Gość: kiks
IP: *.olsztyn.vectranet.pl
05.02.13, 18:15
Jestem myśliwym. Od lat problem jest znany leśnikom i myśliwym, ludziom mieszkającym w pobliżu lasu, czy organizacjom ochroniarskim : gościnne występy myśliwych którzy przejeżdżając przez obwód innego, czy na terenie swojego koła łowieckiego kłusują, bo nadarzyła się okazja strzelić. Potem nie patrosząc zwierzyny uwożą ją szybko w siną dal pozostawiając tylko ślady krwi i tzw zestrzał. Podobnie postępują strzelając do psów mimo zakazu, bez znaczenia czy pies znalazł się w lesie celowo (gonienie zwierzyny) czy przypadkiem (cieczka), czy na drodze czy w głuszy, czy w pobliżu zabudowań gospodarskich czy w obecności ludzi. Oddzielną historią są przypadki strzelania do zwierząt objętych ochroną gatunkową.
Co nimi (myśliwymi) powoduje że łamią prawo: bezczelne i aroganckie przekonanie, że nikt im nic nie zrobi, nie będąc świadkiem zdarzenia trudno cokolwiek jest udowodnić. Czują się pewnie bo są w ciemnym lesie gdzie nie ma ludzi. Może dochodzi przekonanie o własnej wyższości nad zwierzyną bo zwierzęta nie mają broni. A może liczą na to że polujący koledzy z policji i wymiaru sprawiedliwości może jak nie wybronią to chociaż zgubią papiery?