aric
29.11.02, 11:40
Myslę sobie czasem, że to co było już nie powróci. Ale czy możemy być tego
pewni. Skąd wiemy czy ktoś kogo jeszcze nie powinno być przy mnie, już tu
jest...
***
- Dzień dobry panu. - Przywitał mnie jak codzień znajomy dozorca. Jakiś był
zmieniony. Coś w nim było nie tak. Niby kufajka, miotła, ta sama czapka i
twarz ale te oczy, jakby wiedział o czyś z mojego życia.
- A tak, właśnie tak, wiem o czymś z pana życia. - Powiedział, jakby czytał w
moich mylślach.
- A bo widzi pan ja czytam w myslach, wczoraj sie tego nauczyłem. - I znów
sie zaga... chciałem pomysleć ale się powstrzymałem. Ja też coś niecoś
potrafiłem. Kiedyś nauczyłem sie nic nie mysleć, kiedy tylko mam na to ochotę.
- O widzę, że ma pan jednak jakąś umiejetność. Brawo, panie kochany. Punkt
dla pana. Ale ja nie o tym, bo w sumie czytanie w myslach to łatwizna.
- No wiec o czym? - Zapytałem i spojrzałem na zegarek, chyba nie zdążę na
tram... Znów się zaponiałem.
- Zdąży pan, spokojnie, ja właśnie o tym. Dziś rano jak zamiatałem podwórko
dotarło do mnie, że potrafie coś naprawdę niesamowitego. Nie ma pan pojecia
czego to człowiek może sie nauczyć, zamiatając takie podwórka. A własnie w
tym tkwi cały sens istnienia, aby podczas zwykłego zamiatania podwórka nie
poprzestawać na mysleniu, czy to co tam leży, to też mam wywalić do
smietnika, czy nie?
Znów spojrzałem na zegarek. Już na pewno nie zdążę na tramwaj.
- Wie pan co, a o co chodził z tym czymś z mojego życia? Co pan o mnie wie?
- A bo widzi pan, panie kochany, ja sie nauczyłem dzisiaj zatrzymywania
czasu, a idąc dalej nawet go potrafie cofać i przyspieszać.
- No teraz pan przesadził. - Oburzyłem sie.
- No to co pan powiesz, na to, że rano wyrznął pan łokciem w furtynę, a na
śniadanie zjadł pan kanapke z topionym serkiem?
- No przecież czyta pan w myslach.
- A pan, panie kochany to co, jakiś niemota jest, myślał pan o tym dzis rano
przy mnie?
- No nie, nie myślałem.
- A widzisz pan, i oto chodzi, gadalismy dziś rano już dwa razy, a pan nawet
teraz nie chce mi uwierzyc. No ale cóż, niektórzy ludzie nie posiadają
otwartych umysłów, bo muszą co rano biec do tramwaju. Oj, trzeba czasem
zapomnieć o pośpiechu, bo naprawde trochę rzeczy na tym świecie jest do
oglądania, a tymczasem do widzenia, robota czeka. - I zaczął odchodzić.
- Ale, skoro pan naprawdę to umie, to niech pan zrobi, abym zdążył na ten
tramwaj.
- Naprawdę pan tego chce? - Zapytał z niedowierzaniem w głosie.
- Naprawdę. - Odpowiedziałem, nie mogłem się spóźnić do pracy. Dozorca
pokiwał głową, odstawił miotłę pod sciane, usmiechnął się i powiedział dwa
słowa.
- Do widzenia.
Pośpiesznym krokiem szedłem przez bramę, nie chciałem się spóźnić do pracy, u
wylotu stał dozorca, modliłem się, aby tym razem do mnie nie zagadał.
- Dzień dobry, miłego dnia życzę. - Powiedział tylko i wrócił do zamiatania.
A ja pospieszyłem z dziwnym uczuciem deja vu, w stronę przystanku
tramwajowego. Jedno czego byłem, nie wiedząc skąd pewien, to to, że nigdy
więcej już do pracy się nie spóźnię.