Znajoma zamówiła sukienkę w maju, wpłaciła dużą zaliczkę. Później
okazało się, że suknia jest sprowadzana ze Stanów, idzie przez jakiś
magazyn w Holandii... krótko mówiąc: Holandia nie chce jej wydać, bo
salon nie zapłacił, a panienki w salonie mówią, że ich szef
jest "oderwany od rzeczywistości", nie płaci im pensji i w ogóle nie
wiadomo co się stało z kasą. (Jest jakiś "problem" z ewentualnym
zwrotem zaliczki!) Suknie miała być gotowa na początek sierpnia,
zero kontaktu ze strony salonu, dziewczyna została na lodzie na 10
dni przed ślubem