Gość: MarcinK
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
25.09.04, 07:43
lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/404754.html
Po tragicznym wypadku na ulicy Regatowej mieszkańcy Nowego Rokicia obawiają
się rozwoju lotniska
Sobota, 25 września 2004r.
Od tygodnia mieszkańcy Rokicia z niepokojem spoglądają w niebo. Przyzwyczaili
się już, że kilkaset metrów od nich jest początek pasa startowego lotniska
Lublinek. Nikt jednak dotychczas nie myślał, że w porze niedzielnego obiadu
za ich oknem spadnie samolot.
Na Regatowej wciąż czuć woń spalenizny. Ludzie długo będą pamiętać widok
pilota i pasażera, płonących w rozbitym samolocie. Dziesiątki mieszkańców
spokojnych dotychczas ulic w rejonie Pustynnej i Prądzyńskiego zauważyło
nagle, że samoloty latają tuż nad nimi. I że mogą spaść.
Czas się bać?
W ubiegłą niedzielę miał być piknik i radość latania. Pierwszy taki festiwal
w mieście. Nikt nie dopuszczał myśli, że może dojść do tragedii.
- Staliśmy z kolegą przy garażu i nagle obok nas przemknął samolot -
relacjonuje Tomasz Cieślak z ulicy Regatowej. - Parę metrów dalej maszyna
stanęła w ogniu.
Grażyna Zielińska widziała, jak samolot przechyla się na bok i pikuje w dół.
Podobnie jak większość mieszkańców długo będzie pamiętać widok płonącego
wraku.
- To cud, że poza załogą nikt nie zginął - mówi pani Grażyna i wskazuje na
ulicę. - Tu zawsze bardzo dużo dzieci się bawi, a nad nami akurat te samoloty
schodzą do lądowania. Trochę strach tu mieszkać - dodaje i zaznacza, że na
odgłos silnika mimo wszystko z niepokojem zerka w niebo.
Dariusz Graczyk jest jednym ze świadków katastrofy. Samolot spadł kilka
metrów od niego i zniszczył ogrodzenie domu.
- Przecież jak taki mały się rozbił, to i duży może. Mówią, że jakieś wielkie
maszyny mają u nas lądować. Kto wie, co nas czeka - mówił Dariusz Graczyk tuż
po wypadku.
Przez lata ludzie przywykli do sąsiedztwa. Na Rokiciu znów jednak słychać
opinie, że usytuowanie lotniska pasażerskiego tuż obok osiedla mieszkaniowego
to nieporozumienie.
- Przecież każdy lądujący samolot przelatuje nisko nad naszymi głowami -
komentują ludzie. Podnoszą problem zagrożenia, hałasu i spadku wartości domów.
Strach na wyrost?
Mimo istnienia lotniska i planów jego rozbudowy, osiedle dynamicznie się
rozwija. Działki tu są modne, a w ostatnich latach wzdłuż doliny rzeki Jasień
powstały liczne rezydencje. Stoją akurat na podejściu do lądowania.
Michał Marzec, dyrektor Portu Lotniczego Lublinek: - Co dzień nad Łodzią
przelatuje kilkaset samolotów, także tych największych na świecie. Nawet nie
zdajemy sobie z tego sprawy. Każdy z tych samolotów może nam zagrażać.
Marzec twierdzi, że nie boi się samolotów, a o bezpieczeństwo jest spokojny.
Przyznaje jednak, że na podejściu do lądowania mieszkać by nie chciał. Ze
względu na hałas.
Katarzyna Krasnodębska z Urzędu Lotnictwa Cywilnego zapewnia, że na całym
świecie samoloty podchodzą do lądowania nad miastami. Chodzi tylko o
zapewnienie maksimum warunków bezpieczeństwa. Według ULC Lublinek takie
warunki spełnia.
Co dalej
Czy miasto potrzebuje lotniska w mieście, żeby się rozwijać? - Chcemy, żeby
Lublinek był portem miejskim, jakie teraz powstają na świecie - mówi Michał
Marzec.
- Na całym świecie odchodzi się od budowania lotnisk w dużych miastach -
twierdzi Katarzyna Krasodębska. I komu wierzyć?
Z kwestią bezpieczeństwa związana jest taż działalność Aeroklubu Łódzkiego.
Ludzie zachłysnęli się wolnym niebem i chcą latać - na lotniach,
motolotniach, paralotniach, szybowcach i samolotami. - Można wygonić
motolotniarzy z lotniska, ale wtedy oni pójdą za płot i tam wystartują - mówi
Michalski.
- Jeśli przybędzie samolotów, trzeba będzie zdecydować: komunikacja czy
rekreacja - mówi Michał Marzec.
Ryszard Michalski, szef aeroklubu, uważa, że loty sportowe da się pogodzić z
lotami komunikacyjnymi i jednocześnie zapewnić bezpieczeństwo. - Nie można
mówić, że latanie sportowe jest złe, a komunikacyjne dobre. Trzeba zapewnić
możliwość rozwoju jednym i drugim - przekonuje Michalski.
Każda strona zainteresowana lotniskiem ma swoje interesy. Miasto chce się
rozwijać poprzez lotnisko. Port lotniczy chciałby zarabiać na wykonanych
lotach. Aeroklub widzi swoją szansę w modzie na latanie. A bezpieczeństwo?
Statystycznie latanie pociąga za sobą mniej ofiar niż ruch drogowy, ale to
nie przekonuje mieszkańców domów koło lotniska. Wypadków nie da się
wykluczyć, ale ludziom powinno się dać pewność, że robi się wszystko, by
czuli się bezpieczni.
Marek Juśkiewicz - Dziennik Łódzki