Dodaj do ulubionych

poważny kryzys

06.11.06, 16:30
A miałyście poważne kryzysy związkowe? Dopadała Was rutyna, przyzwyczajenie
albo głupie humory trwające po kilka czy kilkanascie dni, z których jednemu
albo drugiemu, albo i obojgu naraz nie chciało się wychodzić nawet w imię
spokoju, radości między wami czy też dobrego samopoczucia tej drugiej
strony...?
Obserwuj wątek
    • mimi78 Re: poważny kryzys 06.11.06, 16:32
      Nonstopsmile

      Związek to zajebiście ciężka praca i ciągłe kompromisy.
      czasem to nei złe nerwy. naprawdę mało znam perfekcyjnych par.

      Ale jak tak leżę wieczorem i patrzę na tego miśka co kołomnie leży i taki jest
      grzeczny - to tak mi dobrze i ciepło że odrazu mi rpzechodzi. Fakt, jestem
      wybuchowa, ale nienawidzę marnować czasu na fochy.
    • lubna Re: poważny kryzys 06.11.06, 16:34
      Poważne czyli z planami rozstania?
      zdarzył się kiedyś, jeden,
      czasem myślę, że stał się cud, że
      to wszystko razem przetrzymaliśmy.
      Ale mam tez poczucie, że to nas
      zahartowało, umocniło i upewniło,
      wiemy już, że z taką miłością,
      to naprawdę góry przenosić.
      A było tłuczenie kieliszków,
      rzucanie książkami i wyprowadzki...

      smile
      • mimi78 Re: poważny kryzys 06.11.06, 16:38
        o u mnie kieliszki i rzucanie i wykręcanie zamków tez było.
        heh czasami mam wrażenie że chyba to lepiej, poprostu czysta atmosfera.

        a takie kizia mizia pary - to już znałam, kończyło się rozwodem po2 3 latach
        lub szybciej, bonagle sie okazywało że nie apsuja so siebie...
      • beksa.lala Re: poważny kryzys 06.11.06, 16:42
        O, kurcze smile A ja zawsze się staram załagadzać, byc spokojna i wyrozumiała, ale
        wydaje mi się, że to nic nie daje. Czasem sie wkurzam i krzyczę, mam pretensje
        i ... tez to nic nie daje. Jakby, kurcze, brakowało nam jeszcze klucza.
        Strsznie trudno ciągle nadawać na tych samych falach. Jesteśmy pewni, nie
        myslimy o rozstawaniu, ale nie chciałbym mieć małżeństwa byle jakiego, tylko
        takie najpiękniejsze!
        • mimi78 Re: poważny kryzys 06.11.06, 16:47
          kchana, powiem wrpost, najpiekniejsze to sa prawie nie istniejace, na serio
          to jest ciezki zapienicz, czesto sa spieca, trzeba poprostu nauczyc sie
          rozmawiac, odpuscic, na spokojnie.
          u mnie to bardzo ciezkie, bo moj facet jest tak cholernie uparty a ja tak
          emocjonalna ze dajemy czadu.

          czasami - poprostu daje spokoj przeczekuje, zeby troche zatesknil.

          ciagle sa spiecia, on poprostu zapirnicza czsami jak krolik, a mi, mi
          wystarczy, ja nie mam zapedu na kase... no i kolko sie zamyka.
          no i jemu sie wydaje ze mu wszystko wolno., bo on zapiernicza, sek w tym, ze ja
          go do tego nie zmuszam, on sam z siebie tak robi a potem mi robi wyrzuty. to
          wkurza. nie wspominajac o tym jaki to ma efekt na jego libido...

          w kazdym razie, moze lepiej sie rostac, chociaz na jakis czas? a moze to jego
          stres, bo wie ze ten dzien sie zbliza, a faceci to panikarze???

          na spokojnie. czasami warto wszystkosobie wypisac na kartce..
          • beksa.lala Re: poważny kryzys 06.11.06, 16:53
            Dzięki mimi! No ja tez emocjonalna jestem bardzo i często płaczę, co go
            doprowadza do furii - bo jest wtedy bezsilny. Ale już sie nauczył, ze ma mnie
            wtedy przytulic i powiedziec, że kocha. Tylko to jest oczywiście ostatnia
            rzecz, na jaka on ma wtedy ochotę... smile
            • mimi78 Re: poważny kryzys 06.11.06, 16:54
              LALA

              A robiłaś sobie badania na tarczyce i hormony???
              • beksa.lala Re: poważny kryzys 06.11.06, 17:11
                Eee, serio to może byc chorobowe? Kiedys tam robiłam na jeden hormon, był w
                normie. Ale nie pod kątem płakania! Hormony mają tu na pewno wiele do
                powiedzenia, bo najgorzej jest tuz po owulacji i przed miesiączką. a co takie
                badania stwierdzą?
                • mimi78 Re: poważny kryzys 06.11.06, 17:12
                  czego ci brakuje
                  czego masz za duzo
                  i dlaczego tak placzeszwink))

                  u mnie nic nie jest w normie, moj facet i tak tego nie zrozumie, ale ja wiem
                  dla siebie i moge jakos to starac sie kontrolowac.
                  jak mnie bola cycki to juz mu 100000000 razy mowie, i on wtedy zatrybia ze ma
                  nie podskakiwać.
    • ania_1609 Re: poważny kryzys 06.11.06, 16:41
      Nam się też zdarzył kryzys i wiem, że na pewno nie ostatni. Rutyna, nagły
      spadek tolerancji albo coś tam jeszcze. Najważniejsze, że pomimo wszystko,
      pomimo tego, że miałam czasem dość, że wolałabym, żeby siedział w pracy cały
      czas, że trzaskaliśmy naczynia, pomimo wszystko ja chciałam być z nim, a on ze
      mną. I jeśli tak jest, to wszystko można przetrzymać. My nauczyliśmy się
      rozwiązywać spory, przez te kryzysy jesteśmy coraz silniejsi, choć wiem, że
      niejeden jeszcze w życiu przyjdzie.
      Pozdrawiam!
      • beksa.lala Re: poważny kryzys 06.11.06, 17:20
        No, my też to mamy: że chcemy być. To jest to najlepsze... Amor vincit omnia,
        Ech, skutecznie mnie pocieszyłyście, dziewczyny smile
    • ozi29 Re: poważny kryzys 06.11.06, 16:46
      U mnie w zwiazku jest tak, ze to ja jestem ta "wybuchowa" mam niestety
      charakterek po tatusiu, wojskowym... czasmi jestem nie do wytrzymaniacrying
      Zauwazyłam, ze u nas jest tak, ze klócimy sie o te błahe sprawy... nic
      powaznego;P praktycznie kazda kłótnia jest wywołana przeze mniecrying Nie mniej
      jednak najdłuzszy czas jaki sie nie odzywalismy do siebie to 3 godziny i to On
      oczywiscie wyciagnał reke do mnie, pomimo tego, ze kłótnia powstała przeze
      mnie;P Nigdy nie doszło do zadnych ostrych słów, czy wyzwisk a jestesmy ze soba
      prawie 2 latka;P
      • madzia-oxi Re: poważny kryzys - do ozi29 07.11.06, 13:20
        Jak bym widziała siebie smile ja też mam wybuchowy charakterek i prawie wszystkie
        kłótnie są przeze mnie , ale zawsze mój Paweł pierwszy wyciąga rękę do zgody i
        to on mnie przeprasza. Wiem że to troche nie tak, starałam się zmienić ale nie
        potrafie. Też już czasami miałam dość myślałąm o rozstaniu , ale jakoś wszystko
        się układa smile
        P.S a swoją drogą to myślałam że tylko ja jestem taka wredna
        • ashton Re: poważny kryzys - do ozi29 07.11.06, 13:22
          jakby ktoś chciał założyć Klub Wrednych (Przyszłych) Żon to zgłaszam się na
          ochotnika wink
          • madzia-oxi Re: poważny kryzys - do ozi29 07.11.06, 13:24
            to ja sie dopisuje smile
            • ozi29 Re: do madzi;P 07.11.06, 13:27
              Widzisz madziu a ja myslalam, ze tylko ja taka wredna jestem;P Wiesz jak mi
              jest czasami głupio, ze ja to wszystko prowokuje, wydzieram sie , szaleje a na
              koniec to on przeprasza i czuje sie winny....-porazkacrying
              • madzia-oxi Re: do ozi 07.11.06, 13:30
                Mi tak samo, tak głupio jak przyjdzie taki kochany i powie KOCHAM CIE I
                PRZEPRASZAM chociaz tak naprawde to nic nie zrobil.
                • madzia-oxi Re: do ozi 07.11.06, 13:31
                  to ja jestem jeszcze lepsza bo czasem go nawyzywam i sie obraze zeby poczul sie
                  winny - ale jest mi teraz glupio sad
                  • ozi29 Re: do ozi 07.11.06, 13:36
                    Wiesz co... mi zawsze jest po takim czyms głupio a dalej robie swoje... juz nie
                    raz zastanawialam sie czy tego aby nie trzeba leczyc...
                    • madzia-oxi Re: do ozi 07.11.06, 13:38
                      dokładnie , ja zawsze mówie - dobra to ostatni raz - a potem znowu ale jak by
                      bylo mało nie ja go nie przeprosze bo ..... ah kobieca duma nie to juz sie
                      kwalifikuje do leczenia
                      • ozi29 Re: do ozi 07.11.06, 13:40
                        yhyyyyyyyyyyyyyycrying niestety, oddział psychatryczny;P
                        • madzia-oxi Re: do ozi 07.11.06, 13:41
                          to kiedy?? hehe moja przyszla tesciowa ma wtyki wiec czemu nie tongue_out
                          • ozi29 Re: do ozi 07.11.06, 13:43
                            Njalepiej od zaraz;P
                        • ozi29 Re: do ozi 07.11.06, 13:42
                          Czasami tak sie zastanawiam jak to jest, ze przystojny , kochany a do tego
                          bardzo dobryyyyy chłopak zwiaze sie z taka jedza jak ja;P;P;P
                          • madzia-oxi Re: do ozi 07.11.06, 13:44
                            a wiesz że ja też się zastanawiałam nad tym. Ja jak bym była na jego miejscu to
                            bym siebie kopneła w d..... ;p
                            • ozi29 Re: do ozi 07.11.06, 13:45
                              i znalazła inna;P
                      • ashton Re: do ozi 07.11.06, 13:41
                        Madzia, Ozi - tylko się nie łudźcie że po ślubie zmieni się na lepsze.
                        Ja się łudziłam 52 dni wink
                        • madzia-oxi Re: do ozi 07.11.06, 13:43
                          ashton rozwiałaś moją ostatnią nadzieję ;p ale wiesz może oddział coś zdziała smile
                          • madzia-oxi Re: do ozi 07.11.06, 13:54
                            sss tam moja mama też mi powtarzała i co dalej jakoś ze mną wytrzymuje. smile
                            czas sie zmienić hehe a jak nie to pakuję się do psychiatryka ;p
                            • ozi29 Re: do ozi 07.11.06, 13:55
                              Dobra to uroczyscie przyzekam, ze tez sie zmienie;P
                              • madzia-oxi Re: do ozi 07.11.06, 13:59
                                dobra to obie przyzekamy tongue_out
                                • ashton Re: do ozi 07.11.06, 15:33
                                  Nie obiecujcie czego nie dotrzymacie wink
                                  Ważne żeby potrafić wyjść z twarzą z najgłupszej nawet kłótni... a ja mam
                                  tej "twarzy" coraz mniej, gdy po kolejnym sporze z ewidentnie mojej winy
                                  odwracam ogonem kotka za pomocą młotka tak, że to Mąż przeprasza na klęczkach.
                                  • ozi29 Re: do ozi 07.11.06, 15:43
                                    A bo zesmy se wzieły takich jakich chciałysmy;P
                        • ozi29 Re: wiem ashton 07.11.06, 13:44
                          Wiesz ashton ja sie juz nie łudze...Na poczatku zwalałam wszystko na to, ze mam
                          charakterek po tatusiu ale wiem, ze on go sobie wypracował w pracy;P a ja to
                          juz nie wiem gdzie;P
                          • ozi29 Re: wiem ashton 07.11.06, 13:48
                            Ostatnio nawet mama mi powiedziała: czekaj jak taka dalej bedziesz to on Cie
                            wkoncu zostawi...
                • ozi29 Re: do ozi 07.11.06, 13:35
                  Jejka wiesz co poczułam teraz jakbym pisała sama ze soba;P
    • wilvo Re: poważny kryzys 06.11.06, 17:33
      Wiecie co, pocieszyłyście mnie. Czasami siedzę i zastanawiam się czy ten ślub to na pewno dobry pomysł skoro potrafimy się tak bardzo pokłócić. Myślałam że inni żyją bezkonfliktowo w atmosferze bezwzględnej miłości, szczęścia i tolerancji wink
      Ale Bogu dzięki że nie tylko ja wybucham widząc brudne naczynia i rozrzucone skarpetki wink
      A skoro nadal pragnę ślubu, myślę o dzieciach i naszym wspólnym mieszkaniu, to chyba jednak nie jest tak źle wink W końcu kupimy sobie zmywarkę, wielki kosz na brudne rzeczy i może jakos to będzie wink
    • dragonetta Re: poważny kryzys 06.11.06, 17:43
      Mój kryzys skończył się hucznym rozstaniem. I deklaracjami, że nigdy więcej nie
      chcę Go widzieć. Trwało to ponad dwa miesiące. Ale takiej miłości nie można
      zmarnować. Straciliśmy trochę czasu, ale jak tylko znowu zaczęliśmy się
      spotykać on spytał czy to już na zawsze, a ja nie miałam wątpliwości. Teraz
      planujemy ten ślub i nie mogę uwierzyć, że mogłam chcieć bez niego cokolwiek, a
      już na pewno nie układać sobie życie. Wzloty i upadki są chyba niezbędne do
      zdrowia emocjonalnego. Jak się długo szybuje wysoko, to upadek bywa bardzo
      bolesny. Po tym rozstaniu nawet kłócimy się inaczej. Oboje wiemy, że teraz już
      nic nam nie zaszkodzi, że zawsze możemy się dogadać, że wszystko da się
      rozwiązać. I oboje nauczyliśmy się, że kompromis da się wypracować, bez
      ostatecznych kroków. Oj. Strasznie pojechałam, ale życzcie szczęścia
      dziewczyny wink))
    • ashton Re: poważny kryzys 06.11.06, 19:30
      Cały nasz związek to jeden wielki kryzys, no może poza pierwszymi miesiącami.
      Okres od listopada 2005 (Kiedy to odwołaliśmy ślub planowany na czerwiec 2006)
      do maja-czerwca 2006 to już w ogóle ciemna mogiła, studnia głęboka, krater
      wulkanu, dno oceanu, kosmiczna przepaść. My się chyba już nawet nie kochaliśmy.
      Wszyscy się dziwili, że w takiej sytuacji się nie rozstajemy. My chyba też się
      dziwiliśmy wink
      Teraz jesteśmy młodym małżeństwem i nie czaruję się, że "papierek" zmienił nas
      na tyle, że czeka nas błoga sielanka li i jedynie. Kto wie, może znów będą
      wyzwiska i rękoczyny. Ale...
      • ashton Re: poważny kryzys 07.11.06, 08:57
        Cholera jasna, psiakrew, słowo honoru, wykrakałam sobie... sad((
        • ozi29 Re: poważny kryzys 07.11.06, 09:04
          Co sie stałocrying?
          • ashton Re: poważny kryzys 07.11.06, 09:30
            Ech, szkoda gadać. Naparzanie jak za dawnych czasów. Na koniec wybiegłam na
            dwór w koszulce i na bosaka wink
            Chyba powinnam dać sobie spokój z mądrzeniem się na forum, hyhy...
    • kinga26071 Re: poważny kryzys 06.11.06, 19:52
      Ja nigdy nie przypuszczałam, ze w swoim związk z takim super facetem moze dojść
      do kryzysu, ale się myliłam i to bardzo. Po 3 latach bycia razem on po prostu
      poczuł, że ja zawsze byłam, jestem i będę, innymi słowy przestał się starać, a
      to w końcu przełożyło się na mnie. Był bez reszty pochłonięty pracą, ciągle
      gdzieś wyjeżdzał, a jeśli nawet nie, to tak jakby go nie było, bo nawet
      zdarzało mu się 24h przed kompem siedziec i załatwiac interesy z różnymi
      zakątkami świata. A ja najpierw się starałam i oszukiwałam samą siebie, ze to
      minie, że to chwilowe, ale nic sie nie zmieniało. Potem zaczęłam dawać mu do
      zrozumienia, że tak nie może być, ze mnie to męczy, czuję się samotna itd.
      Czasem docierało to do niego, ale tylko na chwilke i znowu było to samo, a jego
      coraz mniej przy mnie. Nie zdawał sobie sprawy, ze oddalamy się od siebie. Ja
      to doskonale wiedziałam.
      Postanowiłam więc zagospodarować sobie życie innymi sprawami i nie wchodzić mu
      w drogę, choć wciąż mieszkaliśmy razem. Po pół roku miałam dosłownie swoje nowe
      życie, nowych znajomych, fajną pracę. Kiedy jego nie było w domu, zawsze
      wychodziłam ze znajomymi do kina, na kawe, na impreze itd. Ani ja, ani on nie
      interesowaliśmy się sobą nawzajem. Tyle tylk, że on nie miał czasu o tym
      pomyśleć, a ja po prostu uczyłam się powoli zyć bez niego.
      W pracy jeden kolega zaczął zwracać na mnie szczególną uwagę i zapraszać to tu,
      to tam. Doszło do tego, ze jak A. pojawiał się już w domu, to ja nie miałam
      ochoty spędzać czasu z ni, tylko wolałam tamtego (choć nić do niego nie
      miałam). Niestety te wypady z koegą zaczęly robić się coraz poważniejsze, a
      mnie to przerastało. W końcu miałam dosyć takiej sytuacji w życiu, A.
      dowiedział się o wszystkim, o tym koledze, o moich wątpliwościach i wszystkich
      boleściach. Były łzy i myśli o rozstaniu. Duzo rozmawialiśmy, doszliśmy do
      wniosku, ze oboje popełniliśmy dużo dużo błędów. Wtedy też zrozumiałam,ze za
      żadne skarby swiata nie chce go stracic. Nic innego się nie liczyło. Nie doszło
      by do takiego wstrząsu, gdyby nie wszystkie te wydarzenia. A. uświadomił sobie
      wagę sytuacji w jakiej się znalazł, że o mały włos mnie nie stracił.
      Postanowiliśmy wiele zmienic i wiele dać z siebie. Ja zmieniłam pracę, w
      zasadzie na duzo lepszą. A. zrezygnował właściwie ze swojej super prosperującej
      firmy(która mieściła się 130 km od naszego miejsca zamieszkania) i poszedł do
      normalnej pracy (co niegdyś alternatywnie chciał robić). Zato teraz każdą wolną
      chwilkę zagospodarowujemy razem, sami lub ze znajomymi. Oboje bardzo się
      staramy inaprawdę wychodzi nam.
      I powiem Wam, że nigdy nie byliśmy bardziej szczęsliwi niż teraz. Co z tego, że
      A. nie zarabia już tak imponujących sum. Razem w zasadzie jesteśmy w stanie żyć
      na godziwym poziomie, ale zato zawsze razem zasypiac i budzic się obok siebie,
      razem jeść sniadanka i spoglądać na siebie kiedy tylko dusza zapragnie. Takie
      przyziemne banały, ale ja wiem, ze to one nadają sens naszemu zyciu. Za zadne
      pieniądze nie chce zmieniać obecnego stanu.
      Minely już dwa miesiące od kryzysu i nie mam ZADNYCH wątpliwości. Jestem pewna,
      że to przy nim chce się zestarzec. To prawda, że o miłość i przyjaźń trzeba
      dbać, pielęgnować je, w przeciwnym razie przeminą i nawet się nie zorientujemy
      kiedy. Miałam niezlą lekcje życia,ale z perspektywy czasu wiem, że mialo to
      swój cel.
      Dlatego radzę przemyśl swoje dylematy, porozmawiajcie, moze dajcie sobie trochę
      czasu. Wiele moze sie wyjasnic.
      • beksa.lala Re: poważny kryzys 06.11.06, 22:00
        Dziekuję za tę Waszą historię. I Was podziwiam. Zadałam pytanie o poważny
        kryzys, zeby wiedzieć, co go zwiastuje. Mam nadzieję, że my już urwalismy łeb
        hydrze. Łatwo zapomnieć, że to takie ważne - te drobiazgi, dla ktorych warto
        poświęcić całą resztę spraw, bo one właśnie budują i cementują. tak ładnie o
        nich napisałaś... smile
    • lubna jak tak Was czytam.. 06.11.06, 21:37
      ..to aż się przyjemnie robi z myślą,
      że tyle osób nie żyje bezmyślnie,
      że dba o te związki, jakkolwiek wybuchowe by nie były,
      że się starają ludzie, że się kochają,
      naprawdę wprawia mnie to w dobry nastrój smile
      • panna_na_wydaniu Re: jak tak Was czytam.. 06.11.06, 22:43
        Dołączę się do "panien wybuchowych" wink Myślę, że ciężko jest żyć z taką osobą,
        dlatego walcze ze sobą ,staram się żeby to zmienić. Jestem na dobrej drodze...
        Co do kryzysów w związku to sądzę, że tam gdzie jest uczucie tam są emocje, raz
        dobre raz złe. Najważniejsze, aby w trakcie kłótni nie ranić się nawzajem, nie
        wypominać sytuacji sprzed x czasu a skupić się na teraźniejszości.
      • ozi29 Re: jak tak Was czytam.. 07.11.06, 08:51
        ...bo jezeli miłosc jest prawdziwa, to zadna kłotnia nie jest jej straszna... a
        zycie to sztuka kompromisu....
        • kassiekk a ja sie zastanawiam... 07.11.06, 13:33
          czemu tak jest ze mimo wszystko jak tak czesto sie klocimy i znow godzimy i
          przez jakis czas jest dobrze a potem znowu.. to dalej jestesmy w tych zwiazkach.
          Ja i moj narzeczony oboje jestesmy koziorozcami co za tym idzie oboje uparci i
          kazdy ma zawsze racje...
          czesto sie klocimy szczegolnie ostatnio o byle glupoty byle powod jest powodem,
          ja czasem placze bo tak odreagowuje a on tego nie rozumie i juz. czasem jest
          naprawde ciezko mielismy powazne rozstanie jakies dwa lata temu ale on o mnie
          walczyl ja bylam zrezygnowana i nie chcialam juz do tego wracac a jednak
          jestesmy znow razem choc kazde z nas ma swojego hopla a ja zdaje sobie sprawe
          ze nie jestem aniolkiem . szkoda tylko ze on juz tak bardzo nie okazuje swoich
          uczc jak kiedys ...choc chce byc ze mna na dobre i zle. Mysle ze po 4 latach
          fala ogrmnego zauroczenia dawno przeszla i wybuchow uczuc itp Czasem rowniez
          mam mysli o rozstaniu ale mysle sobie ze jednak chce byc z nim bo go KOCHAM.
          w zwiazkach nie jest wcale latwo ale kazda strona musi sie tego uczyc i umiec
          zdawac sobie sprawe ze nie tylko ta druga strona jest zawsze winna w trudnych
          chwilach czy klotniach...
    • panna_turkus Re: poważny kryzys 07.11.06, 14:12
      kryzysów nie mieliśmy - mamy czesto różne zdania i wtedy
      siadamy
      i gadamy, gadamy, rzadko krzyczymy, czasem płaczemy (to głównie ja wink)) i znów
      gadamy, gadamy i jakoś to jest smile)))
      nie miewamy cichych dni.
      • zkat Re: do ashton 07.11.06, 20:45
        Ashton czy ja dobrze zrozumialam? Co znaczy to "naparzanie"? Bijecie sie czy co?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka