hubar
22.09.04, 08:59
Lotniczy terminal pełen podróżnych czekających na samolot, z głośników płyną
komunikaty o przylotach i odlotach, na płycie lotniska kołują samoloty
pasażerskie, z kawiarni dobiega gwar rozmów, podjeżdżają i odjeżdżają
taksówki. Tak jest na krakowskich Balicach, we Wrocławiu, a nawet w dużo
mniejszym od Łodzi Rzeszowie.
Na łódzkim Lublinku pas startowy nadal jest za krótki, droga kołowania za
wąska, a negocjacje z tanimi przewoźnikami trwają. 13 września Łódź straciła
regularne połączenie z Warszawą, bo LOT „do interesu dokładał, zamiast
zarabiać”.
– Bijemy głową w mur administracyjnych procedur – mówi Wojciech Błasiak,
wiceprezes Portu Lotniczego Lublinek. – Na przedłużenie pasa startowego firma
budowlana potrzebuje sześciu tygodni, a załatwianie formalności trwa już
dziewiąty miesiąc!
Obiecanki cacanki
W 1993 r. ówczesne władze Łodzi uznały, że lotnisko może stać się prawdziwym
oknem na świat. Stworzono spółkę Port Lotniczy Lublinek i rozpoczęto starania
o przywrócenie regularnych połączeń. Dopiero w 2001 r. uruchomiono regularne
połączenie z Warszawą, choć te pierwsze loty przypominały rosyjską ruletkę –
nigdy nie wiadomo było czy samolot wystartuje i wyląduje. „Dosztukowano”
nieco pasa startowego, zamontowano ILS umożliwiający lądowanie i starty w
trudnych warunkach. Łodzianie czekali na obiecywane i zapowiadane tanie
połączenia z Europą. W listopadzie ubiegłego roku prezydent Jerzy Kropiwnicki
stracił cierpliwość i wymienił szefów na lotnisku. Prezesem został Leszek
Krawczyk, a zastępcą Wojciech Błasiak. Obaj do rozkwitu doprowadzili
wrocławskie lotnisko.
– Łódzkie i wrocławskie lotniska startowały z tego samego miejsca dziesięć
lat temu. Dziś Lublinek obsługuje 9 tys. pasażerów rocznie, Wrocław – 250
tysięcy – argumentował wybór Marek Michalik, wiceprezydent Łodzi. – Nowi
prezesi zostali zatrudnieni zadaniowo. Jak się nie sprawdzą, wiadomo co się z
nimi stanie.
Jerzy Kropiwnicki, prezydent Łodzi, podkreślił, że w mieście nie brakuje
mądrych ludzi, ale chciał doświadczonych. – Zależy nam, by uruchomić
połączenia z Moskwą, Lwowem, Bratysławą, Rzymem i Berlinem – zapowiadał.
Bez pasa ani rusz
Po prawie roku pracy na Lublinku nowym władzom nie udało się co prawda
uruchomić żadnego z zapowiadanych połączeń, co nie znaczy, że siedzieli z
założonymi rękoma. Wiosną uruchomiono regularne połączenie z Kolonią, od
kilkunastu dni „wzbogacone” o rejsy do Kilonii. Przygotowano projekty
rozbudowy portu, ogłoszono i rozstrzygnięto przetarg na wydłużenie pasa
startowego z 1443 do 2100 m. Zwycięzca łódzka firma Remo Bud, zgodził się
skredytować wartą 20 mln inwestycję (miasto spłaci dług w 4 lata).
– Bez dłuższego pasa i szerszej drogi kołowania nie ruszymy z miejsca nawet o
krok – argumentuje Wojciech Błasiak. – Tani przewoźnicy chcą latać do Łodzi,
niektórzy byliby gotowi wpisać nas w siatkę połączeń natychmiast, ale latają
dużymi samolotami. A takie u nas nie wylądują.
Bo nadal mamy za krótki pas. A koparki nie wjadą na teren, dopóki nie
zakończą się „zapasy” z protestującymi właścicielami okolicznych działek. A
tych wciąż przybywa.
– Trzeba powiedzieć wprost: dopóki każdy będzie mógł protestować bez
konsekwencji, wszystkie inwestycje będą się tak ślimaczyć – twierdzi Błasiak,
z wykształcenia prawnik. – Ci ludzie z reguły nie mają argumentów
merytorycznych, próbują tylko coś ugrać dla siebie. A my musimy czekać, aż
minie przewidziany prawem czas na rozpatrzenie protestu.
Ostateczny termin minie za kilka dni, wtedy będzie można wysłać do wojewody
łódzkiego prośbę o pozwolenie na budowę. Ten niezwłocznie ma taką zgodę
wydać. – Zostanie ona wydana w najkrótszym możliwym terminie – zapewnia
Zbigniew Solarz, rzecznik wojewody.
Pół miliona pasażerów rocznie
Nie czekając na ciąg dalszy urzędniczej batalii, ogłoszono konkurs na
rozbudowę terminalu. Do końca roku ma zostać rozstrzygnięty, a zwycięzca ma
szansę zyskać zlecenie warte 50 mln zł. Do 30 czerwca 2005 r. mają być
zakończone formalności administracyjne, a nowy terminal powita pasażerów w
pierwszym kwartale 2006 r. Docelowo ma obsługiwać nawet pół miliona pasażerów
rocznie. Obecny ma pojemność ledwie 50 tys. osób rocznie. To nie koniec.
Niezbędna jest wymiana urządzeń do tankowania, pamiętających II wojnę
światową, jak żartują pracownicy Lublinka. Chyba mają rację, bo napełnianie
baków trwa dwie godziny, a powinno 20 minut. Przeniesienie wieży kontroli
lotów, ogrodzenie całego terenu to kolejne inwestycje zaplanowane w porcie.
Rozbudowa lotniska została rozpisana do 2008 r. i ma pochłonąć prawie 186 mln
zł. Część pieniędzy miasto część chce pozyskać ze środków unijnych. –
Utrzymanie lotniska kosztuje 2 mln zł rocznie, komunikacja miejska 208 mln –
wylicza Błasiak. – We Wrocławiu pierwsze połączenie z Frankfurtem uruchomiono
w 1992 r. Lotnisko do dziś przynosi straty, ale miasto i region rozkwitły.
•••••
Łodzi potrzebne jest lotnisko. Zgadzają się z tym władze Lublinka, miasta i
województwa. To jedyna szansa, by region pozyskał kolejnych inwestorów. I nie
stracił tych, którzy już zaryzykowali. Potrzeba także cierpliwości. Lotnisko
nie zacznie tętnić życiem za miesiąc czy dwa, bo to nierealne. A strata
połączenia lotniczego z Warszawą nie powinna być zbyt dolegliwa. Szefowie
Lublinka zapowiadają coś w zamian. Już niedługo...
Monika Pawlak - Dziennik Łódzki
lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/403735.html