Noc przed ślubem nie miałam problemów ze spaniem, a po ślubie nie mogę
spać!Może jak trochę ochłonę to poczuję zmęczenie.
Było oczywiście wspaniale!Pogoda była brzydka, goście przyjezdni (nie mogli
przyjechać dzień wcześniej) przyjechali za późno, goście miejscowi w drodze do
naszego mieszkania..zacięli się w windzie!! na naszym piętrze

)) Mieliśmy do
pokonania potężne warszawskie korki, wielkie opóźnienie i gości zamkniętych w
małej, dusznej windzie (takiej bez szyby).. I co? Gości udało sie uwolnić,
kierowca sprytnie ominął korki, wpadliśmy do usc 3 minuty przed 15

)Nie
mogłam znaleźć dowodu osobistego, ale też w końcu się udało. Przez to wszystko
cały czas chciało mi się śmiać, w ogóle się nie stresowałam. A tu
niespodzianka: w trakcie przysięgi mój M. bardzo się wzruszył..Jesteśmy razem
8 lat, a ja pierwszy raz widziałam jego łzy..Też byłam bardzo wzruszona, udało
mi się nie rozpłakać i wypowiedzieć przysięgę patrząc narzeczonemu prosto w
oczy, spokojnie, z przekonaniem..Obrączki zakładaliśmy drżącymi rękami.Potem
życzenia i pojechaliśmy na nasze przyjęcie. Uroczysty obiad, bez tańców, ale w
fajnym miejscu, bo można było wyjść do ogrodu, posiedzieć przy stolikach na
zewnątrz itd. Oczywiście przeciągnął się do późna. Było super. A teraz jestem
baaardzo bardzo szczęśliwą żoną

Pozdrawiam.