Gość: były
IP: 217.153.35.*
20.08.03, 17:03
Z zażenowaniem i smutkiem przeczytałem artykuł w GŁ pt. 'Ruletka z etatami'.
Jako były pracownik Teatru Nowego, absolwent PWSFTviT w Łodzi oraz AT w
Warszawie nie mogę się nie odnieść do niektórych, zaprezentowanych w tekście,
postaw.
Już samo sformułowanie zawarte w lead'zie (leed'zie?); 'kto najładniej powie
wiersz itd.' jest, najdelikatniej mówiąc, nasączone niechętną ironią. Otóż
zwyczaj przesłuchań, czy jak wolą niektórzy - audycji, jest znany na całym
świecie i gwarantuję, że wielu (jeśli nie wszyscy) tak przez nas podziwianych
aktorów zagranicznych (szczególnie amerykańskich) przeszło takich przesłuchań
dziesiątki jeśli nie setki. Niezależnie czy w ich dorobku było nic, czy kilka
ról, czy kilkanaście filmowych epizodów. W LA jest kilka milionów aktorów, z
których znakomita większość ma CV bogatsze niż 90% aktorów etatowych w Polsce
(czyli tych, którzy w miarę regularnie mają szansę na zagranie CZEGOKOLWIEK)
i tylko system przesłuchań zapewniający równe szansę wszystkim pozwala na
wyłanianie najlepszych, najodpowiedniejszych do danej roli, aż po narodziny
gwiazd formatu Roberta de Niro. Życzę polskim aktorom tej pokory.
Audycje, z dużym powodzeniem, wprowadził na serio do polskiego teatru dopiero
Wojciech Kępczyński w Teatrze w Radomiu przy pracach nad pierwszymi swoimi
musicalami. Zwracam uwagę, że nie chodzi mi o śpiewogry czy wodewile, gdzie
wystarczyło pomachać nóżką czy laseczką i 'przeparlandować' tekst zamiast
zaśpiewać, ani o operetkę, której tradycja grę aktorską sprowadza do swojej
własnej parodii. Większość tzw. śpiewających polskich aktorów ma poważne
kłopoty ze słuchem muzycznym i poczuciem rytmu, ale samopoczucia pozazdrościć
im może Garou. Jednak właśnie dzięki temu systemowi Kępczyński, teraz już w
Teatrze Roma, realizuje największe w Polsce teatralne przedsięwzięcia. Przy
tym można mieć pewność, że zarówno Tomasz Steciuk (niewątpliwy diament w
koronie zespołu 'Romy') jak i każdy debiutant przeszli przez to samo sito i
rolę zawdzięczają talentowi i przygotowaniu. Ta - pozbawiona roszczeń -
postawa pozwala na rzetelną i solidną pracę bez fochów i bredzenia, że 'tego
się nie da zrobić, zagrać, zatańczyć, zaśpiewać, przemilczeć, a reżyser jest
głupszy od najgłupszego z nas...'