med_max
14.10.03, 18:51
Opowiadam nie po to, aby opowiadać ale by zachwycić się wspólnie z Wami jak
głęboko można żyć, jak wielki można mieć dystans do życie i jak ogromną można
mieć wyobraźnię
Hemingway zaczynał jako reporter gazety. Bezkompromisowy i odważny chcąc
pisać artykuły o wojnie dostał się na pierwszą linię. Na własnych plecach
wlókł rannego żołnierza pod ogniem karabinów maszynowych, doznając na wojnie
ok. 226 ran. Wiele odłamków tkwiło w jego ciele przez całe życie. Dwykrotnie
ranny w katastrofie samolotowej mając połamane żebra wynosił na rękach z
pożaru swoją towarzyszkę życia Marię zmuszając potem lekarza do podania
osocza. Powiedziała o nim potem "Ernest jest człowiekiem którego warto mieć
przy sobie w nieszczęściu". Przeżył wiele sztormów, doznał ran od rykoszetów
wystrzelonych przez siebie kul. Gdy wybychł pożar opodal szpitala w którym
leżał, rzucił się do gaszenia. Słaby, padł twarzą w ogień doznając poważnych
oparzeń. Był właściwie wszędzie, na każdym kontynencie. Przeżył wiele
sztormów łowiąc tuńczyki i marliny, czasem walka z rybą trwałą cały dzień a
ręce miał w strzępach, krwawiące i omdlałe.
Wiele razy mówił, że jeśli będzie nieuleczalnie chory, popełni samobójstwo.
Pod koniec swojego życia mógł pracować tylko 10-15 minut a potem aby znów
zacząć widzieć wzrok musiał 2 godziny odpoczywać. Często pisał od świtu do
nocy, często była to taka 2-3 miesięczna passa. Naturalnie niejako
zaowocowało to nagrodą Nobla.
Dwa razy wyrywano mu dubeltówkę z rąk, aż w końcu udało mu się wsunąć ją do
ust i jednocześnie nacisnąć oba kurki. Trudno mi sobie wyobrazić kogoś kto
żyje bardziej, mocniej.