Gość: inspektor gadżet
IP: *.eranet.pl
27.02.07, 23:15
Z artykułu: "Dociekanie jak mieszkańcy wyobrażają sobie ten proces byłoby może
interesujące poznawczo, ale bezużyteczne, bo miasta nie stać na odnowienie
tych terenów. Gdybyśmy dostali inne oferty, ankieta wyglądałaby inaczej."
Żeby dostać inną ofertę, trzeba jej najpierw poszukać. Na przykład rozpocząć
otwartą o tym debatę. Albo ogłosić przetarg na rewitalizację. A Tomaszewski
forsuje tylko mało znanego inwestora z Australii, który, jak się okazało, na
to wcale nie ma pieniędzy i będzie ich dopiero szukał. I twierdzi że nie ma
innej oferty. Pewnie że nie ma, bo przy tak demonstracyjnym poparciu
politycznym nikt inny się nie zgłosi.
W ogóle te związki Tomaszewskiego z tajemniczym inwestorem są jakieś
podejrzane.... A Kropiwnicki umywa ręce i wysyła swojego chłopaka od czarnej
roboty. Niemożliwe, żeby to się działo bez jego zgody.