          Dzieki Mariszka,tez Ci zycze duzo szczescia i radoscismile
                                          Faktycznie moja mama to dobry czlowiek,mimoze jestesmy od siebie bardzo daleko
                                          zawsze mamy ze soba duzy kontakt.
                                          Jednak to forum troche pomagasmileDzis juz mam lepsze samopoczucie i zaczynam na
                                          nowo cieszyc sie tym co ma byc w koncu przeciez o to mi chodzilo,a
                                          rzeczy ,ktore przestaly mi odpowiadac zupelnie zmieniam-chyba za duzo czasu
                                          trwaja te przygotowania i pozniej czlowiek sam nie wie czego chce i jak by nie
                                          bylo to w trakcie takich oczekiwan chce sie cos zmienic, jak to mowia"kobieta
                                          zmienna jest"smile
                                • mariszka72 Re: marlena mam tak samo jak TY!!! 11.04.06, 23:45
                                  Agnieszko, Ty chyba nie wiesz co to jest "krzyk" i co to jest "atak"...
                                  • agnieszkalp Re: marlena mam tak samo jak TY!!! 12.04.06, 12:15
                                    moze i nie wiem, ide nadrobic zaleglosci, moze slownik ,moze w internecie o tym
                                    pisza...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka