... wszytkie plany...
zacznę od końca: ślubu brak. Nie będzie. Koniec i kropka.
A teraz od początku:
Mój narzeczony nie ma bierzmowania. Mieszka w W-wie, ale pochodzi z pomorza. W
czasie kursu u Pallotynów ks. Łukasz powiedział mu, żeby w sprawie
bierzmowania pojechał do rodzinnego miasta. Tak zrobił. Pojechał i poszedł do
kościoła, o którym ten ksiądz mówił. Tam został odesłany do swego
parafialnego, a tam ksiądz spławił go mówiąc, że skoro nie mieszka juz tu, to
niech idzie do tej parafii, gdzie mieszka. Potraktował go tak obcesowa w progu
krzykami i pretensjami, że mu zawraca głowę, że ten siezdenerwował i
stwierdził, że nie chce mieć z tymi ludźmi nic wspólnego. Tak więc ze ślubu
nici... Powiedzcie jak tak można traktować ludzi? Człowiek przychodzi, prosi o
radę, prosi o sakrament, a zostaje przegoniony do diabła. Aż mi się płakać
chciało jak tego słuchałam... A taką miałam nadzieję, że wszystko się ułoży,
sam nawet stwierdził, że zamierzał z powrotem zacząć chodzić do kościoła ... a
teraz wiem, że końmi go nie zaciągnę ...

((