Gość: Marta
IP: *.toya.net.pl
04.05.06, 08:46
Jest to ciąg dalszy mojego wątku
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=443&w=40985448
Na marginesie - razem z mężem mieliśmy w Łodzi stałą pracę na czas
nieokreślony - razem zarabialiśmy ok. 4 000 netto, ale lubimy częste zmiany i
postanowiliśmy, że przerzucimy się do Warszawy - ciekawsze życie.
1. Najpierw znalazłam pracę - trwało to 2 tygodnie. W ciągu tych 2 tygodni
zaproszona byłam na ponad 14 rozmów do firm.
Na początek wynegocjowałam sumkę 4 000 netto, zaś po kilku miesiącach dadzą mi
5 000 netto.
2. Sprzedałam mieszkanie w Łodzi - nowe, 50 m IIp,- w centrum, a za nie
kupiłam w Warszawie - nowe 60 m, IIIp - na Bielanach - już jest wybudowane i
wprowadzam się w sierpniu br., gdyż robią mi parkiety i płytki zakładają. Do
warszawskiego mieszkania dopłaciłam tylko 8 tysięcy (osiem tysięcy zł).
3. Do czasu wprowadzenia się do swojego mieszkanka wynajęłam na Tarchominie
dwupokojowe, na V piętrze z windą, nowe mieszkanko za 1100 zł (z opłatami) +
płacę tylko za prąd zgodnie z licznikiem.
Wynajęłam od księgowego. Poprzedni najemcy bardzo chwalili sobie go.
4. Nie znam j. angielskiego, ani żadnego innego.
5. To teraz niech moja "połówka" zarobi minimum z 2 tys. w Warszawie to razem
będziemy mieli 7 000 netto,
i powiedzcie - nie warto za taką sumkę? Co z tego, że jest drożej? - o 100,
500 czy 1000 zł? - przy tych zarobkach nawet 1000 zł drożej nie robi wrażenia.
6. Po co mi przyjeżdżać do Łodzi na zakupy? - stać mnie będzie do markowych
sklepów chodzić, zresztą i w Waraszawie nie jest tak drobo nawet w markowych,
co sprawdziłam. W marketach jedzenie jest też tak samo tanie jak w Łodzi -
sprawdziłam.
Mówię Wam - w Warszawie to zupełnie inne życie. Dobrze, że razem z mężem
zdecydowaliśmy się na to.