pewna.pani
13.09.06, 19:16
Kino "Charlie" jest jednym z dwóch moich ulubionych kin w Łodzi (obok
"Cytryny"). Lubię tu oglądac filmy, bo repertuar jest dobry. Ale lubię także
dlatego, że nie muszę znosić zapachu popcornu, rozmów widzów - bardziej czasem
zajętych piciem coli niż oglądaniem projekcji. Lubię też zasiąść w fotelu i
dostać "zamówiony" film - bez porcji hałaśliwych reklam i zwiastunów, które
tak naprawdę są dostępne gdzie indziej. Lubię... Lubię? Nie - lubiłam. Do
dziś, kiedy to wybrałam się na "Palimpsest", zapowiadany we wszystkich mediach
(także na stronie www) na godz. 15.10. I odesłano mnie z kwitkiem, bo byłam
jedyną "chętną" na tę projekcję. Młody człowiek w kasie pokręcił przecząco
głową w odpowiedzi na nieme zapytanie operatora "czy gramy?". Jak w czasach
PRL-u. Gdzie tu miejsce na szacunek dla widza? Dziwne, bo rzadko (a bywałam
częstym gościem w Charlie'm) widywałam na widowni tłumy. Drogie Kierownictwo -
stracili Państwo widza. Nie wybiorę się więcej do "Charlie'go". Usuwam też
Waszą stronę www z ulubionych - bo kłamie. Nigdzie nie znalazłam informacji,
że dla jednego widza Państwo nie grają. Było (kiedyś, dośc długo) miło -
dziękuję. Życzę sukcesów.
PS. Znajomi twierdzą, że powinnam z tym do gazety :-))).
PS2. Mój Znajomy, z którym podzieliłam się refleksją, powiedział: "Jak to
mozliwe? Ze zacytuje z filmu Ajlawju: "Lodz, k...". Slynne kinowe miasto. No
bo z czego slynie Lodz, jak nie z Filmowki i z filmow? I z tego ze lubi to
miasto David Lynch." Koniec cytatu . Pozdrawiam.