Piszę, żeby się wyżalić. Od czasu do czasu zaglądam na to forum i uznałam że
to będzie najlepsze miejsce.
Mam 24 lata. Jestem w związku na odległość. Kilk dni temu zostałam szczęśliwą
narzeczoną. Wszystko odbyło się jak w bajce. Poprostu tak jak sobie
wymarzyliśmy...Ale to co się później wydarzyło.. To był dla mnie koszmar

Powiedzieliśmy rodzicom Mojego Ukochanego o zaręczynach (wiedzieli o tym już
wcześniej). I tu się skończyła bajka.
Pełne zaskoczenie- że już??? A później tylko tato Mojego Ukochanego mówił.
Owszem gratulował Nam. POwiedział że się cieszy itp, ale mama...Powiedziała do
taty, że ma jej nie dobijać czy coś w tym stylu. Powiedziała, że nie wyobraża
sobie siebie w roli teściowej...
Na dodatek dowiedziałam się co jakiś czas wcześniej o mnie opowiadała w swojej
rodzinie. Że JA się uczepiłam. Że najlepiej, żeby jej syn miał 28 lat i wtedy
się żenił, a tak to ja naciskam.
Jak Boga kocham nie wiem gdzie naciskam

Znamy się z Moim Ukochanym bardzo
długo. W związku jesteśmy ponad 2,5 roku. Postanowiliśmy, że po moich studiach
się pobierzemy, czyli za rok. Oboje pracujemy. Ja dorywczo, ale w bardzo
dobrej pracy z perspektywami. Będziemy mieli wszystko od moich rodziców.
Później mamy zaplanowaną budowę. Czego chcieć na początek więcej???
Nie umiem się pozbierać po tym. Niby taka miła a teraz taki cios. Siedzę sama
i czekam na powrót mojego ukochanego.
Za 2 dni wracam do siebie...
Proszę pocieszcie mnie, bo czuję się fatalnie...