huann
31.10.05, 17:17
Przez ostatnie kilka dni jeździłem z aparatem fotograficznym na rowerze
naszymi łódzkimi ścieżkami rowerowymi.
Wkrótce w Galerii zdjęć z Łodzi wkleję trochę symptomatycznych fotek na ten temat na nowym
wątku (jeśli oczywiście moderatorzy FotoŁodzi uznają, że moje zdjęcia nie
łamią w jakiś sposób netykiety), zrobionych przy okazji tychże wycieczek,
celem zilustrowania nieustająco aktualnego problemu jakim jest ODGÓRNIE
NARZUCANA PRZEZ POLICJĘ KONIECZNOŚĆ ŁAMANIA PRZEPISÓW PRZEZ ROWERZYSTÓW (!),
o czym za chwilę.
Problem łódzkich ścieżek rowerowych, a zwłaszcza parkowania na nich
samochodów był już wałkowany wielokrotnie, ale jak na razie z mizernym
skutkiem. Postanowiłem więc założyć 2 wątki: ten, który właśnie czytacie – i
na którym, mam nadzieję, rozwinie się dyskusja na zadany temat;) i drugi,
bliźniaczy, tyle, że fotograficzny na wspomnianej powyżej FotoŁodzi, gdzie
można będzie (jeśli będzie można) zamieszczać fotografie pokazujące to, co
się dzieje na naszych ścieżkach rowerowych.
2 wątki po to, by ewentualna dyskusja słowna rozwijała się na Forum Łódź, a
poparta mogła być odpowiednio podlinkowanymi obrazkami z FotoŁodzi.
Może wreszcie ktoś zobaczy zebrane na obrazkach dowody łamania prawa przez
kierowców i to POD OKIEM POLICJI i wyciągnie konsekwencje wobec kierowców.
A co do KONIECZNOŚCI ŁAMANIA PRAWA PRZEZ ROWERZYSTÓW:
dziś zostałem do tego namówiony ni mniej, ni więcej tylko przez PANA
POLCJANTA – a było to tak:
pojechałem na Strykowską na wysokość cmentarza zobaczyć jak przebiega
akcja ‘znicz’ i jak to się ma do rowerzystów. Jak wiecie, wzdłuż Strykowskiej
od Ronda Solidarności (d. Waryńskiego) do Wojska Polskiego (i dalej) leci,
zarówno po jej zachodniej, jak i wschodniej stronie ścieżka rowerowa.
Nie tylko od święta bywa zastawiona autami (np. koło banku).
Dzisiaj, 31.10. (i pewnie tym bardziej przez następne dni) ścieżka rowerowa
NIE ISTNIEJE.
Jest jednym wielkim parkingiem.
Dookoła pełno policji kierującej ruchem drogowym, widziałem też wozy straży
miejskiej.
Nie mogąc przejechać ścieżką rowerową, podszedłem do miłego Pana Policjanta
(po zrobieniu odpowiedniej ilości fotek „parkingu”) i spytałem grzecznie, co
mam zrobić:
Ja: -jak mam przejechać ścieżką rowerową, skoro jest kompletnie zastawiona
samochodami, a panowie nie reagują?
Pan Policjant: –proszę zjechać na chodnik albo jezdnię.
Ja: –ale jeśli ścieżka rowerowa jest (i to po obu stronach jezdni!), to
złamię przepisy jeśli chodzi o jezdnię, a po chodniku jeździć nie wolno?
PP: -no co zrobić takie mamy dni, nikt panu za to krzywdy nie zrobi jak pan
pojedzie chodnikiem. (!)
Ja: -a jeśli to ja zrobię krzywdę np. najeżdżając na staruszkę (których całe
tabuny w „takie dni” pod cmentarzem się szwędają) co ma rozrusznik serca albo
osteoporozę i dostanie zawału/połamie się w 17 miejscach – to będzie jednak
moja wina?
PP: -to proszę jechać jezdnią.
Ja: -a jeśli, w związku z dużym ruchem coś mnie rozjedzie, to będzie też moja
wina, bo nie jadę ścieżką rowerową – tak?
PP: -to proszę zsiąść z roweru i przeprowadzić chodnikiem!
Ja: -ale rower służy do jazdy! Równie dobrze kierowcy mogliby pchać samochody!
PP: -nic nie poradzę, za parę dni znów będzie można jeździć ścieżką.
I poszedł.
Morał: PRZEPISY W POLSCE obowiązują z wyjątkiem dni świątecznych i dni (bez?)
pośrednio z nimi sąsiadującymi.
Chyba, że koło ścieżki jest bank, to wtedy wcale.
No to ZŁAMAŁEM I JA PRZEPISY i pojechałem raz jezdnią, a raz chodnikiem.
Nikogo nie rozjechałem i nic mnie nie rozjechało i dlatego mogę pisać te
słowa nie będąc ani mordercą staruszki, ani samemu nieżywym.
Tylko dlaczego jeszcze nikt mnie ZA TO WSZYSTKO NIE ARESZTOWAŁ?!
Czyżby przepisy w kraju prawem i sprawiedliwością płynącym NIE OBOWIĄZYWAŁY W
OBIE STRONY?:P
cóż, może nie prawo, za to z całą pewnością sprawiedliwość...