Dodaj do ulubionych

Nasze małe szaleństwa II

06.12.01, 16:52
Nie mogę znaleźć dawnego wątku pod tym tytułem. Tak szybko lecą, że doszłam do
szóstej strony i straciłam cierpliwość. Trudno, wybacz perry zakładam nowy
z podkreśleniem twoich praw autorskich :))

Wczoraj wracając z pracy "zgarnęłam" po drodze Karolinę. Przyjechałyśmy do domu
dobrze po północy, ona - zmordowana intensywnym "ukulturalnianiem" na
Camerimage, ja zmęczona i wściekle głodna.
Dom spał. Tylko Maciek szurał internetem.
Jeszcze w płaszczu wstawiłam wodę na herbatę i wyjęłam z lodówki jajka na
jajecznicę.
- Też bym coś zjadła, powiedziała Karolina.
Wyjęłam następne dwa jajka.
- Na kiełbasie i z cebulką? Maciek zerknął mi przez ramię.
- Nie, zaprotestowałam, zapach obudzi Jaśka, a jest tylko pół kopy jajek. Nie
starczy.
- Trudno, to niech będzie bez.
Wyjęłam masło i następne 4 jajka.
Coraz bardziej wściekła z głodu skubałam skórkę od chleba. Masło na patelni
miło skwierczało.
- Jecie coś? To ja też - usłyszałam za plecami zaspany głos malucha - na
przykład chętnie zjadłbym kurczaka. Takiego, jak tylko ty robisz.
- Zwariowałeś? Jest 1 w nocy! Teraz mam robić kurczaka????
- Dziecku żałujesz? zapytał spokojnie i spojrzał wzrokiem zranionej łani.
Wzięłam głęboki wdech. Szukając w lodówce kurczaka zastanawiałam się, ile można
dostać za dzieciobójstwo w okolicznościach łagodzących.
Schowałam z powrotem jajka. Dla każdego coś miłego w środku nocy - przesada.
- Przepraszam, powiedziała Marysia, przesuń się, obiorę ziemniaki.
- A ty tu skąd? - zawołałam.
- Karolina mnie obudziła i zapytała, czy chcę kurczaka. Chcę. Z kartoflami.
Obiorę - powiedziała uspokajająco.
- Zrobić sałatę i nakryć do stołu, warknęłam w przestrzeń.
O 2 w nocy zadzwonił Mężczyzna Życia.
- Nie śpisz jeszcze? Co robisz?
- Obiad, odparłam spokojnie.
- Smacznego, powiedział i natychmiast odłożył słuchawkę.
O 3 zasiedliśmy do stołu w komplecie.
- Do kurczaka przydałoby się wino, Karolina wyjęła z kredensu butelkę.
W tym momencie wpadła Niania.
- Jezus Maria, co się stało?!!! Ktoś chory?!!! Cały dom oświetlony!!!
- Nic, Nianiu. Muszka je obiad, poinformował rzeczowo Jasiek.
Niania popatrzyła na mnie z niedowierzaniem i dezaprobatą.
- Zwariowałaś? Nie mogłaś sobie jajecznicy zrobić? Stara a głupia!

No to ile za to dzieciobójstwo? Wie ktoś?
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • da.killa Re: Nasze małe szaleństwa II 06.12.01, 17:42
      w tym wypadku sad by cie uniewinnil kropko!!!

      da "jajecznica" killa
      • Gość: Ixtlilto Re: Nasze małe szaleństwa II IP: *.tvsat364.lodz.pl 06.12.01, 18:36
        da.killa napisał(a):

        > w tym wypadku sad by cie uniewinnil kropko!!!
        hmm proponuje skosnultować się z "yaa", no bo jak nam kropkę. zamnką to kto mnie
        nauczy ortografii? :)

        pozdroofka, Ixtlilto
    • cumella Re: Nasze małe szaleństwa II 06.12.01, 20:09
      kropka. napisał(a):

      > No to ile za to dzieciobójstwo? Wie ktoś?

      Nie wiem, ale podtrzymuję pytanie.

      Jedna z sióstr Mojego Męża ma trójkę dzieci - 11 letnią Patrycję i 6-letnie
      blizniaki: Pawła i Michała (oboje rodem piekła!)
      Do patrycji przychodzi nauczyciel angielskiego - młody chłopak, pewno niedawny
      student. Chłopcy dokuczają Patrycji mówiąc, że jest to jej narzeczony i że on się
      z nią ożeni. Dziewczynka denerwuje się tym, ale nie zawsze może odeprzeć złośliwe
      uwagi braci. Matka w końcu nie zdzierżyła i powiedziała:

      Słuchajcie. To nie jest jej narzeczony i nie może być jej mężem bo:
      1. ma już żonę
      2. ma nawet córkę
      3. jest dla niej, krótko mówiąc, za stary.

      Przy najbliższej okazji, kiedy pan od angielskiego stanął w drzwiach, nie zdążył
      jeszcze powiedzieć "dzień dobry", gdy Małe Czorty oznajmiły mu chórem:

      "Proszę Pana, a Mama to powiedziała, że Pan jest stary"

      No to ile za to dzieciobójstwo?
    • yaa Kara za dzieciobójstwo 06.12.01, 23:05
      Kochani.
      Wiem co czujecie, sam kilka razy rozważałem nagłe i szybkie pozbycie się mojego
      maleństwa w sposób nieodwołalny. Szczególnie jak zaczyna płakać o godzinie
      02.35 nie zwracając uwagi, że Tatuś położył się spać po 16 godzinach przed
      komputerem i 3 za kółkiem o godzinie.... 02.30. Jak o tym myślę, to stwierdzam,
      że cud że Jasiek jeszcze żyje.
      Nie ma szczególnej kary za dzieciobójstwo - jest taka jak za zabójstwo czyli
      pozbawienie wolności na czas nie krótszy od lat 8, 25 lat pozbawienia wolności
      albo dożywocie. Ale jeśli nasz milusiński nas bardzo zdenerwuje to może to
      podpaść jako afekt i wtedy od roku do lat 10. Bylebyście nie przesadzili - bo
      za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem to minimum 12 lat.
      Czyli, podsumowując nie opłaca się - dostaniemy z 10 lat a przecież przez te 0
      lat to można to małe denerwujące i gadające głupoty szczeniactwo jako-tako
      odchować. ;-)))
      Pozdrawiam
      Yaa
      • cumella Re: Kara za dzieciobójstwo 08.12.01, 14:00
        Yaa napisał

        > Czyli, podsumowując nie opłaca się - dostaniemy z 10 lat a przecież przez te 0
        > lat to można to małe denerwujące i gadające głupoty szczeniactwo jako-tako
        > odchować. ;-)))

        ... i będziem za amokiem w oczach pisać: "czemu nie zrobiłam/łem tego 10 lat
        temu" w wątku "Nasze WIELKIE szaleństwa"!

        :)))

        Pozdrawiam Młodego Tatę - Młoda Mama
      • kropka. Re: Kara za dzieciobójstwo 08.12.01, 19:49
        yaa napisał(a):

        > Czyli, podsumowując nie opłaca się - dostaniemy z 10 lat a przecież przez te 0
        > lat to można to małe denerwujące i gadające głupoty szczeniactwo jako-tako
        > odchować. ;-)))

        Jeżeli sądzisz, ze powody do dzieciobójstwa mijają wraz z dorastaniem pociech,
        to jesteś w błędzie. Przybywa jedynie okoliczności łagodzących.
        pozdrawiam
        Doświadczona Mama
        • ixtlilto Re: Kara za dzieciobójstwo 08.12.01, 20:27
          kropka. napisał(a):

          > Jeżeli sądzisz, ze powody do dzieciobójstwa mijają wraz z dorastaniem pociech,
          > to jesteś w błędzie. Przybywa jedynie okoliczności łagodzących.
          NO ej! właśnie byłam specjalnie się zapytać Szanownej Rodzinki czy mają obecnie
          jakieś powody do pozbycia się mnie z tego świata... po chwili śmiechu jaka
          nastąpiła stwierdzili, że nie mają i nie mieli...

          > pozdrawiam
          > Doświadczona Mama
          pozdroofka, Ixtlilto- córka

          • kropka. Re: Kara za dzieciobójstwo 08.12.01, 20:46
            Albo masz bardzo cierpliwą i wyrozumiałą Rodzinkę - podziwiam i pozdrawiam,
            albo jesteś wyjątkowa. Co często dostrzegam.
            Pozdrowionka serdeczne :))
            • mac. Re: Kara za dzieciobójstwo 08.12.01, 20:50
              A może nie chcieli robić przykrości przed Świętami ;)))) Na wszelki wypadek ja
              nie będę pytał mojej rodziny

              pozdr.
              • ixtlilto Re: Kara za dzieciobójstwo 08.12.01, 20:56
                mac. napisał(a):

                > A może nie chcieli robić przykrości przed Świętami ;))))
                hmm ha ha ha! do wiąt jeszcze daeko, wolę wersję Kropki. :)P

                > pozdr.
                pozdroofka, Ixtlilto

    • kropka. Re: Nasze małe szaleństwa II 02.01.02, 19:58
      Czy może być coś prostszego, niż kupno szafy? Jeśli jest sklepów pod dostatkiem
      i szaf również, a także są pieniądze na szafę? Nie.
      Czy kupno szafy może być szaleństwem? Tak.
      Zaczęło się od tego, że dziecku spadła na łeb jedna półka. Przymocowano.
      Po kilku dniach spadł drążek z ciuchami na wieszakach. Przymocowano.
      Kiedy rozlazły się boczne ściany - panowie orzekli, ze szafę należy wyrzucić.
      "Słusznie, stwierdziła właścicielka. Trzeba mi kupić szafę. Niebieską poproszę".
      Po półrocznym poszukiwaniu niebieskiej szafy kupiłyśmy drewnianą z olchy. Dużą.
      Szafę mieli przywieźć w sobotę przed południem.
      Przyszła właścicielka mebla wyładowała wszystkie ciuchy, panowie wynieśli to,
      co ze starej szafy zostało i czekaliśmy.
      O 14 zadzwoniłam do sklepu.
      "Jest na samochodzie, zaraz przywiozą, proszę cierpliwie czekać". Czekaliśmy.
      O 16.00 zadzwoniłam ponownie.
      "Jest na samochodzie, zaraz przywiozą, proszę cierpliwie czekać". Czekaliśmy.
      O 18.00 zadzwonił Brunet Życia.
      "Szafa? Nie było w spisie. Magazyn zamknięty, samochodu nie ma, może w przyszłą
      sobotę".
      Łagodny zazwyczaj Mężczyzna Życia wyszedł z siebie i stanął obok.
      "Proszę zburzyć ścianę magazynu i przynieść szafę na plecach. Macie na to
      godzinę".
      Słodycz wypowiedzi była na tyle skuteczna, że za 50 minut szafa była.
      W 16 paczkach. Z instrukcją składania zaczynającą się od słów:
      "Czy tę szafę da się w ogóle złożyć?"
      "Zobaczymy" powiedzieli pełni optymizmu panowie i zabrali się do roboty.
      Z pierwszej paczki wyjęli 7 desek. Z drugiej - 6. Z trzeciej - 6.
      Z czwartej - 7.
      Popatrzyłam na miny moich mężczyzn. Były coraz głupsze.
      Szybko zabrałam dziecko i zamknęłyśmy się w pracowni.
      Na górze panowała cisza.
      "Q... kto takie g...kupił!!!"
      "Którą paczkę otwierają?" spytała ze spokojem właścicielka paczek.
      "Obstawiam dziewiątą" powiedziałam i poszłam na górę z wodą utlenioną
      i plastrem.
      Pomyliłam się o jedną. Otwierali już dziesiątą. Pokój zawalony był deskami
      różnej wielkości. W żadnym wypadku nie przypominały szafy.
      Opatrzyłam skaleczony palec i szybko zeszłam na dół starannie zamykając
      wszystkie możliwe drzwi. Plastry zostawiłam na wierzchu.
      Po pół godzinie zszedł jeden z panów poszukując wiertarki. Za jakiś czas
      następny, w poszukiwaniu ładowarki. Potem Jasiek przekopał piwnicę szukając
      wierteł.
      Już chciałam zapytać, czy każdy element wiertarki musi być w innym kącie, ale
      włączył mi się instynkt samozachowawczy.
      O północy Maryśka poszła spać do pokoju brata, a ja zaproponowałam kolację.
      "Żadnego jedzenia. Głodem ją wezmę!" warknął Najdroższy z Mężczyzn.
      Opatrzyłam kolejne palce, odszukałam stopery i dokładnie zatkałam uszy.
      O drugiej w nocy szafa stała. Do zamontowania pozostały jedynie plecy.
      Drobiazg. Jedynie 84 (osiemdziesiąt cztery) śrubki do wkręcenia.
      O czwartej skończyli. Trzech rannych, reszta ciężko przestraszona, ale szafa
      stała.
      Zjedliśmy kolację ze śniadaniem i poszliśmy spać z poczuciem dobrze spełnionego
      obowiązku.
      Rano szczęśliwa posiadaczka szafy stwierdziła: "Trzeba mi kupić jeszcze komodę".
      Cisza, która zapadła, nie wróżyła nic dobrego.
      "Kartony w kącie!!! Wałęsa mógł na styropianie...!!!!"

      Jak to jest? Przecież ludzie kupują szafy. Nie w każdym domu jest trzech i pół
      faceta, którzy mogą szafę złożyć.
      Czy macie w domu meble? Bo zaczynam wątpić.
    • Gość: rafgeo Re: Nasze małe szaleństwa II IP: *.retsat1.com.pl 09.05.02, 18:22
      Chcecie dobrą radę??? Oto ona - jeśli coś czytacie, czytajcie uważnie. Bo
      nieuważne czytanie czasami płata niezłe figle. Dlaczego tak twierdzę??? Oto co
      mi się wczoraj wydarzyło.

      Bardzo usilnie szukam pewnej rzeczy. A rzecz ta jest niestety trudno
      zdobywalna. W Łodzi niesetety jest nie do zdobycia. Ale od czego jest
      internet... Poszukałem w nim i znalazłem informację. To czego szukam znajduje
      się w Krośniewicach!!! Hurra - już wiem gdzie mam się udać!!! Pełen wiary
      wsiadam do pociągu jadącego do Kutna, pełen wiary przesiadam się do PKS
      jadącego do Krośniewic i pełen nadziei przyjeżdżam do tego miasta. I tu
      zaczynają się kłopoty. Bo miasto, chociaż całkiem ładne to jednak jakoś mi nie
      pasuje. Nie znajduję tego co miałem znaleźć. Zapytani ludzie robią wielkie
      oczy. Ksiądz z troską oświadcza, że niestety nie może mi pomóc. Smutny wsiadam
      w PKS do Kutna. Smutny wsiadam w pociąg do Łodzi. Przychodzę do domu, włączam
      komputer i czytam, szukając cóż mnie tak zwiodło. No i się doczytałem. Otóż
      okazało się, że oprócz Krośniewic istnieje takie miasteczko na Dolnym Śląsku i
      ono nazywa się Krośnice. Różnica niewielka, ale jak zasadnicza. No i jak co
      bystrzejsi pewnie zdążyli się domyślić, to właśnie tam powinienem się udać. No
      cóż - ślepotoanalfabetyzm nie boli. Jutro czeka mnie długa podróż do Krośnic.
      Ale może w końcu zdobęde to co mam zdobyć...

      I jeszcze raz głośno to powiadam. Jeśli coś czytacie, czytajcie uważnie.

      pozdrawiam
      • kropka. Re: Nasze małe szaleństwa II 09.05.02, 18:46
        Gość portalu: rafgeo napisał(a):

        > I jeszcze raz głośno to powiadam. Jeśli coś czytacie, czytajcie uważnie.

        No i mamy drugie przykazanie forum :-)
        a historyjka prze-przepiekna!!!
        pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka