Gość: STUDI
IP: *.prokom.pl
05.08.04, 11:12
Opisze takie sobie zdarzenie. Jade tramwajem linii 11. W drugim wagonie.
Przy Pl. Reymonta wsiada mnostwo elementu, ktory nie kasuje biletu. Owszem zaopatrzeni w jakies wozki, bagaze o sporej objetosci. Lokuja sie z tylu wagonu na pomoscie, z braku kasownika mam pewnosc 100% ze nie maja skasowanego biletu.
Przy Milionowej wsiada facet z telewizorem trzymany na rekach - bez pudla. Czyli lamie jeden z punktow regulaminu przewozowego. Nie placi za przejazd ani za swoj bagaz.
Przy katedrze wsiadaja kontrolerzy. Jeden mlody (max 26 lat) chlopak i nieco starsza od niego mloda kobieta. Kobieta sprawdza przod wagonu - oczywiscie nie posiada widocznego identyfikatora.
Chlopak przeszedl sie do tylu wagonu, rozpoczal kontrole tez bez wyjetego identyfikatora. Olal caly tylny pomost pelny gapowiczow. Juz po zakonczeniiu kontroli na moment wyjal identyfikator ale tak aby nie mozna bylo zobaczyc nazwy firmy.
Zwrocilem uwage ze czemu nie kontroluja osob ewidentnie jadacych na gape. Wtedy schowal swoj identyfikator. Od razu szybkim krokiem podeszla do mnie kobieta i zaczela mnie pouczac ze jakim prawem ja smiem im zwracac uwage. Oni nie maja zadnego obowiazku sprawdzania kazdego z pasazerow. Ja na to: czy tez tych co wiadomo ze jada bez biletu - ona juz z podniesionym glosem ze mnie to nie powinno interesowac. Tramwaj podjechal na przystanek przy Radwanskiej - menelstwo go spokojnie opuscilo, ale facet z telewizorem pozostal nadal bez zainteresowania ze strony kontrolerow.
Powiedzialem ze zglosze to do ZDiT. Oni ze moge sobie pisac skargi a ZDiT to moze im najwyzej skoczyc ze nie maja prawa im wtracac sie do ich pracy.
Ludzie w tramwaju przerazeni - wzrokiem jakby kazali mie sie zakmnac bo byc moze te kanary wezma im na sile wypisza mandaty.
Na odchodne kobieta stwierdzila z tonem sugerujacym grozbe ze nikt nie prawa zwracac im uwagi jak oni pracuja.
Zglosilem skarge do ZDiT. ZDiT zazadala od mnie gotowosci konfrontacji bowiem inaczej to skarga nie ma zadnego znaczenia jak sadze (bezkarnosc firm w sumie dzijacych nielegalnie?). Owszem ryzykuje ze kiedys tam dostane w tramwaju wpierdol od tych ludzi - w sumie za przyzwoleniem policji i calego systemu prawnego w tym kraju.
Jesli od kogos usylsze ze kontrolerzy z prywatnych firm sa OK to niestety pierwszy tej osobie walne w zeby. Dlaczego miasto nie ma wlasnych kontrolerow? Dlaczego toleruje sie sobiepanstwo i zastraszanie pasazerow. Czemu miasto toleruje podzial na pasazerow ktorzy musza sie stosowac do przepisow i na tych co sa pod ochrona nielegalnych firm windykacyjnych?
Mam pytanie do prezydenta Lodzi, jak on moze tolerowac bezprawie wenwatrz urzedow i insytucji miejskich? Czy politycy sa skorumpowani przez bandziorow prowadzacych firmy windykacyjne?