bucniebuc
13.06.06, 18:54
Niechcący znów byłem dziś w tym miejscu. Jak to w Lublinie: wysypujące się
śmiecie z połamanych zresztą śmietników, w ogródkach od samego rana już
żłopiący rozwodnione piwsko bezrobotni, gołe pępki wciskające swoje ulotki. No
i do tego, jak na metropolię przystało, przechadzający się po tym "City"
panowie w garniturach z wielce napuszonymi minami. Tak udający za wszelką cenę
Warsiawkę. W bocznicach "deptaka" - Świętoduska, Staszica, Wróblewskiego -
jeden wielki chaotyczny parking, wszędzie potrzaskane płyty chodnikowe,
pobrudzone plamami z paliwa. A z kamienic sypie się tynk - i jeszcze to
obleśne oświetlenie punktowe.
A najbardziej szokujące są week-endy - Narutowicza i Świętoduska niemal pusta,
po Kowalskiej biegają jakieś hordy dzieci demolujące wszystko - za to kiedy
wejdziesz na "deptak" - młyn jak na jakimś suku (bliskowschodnim bazarze).
Uważam że są przyjemniejsze miejsca w Lublinie, np. ul.Leszczyńskiego albo
os.Piastowskie.
Trzeba naprawdę nie mieć dobrego smaku żeby bywać na odpuście-deptaku.