Gość: kropka.
IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl
08.10.01, 13:57
Nazywam sie Maria. Mieszkam w Warszawie.
Mam dom, męża, dzieci. Boję się.
O zdrowie przepracowanego męża. O wykształcenie dzieci. O to, czy wyrosną na
porządnych ludzi, czy będą miały ciekawe i dobre życie.
Boję się przyszłości.
Nazywasz się Elizabeth. Mieszkasz w Nowym Yorku.
Twój mąż zdążył zadzwonić do ciebie i powiedzieć: "Kocham cię". Nie będzie
pogrzebu. Nie otrzymasz sztandaru narodowego okrywającego trumnę. Jego ciała
nie znaleziono. Byc może umieszczą kiedyś tabliczkę z nazwiskiem na murze
pamięci.
Boisz się. Jak żyć dalej? Skąd wziąć pieniądze na spłacenie domu? Jak samej
wychowywać dzieci? Jak zapewnić im porządne wykształcenie?
Najstarszy syn z grymasem nienawiści wsiadał na okręt. Popłynął mścić
bezsensowną śmierć ojca.
Boisz się jutra.
Nazywasz sie Maadih. Mieszkałaś w Kabulu. Zdążyłaś uciec. Przebywasz z dziecmi
w obozie dla uchodźców. Boisz się.
Twój mąż jest gdzieś w górach. Nie wiesz, czy żyje. Dzieci są głodne. Nie
wiesz, czy zdobędziesz jedzenie. Z daleka słychać wybuchy.
Boisz się każdej minuty. Każdej sekundy.
Dzieli nas tysiące kilometrów, kultura, religia. Łączy miłość i strach.
I wiemy, że wraz ze śmiercią jedego wojownika, pęka serce jednej kobiety.
Splećmy nasze myśli i starajmy się wspólnie przetrwać do czasu, aż kilku
eleganckich dyplomatów usiądzie w klimatyzowanym gabinecie i podpisze świstek
z napisem PAX.
Potem otworzą butelkę najlepszego szampana i z uśmiechem odwrócą się do
fotoreporterów.