terraincognita
08.08.06, 15:04
Dziennikarka, Małgorzata Szejnert, pyta „zapisaliście się do partii?”. Nie
wie ona zapewne, że do PZPR nikt się nie zapisywał. Kandydat musiał
przedstawić rekomendację dwóch członków, zanim zebranie partyjne
zaakceptowało jego zamiar. Na zebraniu zadawano nieraz kłopotliwe dla
kandydata pytania, proszono o uzupełnienie życiorysu. Kandydaturę
zatwierdzić musiano także w dzielnicy. To dzisiaj chętni bez problemu
zapisują się do partii, a niektórzy zaliczają nawet zapisywanie się do
kolejnych ugrupowań.
Młodego dziennikarza szokuje się (vide: "Duzy format "GW") w rozmowie
informacją, że w stanie wojennym pracę w gazetach straciły 462 osoby, a w
radiu i telewizji 237. Pomijam już, że w obiegu są różne liczby. Czytelnik
nie dowie się jednak, że usuwanie z miejsca pracy wynikało z sytuacji
wyjątkowej.
W normalnych warunkach, nie tak łatwo jak dziś, można było zwolnić
dziennikarza, bo teraz wydawca, naczelny, nieraz z dnia na dzień wyrzuca go,
jak barachło, na zbity pysk. Młody dziennikarz nie dowie się z tej rozmowy
również, że w PRL wszyscy dziennikarze (jeśli chcieli) mieli zapewniający
byt etat. Dzisiaj większość jest na okresowej umowie, pracując w stałej
niepewności co przyniesie jutro. (Tu Eugeniusz Guz z "Trybuny" ma racje w 100
proc. Zaden, doslownie zaden z moich mlodych znajomych dziennikarzy ,nie ma
stałego etatu w gazecie).
Maciej Szczepański, w rozmowie z „Angorą” (nr 29 z 16.07.06) przypomina, że
po objęciu przez niego prezesury w TV „zorientował się w sytuacji
personalnej. W ciągu roku odeszło ok. 1200 osób na 12 tys. zatrudnionych”. Za
transformacji musiało pożegnać się z TV kilkakrotnie więcej pracowników,
przy czym nikogo w TV nie interesowały ich dalsze losy podczas gdy za
Szczepańskiego „dyrektor Biura Kadr miał każdemu zwalnianemu zaproponować
trzy nowe miejsca pracy”. Dzisiaj o takiej sytuacji dziennikarz nawet nie
może pomarzyć. Istny surrealizm. Stanisława Ryster, prowadząca przez 31
lat „Wielką Grę”, najstarszy program TV (na antenie przez 44 lata)
dowiedziała się z prasy, że program znika z ekranu, a ją pożegnano
wymówieniem. Nikt z zarządców TVP nie był łaskaw ją o tym powiadomić, nie
mówiąc już o podziękowaniu za unikatowy wręcz staż telewizyjny. Takie nowe
zwyczaje podarowała nam PIS-owsko-wildsteinowska transformacja. Gorzej niż w
stanie wojennym.
Z żydowskich (czy tylko?) dowcipów: - Gdzie pracujesz? -Nigdzie. - A co
robisz? - Nic. - Fajne zajęcie! - Fajne,tylko konkurencja ogromna!