chrisraf
11.09.07, 21:05
Dedykuje nastepujacy opis dosc szerokiemu gronu tutejszego forum.
Przyjemnej lektury!
"W okresie gdy odbywały się wywózki do ZSRR, UB (polski Urząd
Bezpieczeństwa) i MO (Milicja Obywatelska) przy pomocy NKWD zamykało
ludzi uważanych za Niemców i wrogów "władzy ludowej" w obozach i
więzieniach. W marcu i kwietniu 1945 r. prowadzono z Katowic do
sosnowieckiego więzienia "Radocha" kilkusetosobowe kolumny ludzi,
tak że jednarozowo przybywało wtedy w "Radosze" ok. 1500 więźniów. W
celach spano pokotem na siennikach słomianych rozłożonych na
podłodze. Panował głód, zimno i choroby. Podobny obóz istniał na
terenie rozbudowanego przez Niemców więzienia w Mysłowicach. W 1945
r. w okolicznych kopalniach pracowało 2250 więźniów tego obozu.
Obozy istniały również przy kopalniach. Jednym z nich był obóz
działający opodal kopalni "Wujek" w Katowicach- Załęskiej Hałdzie.
Wykorzystano baraki niemieckiego obozu dla jeńców wojennych, by zimą
i wiosną 1945 r. osadzić tam całe rodziny
Aresztowań dokonywano często na podstawie donosów mówiących, że ten
czy ów jest Niemcem. "Podejrzanych" chwytano nad ranem według
wcześniej ułożonych list. Według relacji jednej z zatrzymanych,
Helgi P. formowano ich następnie w szeregi i potem pod konwojem
pieszo prowadzono przez centrum Katowic. Ludzie z okien obserwowali
ten niezwykły pochód, w którym szło wiele kobiet i małych dzieci.
Podobnych pochodów było więcej. Uczestnik jednego z nich Günther W.
tak wspominał przemarsz z więzienia śledczego w Katowicach do obozuj
w Świętochłowicach-Zgodzie: "Było to 2 maja 1945 r. Wcześnie rano
odbyło się przesłuchanie. W porze obiadowej przyszły krwawe psy z
listą. Wywołani musieli wystąpić i ustawić się w rzędzie. Było nas
ok. 200 osób, kobiet, mężczyzn i nas chłopców. Zanim
wymaszerowaliśmy, zmuszono nas do wzięcia czapek SA, oznak
partyjnych i sztyletów SA. W tym korowodzie zmuszono nas do
przemarszu przez Katowice. Bezbronni, wydani zostaliśmy pospólstwu,
które rzucało na nas kamieniami. Kto z więźniów wystawał z kolumny,
był pędzony kolbami i pejczami naprzód. Należy dodać do tego, że nie
otrzymaliśmy nic do jedzenia. Wielu z głodu pozostało leżąc"
Wydaje się, że najbardziej zbrodniczy charakter miał obóz pracy w
Świętochłowicach-Zgodzie, który działał od lutego do listopada
(grudnia) 1945 r. Składał się z 7 drewnianych baraków, w każdym były
3 poziomy łóżek. Strażnicy, ubrani zarówno w ubrania cywilne, jak i
mundury, mieli broń. Komendantenm obozu został Salomon Morel, był
Żydem i mścił się na aresztowanych za doznane krzywdy, przede
wszystkim z bloku nr 7, tzw. "brunatnego baraku".
W marcu i na początku kwietnia 1945 r. chodził on co noc z obstawą
do tego baraku, gdzie siedzieli podejrzani o przynależność do NSDAP,
kazał im podnosić rękę, wołać "Heil Hitler" i śpiewać pieśń Horsta
Wessela. W czasie śpiewu bito jeńców. W "brązowym baraku" znajdowało
się ok. 600 więźniów i dlatego Morel do pomocy zapraszał ludzi z
WUBP (woj. Urząd Bezpieczeństwa Publicznego), najczęściej w piątki i
soboty. Czasami przed akcją pili wódkę. Jak wspomina jeden z
więźniów: "Budowano też piramidy. Jeden z nas musiał położyć się na
brzuchu na ziemi, drugi na nim, trzeci na drugim itd. 15-20 osób
jeden na drugim. Uciskano z góry na dół. Na skutek ciężaru ludzi tym
leżącym najniżej wylewały się wnętrzności. Wszystko odbywało się
przy akompaniamencie wyzwisk, krzyków i bicia. W obozie panowały
straszne warunki sanitarne: "Nie było talerzy, jedliśmy rękami ze
starych puszek. Co my chłopcy, zawiniliśmy? Starsi nie mieli szans
przeżycia, tyfus bardzo szybko ich zabijał, a oczywiście nie było
żadnej pomocy medycznej".
Tak pisano o oprawcach: "Polacy swą złość wyładowywali nie tylko na
członkach partii (chodzi o NSDAP), lecz na wszystkim co było
niemieckie. Nie uwierzylibyście, że ludzie mogą być takimi bestiami.
W taki sposób znęcając się na niewinnych, torturować ich powodując
śmierć. Tak było w przypadku komendanta obozu w Zgodzie Morela i
jego pomocników: Skutella, lekarza obozowego Glombitza.
W obozie panował przeraźliwy reżym i znęcanie się nad więźniami, ale
największe spustoszenie czynił tyfus. Kiedy zaczęła się jego
epidemia, obejmując całe sale i oddziały szpitalne, umierało już ok.
100 osób dziennie (nawet jednego dnia 138). W Świętochłowickim USC
zachowało się około 1800 aktów zgonu podpisanych przez Morela. Tylu
ludzi zginęło w ciągu ok. 300 dni istnienia obozu (z 3.000 przeżyło
ok.700). Według relacji więźniów w miesiącach letnich każdego dnia
wyjeżdżało na cmentarz po kilka furmanek wyładowanych ludzkimi
zwłokami.
Zarówno obozy na terenie Górnego Śląska, jak i w ZSRR były jednakowo
zbrodnicze. Przetrzymywani tam ludzie pracowali w pobliskich
zakładach przemysłowych lub kopalniach i byli wyniszczani w równym
stopniu przez terror, choroby i zabójczą pracę. Obozy kierowane
przez polskie UB nie były wiele lepsze od tych podlegających
bezpośrednio NKWD. Wydaje się, że los tych wszystkich ludzi był
jednakowo tragiczny. Zdarzały się przypadki, że po likwidacji obozów
w Polsce przewożono część więźniów do ZSRR."
Jestescie z tego dumni?