privus
12.01.11, 16:35
W sumie niczego nowego więcej się nie dowiedziałem, o czym wcześniej nie było by już mowy. Fakty są tutaj niesbite i żadne nasączanie prywatnymi animozjami czy aromatami ich nie amieni. Od samego początku ta wizyta przygotowywana była wbrew rozsądkowi i obowiązującycm zasadom, skoro na dwa tygodnie wcześniej ambasador rosyjski oficjalnie nic o tym nie wiedział. Sprawa ta była dyskutowana w prasie. Sylot do Smoleńska Kaczyński przesunął o godzinę później i w końcu o drawie drugą godzinę się spóźnił na samolot. Tym samym pozbawił się wszelkiej rezerwy czasowej na ewentualne obiektywne problemy pogodowe z lądowaniem. Stworzyło to presję na konieczność wylądowania w czasie zapewniającym jeszcze w miarę normalną realizację harmonogramu uroczystości. Stąd też obecność w kabinie pilotów ludzi ze ścisłego grona Lecha Kaczyńskiego. Jeżeli dodamy do tego, że bezpośredni zwierzchnik pilotów gen Błasik był pod wpływem alkoholu, atmosfera napięcia musiała być połączona ze strachem przed konsekwencjami w wypadku nie wylądowania. Nie chciałbm być ani w skórze pilotów, ani też w skórze Rosjan. Jedni się bali postęowania a drudzy wywołania draki politycznej z tytułu uniemożliwienia londowania na lotnisku, na którym wylądował pół godziny wcześniej inny samolot z Polski. W takiej sytuacji podjęte zostały dwie decyzje, które nigdy nie powinny być podjęte. Jako swego rodazju ewenement trzeba potraktować wyciszanie sprawy telefony Jarosława do Lecha. Jeżeli wszystko miało być poddane badaniom i analizie z czasu trwania tego lotu, to ten aspekt sprawy jest nie wytłumaczalny. Oczywiście do tego można dorabiać - co się dzieje - dowolne legendy, ale w moim odczuciu wina tkwi po stronie Kancelarii Prezydenta tak nieudolnie przygotowującej ten lot. Do ostatniej chwili nie było wiadomo, kto poleci tym samolotem a także konsul oczekujący na lotnisku nie miał żadnej listy pasażerów tego samolotu. W sumie to "jakoś to będzie, byle moje było na wierzchu" w końcu zakończyło się tragedią.