Leciała mucha...

15.12.02, 23:57
Jedną z moich ulubionych bajek z dzieciństwa była bajka zaczynająca się
słowami (tytułu, ani autora niestety nie pamiętam)

"Leciała mucha z Łodzi do Zgierza.
Po drodze patrzy strażacka wieża.
Na wieży strażak zasnął i chrapie,
a w dole gapią się gapie"

Dlaej niestety nie pamięta i choć wiem co było dalej chętnie bym jąsobie w
całości przypomniął :))) Jeśli ktoś ma książkę, ja miałem w takiej małej
kwadratowej, to bym był wdzieczny za kontakt (moja gdzieś sie zgubiła, bo
ost. raz to chyba ją widziałem kilkanaście lat temu).
    • pijaw To Brzechwa :-) 16.12.02, 00:06
      Jan Brzechwa
      PALI SIĘ

      Leciała mucha z Łodzi do Zgierza,
      Po drodze patrzy: strażacka wieża,
      Na wieży strażak zasnął i chrapie,
      W dole pod wieżą gapią się gapie.

      Micha strażaka ugryzła srodze,
      Podskoczył strażak na jednej nodze,
      Spogląda - gapie w dole zebrali się,
      Wkoło rozejrzał się - o, rety! Pali się!

      Pożar widoczny, tak jak na dłoni!
      Złapał za sznurek, na alarm dzwoni:
      - Pożar, panowie! Wstawać, panowie!
      Dom się zapalił na Julianowie!
      Z łóżek strażacy szybko zerwali się -

      Pali się!
      Pali się!
      Pali się!
      Pali się!

      Fryzjer zobaczył łunę z oddali:
      - Co to się pali? Gdzie to się pali?
      Na Sienkiewicza? Na Kołłątaja?
      Czy też w Alei Pierwszego Maja?
      Może spółdzielnia? Może piekarnia?

      Łuna już całe niebo ogarnia.

      Wstali strażacy, szybko ubrali się.
      Pali się!
      Pali się!
      Pali się!
      Pali się!

      Wyszli na balkon sędzia z sędziną,
      Doktor, choć mocna spał pod pierzyną,
      Wybiegł i patrzy z poważną miną.

      Z okna wychylił głowę mierniczy,
      A już profesor z przeciwka krzyczy:

      - Obywatele! Wiadra przynieście!
      Wszyscy na rynek! Pali się w mieście,

      Dom cały w ogniu, zaraz zawali się!
      Pali się!
      Pali się!
      Pali się!
      Pali się!

      Biegną już ludzie z szybkością wielką:
      Więc nauczyciel z nauczycielką,
      Fryzjer, sekretarz, telegrafista,
      No i milicjant, rzecz oczywista.

      Straż jest gotowa w ciągu minuty.
      Konia prowadzą - koń nie podkuty!
      Trzeba zawołać szybko kowala,
      Pożar na dobre się już rozpala!

      Prędzej! Gdzie kowal?! To nie zabawka!
      Dawać sikawkę! Gdzie jest sikawka?!
      Z pompą zepsutą niełatwa sprawa.
      Woda do beczki! Beczka dziurawa!
      Trudno, to każdej beczce się zdarza.
      Który tam?! Prędzej, dawać bednarza!
      Zbierać siekiery, haki i liny!
      Pali się w mieście już od godziny!
      Pali się!
      Pali się!
      Pali się!
      Pali się!

      Wreszcie strażacy szybko zebrali się,
      Beczkę zatkali drewnianym czopem,
      Jadą już, jadą, pędzą galopem.
      Przez Sienkiewicza, przez Kołłątaja,
      Prosto w Aleję Pierwszego Maja -
      Już przyjechali, już zatrzymali się:
      Pali się!
      Pali się!
      Pali się!
      Pali się!

      - Co to się pali? Gdzie to się pali?
      Teren zbadali, ludzie spytali
      I pojechali galopem dalej.

      - Gdzie to się pali? Może to tam?
      Jadą i trąbią: tram-tra-ta-tam!
      Jadą Nawrotem, Rybną, Browarną,
      A na Browarnej od dymu czarno,
      Wszyscy czekają na straż pożarną.
      Więc na Browarnej się zatrzymali:
      - Gdzie to się pali?
      - Tutaj się pali!

      Z całej ulicy ludzie zebrali się.
      Pali się!
      Pali się!
      Pali się!
      Pali się!

      Biegną strażacy, rzucają liny,
      Tymi linami ciągną drabiny,
      Włażą do góry, pną się na mury,
      Tną siekierami, aż lecą wióry!
      Czterech strażaków staje przy pompie -
      Zaraz się ogień w wodzie ukąpie.
      To nie przelewki, to nie zabawki!
      Tryska strumieniem woda z sikawki,
      Syczą płomienie, syczą i mokną,
      Tryska strumieniem woda przez okno,
      Już do komina sięga drabina,
      Z okna na ziemię leci pierzyna,
      Za nią poduszki, szafa, komoda,
      W każdej szufladzie komody - woda.
      Kot jest na strychu, w trwodze się miota,
      Biegną strażacy ratować kota.
      Włażą do góry, pną się na mury,
      Tną siekierami, aż lecą wióry,
      Na dół spadają kosze, tobołki,
      Stołki fikają z okien koziołki,
      Jeszcze dwa łóżka, jeszcze dwie ławki,
      A tam się leje woda z sikawki.

      Tak pracowali dzielni strażacy,
      Że ich zalewał pot podczas pracy;
      Jeden z drabiny przy tym się zwalił,
      Drugi czuprynę sobie osmalił,
      Trzeci na dachu tkwiąc niewygodnie,
      Zawisł na gwoździu i rozdarł spodnie,
      A ci przy pompie w żałosnym stanie
      Wzdychali: "Pomóż, Święty Florianie!"

      Tak pracowali, że już po chwili
      Pożar stłumili i ugasili.
      Jeszcze dymiące gdzieniegdzie głownie
      Pozalewali w kwadrans dosłownie,
      Jeszcze sprawdzili wszystkie kominy,
      Zdjęli drabiny, haki i liny,
      Jeszcze postali sobie troszeczkę,
      Załadowali pompę na beczkę,
      Z ludźmi odbyli krótką rozmowę,
      Wreszcie krzyknęli:
      - Odjazd! Gotowe!
      Jadą z powrotem, jadą z turkotem,
      Jadą Browarną, Rybną, Nawrotem,
      Jadą i trąbią: tram-tra-ta-tam!
      Ludzie po drodze gapią się z bram,
      Śmieją się do nich dziewczęta z okien
      I każdy dumnym spogląda okiem:

      - Rzadko bywają strażacy tacy,
      Tacy strażacy - to są strażacy,
      Takich strażaków potrzeba nam!

      Tra-tra-ta-tam!
      Tra-tra-ta-tam!

      Mucha wracała właśnie do Łodzi;
      Strażak na wieży kichnął. Nie szkodzi.
      Inny strażacy po ciężkiej pracy
      Myją się, czyszczą - jak to strażacy.
      Koń w stajni grzebie nową podkową,
      A beczka błyszczy obręczą nową.
      Mucha spojrzała i odleciała -
      Tak się skończyła historia cała.
      • sloggi Re: To Brzechwa :-) 16.12.02, 08:30
        Jeden z wierszy mojego dzieciństwa.
        Zawsze się uśmiecham będąc w Łodzi, widząc tramwaj do Zgierza.
        • hubar Re: To Brzechwa :-) 16.12.02, 11:05
          Może dla Ciebie to coś ciekawego bo nie masz tego na codzień ;-)
          Ja codziennie przejeżdżam drogę jaką owa mucha leci. Codziennie jadę z Łodzi w
          kierunku Zierza. Przejeżdżam obok wspomnianej wieży. Przejeżdżam koło
          Julianowa... tylko mam problemy z identyfikacją ulic.
          • sloggi Re: To Brzechwa :-) do Hubara 16.12.02, 12:10
            To czym Ty jedziesz?
            • hubar Re: To Brzechwa :-) od HuBara 16.12.02, 13:59
              Czy to ważne czym, chyba istotą jest gdzie?
              • sloggi Re: To Brzechwa :-) do HuBara 16.12.02, 14:50
                Ważne jest czym, bo może wystarczy zmienić środek lokomocji.
                A dokąd?
                • hubar Re: To Brzechwa :-) od HuBara 16.12.02, 15:07
                  sloggi napisał:
                  > Ważne jest czym, bo może wystarczy zmienić środek lokomocji. A dokąd?
                  --Środek lokomocji nie jest aż tak istotny, to raczej częstotliwość oglądania
                  tej samej trasy. Dokąd? Do domu, mieszkam na Radogoszczu (północ Łodzi).
                  • sloggi Re: To Brzechwa :-) od HuBara 16.12.02, 15:09
                    Czym jeździsz? 59?
      • aard Powstała z tego piosenka 16.12.02, 10:11
        Która kiedyś nawet była dostepna w karaoke w łódzki pubie wALL sTREET. Obecnie
        już nie...
        • aard Spiewał zespół (?) "Blade loki" 16.12.02, 10:55
          Ale jakoś nie mogę ściągnąć :-(
      • janior Re: To Brzechwa :-) 16.12.02, 10:41
        Wielkie dzięki!!! :)))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja