Chcę się wyżalić trochę. Bo się z deka załamałam

Bylismy w kościele dzisiaj zaklepac termin. Dla osoby wierzącej konfrontacja z kościelną biurokracją i przede wszystkim cennikami jest porażająca. Siostra zakonna powiedziała, że organista bierze ZALEDWIE 100zł, a za kwiaty (sztuczne, wielokrotnie używane) wypadałoby jej dać jakieś 300zł. Bo proboszcz nie pozwala przynosić swojej dekoracji - słusznie przy kilku ślubach jeden po drugim - i mają jedną. Jest nawet ładna, ale się załamałam trochę. Siostra powiedziała, że dużo wydała na te dekoracje, narzekała, że młodzi tylko po 200zł dają. Boję się, że jak poproszę, żeby nie było białego prześcieradła na naszych klęcznikach (żebym w waniliowej sukni nie wyglądała na brudną) to zażąda dodatkowych pieniędzy. Ludzie - żebym ja suknię za 3 tysiące kupowała, limuzyną tyłek wiozła, to jeszcze rozumiem. Ale ja suknię wypożyczam, bukiet sama robię. Moja mama zarabia 800zł na rękę miesięcznie! A ludzie w Polsce za 3 zł za godzinę pracują!
Jest mi przykro. Ale dam tyle na ile mnie stać.