Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale zaczynam chyba wariować. Ślub za póltora
miesiaca, wszystko zaplanowane, chciane i oczekiwane, a ja zaczynam się
zachowywać jak idiotka

( Jakbym miała ciągły PMS - płaczę, krzyczę, czepiam
się o wszystko, a właściwie o nic, mojego przyszłego (mieszkamy od 3 lat
razem). Sama nie rozumiem co ja właściwie wyczyniam. Strasznie się wszystkim
ostatnio denerwuję. Zawsze byłam typem choleryczki i nerwusa, ale ostatnio
przechodzę samą siebie. Też tak macie, czy to tylko ja? Wkurzam się na
siebie...