Gość: Albert
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
08.11.05, 13:42
Dyskusja o poszerzaniu granic administracyjnych miasta kosztem ościennych
gmin
Michał Sawka 06-11-2005 , ostatnia aktualizacja 06-11-2005 18:01
Jeśli Bydgoszcz nie chce podzielić losu kiedyś więcej znaczących w historii
miast - jak przykładowo pobliskie Chełmno - musi się rozwijać. To oznacza, że
potrzebne są jej nowe tereny. Obecne plany powiększenia obszaru miasta to
podejście bardziej kosmetyczne niż zawierające wizję rozwoju
Jednym z lepszych pomysłów prezydenta Konstantego Dombrowicza było zlecenie
opracowania Programu Rozwoju Lokalnego "Bydgoszcz - czas przełomu". Jest to
pierwszy tak wszechstronny i szczegółowy dokument pokazujący zmiany
Bydgoszczy w ciągu najbliższych 25 lat. Niestety, w większości nie będą one
korzystne dla naszego miasta. Zacznijmy od tego, że postępujący od 1990 r.
proces wyludniania sprawi, że w 2030 r. Bydgoszcz będzie liczyła niecałe
280.000 mieszkańców, a więc o ok. 80.000 mniej niż dziś.
To tak, jakby pewnego dnia znikły Kapuściska, Wyżyny i Wzgórze Wolności razem
wzięte. Możemy się jedynie pocieszyć, dość wątpliwie zresztą, że poza
Warszawą czeka to wszystkie większe miasta kraju, nie wyłączając u nas
Torunia i Włocławka.
Jest parę przyczyn tego zjawiska: migracja do sąsiednich gmin, emigracja, a
także postępujący niż demograficzny. Co gorsza, zmienia się też struktura
wiekowa mieszkańców Bydgoszczy, mocno się zestarzejemy - w ciągu ćwierćwiecza
stracimy blisko sto tysięcy osób w wieku produkcyjnym, znacząco przyrośnie za
to emerytów i rencistów. Nie tylko spadnie nam liczba młodzieży, ale spory
jej odsetek zamierza uczyć się, a później szukać pracy poza granicami miasta,
zaś co trzeci absolwent chce wyjechać za granicę. Wszystko to oznacza, że z
jednej strony musimy pilnie zastanowić się, jak przeciwstawić się tym
trendom, a z drugiej przygotować. Z pewnością zmienią się podstawowe funkcje
miasta, już dziś wiadomo, że czeka nas weryfikacja pod tym kątem wieloletnich
planów inwestycyjnych.
Wyspy szczęścia?
Tak jak nam ubywa mieszkańców, tak wszystkim okolicznym gminom-obwarzankom
będzie ich przybywać, choć w różnym stopniu. Najwięcej zyskają Osielsko i
Białe Błota. Tylko ta ostatnia gmina w ciągu ostatnich czterech lat wydała
ponad tysiąc pozwoleń na budowę, zaś Bydgoszcz, od niedawna metropolia "aż"
486. Widać zatem, że gminy wokół nas dynamicznie się rozwijają. Sporo
inwestują w zagospodarowanie terenów, powstają tam nowe osiedla, często
strzeżone, z ciekawą architekturą, ładnymi alejkami itp. Kuszą też
potencjalnych mieszkańców niższymi opłatami.
Źródłem tej prosperity w niemałej mierze są podatki od dochodów osobistych
płacone przez niedawno osiedlonych przybyszy. To wielce pożądani obywatele, z
dobrymi PIT-ami, przecież kto się buduje i przeprowadza z Bydgoszczy, to musi
osiągać wysokie dochody.
Parę dni temu obejmujące władzę Prawo i Sprawiedliwość zgłosiło projekt
nowego podziału PIT-u - 80 proc. przypadnie gminie, w której podatnik
pracuje, reszta w miejscu zamieszkania. Takie podejście wydaje się logiczne i
sprawiedliwe, chociaż uważam, że należałoby wyrównać te proporcje. Okoliczne
gminy nie są bowiem samoistnymi wyspami szczęścia. Zdecydowana większość ich
mieszkańców pracuje w naszym mieście, tu się uczą, leczą, spędzają czas
wolny. I tak jak wszyscy narzekają - na złe drogi, na niedoinwestowane
szkoły, na kiepską ofertę kulturalną itp. Tylko zapominają albo nie chcą
wiedzieć, że obecnie nie łożą na to ani jednej złotówki, gdyż ich podatki w
całości przejmuje własna gmina.
Daleko od szosy
Jeśli Bydgoszcz nie chce podzielić losu kiedyś więcej znaczących w historii
miast, jak np. pobliskie Chełmno, to musi się rozwijać, a to oznacza, że
m.in. potrzebne są nowe tereny. Obecne plany powiększenia obszaru miasta to
podejście bardziej porządkowe, wręcz kosmetyczne, niż zawierające wizję
rozwoju. To chyba zrozumiałe, że np. lotnisko potrzebuje jednego gospodarza.
Swoiste poczucie humoru zaprezentowała tu wójt Białych Błot Katarzyna
Kirstein-Piotrowska, która oświadczyła, że oddanie części lasów wokół
lotniska i wjazdu nań obniży prestiż jej gminy. Pięknie jest mówić o prestiżu
za nie swoje pieniądze - warto bowiem spytać, ile milionów złotych pani wójt
włożyła i jeszcze włoży w to miejsce? A na poważnie - nadal pozostaje otwarta
propozycja wejścia każdej gminy do spółki Port Lotniczy.
A czy wszystkim odpowiada taki bałagan z Osowej Góry, gdzie jedna strona
ulicy Waleniowej Dolnej to Bydgoszcz, a druga to Sicienko; dochodzi tu
zresztą do prawdziwych absurdów nawet w obrębie mieszkania: jedna gmina ma
sypialnię, druga kuchnię. W Smukale spotykamy i takie posesje, do których
wąski przejazd prowadzi przez gminę Osielsko. A jak poszerzyć ul. Grunwaldzką
leżącą dokładnie na styku obu gmin? Trudno też, by na Czyżkówku, przy ul.
Koronowskiej nie posadowić niezbędnych dla ujęcia wody pitnej stawów
filtracyjnych, bo nie życzą sobie tego w Sicienku. Podobnych przykładów jest
więcej. I nie sposób zaiste zrozumieć, skąd się bierze do nas taka niechęć
władz tych gmin!
Jak więc widać, wnioskowane zmiany to oczywiste lapsusy geograficzno-
administracyjne, które już dawno winny być załatwione. Problem jest jednak
ważniejszy, czy Bydgoszcz nie powinna sięgnąć dalej - np. zbliżyć się do
obwodnicy, przedłużyć ją z Pawłówka do Osielska, by zapewnić dobre połączenia
z resztą kraju. Bez szybkiej i bezkolizyjnej komunikacji wokół miasta możemy
zapomnieć o rozwoju, o ściągnięciu poważnych inwestorów. Tyle tylko, że sami
tego pewnie nie dokonamy.
Musimy rozmawiać
Prezydent Dombrowicz rozpoczął procedurę zmiany granic Bydgoszczy zgodnie z
przepisami i - co było do przewidzenia - natrafił na opór i mieszkańców, i
władz zainteresowanych gmin. Pytanie, czy wybrał dogodny moment, nietrudno
było bowiem założyć, że czas parlamentarnych wyborów niezbyt sprzyja takim
krokom. Na dodatek już dziś zaczyna się kolejna kampania, tym razem
trudniejsza, bo samorządowa i wszyscy wokół będą się prześcigać w obronie
każdej piędzi ziemi, w demagogii również.
Roman Jasiakiewicz, wiceprzewodniczący rady miasta uważa, że najwłaściwszym,
niestety na początku zupełnie niewykorzystanym, forum do partnerskiej
dyskusji był Metropolitarny Związek Gmin Bydgoskich.
Nade wszystko nie należało zaskakiwać sąsiadów. Dziś zastanówmy się raz
jeszcze, jaki mamy wspólny pożytek z sąsiedztwa, jaką jeszcze możemy
przedstawić im ofertę - oświatową, komunikacyjną, wodociągową z oczyszczalnią
ścieków czy może inną?
W interesie Bydgoszczy leży bliska współpraca z ościennymi gminami. Jej ważną
osnową winny stać się fundusze europejskie, razem możemy tu wiele wygrać -
np. ubiegać się o sfinansowanie budowy wspomnianej obwodnicy. Stąd też
uważam, że przedłożona przez wójtów propozycja ponownych konsultacji jest
warta rozważenia. Stawiając bowiem ich pod ścianą - nawet w majestacie prawa -
możemy zbyt wiele nie osiągnąć. Przy okazji narażamy się na złośliwości, jak
chociażby ze strony Osielska, które "w rewanżu" chce nam odebrać wycinek
parku w Myślęcinku, tak jakby służył on tylko bydgoszczanom.
Autor tekstu Michał Sawka to bydgoski radny niezależny, wcześniej należał do
klubu radnych SLD. Przewodniczy komisji integracji europejskiej, zasiada w
komisji gospodarki przestrzennej. Oprócz pracy w radzie, prowadzi firmę w
branży nieruchomości.