kogiel_mogiel
08.02.07, 22:39
A ja nie moge pochwalic sie, ze mam bardzo fajnego narzeczonego. Bardzo
przystojny tez nie jest. Zapytacie dlaczego wiec chce juz za dwa miesiace
wyjsc za niego - sama nie wiem. Jest dobry dla mnie, szanuje mnie. Nie wiem
jednak czy dobrze robie. Mieszkamy juz dwa lata ze soba. Znamy sie od
podszewki. Wiem, zeby nie chodzic z nim na zakupy (chyba, ze spozywcze), bo
to kosztuje mnie duzo nerow - jest niecierpliwy przy jak to mowi "zbednych
piedrolach". Bardzo malo tanczylismy do tej pory i boje sie o to jak
wypadniemy na naszym slubie, ale on twierdzi, ze to nie jest najwazniejsze w
tym dniu i ze ma byc spontanicznie. Dla mnie to jest problem i lekko sie
posprzeczalismy. Po pracy on siedzi i gra w gry a ja przy drugim kompie w
drugim pokoju siedze w necie. Wiem, ze to okrutne, ale czasami wydaje mi sie,
ze chce kochac i chce byc kochana, i ostaecznie to nie musi byc On, tzn
moglby byc kazy inny. I tutaj musze dodac, ze mialam duzo , naprawde duzo
mozliwosci aby odejsc z innym, ale stanowczo upieralam sie, przy tym, ze
jestem wierna tylko mojemu N i go nie zostawie. Chcialam byc wierna. Pozniej
tego nigdy nie zalowalam. Ja nie wiem czy to jakias depresja przed slubem,
czy robie wielki blad biorac slub z nim. Czesto tez przeszkadza mi, ze on
jest o 1.5 - 2 cm nizszy i nie chce zakladac wyzszych butow, a mi zarzuca
kiedy mowie o wysokich obcasach dla mnie. Zazdroszcze Wam dobrych wyborow.
Moj jest bardziej z rozsadku, choc kocham go ale tak po swojemu - choc moze
to jest normalne tylko , ze ja widze nasze wady i nie sa mi obojetne. Slubu
nie odwolam. A teraz na koniec jak sie juz wygadalam, to mi troszeczke juz
przeszla zlosc.