chrisbto
30.11.01, 10:24
Przy okazji Beatlesa Harrisona, co zszedł był dzisiaj
z tego świata, mówią o Freddim (Queen) Mercury, który
zrobił dokładnie to samo, tyle że 10 lat temu.
Freddie, sławny i uznawany jak-nie-wiem-co jeszcze
przed śmiercią, POST MORTEM stał się obiektem
histerycznego wręcz uwielbienia. Onże wprawił mnie w
stupor ze zdumienia, podziwu i zazdrości kiedy w
jednym z wywiadów wyznał, że w swoim życiu WYCHĘDOŻYŁ
SZESNAŚCIE TYSIĘCY OSÓB PŁCI OBOJGA. Teraz ma pomnik w
Montreux, nad jeziorem Genewskim, chyba właśnie za to
(można zamówić kwiaty online, do złożenia u stóp
Herosa).
Na jego przykładzie warto się zastanowić, jak
PRZEDWCZESNE ZEJŚCIE, a jeszcze do tego TRAGICZNE u
szczytu sławy, świetnie robi na karierę. Valentino,
Dean, Lennon, onże Fredek a z polskich Cybulski czy
mniej Kobiela (bo komediant).
Co niniejszym poddaję ku rozważeniu PT Artystkom i
Artystom Scen i Estrad Rodzimych.
ChrisBTO