Pomocy

Mój problem, z pozoru błahy, jest dla mnie niezmiernie istotny, gdyż
dotyczy całego mojego życia. Otóż chodzi mi o to, że nie mogę się z moim
Narzeczonym porozumieć w sprawie metod zapobiegania ciąży w przyszłości (po
ślubie). Na wstępie chcę podkreślić, że bardzo Go kocham, jesteśmy razem około
4 lata, dobrze się dogadujemy, nigdy się ze sobą nie nudzimy, mamy podobne
aspiracje, pragniemy się o siebie nawzajem troszczyć oraz mieć razem dzieci
(najlepiej 2). Mamy już ustalony termin i bardzo mi na nim zależy, ponieważ
nie mogę się już doczekać.
Mój problem polega na tym, że nie chcę mieć dzieci na studiach, nie chce mieć
ich więcej niż troje oraz nie chcę ich mieć po 40 roku życia (z uwagi na
komplikacje zdrowotne matki i dziecka oraz częste poronienia), oczywiście w
ogóle pragnę mieć dzieci, ale w określonym przedziale wiekowym (25-35 lat
powiedzmy). Mój N również.
Osobiście optuję, aby owe planowanie rozwiązać poprzez stosowanie NMPR
uzupełnionych używaniem prezerwatyw (w tych okresach, gdy dzieci nie chcemy
mieć). Jeśli chodzi o stosowanie hormonalnych metod (pigułka, plastry etc)
oraz stałych (wkłada, spirala etc) to Nas nie interesują. Natomiast, jeśli
chodzi o stosowanie prezerwatyw nie widzę w nich kompletnie nic złego (chodzi
mi o czasowe stosowanie, a nie np przez całe życie)-nikomu nie robię tym
jakiejkolwiek krzywdy. Nie jest to żadna zachcianka, tylko potrzeba,
wynikająca z chęci dobrego zaplanowania swojego, męża oraz potencjalnych
dzieci życia! Uważam, że dobre, jest to, że chcę planować posiadanie potomstwa
w odpowiedniej sytuacji życiowej, gdyż wpływa to pozytywnie na rozwój oraz
zdrowie dzieci oraz rodziców.
Wiem o istnieniu NMPR oraz znam ich zasady działania, jednakże nie budzą one
we mnie zaufania, poprzez to napawają mnie ogromnym stresem. Dodam, że mam
nieregularne cykle, prowadzę nieregularny tryb dobowy (odpada metoda
termiczna, która jest najważniejsza), mój śluz nie jest jednoznaczny, ponadto
mam go zaraz po miesiączce, nie mam bólów owulacyjnych oraz nie wyczuwam
żadnych zmian w twardości szyjki macicy. Pozostaje, więc chyba tylko metoda
badania śluzu, w której łatwo mogę popełnić błąd interpretacyjny. Podam
jeszcze, że logicznym jest, iż kobieta ma największą chęć na zbliżenie właśnie
w dni płodne i na ogół tylko wtedy przeżywa orgazm. W związku z powyższym
stosowanie w moim przypadku samych NMPR byłoby zbyt stresujące i przypuszczam,
że powodowałoby kłótnie. Ponadto uważam, że metoda ta gorzej traktuje kobiety.
Chciałabym w związku z tym uzupełnić NMPR prezerwatywą. Jednakże podobno
Kościół uważa stosowanie prezerwatywy za grzech (ja osobiście nie widzę w tym
nic złego, uważam ponadto, że sprawa jest na tyle intymna, że Kościół powinien
w tej kwestii pozostawić wolny wybór, a nie narzucać z góry, że jedyną słuszną
metodą są NMPR). I w tym jest problem

Dodam również, że niestety bardzo
często poradnie małżeńskie stosują swego rodzaju propagandę, nie mówiąc o
jakichkolwiek wadach NMPR (łatwość popełnienia błędu interpretacyjnego,
wynikającego ze stresu-który nota bene może być tym spowodowany, przyjmowania
niektórych leków, złego snu, przeziębienia etc, okresu karmienia piersią oraz
okresu menopauzy, która trwa wile lat), które ja uważam za niezwykle istotne.
Mój Narzeczony paradoksalnie w pełni zgadza się z moim punktem widzenia,
aczkolwiek kategorycznie nie zgodził się na stosowanie prezerwatyw, gdyż
miałby niespokojne sumienie. Nie potrafi wytłumaczyć mi dlaczego miałby
niespokojne sumienie albo mówi, że nie mam się wtrącać, bo to jest jego
sumienie. On również nie widzi w prezerwatywach nic złego, jednak uważa, że
może to być grzech i źle by się czuł w konfesjonale, gdyby je miał stosować.
Niby w encyklice oraz w KKK jest napisane, że stosowanie prezerwatywy jest
grzechem, ale tylko pośrednio, gdyż jest ona podpięta do innych metod
antykoncepcji, które mają inne zasady działania.
Jest mi bardzo przykro z tego powodu, że mój przyszły Mąż ma mieć takie
moralne problemy, nie chcę tego. Jednakże on dał mi tylko wybór albo on
niestosujący nigdy prezerwatyw albo zrywamy. Zaproponowałam kompromis, czyli
NPR+prezerwatywa (bo początkowo nie chciałam w ogóle stosować NPR), jednakże
dla Niegonie jest to żaden kompromis. Generalnie jest człowiekiem bardzo
upartym, ale ta sytuacja jest bardzo specyficzna. Nie wiem jak mam Go
przekonać?? Czy mam cierpieć (bo bedę cierpieć poprzez stres i zasady wbrew
mnie) dla Niego?? Dla dobra miłości?? Nie wyobrżam sobie tego! Moim zdaniem
srosowanie samych NPRów powodowałoby tylko kłotnie i ciągłe pretensje. Poza
tym sądze, że NMPR w przypadku, gdy nie chce się mieć dziecka są wręcz
NIENATURALNE-bo nienaturalnym jest się kochać, gdy się nie ma ochoty, a nie
móc jak się ma, ale nie można! Nie wiem co mam zrobić

Od ponad miesiąca
wciąż płaczę nie wiedząc co zrobić.
Uważam, że Bóg dał nam po to wolną wolę żebyśmy mogli z niej zrobić dobry
użytek, a nie np zachodzić w ciążę z przypadku. Ja np dowiedziałam się po 20
latach, że jestem „wpadką” i było mi bardzo przykro, bo jakby nie patrzeć
oznacza to niechciane dziecko, mimo, że poźniej się je kocha.
Co mam zrobić



????
POMOCY