Po urlopie ( prawie czterotygodniowym ) nie mialam czasy zeby
zajrzec choc na chwilke na forum ( wstyd przyznac )
Ale teraz chcialabym napisac z detalami ( pewnie was wykoncze
jak bylo.
Moze te forumki ktore mnie pamietaja i przygotowywaly sie razem ze
mna przeczytaja chetnie a te ktore dopiero rozpoczynaja
przygotowania moze to zainteresuje ( Ja uwielbialam czytac relacje
poslubne)
Po przydlugim wstepie zaczynam.
Slub odbyl sie 07/07/07 w Krakowie w kosciele franciszkanow o 15.30
Urlop mielismy juz od czwartku. plan byl taki ze wyruszymy z
warszawy ( naszego aktualnego miejsca pracy i zamieszkania ) bladym
switem. Poniewaz musielismy sie spakowac rowniez na nasze ponad 3
tygodniowe wakacje i zabrac wszystkie rzeczy slubne to
hmmmm......bylo tego troche.
Krotko mowiac wyjechalismy okolo dziewiatej rano. w Krakowie bylismy
o 14 i od razu pobiegilismy do dentysty bo mielismy wizyte na 14.
no przyjemne to nie bylo ale za to spokoj na jakis czas mamy. Nasz
kochany dentysta tak sie wzruszyl nasza uroczystoscia ze za dwie
moje plomby i mojego Wojtka jedna policzyl nam 100 zl

)))
Potem rowiez biegiem polecielismy na spotkanie z pania z rodzinnego
domu dziecka dla ktorego przekazalismy pieniadze zamiast kwiatow.
chcielismy od niej cos w rodzaju zaswiadczenia ze zbieramy pieniadze
wlasnie dla nich ( oficjalne pismo z pieczatka ) potem trzeba bylo
rozsadzisc gosci i wniesc poprawki w ostatniej chwili oraz kupic
papier i wydrukowac winietki na stol.Nastepnie zadzwonic do pani z
kwiaciarni i jeszcze raz wszystko potwierdzic. No a potem rozpetalo
sie pieklo bo okazalo sie ze busy ktore mialy wozic gosci z kosciola
do hotelu ( a pogoda byla kiepska ) odmowily. I zostalismy w
czwartek o 19 bez transportu. Ostatecznie udalo sie to zalatwic ale
zanim tak sie stalo to troche nerwowo nas to kosztowalo.
W rezultacie taksowki z hotelu wozily gosci, czekaly pod kosciolem i
kto nie mial dojazdu wsiadal i byl dowieziony pod samo wejscie.
Padlismy okolo 23.
Pobudka w piatek rano bo o 9 spowiedz ( chcielismy miec to szybko z
glowy ) Pogoda taka jak w listopadzie, ale nic bylismy twardzi i
stwierdzilismy ze to nam wcale nie przeszkadza

Potem Przyjazd DJ, fotografow mojej mamy i siostry a do wieczora
jeszcze paru gosci ( wiec co chwila bieganie na dworzec i
umieszczanie ich w pokojach w miejscu noclegu )
zeby nie zanudzic, okazalo sie ze nie wzielismy naszej pierwszej
piosenki na plycie ale uznalismy ze to nie problem znajdziemy w
internecie i nagramy od nowa. No ale mielismy tysiac problemow z tym
i juz myslelismy ze bedziemy tanczyc do innej piosenki ( ostatecznie
udalo sie

ale stres mielismy spory...........Przygotowany uklad
itd.
DJ przyjechal spozniony zapomnial jakiegos waznego kabla itd. ale
ostatecznie w sobote byl ze wszystkim gotowy .
Ja bylam na paznokciach umowinych dla mnie przez moja tesciowa i
oplaconych przez nia ( taki mily prezent ) i wszystko bylo by
swietnie gdyby nie to ze paznokcie wyszly ohydnie i jak na na
sojrzalam to mnie szlag trafil Wrrrr..............Ale stwierdzilam
ze to dzien mojego slubu i musze miec takie jakie mnie sie podobaja
i trudno najwyzej naraze sie tesciowej i poszlam do sephory na
florianskiej ublagalam pracujaca tam dziweczyne zeby gdzies mnie
wcisnela i pomalowala od nowa. I rzeczywiscie zrobiala mi slicznie
paznokcie i dokladnie tak jak chcialam a jeszcze zadzwonila do mnie
resciowa i powiedziala ze te paznokcie to wyszly brzydkie i czy
chcialbym pojsc gdzies indziej je poprawic . Poczulam ze na lepsza
tesciowa nie moglam trafic .......
Polozylismy sie po tej calej bieganinie zmordowani i wycienczeni
jakbysmy pracowali na przodku w kopalni Ufffff......
pobudka o 8 rano i nadszedl TEN dzien ........
Dzien naszego slubu.
No ale na opisanie tego dnia to juz bedzie osobny pot czyli czesc 2
jak juz bede w domu.