bolek5
20.12.08, 20:18
Witam!
Dziś historia niemieckiego Żyda, który razem z Powiernictwem Pruskim
występuje przeciwko Polsce o zwrot majątków utraconych przez jego
rodzinę.
miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35769,6080478,Transakcja_wiazana_Hansa_Joachima.html
Całkiem normalny facet. Na jego miescu też bym pewnie próbował ;)
Szczególnej uwadze tutejszych bywalców polecam dwa fragmenty tekstu:
1. "Gdy kończy się wojna, połowa rodziny Goldschmidtów nie żyje,
druga jest rozrzucona po całym świecie. Po wyzwoleniu dziadek Hansa-
Joachima zostaje tłumaczem polskiej administracji w Wałbrzychu.
Rodzina ma dom letniskowy w Jedlinie-Zdroju. Viktor umiera w 1947
roku na zapalenie płuc."
Znaczy się Viktor Goldschmidt znał język polski. Hmmm... Może mi
ktoś wytłumaczyć po co mu była znajomość języka polskiego w na
wskroś niemieckim przedwojennym Breslau? Zaznaczam, że nie mam
zamiaru twierdzić, iż we Wrocławiu "kamienie mówią po polsku". Chcę
po prostu ustalić w sposób możliwie wierny granicę
pomiędzy "niemczyzną" i "polszczyzną" na przedwojennym Śląsku. I
wciąż wychodzi mi, że przebiegała ona niezupełnie tam, gdzie widzą
ją rzecznicy niepodzielnego panowania "niemczyzny". Tylko tyle.
2. Bohater artykułu "Niemców nie lubi i twierdzi, że lepiej czuje
się we Wrocławiu niż w Berlinie. - Tutaj nie ma takiego
antysemityzmu jak tam. Ostatnio zaczepił mnie jakiś stary nazista w
metrze. Popatrzył na mnie i mówi: "Z wami, Żydami, powinno się już
podczas wojny zrobić porządek". Gdy rozmawiam z Niemcami i okazuje
się, że jestem Żydem, od razu zapada milczenie. "Ale ja i moja
rodzina nie mieliśmy nic wspólnego z Holokaustem!" - zastrzegają.
Niemcy wciąż nie potrafią stawić czoła swojej przeszłości."
Po raz kolejny spotykam publikację, z której wynika, że Żydzi mają o
współczesnym polskim antysemityźmie opinię znacznie łagodniejszą,
niż nasi unijni współobywatele. Czyżby negatywne stereotypy
etniczne? W cywilizowanej Europie? ;))