martij
02.05.06, 12:43
Od dwoch miesiecy mocno sie zastanawiam nad slubem z moim narzyczonym.
Jestesmy ze soba 8 lat z przerwa pol roczna (oboje w tym czasie mielismy
kogos innego, on odszedl, potem szlal z milosci i wrocil). Rok temu drugi raz
mi sie oswiadczyl, drugi bo pierwszy byl rok przed zerwaniem. Teraz wreszcie
zdecydowalismy sie na slub ale ciagle przekladalismy terminy, w koncu stanelo
na jesien tego roku. Do slubu zostalo kilka miesiecy a my mamy tylko sale. Od
dwoch miesiecy rozmawiam z nim, zeby wziac sie za przygotowania,
bezsktuczenie. Dwa miesiace temu zaczal zachowywac sie innaczej niz zwykle,
probowalam go podpytac co sie dzieje ale nic nie mowil. Wreszcie krotegos
wieczoru stwierdzil ze on sie zastanawia nad tym slubem, ze chce byc ze mna
ale jeszcze chcialby poczekac. Kiedy powiedzialam, ze nie bede dluzej czekac
i sie rozstajemy, zastanowil sie w 15 min, ze jednak w tym roku sie
pobieramy. Jednak, dalej nic w tym kierunku nie robi. Do tego, kiedy
rozmiawialismy (a wlasciewie ja ciagnelam ten temat) o wspolnej przyszlosci
stwierdzil ze on juz nie chce miec rodziny, jest za stary na dzieci (mamy po
29 lat)a swoj czas chce poswiecic swoim hobby! Napiszcie szczerze, czy ja
jestem calkiem glupia, ze jeszcze na to pozwalam? Czy od rzau powinnam uciec
jak najdalej do niego??