Dodaj do ulubionych

Chorzów: sekty

23.10.05, 01:20
> nawołuje do "najazdu" na jego chorzowskie mieszkanie

serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2978248.html
------------------------

Śląsk: grożą szefowi Centrum Informacji o Sektach

Marcin Pietraszewski 20-10-2005, ostatnia aktualizacja 21-10-2005 11:37


W internecie pojawiły się wpisy, w których ktoś nawołuje do "najazdu" na
mieszkanie Dariusza Pietrka, szefa Śląskiego Centrum Informacji o Sektach. Na
jego osiedlu porozwieszano też opatrzone jego nazwiskiem i adresem plakaty, w
których nazywa się go pedofilem i zboczeńcem. Policja podejrzewa, że za tym
atakiem może stać sekta Himawanti. Jej guru zapadł się teraz pod ziemię

Od kilkunastu dni w sieci krążą maile, w których ktoś podaje adres Pietrka i
nawołuje do "najazdu" na jego chorzowskie mieszkanie oraz "zrobienie" z nim
porządku. Na jego osiedlu porozwieszano też plakaty o treści: "Uwaga,
niebezpieczny pedofil. Rodzice chrońcie swoje dzieci przed pedofilem i
zboczeńcem". Opatrzono je imieniem i nazwiskiem Dariusza Pietrka, podano też
jego domowy i służbowy adres. Ze ścian, słupów i przystanków Pietrek zdzierał
jej razem z rodziną i przyjaciółmi. Jakby tego brakowało, kilka dni temu ktoś
mu przysłał do domu paczkę z ekskrementami.

- Zastraszanie działa na mnie mobilizująco i nie odpuszczę tego łobuzom,
którzy za tym stoją - zapowiedział wczoraj Pietrek. Od kilku lat kieruje
Śląskim Centrum Informacji o Sektach działającym przy katolickim centrum
edukacji KANA. W regionie jest niekwestionowanym autorytetem w tych sprawach.
W 1999 r. był członkiem powołanej przez wojewodę śląskiego komisji, która
wyjaśniała okoliczności satanistycznego mordu, do jakiego doszło w Rudzie
Śląskiej [w trakcie rytualnych obrzędów sataniści zamordowali tam dwie osoby -
przyp. autora] W centrum prowadzi szkolenia, informuje nauczycieli,
policjantów, rodziców i duchownych o zagrożeniach, jakie niosą ze sobą sekty.

Pietrek nie ma wątpliwości, że wymierzony przeciwko niemu atak to dzieło
członków sekty Himawanti, której działalność monitoruje od kilku lat. Ustalił
bowiem, że wezwanie do zniszczenia jego mieszkania rozsyłane jest z
prywatnego konta mailowego Ryszarda M., ps. "Mohan", guru sekty. Od razu
zawiadomił policję.

- Himawanti to grupa o charakterze pseudoterrorystycznym, a jej członkowie są
zdolni naprawdę do wszystkiego - mówi szef antysekciarskiego centrum. W 2002
r. grozili oni zabiciem Jana Pawła II. Planowali go zastrzelić w trakcie
pielgrzymki do Krakowa. Dariusz Pietrek był wtedy konsultantem Centralnego
Biura Śledczego, które prowadziło śledztwo w tej sprawie. Od tego czasu jego
nazwisko figuruje na czarnej liście Himawanti.

W środę katowicka policja wszczęła śledztwo w sprawie gróźb kierowanych
przeciwko szefowi Śląskiego Centrum Informacji o Sektach. Prowadzą je ci sami
oficerowie, którzy zajmują się kolportowanymi przez Himawanti ulotkami, w
których publikowali dane osobowe oficerów CBŚ oraz świadków zeznających
przeciwko Mohanowi i nazywali ich złodziejami (wszczęto je po
publikacji "Gazety", która ujawniła sprawę). Przysłany Pietrkowi w paczce kał
zabezpieczono już do badań DNA, a specjaliści od przestępstw komputerowych
ustalają, skąd rozsyłane są maile z groźbami pod jego adresem.
Funkcjonariusze chcą teraz dotrzeć do "Mohana" i jego najbliższych
współpracowników. Ci jednak zapadli się pod ziemię. - Mogę tylko powiedzieć,
że wszystkie nasze działania w tej sprawie są prowadzone pod nadzorem
prokuratury - potwierdził wczoraj podinspektor Andrzej Gąska, rzecznik
prasowy śląskiej policji.

Co to jest Himawanti

Bractwo Zakonne Himawanti zostało założone w 1995 r. przez pochodzącego z
Jaworzna mistrza aikido Ryszarda M. "Mohana". Sąd odmówił jednak rejestracji
zakonu, bo jego statut jest sprzeczny z Konstytucją RP. Członkowie sekty są
zobowiązani do bezwzględnego posłuszeństwa wobec guru. "Mohan" był już karany
za grożenie przeorowi Jasnej Góry oraz porażenie paralizatorem byłej
członkini sekty w Bydgoszczy. Obecnie przebywa na wolności. Jako adres do
korespondencji podaje skrzynkę pocztową w Gliwicach. W Bydgoszczy policja
prowadzi przeciwko członkom Himawanti cztery śledztwa dotyczące gróźb i
znieważania.
Obserwuj wątek
    • palec1 Re: Chorzów: sekty 24.10.05, 02:16
      > Himawanti to grupa o charakterze pseudoterrorystycznym,
      > a jej członkowie są zdolni naprawdę do wszystkiego

      Trocha komicznie brzmi.
      Ale hol.... smutne!
      • palec1 Re: Chorzów: sekty 24.10.05, 02:20
        to chyba niy wic i niy smiyszne

        > mistrza aikido
        - ale sie pytom:
        te jego czarymary, to chyba psinco
        bo po co paralizatorym na baba,
        jak taki guru i majster aikido ?
        • palec1 Re: Chorzów: sekty 24.10.05, 02:22
          Wszystko wycofuja:

          > Jej guru zapadł się teraz pod ziemię

          Majster jednak zno sie na czarmarach :))
    • palec1 Trocha starsze (29-09-2005 ): 24.10.05, 03:05
      Trocha starsze (29-09-2005):
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,2943844.html
      --------------------
      > Na świadków padł teraz blady strach. Rafał M., którego nazwiska użyto,
      > grożąc Papieżowi, wyprowadził się z chorzowskiego mieszkania
      --------------------
      > Pod listem podpisał się nazwiskiem kolegi z Chorzowa, z którym się pokłócił.
      --------------------
      > niepoczytalny. Prokuratura złożyła jednak wniosek o uznanie go za
      niebezpiecznego
      > dla porządku publicznego i umieszczenie w szpitalu psychiatrycznym
      --------------------
      > To niezwykle groźny i przebiegły człowiek - mówią o nim policjanci.
      > Nie chcę o tym rozmawiać, bo oni są zdolni do wszystkiego - stwierdziła
      wystraszona eksżona guru sekty.
      --------------------

      Zakon Himawanti straszy świadków

      Marcin Pietraszewski 29-09-2005 , ostatnia aktualizacja 29-09-2005 21:48

      Na świadków zeznających przeciwko liderowi Bractwa Zakonnego Himawanti, który
      groził zamachem na Ojca Świętego, padł blady strach. Jego zwolennicy wydali
      broszurę, w której umieścili ich imiona, nazwiska oraz adresy. Ujawnili też
      nazwiska operacyjnych oficerów CBŚ. - Będzie śledztwo w tej sprawie - zapowiada
      CBŚ.

      O Bractwie Zakonnym Himawanti zrobiło się głośno latem 2002 r., tuż przed
      pielgrzymką Jana Pawła II. Ryszard M., ps. "Mohan", guru sekty, umieścił wtedy
      na forum internetowym list, w którym zagroził, że zabije Ojca Świętego.
      Korzystał z komputera w jednej z gliwickich kawiarenek internetowych. Pod
      listem podpisał się nazwiskiem kolegi z Chorzowa, z którym się pokłócił.

      "Mohana" szukało wtedy całe Centralne Biuro Śledcze. Zatrzymano go na
      kilkanaście godzin przed przylotem Jana Pawła II do Krakowa. Przeszukano też
      gliwicką siedzibę Himawanti.

      Po kilkunastu miesiącach śledztwo umorzono, bo biegli uznali, że w chwili
      popełnienia czynu "Mohan" był niepoczytalny. Prokuratura złożyła jednak wniosek
      o uznanie go za niebezpiecznego dla porządku publicznego i umieszczenie w
      szpitalu psychiatrycznym. - Tyle że nasz wniosek nie został jeszcze
      rozpatrzony - powiedział nam wczoraj prokurator Maciej Kujawski.

      Członkowie Himawanti mszczą się teraz na świadkach, którzy zeznawali
      przeciwko "Mohanowi". Wydali ośmiostronicową broszurę, w której ujawnili ich
      imiona, nazwiska oraz adresy domowe. Figurują tam dane 24 osób. Większość z
      nich pochodzi ze Śląska. Członkowie bractwa określają ich mianem złodziei i
      ciemiężców. Domagają się od nich miliona euro odszkodowania. Ulotki wysyłają do
      dziennikarzy, polityków i urzędników. - Jak będzie trzeba, rozrzucimy je też na
      ulicach. Wszystko za krzywdy "Mohana" - mówi Barbara Latoszek z Zabrza,
      koordynująca ulotkową akcję członkini bractwa.

      Na świadków padł teraz blady strach. Rafał M., którego nazwiska użyto, grożąc
      Papieżowi, wyprowadził się z chorzowskiego mieszkania. - Ma żonę i małe
      dziecko, musi ich chronić - tłumaczy Waldemar K. z Katowic, emerytowany
      policjant. On też figuruje na liście.

      Członkowie Himawanti nie oszczędzili także właściciela gliwickiej kawiarenki
      internetowej, z której wysłano groźby, a nawet mieszkającej w Jaworznie byłej
      żony "Mohana".

      - Nie chcę o tym rozmawiać, bo oni są zdolni do wszystkiego - stwierdziła
      wystraszona eksżona guru sekty. Jej obawy są o tyle uzasadnione, że w
      Bydgoszczy jej były mąż pobił i zmusił do podpisania dokumentów o fikcyjnym
      długu kobietę, która wystąpiła z sekty.

      W ulotce członkowie Himawanti ujawnili też nazwiska sześciu operacyjnych
      oficerów CBŚ, którzy prowadzili akcję przeciwko "Mohanowi". Nazwali
      ich "gestapowcami". - Nie zostawimy tego bez reakcji, będzie śledztwo w tej
      sprawie - zapowiedział nadkomisarz Zbigniew Matwiej, rzecznik prasowy CBŚ. W
      grę wchodzi złamanie przepisów ustawy o ochronie danych osobowych, zastraszanie
      świadków oraz znieważanie. - Działania skoordynujemy z komendą główną - dodał
      gen. Kazimierz Szwajcowski, szef śląskiej policji.

      Latoszek: - Niech robią co chcą, my się nie boimy.

      Bractwo Zakonne Himawanti zostało założone w 1995 r. przez pochodzącego z
      Jaworzna mistrza aikido Ryszarda M., ps. "Mohan". Sąd odmówił jednak
      rejestracji zakonu, bo jego status jest sprzeczny z konstytucją RP. Zakon ma
      ok. 3 tys. członków. "Mohan" był już karany za grożenie przeorowi Jasnej Góry
      oraz za pobicie byłej członkini sekty w Bydgoszczy. Obecnie przebywa na
      wolności. Jako adres do korespondencji podaje skrzynkę pocztową w Gliwicach. -
      To niezwykle groźny i przebiegły człowiek - mówią o nim policjanci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka