Dodaj do ulubionych

Pamniantoj co byś ty zawdy ciepłe kalasóny łoblók

20.02.06, 22:29
A co myślita stinole, co jo godać ni moga, to tlo zaczekajta ;)))

Edward Cyfus "Po naszemu"

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=36533193&v=2&s=0
Obserwuj wątek
    • rita100 Re: Kermas cz.I 20.02.06, 22:32
      Kermas cz.I
      W ta nieydziela mowam łu noju kermas. Bez tydzień Matylda łuż tlo ło tam godo.
      Chto latoś do noju na kermas zjydzie i czy aby ze wszystkam zdójrzywam. Łuzijo
      sia jek tlo może. Bo to i na polu musowo brok rónkle (buraki pastewne)
      poprzerywać, a zaro po kermasie żniwujam. Ludziów tero na wsi nie za gwołt, a
      do roboty eszcze mni. Nolepsi by buło w jedan tydziań i zerznóńć i wydraszować
      (wymłócić). No jó tlo do tygo zawdy brok ludziów najóńć, a te młode majó tero
      liwe rance do roboty. Kermas je łu noju zawdy zielge (wielkie) śwanto. Mowam
      tero nowygo falorza (ksiedza), cole eszcze nie stary. Ale zaro jek tlo
      ścióngnół chcioł z noma pogodać, ze wszyskami, coby w kościele tak buło jek
      kedajś.
      Ópa zawdy pozieduwoł co na kermas cało zieś i te z plonów i ze wsi sia kele
      naszy kaplicy zbziyrali i śli z łosieró (pielgrzymką) do kościoła. Łodmoziali
      litanije i kościele spsiywanie spsiywali. Przede wsió zawdy po naszó łosiera
      falorz wychodziuł i noju do kościoła wprowadzoł. I tan nowy tero tyż tak robzi.
      Co nowe, to nowe, stare buło fejniejsze. A na kermasie jek zawdy. Budów w tami
      psiśszczołkami i różnam pracharstwam (starociami) aż za gwołt. Dzieciuki matki
      za kitle (fartuchy) cióngnó co by jam tlo co kupsić.
      Po zielgam (po sumie) chłopy sia przed kościołam w gromady łustoziajó i jek w
      kożdo niydziela zawdy je ło czam pogodać. I zaro człoziek zidzi komu tero lepsi
      jidzie. Kedajś łod kościoła aż do smantorza tlo kónie stojeli, tero wszandzie
      tych ołtów moc, cole nie porachujesz. Jo sia na tan kermas łuż tyż raduja.
      Wszystkie nasze dzieciuki sia zjodó. Te z Rejchu tyż zapoziedali co przyjodó.
      Jek by pora dni eszcze łostali, to pomogó żniwować. A eszcze lepsi by buło jek
      by te noje dwa szwogry tyż przyjechali. Łobydwa só mocno robotne choc zawdy sia
      ze sobó wadzó. Jedam, Jandrys nie je łożaniony, bo tak po prowdzie to łón mo
      pewno strach przed kobziytami. Ale godać ło kobziytach może. Tan drugi, Ołgust
      co z Matyldy siostró je łożanióny, to ło niczam jinkszam nie godo tlo zawdy ło
      swoji wsi. A ta zieś je tako psiankno co wróble zawracajó jek jó z góry łobaczó.

      latoś - w tym roku
      rónkle - buraki pastewne
      wydraszować - wymłócić
      zielge - wielkie
      • rita100 Re: Kermas cz.I 21.02.06, 20:22
        ;)))))


        hehe, chyba sie nie obraziliście za ten szokujący tytuł. Oczywiście , że to
        takie wyzywające i proste, ale musimy sie przyzwyczaić do tego stylu gwary.
        Taka ona jest - podkreślam prosta ale nie chamska. Właśnie tym się chyba rózni
        gwara od mowy literackiej , czy jak to nazwać. Romantyzmu typowego to tu chyba
        nie znajdziemy, ale za to powiedzonek od liku. To właśnie jest jej atut ,
        niespotykany styl dialogu, bezpośredniość rozmowy i wyrażenia się. Dlatego
        uprzedzam i prosze o wybaczenie jeśli teksty będą trochę inne, trochę wiejskie,
        sielskie ale już anielskie, bo w życiu i na ulicach tej gwary nie spotkamy
        chyba , ze okaże się , że zjadą na I Zjazd Warmiaków dawni sąsiedzi w ten
        sposób ze sobą rozmawiajacy, a jeszcze nie zapomnieli swojego języka.
        To po tym wstępie dalej poznajmy gwarę warmińską.
        Tralala, Twoje fantastyczne lekcje śledzę i nawet zamieszczam na Forum gwary ku
        pamięci.
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14682&w=34278080&a=37199978
        Tralala, eszcze jest odpowiedź na Twoje pytanie. Jak to miło zawsze jest służyć
        pomocą i otrzymać pomoc.
        : szwager_z_laband
        "zaoszczedzic(w sesie nazbierac oieniazkow), zaopatrzyc(moze byc np w synsie
        przygotowac wszystko na cos
        • tralala33 Re: Kermas cz.I 21.02.06, 20:42
          He, he - to było takie belferskie zagranie typu 'a teraz zadam pytanie, na
          które znam odpowiedź, bo wcześniej to sprawdziłem' - odpowiedź jest jak
          najbardziej poprawna, tak przynajmniej podaje moja mądra książka:
          łuszporować - zaoszczędzić z niem. sparen
          łozogrować - zaopatrywać się, z niem. versorgen
          łobsztrafowany - ukarany, z niem. strafen
          Jednak widać, że łatwiej zrozumieć gwarę warmińską znająć język niemiecki, ale
          i bez tego uczymy się dzielnie dalej :)
          • tralala33 Re: Lekcja 3 jota 21.02.06, 20:46
            Można? Zaprszam na trzecią, bardzo krótką lekcję - dziś prejotacja. Otóż krótka
            samogłoska 'i' poprzedzana jest wydłużającą ją głoską 'j', czyli jotą, np. ich
            wymawiamy jako jich, zamiast idzie - jidzie, a w miejsce ich pojawia się
            podówjnie wydłużone jejich!
            • tralala33 Re: Lekcja 3 jota 21.02.06, 20:49
              I przykład maleńki - kto wypatrzy jak po naszamu powiemy 'o niczym innym nie
              mówi'
              'Tan drugi, Ołgust co z Matyldy siostró je łożanióny, to ło niczam jinkszam nie
              godo tlo zawdy ło swoji wsi. A ta zieś je tako psiankno co wróble zawracajó jek
              jó z góry łobaczó.'
              • rita100 Re: Lekcja 3 jota 21.02.06, 21:19
                albo - jizba
                'ji sia nie chce' posprzątać 'jizby'

                'godo tlo zady ło swoji jizbie'
                • rita100 Re: Kermas cz.II 21.02.06, 21:22
                  Kermas cz.II
                  Łojskiego roku jek am przy szkacie (gra w karty) siedzieli to sia tak pozbadli
                  (przypadli sobie), że sobzie prazie do pysków nie skokli. Ołgust bez pu
                  zieczora tlo ło ty swoji wsi smandziuł (nudził), aż sia Jandrys zjadoziuł i
                  mózi : jek tam łu woju je aż tak fejn i modern, to poziydz mi doczamu łojskiego
                  lata jek psiyrszy omnibus z mniamcami do wsi wjechoł to sia woma dzieciuki w
                  sztachytach podusili. Ołgust sia czerwóny na gambzie zrobziuł i prazie bez
                  godzina gamby bie łotworzuł. Jo go znom im ziedzioł co łón tygo tak nie
                  łostazi. Myśloł, myśloł, aż mu sie ze łba kurzyło. A chłopy co siutka (chwilka)
                  sia śnieli z tych dziecuków w sztachytach. Aż Jandrys zaczół swoje gyszychty
                  (historyjki) ło kobziytach splytać. Kożdan z noiju ziedzioł co w tych godkach
                  prowdy za feinga nie buło.
                  Łoraz Ołgust mózi, zmniarkuj sia klepo, bo w szkata grać nie jidzie. Toc eś ty
                  łozwleczóny kobziyty eszcze na łoczy nie zidzioł, nimku jedan. A jek by krowy
                  szlipfry (majtki) nosili, to byś pewno do dziś i dupy nie łobaczuł. Tak am sia
                  łuśnieli, co Oskor prazie ze ślómbanka nie zlecioł. Kobziyty z drugi jizby
                  przylecieli na tan śniych.
                  Łujnylim po jenam sznapsku i gralim dali. Tlo Jandrysoziu buło nie w smaka.
                  Zaboczyć (zapomnieć) , to łón mu tego nie zaboczy. Łoboczywam jak z niami
                  bandzie latoś.

                  szkat - gra w karty
                  pozbadli - przypadli sobie
                  smadzić - nudzić
                  zjadoziuł - zezłoscił
                  siutka - chwilka
                  gyszychty - historyjki
                  klepo - zmyślona głupota
                  zmniarkuj sia klepo - opamiętaj się łgarzu
                  szlipfry - majtki
                  latoś - w tym roku
                  ----------------
                  w szkata grać nie jidzie łu noju jizbie ? :)
                  • rita100 Re: Łod frysztyka robota cz.I 21.02.06, 21:44
                    Łod frysztyka robota cz.I
                    Żniwa, żniwa i po żniwach. A takych psianknych żniwów jek latoś tom łuż dawno
                    nie mnieli. Pon Bóg doł fejne pozietrze (pogodę), ludzie po kermasie sia
                    łostali. Zygfryd ze swojó z Łolstyna tyż sia łostoł pora dni na wsi posiedzić i
                    rybów pofitać. A jek łusłuchoł co żniwujam, zazwóniuł do Łolstyna do swoji
                    roboty, bo mózi co dwa jygo kolegi łuż zawdy chcieli łoboczyć jek sia tak na
                    prowda na Warmiji żniwuje po gbursku (po gospodarsku). Przyjechali za godzina
                    ze swojami kobziytami, i ludziów mnielim prazie za gwołt.
                    No gbur to am łuż tero nie je. Tlo pora morgów mi sia łostało. Tak tlo no
                    siebzie trocha żyta, coby swójskygo chleba łupsiec. Łowsa no kóniów i pszanicy
                    no kokoszów.
                    Zaczylim jek kedajś. Na zieczór wyklepalim z Ołgustam kosy i zaro z rena poślim
                    łobkosić. Matylda krowy wydojuła i na frysztyk łuwarzuła muzy ze skrzeczkami.
                    Te mniastowe noprzód nie chcieli jeść, ale potam jekoś smaka ficili. Mym z
                    Ołgustam na frysztyk łuż mnieli łobkoszóne. Matylda z Zygfrydowó sztółtów
                    (kanapek) narobziuła , kanka (bańke) maślonki do psicio wziylim i poślim na
                    pole. Jedan z tych mniastowych chcioł ze mnó na maszynie jechać. A noprzód
                    poklepoł mojygo drygonta (ogiera), a tan diobu nie lejduje (nie lubi) jek go
                    chto łobcy po zadzie klepsie. Pyznół (kopnął) tedy i prazie co mu kośle (nogi)
                    nie połomoł. - Mózia woma, aż sia człoziekoziu syrce raduje jek tak wszystko
                    sztymuje (pasuje): i zboże psianknie stoji i pozietrze fejn i ludzie chantne do
                    roboty. Zmózilim tedy pociyrz i zaczylim.

                    pozietrze - pogoda
                    sztółtów - kanapek (do jedzenia)
                    pyznół - kopnął
                    kośle - nogi
                    drygont - ogier
                    nie lejduje - nie lubi
                    sztymuje - pasuje
                    ---------------------
                    zazwóniuł do Łolstyna do swoji roboty
                    zboże psianknie stoji w jizbie ;)
                    • gajowy555 Re: Łod frysztyka robota cz.I 22.02.06, 12:22
                      Rita, psianknie na ty Warniji , i pozietrze fejn i ludzie chantne do roboty, tlo
                      kóni żal ...
                      A za tytuł am sia nie zjadoziuł , anim sia na gambzie czerwóny nie zrobziuł, bo
                      jo ciepłych kalasónów nie łoblykam ...
                      Tak łostańta z Bogam ...
                      • rita100 Re: Łod frysztyka robota cz.I 22.02.06, 19:44
                        To fejn Gayjowy, że tak źle tego nie odebrałeś, ale musze przyznać , że z
                        tytułem strzeliłam w dziesiątkę. Zima wróciła i koniecznie trzeba łoblec ciepło
                        łobleke byś ni zachorzał.
                        Zeby później nie mówić - 'a ni móziłam' ;)))
                        Już przerobiliśmy 'ji' i 'ł'. Łatwiej jest sie teraz poruszać.
                        Tralala , jeszcze znalazłam zdanie z 'ji'

                        Anyliza łuż dwóch chłopów pochowała a łuż 'ji ' je bez psiandziesiót.
                        • rita100 Re: Łod frysztyka robota cz.II 22.02.06, 19:50
                          Łod frysztyka robota cz.II
                          Jo z Ołgustam na maszynie. Matyldo z Jandrysam pokozali tam mniastowam jek sia
                          proziójsta robzi i snopki ziójże. Chibko pozbadli i jek am dwa razy łobjechali
                          łuż wszystko buło na cias poziójzane (powiązane). Potam Matylda z Zygfrydowó
                          skokły do chałupy i na podpołudnik ślepygo śledzia z kartoflami na pole
                          przyniosły. A jek to na polu kożdamu smakowało nie musza pozieduwać. Do
                          łobziadu mnielim żyto i to trocha łowsa zerzniante i w kozły połustoziane. Na
                          połobziedzie tlo pszanica sia łostała. I z tam ym sia tyż chibko łuzinyli. Tak
                          am buł rod z tych ludziów jek łuż dawno niy. Zaprzóng am tedy do woza i
                          wszystkie pojechalim do jyziora. Po takam kómpaniu to człoziek jek nowo
                          łurodzóny. Tlo Matylda sia z jenó kobziytó z Łolstyna dóma łostała, bo łóna
                          buła łuziyrzchno ( w ciąży) i nie chciała do wody, zieczierzo łuwarzyć. A jek
                          am łod jyziora nazot przyjechali, łuczta łuż buła łurychtowano. Spaziedlizie,
                          rychtyczno łuczto.
                          Karasiów com jych w bagnie w żak (sieć) nafitoł Matylda w łoccie zrobziuła,
                          jojków ze szpekam (ze słoniną) nasmarzuła, swójskiygo chleba pora dni tamu
                          napsiekła, i eszcze świże masło prazie z buterfaski (masalniczki) wyjmuwała.
                          Czego tam eszcze na tam stole przed chałupó nie buło. Na śwyżam pozietrzu fejn
                          zjeść zawdy smakuje, a po takam ciajżkam dniu gorzołeczka swojsko je lepszo jek
                          mniód. Ludziska byli fest pomanczóne , ale szczajśliwe, prazie jek jo.

                          ślepygo śledzia - zalewa octowa
                          chibko łuzinyli - szybko się uwinili
                          łuziyrzchno - w ciąży
                          jojków ze szpekam - jajka ze słoniną
                          buterfaska - masalniczka
                          • tralala33 Re: Łod frysztyka robota cz.II 22.02.06, 20:57
                            To ślepy śledź znaczy 'zalewa octowa'? A w Wielkopolsce ślepe ryby to zupa
                            ziemiaczana, a jak z myrdyrdą to z kluseczkami. Ot, konfuzja

                            • tralala33 Re: Lekcja 4 - niełatwa 22.02.06, 21:09
                              Lekcja czwarta - na oko dość trudna, o trzech spółgłoskach środkowojęzykowych,
                              czyli takich, które wymawiamy przybliżając środek języka do podniebienia. A
                              mowiąc po prostu - mamy na myśli ś, ź oraz ń. I choć do tej pory wydawało się,
                              że gwara warmińska jest mięciutka, to tym razem takie miękie spółgłoski
                              powinniśmy wymawiać bardziej twardo (mówiąc naukowo - ulegają one
                              depalatalizacji), czyli zamiast ś powiemy sz lub szi, a zamiast ź pojawi się ż
                              lub żi, na przykład sziano, żiarno. Także ń może ulec stwardnieniu, dlatego nie
                              dźiwmy się, gdy ułyszymy konski (a nie koński), skonco (zamiast skończą) lub
                              tansze (czyli tańsze).

                              A w poezji zobaczymy takie wiersze:

                              Za stodołó modry kaneń,
                              Szedży Podolena na nem.
                              Szedży, szedży, żonki żyje
                              A ten drugi zażónzuje.
                              • rita100 Re: Lekcja 4 - niełatwa 22.02.06, 21:24
                                Łoj , trudna, na spokojnie to trzeba przerobić. Możesz dać jeszcze jakies
                                łatwiejsze przykłady ?

                                Szedży, szedży, żonki żyje
                                A ten drugi zażónzuje.

                                Siedzi, siedzi , wianki wije
                                A ten drugi zawiązuje


                                • tralala33 Re: Lekcja 4 - niełatwa 22.02.06, 21:38
                                  Kiedy i o przykłady nie tak łatwo, nawet w gawędach Cyfusa ich nie widać. Może
                                  takie stwardnianie było typowe dla gwary wschodnio-warmijskiej, a właśnie w
                                  takiej odmianie jest ten wiersz. Może go pamietasz Rito z wersji mazurskiej?

                                  Za stodoło modry kaneń,
                                  Szedży Podolenka na nem.
                                  Szedży, szedży, żonki żyje
                                  A ten drugi zażonzuje.

                                  I przyszed maluszki ponek:
                                  Podolenko, daj my żonek!
                                  Joczbym tobże i dwa dała,
                                  Gdybym sze brata nie bała.

                                  łotruj brata rodzónego,
                                  Bendżesz mne mnała samego.
                                  Bym żedżała (wiedziała) czem go łotrusz,
                                  łotrułabym, Boże łodpuszcz.

                                  Jidź do sadu żysznowego (wiśniowego)
                                  Łuficz wenża żelonego
                                  I łuworz go w czornem psiże (piwie)
                                  Daj go bratu, jek przyjedże.

                                  Brat jedże drogo i krzyko,
                                  ło szostrynem zdrożu pyto.
                                  Brat już jedże pod łoknamy,
                                  Szostra za nem ze szkolnkamy.

                                  Wesz, bracze, pszyj to psiwo,
                                  Bosz go ne pszuł, jeko żywo.
                                  Brat pszyje i z kona mgleje:
                                  O la Boga co sze dżeje.

                                  Hola szostro, łotrułasz mne.
                                  Ne brecz bracze, łupszułesz sze (upiłeś się).
                                  Wesz poduszkę i przespszyijsze,
                                  Bedżesz takiem jek esz i je (jakim jesteś).

                                  Bratu zwonó, szotre kujó,
                                  Łobum jeden grób szykujó.


                                  • rita100 Re: Lekcja 4 - niełatwa 22.02.06, 21:50
                                    Bratu zwonó, szotre kujó,
                                    Łobum jeden grób szykujó.
                                    Pamietam ten wiersz, tylko nie pamiętam doczamu łobum jedan grób szykujó ?

                                    To jest trudne, bo i zauważyłam , ze w legendach i bajkach inny rodzaj był
                                    gwary, tez inaczej


                                    łoj uciekać już muszę - do jutra :)
                                    smacznego pączka
                                    • gajowy555 Re: Lekcja 4 - niełatwa 23.02.06, 09:40
                                      Taak... ta gwara wschodnio-warmińska naprawdę twardawa. Pamiętam, że kiedyś taką
                                      słyszałem w okolicach Bredynka, Kobułt Wielkich, Parlezy a napewno w piosnkach
                                      ludowych zespołu "Bredyniacy jadą". Ale jak to dawno było... dobrze, że jeszcze
                                      "twardy dysk" to pamięta.
                                      To może być jakiś ślad..
                                      :)
                                      • rita100 Re: Lekcja 4 - niełatwa 23.02.06, 20:01
                                        Witam pączkowo i znalazłam taki słowny pączuść z lekcji trudnej :)
                                        'A jidźta mi w tam Łolstynie tylam sia wstydu nojod' :)
                                        Co to znaczy ?
                                        A idzie, ja się w tym Olsztynie wstydu najadłem ?

                                        i dalszy ciąg zdania

                                        'co sia w swjom mnieście razu nie wyznam'
                                        Co się w swoim mieście nie znajduję ?


                                        • rita100 Re:Łod frysztyka robota cz.III 23.02.06, 20:03
                                          Łod frysztyka robota cz.III
                                          I cole nie chcieli w łożach spać tlo pośli do stodoły na śwyże siano. Ołgust z
                                          Jandrysam tyż ciasu ni mnieli sia ani roz bez cołkan dzień powadzić. Lygli jek
                                          kłody.
                                          Słóneczko łuż fejn czerwóno zachodziuło jek sia Matylda po łomywaniu kele mnie
                                          na bank (ławkę) przed cható łusiadła. W łoczy mi zajrzała głamboko i mózi,
                                          ziysz Klyjmensku, takych psianknych dniów i takych ludziów to tlo na Warmiji
                                          łoddo (są).
                                          • rita100 Re: Bandzie wesele cz.I 23.02.06, 20:04
                                            Bandzie wesele cz.I
                                            Pudziewam z Matyldó na wesele. Wczora na zieczór zazwoniół do noju Bazyl i mózi
                                            co łón by buł mocno rod ze mnó pogodać i moji redy łusłuchać. No to weź
                                            kwotyrka i pódź wartko łof, mózia. Matylda prazie co talyrza z ranców na
                                            ziamnia nie łupościuła, tak sia spsiekluła (zezłościła). - Bo jek byś ty bez ty
                                            kwotyrki łuż cole z człoziekam pogodać ni móg. Potam psiokrew w łożu śnyrdzisz
                                            jek paczejmer (wiadro pomyj). I weź tu czlozieku dojdź z tami babami do rozumu.
                                            Raz sia raduje jek z Bazylam po jenam łotyjniewam (wypijemy) i łóna tedy tyż z
                                            noma z chanció potoknie (wypije), drugi roz sia jadozi (złości) !
                                            A jyżam byś ji diobu dupa wyter i tyż by godała co jó kole. I tlo Bazyl bez
                                            próg wloz, łuż ji sia znowój gamba śnieje, jekby cole ty halbki nie zidziała co
                                            jó na stół postaziuł.
                                            Zysz Klyjmens mózi Bazyl, wesele bandziewam łu noju mnieli i jo woju tero na to
                                            wesele prosza, a na papsiyrze przydzie potam. Mojygo Wacka córki wesele mowam
                                            łu noju wyproziać. Sia łuwziyli co wesele mo być na wsi i po warmijsku jek
                                            kedajś. Wackoziu Zygfrydowie wesele sia tak łudało co go do dziś zaboczyć
                                            (zapomnieć) ni może. Tlo poziydz mi Klyjmans jek jo mom to zrobzić. Żodnych
                                            muzykontów nie znom. Moja Werónika tyż po waszamu warzyć nie potrasi, a mo być
                                            jek łu woju. Matylda glaski (szklanki) na stół postaziuła, pora sztołlów z
                                            lyberko jek spod ziamni łuż tyż mnioła łurychtowane i mózi : wlyj po jenam
                                            Klyjmens, jekoś reda na to Bazylowe stropsianie zawdy nojdziam.
                                            No psiorun z babó ! Prazie co mnie ślypsiów nie wydrapała za to kwotyrka a tero
                                            mózi wlyj po jenam i swojo glaska podtyko.

                                            pódź wartko łof - przyjdź do mnie szybko
                                            spsiekluła - zezłosciła
                                            paczejmer - wiadro pomyj
                                            łotyjniewam - wypijemy
                                            potoknie - wypije
                                            zaboczyć - zapomnieć
                                            glaska - szklanka
                                            sztołlów z lyberko - kanapka z pasztetem wątrobowym
                            • rita100 Re: Łod frysztyka robota cz.II 24.02.06, 19:43
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14682&w=37343384&a=37440812
                              Zobacza Tralala , mamy przepis na 'ślepego śledzia'
            • tralala33 Re: Lekcja 3 jota 23.02.06, 20:47
              Skoczyłam na boczek z kolejną lekcją, żeby wątek zupełnie w lewo nie odjechał,
              bo to teraz niepolitycznie. No i żeby na wesele nieproszona się nie pchać, bo
              jak to mawiali Warmiacy
              Kogo nie proszą,
              tego kijem wynoszą.
              Za chwilę lekcja piąta - krótka lecz zaskakująca, przynajmniej dla mnie. A
              wesele bandzie, a jakże, nieprzerwane wstawkami edukacyjnymi.
              • tralala33 Re: Lekcja 5 spółgłowski tylnojęzykowe 23.02.06, 20:51
                Spółgłoski tylnojęzykowe, czyli k oraz g. Otóż na Warmii (czy całej?)
                powszechna była twarda wymowa tych głosek, na przykład mówiono: łokeć, kedi,
                lakerki, takego, drugego.
                Bez bicia przyznam się - do tej pory myślałam, że jak ktoś mówi cuker, a nie
                cukier, to pewnie z Łomży pochodzi. A tu taka niespodzianka.
                • Gość: rita Re: Lekcja 5 spółgłowski tylnojęzykowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.06, 21:13
                  Czyli wyrzucamy zmiękczenie 'i' i mówimy twardo
                  'takego drugego' zamiast 'takiego drugiego'
                  Bardzo łatwa lekcja :)
              • rita100 Re: Lekcja 3 jota 23.02.06, 20:58
                Jadę z zaproszeniem w stylu zakopiańskim
                Czujcie się zaproszeni :)

                www.watra.pl/rozne/gonba2006/foto1/szaflary252.jpg
                www.watra.pl/rozne/gonba2006/foto1/szaflary225.jpg
                Zobacz jakie spokojne zdjecia :)

                A jakby to było w warnijskim stylu ?
                • tralala33 Re: Lekcja jazdy - prawo, czyli lewo 23.02.06, 21:05
                  He, he, przed chwilą udało mi się potwierdzić stereotypową wiedzę każdego
                  kierowcy o tym, że jak kobieta woła 'skręć w lewo' to ręką pokaże 'na prawo'.
                  Wątek oczywiście 'zjeżdża' w prawą stronę, wiec jest politycznie na fali.
                  A zdjęcia fantastyczne!

                  www.watra.pl/rozne/gonba2006/foto1/szaflary252.jpg

                  www.watra.pl/rozne/gonba2006/foto1/szaflary225.jpg
                  • Gość: rita Re: Lekcja jazdy - prawo, czyli lewo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.06, 21:15
                    Zgłaszam, że jako zalogowana nie mogę wysłac postu i nie wiem co sie dzieje.
                    • Gość: rita Re: Bandzie wesele cz.II IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.06, 21:45
                      Bandzie wesele cz.II
                      Poziydz Werónice mózi Matylda co z jydzaniam sobzie poradziwam, a ło cało
                      reszte niech sia chłopy trapsió. Klyjmens zno pora muzykontów co kedajszo
                      muzyka pamnientajó a i som eszcze pewno by zagroł, toc bez dwadzieścia lot som
                      sia po weselach tłuk. No bogać nie zagrom, aż mi sia na sumnianiu mniantko
                      zrobziuło jek am łusłuchał co eszcze chtoś takych kedajszych muzykantów brukuje
                      (potrzebuje). Poziydz mi tlo Bazyl siuła (ilu) ludziów mo być na tam weselisku
                      i siuła muzykontów mom ci łobzorgować. Eszcze sia pora dobrych, starych
                      muzykontów łostało. Bandzisz mnioł rychtyczne (prawdziwe) wesele z biwatami na
                      trómbach. Tlo ksiandza nie zabocz łobstalować.
                      Bazyl łuż downo do dóm poszed łuradowany. Matylda mi jekoś dziś bez cołan dziań
                      na nerwy sogo (gra). Łusiod am sia tedy na bank (ławkę) kele chałupy i ma na
                      wspomninki wzióło jek to z naszam weselem buło.
                      Nasamprzód pojechalim z mojam łojcam do Szófalda do starygo Bani. Łón buł
                      łónegdoj nolepszy rajek (swat). Bania wloł po śćkolonce swójskygo zina z jonków
                      i mój foter mózi : Wenowejcie Bania przyjechalim do woju co byśta mojamu
                      szurkoziu fejno, gbursko kobziyta łurajali. Robotno mo być i nie za paradno, co
                      by cudze za nió za fest nie ślypsiali. W rychtyczno pora eśta do mnie
                      przyjechali mózi Bania, dziywczok je psiankny i do żynianio ji skuczno, bo
                      chłopa brok na gburstwo, a łojciec stary i niedomogo. Badó z waszam Klyjmansam
                      fejn do siebzie pasować. I gburstwo tyż nolepsze. Las przy dupsie i woda w
                      gambzie. Tak am zawdy łu noju mózili jek łod gburstwa buło nie daleko do
                      jyziora i lasa. Trzy mniechy (worki) pszanicy chcioł Bania za to rajanie. Jek
                      am za dwa niydziela mojo Matylda psiyrszy roz łobaczuł, tam po naszam weselu
                      eszcze dwa mniechy pszanicy no Bani zazióz.
                      Tero takych rajków łuż nie łoddo (nie ma). Jó , westchnół am tlo fest i colem
                      nie zmniarkowoł co Matylda łuż cało siułka kele mnie stoji i tak wyglóndo jekby
                      ziedziała ło czam jo w myślach rozproziom.
                      Pódź w łoże Klyjmens mózi, bo zilka dostaniesz łod tygo siedzanio na zimnam abo
                      ci sia eszcze jeki kacopyrz (nietoperz) w tan twój siwasy łeb wkranci. Ta moja
                      Matylda.

                      łobzorgować - załatwić
                      nie zabocz łobstalować - nie zapomnij zamówić
                      na nerwy sogo - na nerwach gra
                      bank - ławka
                      rajek - swat
                      wenowejcie - Wiecie co Bania ?
                      w rychtyczno pora - w samą porę
                      ji skuczno - jej śpieszno
                      mniechy - worki
                      nie łoddo - nie ma
                      kacopyrz - nietoperz
                      • tralala33 Re: Bandzie wesele cz.II 24.02.06, 19:06
                        Kacopyrz - jak śmisznie :) A po włosku jeszcze śmiszniej - pipisterllo.
                        Uwaga, za chwilę kolejna lekcja po naszamu, dziś wcześniej, bo to ostatni
                        weekend karnawału, więc co niektórzy spieszą się na tańce i pohulanki.
                        • tralala33 Lekcja 6 ja-je 24.02.06, 19:10
                          Dziś ja-je i nie tylko. Otóz w wielu wyrazach grupa głosek 'ja-' na początku
                          wyrazu wymawian jest jako 'je-', na przykład: jepko, jegoda, jek, jeskółka.
                          Także 'ra-' bywa wymawiane jako 're-', co znajduje odbicie w takich przykładach
                          jak: reno, redzić, redło, remie (ramię).

                          Ja- zmienia się w je-, i co z tego wychodzi? Może czas na warmińskie
                          przysłowie - tylko pozornie związane z dzisiejszą lekcją, za to bardzo na
                          czasie, bo dziś dzień św. Macieja:
                          Na świetego Macieja
                          zniesie gajś psiersze jeja.
                          • rita100 Re: Lekcja 6 ja-je 24.02.06, 19:52
                            a mnie się przypomina słowo - 'fejn' , fajnie
                        • rita100 Re: Bandzie wesele cz.II 24.02.06, 19:46
                          tralala33 napisała:

                          > Kacopyrz - jak śmisznie :) A po włosku jeszcze śmiszniej - pipisterllo.
                          > Uwaga, za chwilę kolejna lekcja po naszamu, dziś wcześniej, bo to ostatni
                          > weekend karnawału, więc co niektórzy spieszą się na tańce i pohulanki.

                          bardzo smieszna nazwa nietoperza, ale u nas na nietoperza mówia 'gacek'

                          Tak , ostatni weekend karnawału :)
                          • tralala33 Re: Bandzie wesele cz.II 24.02.06, 19:53
                            Oj, literki mi się poprzestawiały! Włoski nietoperz to pipistrello - no, teraz
                            chyba się udało. Gacek też może być, i nietoperek, ale kacopyrz bardzo mi się
                            spodobał. Uciekam na bal - kto mi zagra szota?
                            • rita100 Re: Bandzie wesele cz.II 24.02.06, 19:56
                              tralala33 napisała:

                              > Oj, literki mi się poprzestawiały! Włoski nietoperz to pipistrello - no,
                              teraz
                              > chyba się udało. Gacek też może być, i nietoperek, ale kacopyrz bardzo mi się
                              > spodobał. Uciekam na bal - kto mi zagra szota?

                              Prosze bardzo
                              Muzykanty łuż só :)

                              Zagrajcież mi szota, szota,
                              to otrząsnę nogi z błota,
                              by się panna nie brzydziła,
                              ze mną wokół potańczyła.

                              Raz w lewo, raz w prawo,
                              potem pokręć sie żwawo,
                              Raz w lewo, raz w prawo,
                              potem pokręć sie żwawo.

                              milej zabawy
                              i fejn gorzałaczeki :)
                              • rita100 Re: Bandzie wesele cz.II 24.02.06, 20:09
                                Pamniantoj co byś ty Tralala psiankny klejd łoblekła.
                                No to łutychtujsia ;)
                          • rita100 Re: Łu Bazylów wesele cz.I 24.02.06, 19:54
                            Łu Bazylów wesele cz.I
                            No takygo weseliska jek łu Bazylów dawno łuż we wsi nie buło. I długo pewno
                            eszcze nie dandzie. Ludziska proszóne sia łuż łod somygo ronka zjyżdźali. I
                            kożdych łorchestra biwatam przed cható zitała. Niechtóre zaczkać musieli na
                            swój biwat jek sia noraz zjechali. Muzykantom gamby popuchli łod tych trómbów.
                            Ale tlo rance zaciyrali bo łod kożdygo biwata mnieli jek kedaję ekstra
                            psieniandze. Jek młode mnieli do kościoła łodjyżdżać muzykonty
                            zagrali "Syrdeczno Matko" i Wacek ze swojó młodych przeżygnali. Tak psianknie
                            grali co prazie wszystkie ludzie mnieli mokre łoczy. Brutka w psianknam bziołam
                            klejdzie (sukni) z długam szlejram (welonie) a brutkon w czarnam ancugu
                            (ubraniu). A sztybny jekby knybel pożer. A jek jechali do kościoła, to psiyrsze
                            ołto buło łuż za wsió a łostatni eszcze cole motóra nie zapuściuł. Młode
                            jechali do kościoła w kónie jek kedajś. Skónd tan Bazyl take fejniste szymle
                            (białe konie) wytrzójsnół. Mym jechali Zygfrydowam ołtam prazie za młodymi. A
                            przed kościołam łuż noju znowój muzykonty muzykó zitali. Jek łóni sia tak
                            rychło łuzinyli ?
                            Noprzód am sia na dworzu przed kościołam w pory połustoziali i tak am weśli do
                            kościoła. Kobziyty sia łustoziali rzandam po prawy strónie przy bankach
                            (ławach) a chłopy po liwy. Fejn to zawdy wyglóndo jek by sia psiankny ksiot
                            łotworzoł. A mlode na kóncu pomniandzy noma aż na klancznik do łutorza. Cało
                            mszo buła z muzykó i z muzykontami, cało zieś buła w kościele, a falorz praziuł
                            kazanie prazie z pu godziny. Jek am nazod do dóm jechali siytóm bramów szurki
                            porobzili, prazie co młodam bómbónów stało. Prazie kele Bazylowy chcałupy tan
                            łożyrok (pijok) Horst brama łustaziuł. Jeno szczajście co Bazyl flaszka w ołcie
                            mnioł.

                            biwat - marsz
                            brutka - panna młoda
                            szlejram - welonie
                            ancug - ubranie
                            szymle - białe konie
                            łożyrok - pijak
                            • rita100 Re: Łu Bazylów wesele cz.I 25.02.06, 20:00
                              U mojego teścia
                              hektarów dwadzieścia
                              cztery konie w pługu
                              i do cholery dług.

                              to taka przyspiewka, dziś zaśpiewana, a będzie więcej , bo mam żywe żródełko :)
                              • rita100 Re: Łu Bazylów wesele cz.III 25.02.06, 20:16
                                Łu Bazylów wesele cz.III
                                Jek am w drugo niydziela z Bazylam i Werónikó łobrozki a wesela łoglóndali
                                Matylda wspomniała nasze wesele. Jenaczy buło, jekoś tak na ziosna. Deszcz
                                padoł, do kościoła buło bez trzy kilómytry. Wsiedlim na wóz ale szyrmów
                                (parasolek) ni mnielim. Kele kościoła mnyszkała tako staro kobziyta w jeny
                                jizbzie z kozó. Zawdy w kościele śwyże ksiotki łustoziała. Zajechalim do ni.
                                Foter kónie łuziójzoł i weślim do jizby sia trocha podszykować. Matylda
                                położuła buket na ława i w śpiglu (w lustrze) sia rychtowała a jom sia w nió
                                patrzuł jek w łobroz. Tako buła nadobno. Ale jek sia łuż łurychtowała i na ława
                                po buket siangła to koza łuż go prazie kónczuła. Rozbeczała sia mojo Matyldka,
                                jek jo tero do łutorza bez ksiotków puda, mózi. Nolepsi bym ty kozie skóra bez
                                łeb ścióngnół, tak am sia zjadoziuł. Ale com mnioł robzić, mózia tedy do
                                Matyldy: nie rycz tyle bo ci wszystko łoczami wyleci i szcz.. nie bandziesz
                                mniała czam. ;)))))
                                A ksiandza cole nie dziwowało co brutka ksiotków ni mniała i ślub noma doł. I
                                do dzisioj sia tlo wspomnianie łostało.

                                szyrmów - parasolek
                                w śpiglu - w lustrze
                                • rita100 Re: Ana je łuziyrzchno cz.I 26.02.06, 20:18
                                  Ana je łuziyrzchno cz.I
                                  czyli Anna jest w ciąży.
                                  Tylo com do chałupy łod łobrzóndku wloz aż ma strach łolecioł. Matylda czerwóno
                                  na gambzie, śniotana prazie z centryfugi przelywała do weka mózi: przewlycz sia
                                  chibko, jydziewam do łolstyna do Zygrfrydów. Ale, ale łustyruj sia (uspokuj
                                  się) kobziyto i godoj łof co cia tak napoluło. Nic ci ni moga poziedać, tlo to
                                  co mosz się fejn łoblyc, mowam zaproszanie z Zygfrydami w łolstynie do nolepszy
                                  gospody na zieczerzo. A ryroj sia bo na PYKAES zapóźniwam. A doczamu to sia w
                                  łolstynie dozjysz. Znom jo ta mojo Matylda tom łuż tyż ziedzioł, co ziancy z ni
                                  nie wycióngna. Colem ni mnioł chanci z chałupy wylyźć, lepsi bym kele
                                  telewizyóra posiedzioł ale jek sia baba zagzi (uprze się) to mus. Pojechalim,
                                  Zygfryd jek zawdy na bonófosie łuż ołtem buł. Gamby jam sia łobydwóm śniejó,
                                  łuradowane jekby jam chto milijony zapsisoł. Godoj mi tu szurku, mózia bez bez
                                  co tan cyrkus. Dyrechtóram eś sia łostoł czy jek ? Zaczkojcie foterku mózi aż
                                  sia do stoła łusióndziam. Pojechalim tedy chyba do nodroższy gospody w
                                  łolstynie. Colem nie myśloł co łuż take fejne rystołracje w łolstynie łoddo
                                  (są). Jydzanie mnieli tam różniste połustoziane, a tak fejn to wyglóndało co
                                  łoczami tobym zaro som wszystko pożer. Zakozalim (zamówiliśmy) co chto chcioł,
                                  a ciajżko buło, bo to człoziek ziy czy rychtycznie wybroł ? A za gwołt tyż do
                                  bełka nie wlyzie. Zygfryd zamóziuł cało flaszka takygo rychtycznego szampóna
                                  czy jek to sia tam zazywo. Kelner przyniós flaszka i łotworzuł aż propka w
                                  deka (korek) strzeluła. Zygfryd glaska w ranka wziół i mózi: Tan cały fejer je
                                  bez to, bo mojo Ana je łuziyrzchno ( w ciąży). Bandziewam mnieli dziecko. Aż ma
                                  zatchło. Łosióm lot bez mała na dzieciuka wyglóndali. Matylda zaro mokre łoczy
                                  dostała, no bo jek sia tu nie radować.


                                  je łuziyrzchno - jest w ciąży
                                  przewlycz sia chibko - proszę , przyjdz do mnie szybko
                                  łustyruj sia - uspokój się
                                  ryroj sia - ruszaj się
                                  zakozalim - zamówiliśmy
                                  do bełka - do brzucha
                                  • rita100 Re: Ana je łuziyrzchno cz.II 26.02.06, 21:12
                                    Ana je łuziyrzchno cz.II
                                    Posiedzielim eszcze ze dwa godziny, fejn pojedlim i Zygfryd łodzióz noju ołtam
                                    do dóm. Łostoł eszcze siułka (chwilka) bo i godać buło ło czam. Łumyśleli
                                    łobydwa ze zwojó co jek dzieciuk na śwat przydzie, na zieś przecióngnóńć. No
                                    tygo dobrygo to aż za gwołt na jedan dziań. Prazie całó noc nie moglim z
                                    Matyldo łoczów zamknónć. Jó, bo i prowda. Żodny rychtyczny chcałupy w tam
                                    Łolstynie dostać ni mogó. A Zygfrys tak je nałuczóny, co kantować nie potrasi.
                                    Jeki jinkszy toby sobzie może łuż downo co załapsiuł. Tyle tero ludziów z
                                    mniasta curyk (z powrotem) na zieś ścióngo to i jam nogorzy nie bandzie. A ołto
                                    tyż mo, to tych poranoście kilómytrów zawdy przejydzie i na cias zdójrzy. Moja
                                    Matylda to łuż po nocy zaro jizby by chciała rychtować, bo chałupa mowam tako
                                    co no wszystkich placu stanie. Zygfryd łuż downo do łolstyna pojechoł, mym sia
                                    z Matyldo w łoże lygli, śwatło łuż am downo zdmuchnół, ale spsik (sen) nie
                                    chcioł przyść. Ciajzko mnielim, ale na dzieciuka kożdan sia radowoł. Łoroz
                                    słuchom co Matylda sia ryro (wierci się), sznoptuch po ciamku nolazła i nos
                                    wysmorała. - Przeziambzióno toś ty nie je, mózia, pewno znowój ryczysz. To ze
                                    szczajścio Klyjmansku, znowój bandziewam mnieli dziecuki dóma. Spać ni moga i
                                    rozmyślom mózi. Czy my sia aby pod jenam dacham zgodziwam z tó Zygfrydowaó
                                    Anó. Jek łóni go łochrzczó, bo co to szurek bandzie to je zycher. Bo jo bym tak
                                    sia radowała jek by go Klyjmens nazwali.

                                    siułka - chwilka
                                    załapsiuł - załatwił
                                    curyk - z powrotem
                                    spsik - sen
                                    ryro - wierci się
                                    sznoptuch - fartuch
                                    • rita100 Re: Do Pana Cyfusa 26.02.06, 21:29
                                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=170&w=9534141&a=37548162
                                      W Zakopanym sa zamieszczane fajne pogadanki w gwarze. Czy nie można by takich
                                      opisać na Warmii w gwarze ?
                                      To tylko propzycja twórcza.
                                      • rita100 Re: Do Pana Cyfusa 26.02.06, 21:30
                                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=170&w=9534141
                                        Przepraszam , taki powinien być link
                                        • rita100 Re: Mój łutropek cz.I 26.02.06, 21:32
                                          Mój łutropek cz.I
                                          Tero to my z Matyldó tlo łuż tam Zygfrydowam dzieciukam żyjewam. Co siułka
                                          (chwilkę) to sia Matyldzie co wspomni jek łón som eszcze mały szurek buł. A
                                          łutropek (urwis) wszandzie wloz i tlo psoty mnioł we łbzie. Jeny niydzieli
                                          prazie com z kościoła przyśli. Matylda łobziod warzuła, a łón na łobora (na
                                          podwórze) polecioł. Cole w chałupsie siedzić nie chcioł, łuż pora dni tak.
                                          Zawdy tlo chibko do stosoły loto. Łoraz rejwach słuchać ze stodoły. Matylda aż
                                          bratfana z mniajsam na ziamnia łupuściuła. Polecioł am tedy chibko do stodoły,
                                          ale szurka nie zidza, tlo go słuchać aż łuszy puchnó. Mowam w stodole kele
                                          klepsiska take dwa sklepy (piwnice) na rónkle i brukiew. Bruksi tero tam nie
                                          buło, tom tan jedan sklep deklam zaper co by chto nie wlecioł. Łuniós am tan
                                          dekel, w sklepsie ciamno jek w psiekle, cóś tam na dole loto, a mój szurek zisi
                                          na drobce. Cołkam nowo parchimowo (flanelową) koszula z takami fejnami knaflami
                                          (guzikami), psiyrszy roz mnioł łobleczónó poder.Sia na drobce poziesiuł za
                                          rankow i wylyźć ni móg. Po coś tam wloz, mózia szurku i mów mi chibko co tam po
                                          sklepsie loto. Wycióng am go na ziyrzch, łustyrowoł sia (uspokoił się) trocha,
                                          łustoł, w ziamnia patrzy i nic. Godoj bo jek klopejcz wezma i rzniochy
                                          dostaniesz to zaro jajzyk nojdziesz ! A łón nic. Zajrzoł am tedy som do sklepu,
                                          a tam mały koźlok loto. Kozy tedy we wsi tlo staro Szafrynka mniała. Jek tan
                                          koźlok do noju trasiuł ? Wycióngnół am boroczka (nieboraczka) ze sklepu i do
                                          chlywa łuziójzoł. Zbzić szurka am cole ni mnioł chanci, ale prowda am musioł
                                          znoć. Mózia tedy jek mi zaro nie poziysz jek eś tygo koźloka łod Szafrynki
                                          wycyganiuł, to cia z gulonam (z indykiem) do jeny zagrody zamkna. Tlo am to
                                          poziedzioł a Zygfrydek ze strachu w buksy trznół (puścił bąka). Coleś papo nie
                                          zmniarkował, mózi, co Adelki psies przepod ? Jom zawdy chcioł mniyć tyż co
                                          swojygo. Adela mniała, a jo niy. Łón psów nie lejdowoł (nie cierpiał) a
                                          Szafrynka psa brukowała. Rozum do gyszeftów (interesów) to tan Zygfryd zawdy
                                          mnioł. A to buł jygo psiyrszy gyszeft i nie za swoje. Musioł borak jekoś swojo
                                          siostra łudobruchać, bo sia potam zawdy łuż do pospołu z koźlokam po rozgorcie
                                          (po zagrodzie) ługoniali.

                                          siułka - chwilkę
                                          utropek - urwis
                                          sklepy - piwnice
                                          rónkle - buraki
                                          parchimowo koszula - flanelowa koszula
                                          fejnami knaflami - fajnymi guzikami
                                          łustyrowoł sia - uspokoił się
                                          z gulonam - z indykiem
                                          nie zmniarkował - nie zauważyłeś
                                          w jizbie ciamno jek w psiekle
                                          łustyruj sia - uspokoj sie
                                          nie lejdowoł - nie cierpiał
                                          brukowała - potrzebowała
                                          gyszeft - interes
                                          po rozgorcie - po zagrodzie
                                        • tralala33 Re: Do Pana Cyfusa 26.02.06, 21:42
                                          Kolejne gawędy miały być do dwa tygodnie na stronie z pamiątkami olsztyńskimi,
                                          ale jakoś zima wszystko zamroziła i nic nowego nie słychać?
              • tralala33 Re: Lekcja 7 26.02.06, 21:43
                Lekcja siódma - będzie jutro. Wszak dziś niedziela, nauka poszła w kąt :)
                • rita100 Re: Lekcja 7 26.02.06, 21:52
                  Lekcje są nam bardzo potrzebne , bo wiesz Tralala, czytając gwarę kojarzę sobie
                  te lekcje na żywej gwarze. Najbardziej mi utkwiły te proste sprawy jak 'ji' -
                  jizba, jidziewam - zwracam na to uwagę.
                  • rita100 Re: Mój łutropek cz.II 26.02.06, 21:53
                    Mój łutropek cz.II
                    Jenygo razu Matylda prazie ze strachu nie pomerła. Mojo siostra Hilda dopukónd
                    do Rejchu nie wycióngnóła w Łolstynie mniyszkała. Ji chłop buł munorzam )
                    młynarzem). Mym sobzie zawdy pomogali. Łón noma mónki łobzorgował, szrółty, abo
                    łotrambów, a łóna prazie roz na tydziań do noju cugam przyjyżdżała po jojka,
                    masło abo szpek. Jekoś tak na Zielgónoc byli łu noju i potam jek mnieli zazod
                    do łolastyna jechać mózi Hilda, coby nolepsi na pora dni Zygfrydka ze sobó
                    wziyli. Do szkoły eszcze pora dni nie musi, to niech sobzie szurek mniasto
                    łoboczy. Zygfryd yno psiantó w dupa i w łobleka co łu psiyrszy komuniji buł
                    wskok i przy dźwyrzach stoji. Bez ta radość to i piciów (skarpetek) zaboczył
                    łoblyc. Zaprzóng am tedy kónie i łodzióz jych do cugu. Eszem szurkoziu pora
                    groszów w kesiań wetchnół co by mnioł na bómbóny (cukierki). Jek am nazod
                    przyjechoł Matylda siedziała na ślómbanku łuryczano jek boske nieszczajście.
                    Moglim go Klyjmens dóma łostazić, toc łón sia cole w mnieście nie wyzno. Łóna
                    zawdy tak, jek tlo co, ryczy jekby mniała za co. Nie rozumniejesz mózia, co
                    szurek śwata ciyków a przy twojam szorcu (fartuchu) to łón go cole nie łoboczy.
                    I tó razó Matylda mniała recht. Za dwa dni pod zieczór Zygfryd przyszed do dóm.
                    Psiechtó z Łolstyna. Szesznoście kilómytrów. Nacyganiuł Hilda co som do bonófu
                    (na dworzec) trasi, to go puściuła. Jechać z niam nazod ni mogła bo tyż musiała
                    do roboty chodzić. Tylo Zygfryd na bonóf nie poszed. Słóneczko mózi papo fejn
                    śwyciuło, tom sobzie pomyśloł, co psiechtó ziancy nowygo łobacza jek bez łokno
                    z cugu. No jó, tlo co by buło jek byś pobłóndziuł, Matylda rance załamuje. Aleć
                    matulku, jek psies do dóm droga nojdzie, to jek człoziek mo nie trasić. I
                    eszcze psieniandze am łuszporowoł (zaoszczędził), mózi, mom łoddać ?
                    Rychtyk mój szurek, am sobzie pomyśloł, łón w życiu nie przepodnie. Łostow
                    sobzie te psieniandze do zeptembra jek do Gyczwołda na kermas pojydziam. Jek
                    tan cias chibko leci. I tero tan łutropek zaro bandzie mnioł swojygo szurka.
                    Tlo jeno szczajście co my sia nie starzejewam.

                    szpek - słonina , boczek
                    piciów - skarpetek
                    szorc - fartuch
                    łuszporowoł - zaoszczędził
                    • gajowy555 Re: Mój łutropek cz.II 27.02.06, 14:39
                      Aleśmy się wybawili za wszystkie czasy. No to teraz do następnego karnawału, ale
                      przedtem z podziękowaniem za piękne gawędy, kilka odpowiedzi na pytania, udzielone
                      przez samego mistrza Edwarda. Mam nadzieję, że Tralala też to przeczyta ...

                      ...Witaj Gajowy!
                      Napewno na nic się nie obrażam. Po prostu za mało mam czasu. Często jestem w
                      terenie, a dostęp do internetu mam tylko w pracy. Naprawdę cieszy mnie
                      zainteresowanie internautów z innych regionów Polski tą tematyką. Nie jestem w
                      stanie odpowiadać mailem na wszystkie indywidualne zapytania. Rejbowane to tarte
                      kartofle np. na placki.
                      Zgadza się, że tylko w południowej Warmii używano gwary i była też nie
                      jednolita ale w przeszło 90% oparta na jęz polskim. Augustyn Steffen oprócz tego
                      co wspomniałeś opracował i wydał słownik warmiński tylko nikt (laik) z niego nie
                      skorzysta. Najpierw są w nim zwroty i wyrażenia warmińskie, a potem tłumaczenie
                      na polski i to jeszcze z tzw. znakami akademickimi. Jan Lubomirski przez długie
                      lata zbierał i opracował przeszło kilka tysięcy autentycznych pieśni z Warmii i
                      Mazur. Prawdziwa skarbnica. Można to znaleźć w OBN. Gwarą pisał również Alojzy
                      Śliwa jako Kuba z pod Gietrzwałdu. Były to jednak teksty z uzasadnieniem ale
                      stylizowane w większości na gwarę. Mam bardzo dużo jak wiesz wiedzy na ten temat
                      i materiałów i chętnie podjąłbym się tej pracy. Powitaliby to z radością
                      autorytety w tym temacie, profesorowie Sakson, Traba, dr Chłosta. Niechby tylko
                      ktoś się do mnie o to zwrócił, zaproponował, rozsądnie porozmawiał. Gawędy do
                      gazety przestałem pisać bo naczelny mi powiedział, że powinienem je dalej pisać
                      tylko czystą polszczyzną bo gwara denerwuje czytelnków! Ja wcale nie miałem
                      zamiaru napisać książki "A życie...". To Małkowski powiedział, jeśli nie pan to
                      kto? Ja wiem, że jeśli ja się za to nie wezmę to to wszystko zdechnie śmiercią
                      naturalną. Niech więc może internauci zrobią szum wokół tego i otworzą kaprawe
                      ślepia tym, od których wszystko zależy, póki jeszcze jest czas. No więc widzisz
                      teraz jak się sprawy mają. Czekam na odpis i pozdrawiam. Cześć Edek.

                      ... a ja dopiszę tylko - dziewczyny do boju, musimy zmotywować nasze niemrawe
                      władze i media, żeby wreszcie pomyślały o tym, że nie tylko igrzysk nam trzeba,
                      ale promocji gwary, naszej tożsamości, bo kiedyś będzie na to za późno.
                      Pozdrówka :))
                      • Gość: rita Re: Mój łutropek cz.II IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.06, 20:06
                        Gayjowy, ale niespodzianka, sam autor tych ślicznych gawęd do nas zawitał. Jak
                        nas to wzmacna. No tak problemów jest bez liku. Zawsze twierdziłam póki sie
                        żyje i może to trzeba nawet. Ja własciwie siedzę bezproduktywnie na forum, a
                        teraz mam swoje hobbi, nowe hobbi bo tak muszę to nazwać. Jest nią gwara.
                        A krainę mamy przecież piekną i bogatą, bogatą w tradycję i tą naszą śliczną
                        gwarę. Powiem szczerze , jestem już trochę doświadczona w niej, poznawałam
                        cichaczem śląskie strony , jest ich ogromna ilość. Najbardziej podoba mi się
                        stronka 'śloonska luba', gdzie jest i radio i jest poezja , wiersz, gadki
                        szmatki, wice, piosenki, kulinaria czy jak to nazywają maszkety, a wszystko w
                        gwarze i w wesołym stylu. Tryska z niej energia i życie. Ale to tak na
                        marginesie.
                        Co my możemy zrobić ?
                        Jedynie proponuję założyć podforum, ustalimy nazwę i poprosimy o założenie.
                        Nazbierało nam się już dużo tematycznych wątków w których sie już nawet gubimy
                        i jeszcze by się założyło, tylko nie chcę za bardzo forum zawojować samą gwarą.
                        Możemy zorganizować konkurs na najfajniejsze zdanie w gwarze, możemy
                        zamieszczać powiedzenia warmińskie no i dużo , dużo ciekawostek i uczyć się
                        tej gwary. Jak tylko damy radę zamieścić pieśni i gawedy na serwerze to już
                        bedzie dużo. (Gayjowy, gdyby z tym były klopoty to mogę poprosić Hanysa o pomoc)
                        Poza tym powinniśmy rozdzielić wątki twórczości Kajki, Gizewiusza i innych
                        twórców warmińskich by to wszystko było przejrzyste. Cyfus wspomniał o inny
                        jeszcze autorze tekstów pieśni i wierszy - niejaki Kuba z Gietrzwałda.
                        Jest nas narazie trójka. Tralala bedzie naszą 'gburką' czy jak się to będzie
                        nazywać po warmińsku. Nie widzę ani jednego głosu sprzeciwu ;) Już nią
                        została :)
                        Tralala prosimy o zabranie głosu :)
                        hehe
                        Jeszcze się gdzieś zapodział MobyDick, napewno jest duchowo z nami. Może sie
                        ktoś jeszcze przyłączy, jakiś miłośnik ziemi i tradycji.
                        Temat pewnie otwarty i wszyscy mile widziani.
                        • Gość: rita Re: Mój łutropek cz.II IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.06, 20:12
                          Dodam jeszcze, że ksiązką - A zycie toczy się dalej..... jestem zachwycona,
                          zaczełam ją czytać. Jest pod niesamowitym wrażeniem samym wstępem i jak
                          fantastycznie dyplomatycznie łaczy tradycje niemiecką z polską. Jak on to
                          potrafi.
                          Mam pytanie - jak nazywać Gyfusa skoro nie lubi nazwy 'mistrz' i Go rozumię,
                          ale problem jak nazwać Cyfusa skoro jest w tych czasach najlepszy z gwary ?

                          • Gość: rita Re:Na grzybach cz.I IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.06, 20:15
                            Na grzybach cz.I
                            Sia mózi co ludzie na wsi só nołożne reno z kokoszami wstawać. Może to i
                            prowda, tlo mnie sia łuż zawdy prazie reno nolepsi spało, Na zieczór to bym móg
                            i do północy siedzić i godać, a nolepszy spsik jek zawdy ma nojdzie jek łuż
                            brok (trzeba) wstać. Na wsi sia zawdy lepsi spsi jek w mnieście. Żodne ołta nie
                            łałasujó, nowyży co kur zapsieje abo ptoki, bo przy lesie mowam naszo chata
                            stojić. I dzisioj tyż tak buło jek zawdy. Prazie mi sia coś fejnygo
                            przymarzuło, chyba z jekamiś młodami dziywczokami am tancowoł na jekamciś
                            weselu, no rychtyk fejn buło, aż ma chtóś w żebra rznół. Bez siułka (przez
                            chwilkę) am nie ziedzioł gdziemjo je. "Klyjmens ryroj sia, psiónto kukawka
                            łodkukała". Że tyż psiorun ta mojo Matylda zawdy wszystko łusłucho. Colem nie
                            zmniarkowoł kedy łóna sia z łoża zwlokła. I cole mi nie w lepa buło łuż
                            wstować, ale jek mus to mus. Toc mowam jiść na grzyby. Łobydwa szurki łuż tyż
                            na nogach. Frysztyk łuż na stole. Krowa łuż tyż Matylda zdójrzuła wydojić, bo,
                            bo eszcze ciepluchne mlyko buło jek am go sobzie kasztrolkó z tygla
                            (rondelkiem z garnka) zaciyrzpnół. Łodmuźilim tedy pociyż, zjedlim i do lasa.
                            Pudziewam bez rozgort (zagrodę) papo, mózi Zyfryd, bandzie bliży, tlo jek ty
                            sia bez te szprosy przekamlujesz. No ty szurku, bocz som co byś buksów nie
                            poder, taki grózek (staruszek) tom eszcze nie je, mózia. Las jek to mózió mowam
                            kele dupy to i za gwołt jiść nie brukowalim. Wojtek mnioł smaka na pympki
                            (maślaki) to poślim trocha dali w młode leglije (choinki). Grzybów mowam latoś
                            gwołt, ale ludziów w lesie prazie eszcze ziancy. Dwa niydziele tamu w radyji
                            godali co po tam Czornobylu łu noju te grzyby nie só zdrowe, a boc to człoziek
                            na radyjo słucho ?. Co zakozane zawdy łuż lepsi smakowało.

                            nołożne - przyzwyczajeni
                            łałasujó - hałasują
                            bez siułka - przez chwilkę
                            nie zmniarkowoł - nie zauważył
                            w lepa - z ochotą
                            kasztrolkó z tygla - rondelkiem z garnka
                            zaciyrzpnół - zaczerpąłem
                            rozgort - zagroda
                            brukowalim - potrzebowali
                            pympki - maślaki
                            leglije - choinki
                            • Gość: rita Re:Na grzybach cz.I IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.06, 20:18
                              Są klopoty przy wejściu na dłuższe wątki.
                              pozdrawiam
                              • tralala33 Re:Na grzybach cz.I 27.02.06, 20:48
                                A mi się udało, ale faktycznie forum dziś chodzi bardzo ospale. W dodatku
                                właśnie mnie wylogowało i wycięło gotowy post :((
                                Nie wiem, jakiej to pracy podjąłby się pan Cyfus, ale już się cieszę. Będą nowe
                                gawędy? Gazeta Olsztyńska nie chciała drukowac gwary warmińskiej. Dobre sobie,
                                to niech wrócą do dawnej nazwy swojej gazety z lat pięćdziesiątych Głos
                                Olsztyński - organ PZPR, i niech nie udają spadkobierców rodziny Pieniężnych.
                                Seweryn Pieniężny nie wsydził się pisać polszczyzną stylizowaną na gwarę.
                                Co do odrębnego formu - to mam mieszane uczucia. Może lepiej jest tak, jak
                                teraz - co wieczór, hop królik z kapelusza i taka dawka regionalizmu na forum
                                głównym. No to teraz czekam co na to Gajowy, i biegnę szukać felietonu Kuby z
                                Wartemborka.

                                • tralala33 Kuba z Wartemborka godo 27.02.06, 20:53
                                  „Gazeta Olsztyńska" nr 41 — wtorek, 19 lutego 1929 roku
                                  Moi Złoci! Strasznie mi markotno, że tak długo do Waju pisać nie mogłem. Nie
                                  moja jednak jest w tym wina, lecz przeszkodę odgrywa „vis major" czyli siła
                                  wyższa, którą jest mróz. Obiecałem Wam, że po teatrze w Olsztynie do Was
                                  napiszę. Więc chociaż już dwa tygodnie minęły, chce zło naprawić. Byłem w
                                  tej „Concordiji" i obejrzałem sobie ten tejater. Pomimo mrozu przybyło bardzo
                                  dużo ludzi, tak że pan Biegała otworzyć musiał dużą bramę. Amatorzy odegrali
                                  swoje role lepiej jak aktorzy niemieccy z trojdanku 3. Nie będę tutaj nikogo
                                  wyróżniał, tylko powiem „Bóg zapłać" za tę ucztę duchową. Jeno ten obżarty Fryc
                                  mi się nie spodobał. Chodził on z gnatem w ręku, jak gdyby chciał jeść na
                                  zapas. Pewnie miał strach postu. Po przedstawieniu była fest zabawa. Tańczyłem
                                  w lewo i w prawo prawie z wszystkimi frajlenami. Najgorzej było, gdy wróciłem
                                  do domu. Od „podpierania ściany" zrobiło mi się słabo. Idąc więc z Wartemborka
                                  do Łapki zmarzły mi uchole, zaschło gardło i gdy przybyłem do domu byłem prawie
                                  nieżywy.
                                  Na drugi dzień ani rusz, ani ręką, ani nogą ruszyć nie mogę. Z gardła głos się
                                  wydobywa. Jeno patrzałem w pułap jak konające ciele. Gospodyni ręce załamuje,
                                  gospodarz klnie, bo zachciało mu się draszować — i stał się rwetes jak na
                                  jarmarku. Pierwsza odzyskała równowagę gospodyni. Posłała do Wartemborka po
                                  doktora. Ten oklepał mnie, obmacał, spojrzał do gęby i powiada — grypa.
                                  www.domwarminski.pl/content/view/321/443

                                  • Gość: rita Re: Kuba z Wartemborka godo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.06, 21:41
                                    „Kubolku kochany jeno psisz, łoni sia na drugi roz naprazio!" Ale jo sia
                                    łuperłem i mózia nie! Jo musza Woju łobsztrófować."

                                    hehe, czytam, a forum tak się ślamazarzy, że tylko czytam
                                    Fajny ten Kuba
                                    Dalej czytam
                                    Dobrze, jak chcesz tak będzie. Faktycznie musi być nas spora grupa , żeby takie
                                    oddzielne podforum zrobzić :)
                                    • Gość: tralala Lekcja 7 nosowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.06, 21:50
                                      No to jeszcze siódma lekcja i dobrej nocki życzę.

                                      Samogłoski nosowe, czyli ą i ę
                                      Samogłoski nosowe charakteryzują się na terenie Warmii dużą różnorodnością.
                                      Jedna osoba mogła wymówić ten sam wyraz, zawierający ą lub ę, na kilka
                                      sposobów. Można było, na przykład, usłyszeć:
                                      1. ą wymawiane jako om: gołombki, skopmy
                                      2. ę wymawiane jako am, an lub en: gamba, manczyć sia, podziankować,
                                      bandzie, rankaw, prandzy. Takie ‘a’ zastępujące ‘ę’ wymawiano bardzo szeroko,
                                      całą gambom :)
                                      3. inna często spotykana wymowa to dla ę: czajsty, gajsi (gęsi), ciajżko.
                                      Dla ą: wojsy, łusiójść, majż (mąż).
                                      4. poza tym, na końcu wyrazu obie nosówki tracą swoją nosową wymowę
                                      (mówiąc naukowo, ulegają denazalizacji), np. sia, winszuja, banda (będę),
                                      wyjado (zamiast wyjadą), zabaczo (zapomną), dostano (dostaną), robzio (robią).

                                      Hmm, to jak można było powiedzieć takie oto warmińskie przysłowie:
                                      Gdy się święty Jan rozpłacze liche będą kołacze.

                                      • rita100 Re: Lekcja 7 nosowa 28.02.06, 20:07
                                        Te czasowniki sa szczególnie wazne :)
                                        Jek sia śwanty Jan rozpłocze licho bandó kołace
                                        • tralala33 Re: Lekcja 7 nosowa 28.02.06, 20:20
                                          O jak ładnie, Rito. Miałam kłopot, co zrobić z tym ę i ą w będą. Teraz widzę:
                                          bandó.
                                          Acha, lekcja ósma przełożona na jutro, bo dziś podkoziołek :)
                                          Tak tedy aż drugi raz.
                                          • rita100 Re: Lekcja 7 nosowa 28.02.06, 20:50
                                            ;))))
                                            A co myślita , co jo godać ni moga, to tlo zaczekajta ;)

                                            Moż'esz' psić i jesć, ale o mnie nie zapómniej i patrz', co nie trącisz głosko
                                            w głoske . No i tak ta Tralala przisz'ła, to wzieła głoske i mówi: Wypijem z
                                            przyjacielem - i trąciła - nie dobrze by było nie wypić. Jek wypiła, zaroz
                                            padła ;)))

                                            A wyczytałam u Cyfusa , że on tez przeczytał te bajki i legendy w gwarze i jak
                                            ja buł nimi zachwycony. To przypadek piekny.
                                            • tralala33 Re: Lekcja 7 nosowa 01.03.06, 20:50
                                              Może i padła, ale zaraz wstała, tylko głoski jej się pomieszały. Zamiast 'a'
                                              wpadło 'o' (no co pon godo?), 'o' zaś w 'u' się zamieniło (bo pudzie pon
                                              precz!), a 'e' wpadło do gardła i wyszło z niego 'y' (abo do chlywa zawrę). Ale
                                              o tem potem - w lekcji ósmej :)
                                              • tralala33 Re: Lekcja 8 - ostatnia ? 01.03.06, 20:53
                                                Lekcja ósma - o tym jak ściągamy (skracamy) długie samogłoski
                                                Staropolskie długie samogłoski a, o oraz e były ścieśniane. Mogły pojawiać się
                                                w różnych wariantach:
                                                1. staropolskie a może być wymawiane jako a lub o, np. gospodarz, ale pon
                                                (zamiast pan) lub godo (zamiast gada)
                                                2. staropolskie o może być wymawiane jako o lub u, np. żołti, pudzie
                                                3. staropolskie e może być wymawiane jako e, y lub i, np. kolepa, chlyw,
                                                żika

                                                I to ostatnia lekcja z mojego samouczka (Warmiacy i Mazurzy, życie codzienne
                                                ludności wiejskiej w i połowie XIX wieku, praca zbiorowa pod red. Bogumiła
                                                Kuźniewskiego). Teraz zostały nam praktyczne ćwiczenia pod kierunkiem Rity,
                                                żebyśmy całom gambom po naszamu mózili.

                                                A na początek Wielkiego Postu takie oto warmińskie przysłowie;
                                                Ni ma w chlebzie łości,
                                                Kiedy się ciało wypości.
                                              • rita100 Re: Lekcja 7 nosowa 01.03.06, 20:54
                                                Witaj Tralala, mam dzis dużo pracy , bo szykuję nowa niespodziankę.
                                                Ale problem jest ze samym słowem 'godo'
                                                Czasami pisze się w tam 'a'.
                                                ' godała'
                                                a czasami
                                                'godoła'
                                                • tralala33 Re: Lekcja 7 nosowa 01.03.06, 21:18
                                                  Jak wynika z lekcji 8, raz 'a' nie zmieniało się, a innym znów razem 'ściągało'
                                                  do 'o'. Pewnie w jednej wsi ludzie 'gadali', a w innej - 'godali'.
                                                  • rita100 Re: Lekcja 7 nosowa 01.03.06, 22:02
                                                    tralala33 napisała:

                                                    > Jak wynika z lekcji 8, raz 'a' nie zmieniało się, a innym znów
                                                    razem 'ściągało'
                                                    >
                                                    > do 'o'. Pewnie w jednej wsi ludzie 'gadali', a w innej - 'godali'.

                                                    Nie tak :)
                                                    godali i godoli
                                                    to drugie 'o' raz jest'a' raz jest 'o'
                                                  • rita100 Re: Lekcja 7 nosowa 02.03.06, 20:55
                                                    'Żodnygo jinkszego nie chca.'
                                                    Tralala, fejne zdanie.
                                                    Zobacz
                                                    'e' zamieniamy na 'y' = żodnygo
                                                    lekcja z ji też była = jinkszego,
                                                    'e' zamieniamy na 'a' = nie chca
                                                  • rita100 Re: Lekcja 7 nosowa 02.03.06, 20:56
                                                    dobrze nawiązałam do lekcji ?
                                                    I jeszcze to, zobacz:

                                                    ' nolazła' - prawidłowe
                                                    'nolozła' - ?
                                                    Ciężko to chwicić kiedy pisać 'o' , a kiedy 'a'.
                                    • Gość: rita Re: Kuba z Wartemborka godo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.06, 21:53
                                      "Tutaj pan redaktor odzyskał swobodę i fantazję, opowiedział mi dowcip o
                                      Stefiku i Marynie,"

                                      Jaki to jest dowcip ?
                                      hehe
                                      • gajowy555 Re: Kuba z Wartemborka godo 28.02.06, 12:23
                                        Co my możemy zrobić ?

                                        Tak jak to Edek ujął: otworzyć kaprawe oczy decydentów na problem, którego oni
                                        nie widzą.
                                        A więc : maile do wojewody, marszałka województwa, prezydenta miasta, do panów
                                        profesorów, których E. wymienia z nazwiska, do mediów - Radia Olsztyn, Gazety
                                        Olsztyńskiej, Wyborczej (lokalnej) i do kogoś tam jeszcze ...
                                        A jak to nie da efektów, to stworzymy podforum z udziałem (mam nadzieję samego
                                        Klyjmensa) i dopiero będzie wstyd naszym lokalnym decydentom.
                                        A te stronki śląskie też można im wysłać, niech zobaczą jak można cieszyć się
                                        swoją krainą, małą ojczyzną (jest też takie stowarzyszenie w Olsztynie).
                                        Nam pomysłów napewno nie zabraknie, tylko niech będzie jakaś zachęta do
                                        działania a dla Klyjmensa mała rekompensata, bo nie samym chlebem twórcy żyją.
                                        Rita, ja już umiem wgrać z kasety do kompa, tylko problem jest z umieszczaniem
                                        na necie - trzeba założyć domenę (to nie stanowi), a później umieścić ją na
                                        serwerze i tu się zaczyna sprawa (koszta, prawa autorskie i inne ...).
                                        Jeżeli Hanys mógłby pomóc to ja mogę przesyłać gotowe pliki mp3 z gawędami i
                                        muzyczką, a on by je wklejał na śląską stronę. Myślę, że to by było najprostsze
                                        wyjście. Mielibyśmy link do utworu i każdy mógłby z tego korzystać.
                                        To tez nie jest do końca zgodne z literą p..., ale co innego możemy zrobić?
                                        Ja będę pomagał jak tylko można, żeby się udało...
                                        Co Ty i Tralala na to ???
                                        Pozdrawiam
                                        :))

                                        • rita100 Re: Kuba z Wartemborka godo 28.02.06, 19:59
                                          Gayjowy, dodajesz energii i werwy, może nam coś z tego wyjdzie. Po pierwsze
                                          musisz podać adres @ poczty na którą takie prośby trzeba wysyłać. Po drugie,
                                          prawdą jest , że życie dzisiejsze jest trudne i mało kto chce sie tym zajmować
                                          jeśli musi zarabiać na rachunki domowe, bo o jedzeniu nie wspomnę. Na poznanie
                                          gwary trzeba mieć czas, na poznanie tradycji i historii również. I dzisiejsze
                                          zabiegane czasy również nie sprzyjają regionalizacji. Jedyne wyjście widzę w
                                          motywacji i faktycznie w politykach, którzy powinni być za promocją regionu. A
                                          region jest wtenczas gdy ludzie mają wspólną gwarę, wspólne obyczaje i
                                          zwyczaje, wspólną tradycję. Gdy tego nie bedzie to wtenczas bedziemy mówić o
                                          skupisku ludzi , a nie o regionie. Ale tak czarno to tego nie widzę, bo sama
                                          siedzę w ksiązkach, ktore Cyfus nam napisał dzieki namowom Prezydenta
                                          Małkowskiego. Jednak jest dobra wola tylko trzeba to bardziej rozpowszechnić.
                                          Jeszcze parę lat nic nie wiedzieliśmy na forum teraz mamy źródeł a źródeł i
                                          należy się już z pierwszej iskierki cieszyć.
                                          Czyli załatwiać z Hanysem .
                                          Potrzebuję trochę czasu, acha i Gayjowy nie zapomnij o piosenkach , ktore były
                                          zamieszczone wraz z kasetą :)
                                          One dodawały uroku.
                                          A teraz poziam woma , ze oddaje się całkowicie ksiażce....a życie toczy sie
                                          dalej, bo własnie wspominam tynkę (wannę) w ktorej się wszyscy po kolei kąpali
                                          raz w tygodniu w soboty i o tym pisze też Cyfus. Czytam z łotwaró gambó.
                                          No i jak nazywać naszego Cyfusa ?

                                          Bandziewam z Tralalaó rozwijać wątki bo tematy mi się rozwijają dopiero.
                                          • rita100 Re: Na grzybach cz.II 28.02.06, 20:51
                                            Na grzybach cz.II
                                            Wojtek sia łostoł pympki zbziyrać, a mym z Zygfrydam pośli dali. Jom znoł taki
                                            plac co jekby i z dziesiańć mniastowych przde mnó zbziyrało, zawdym eszcze
                                            swoje naloz. Bez pu godziny am prazie zianksze pu kubła brzozoków i kozoków
                                            mnieli. Łusiedlim łobciścić i cygareta wykurzyć. Gwołt buło robaczych. Zygfryd
                                            chcioł prawych (prawdziwków) łuzbzierać do łususzanio na śwanta.. Wojtek
                                            doszed, to poślim dali. Kele strugi łójskygo roku am naloz bez psiantnoście w
                                            jenam mniejscu. Bo prawe (prawdziwki) zawdy nojdziesz jek ziysz gdzie stojó. No
                                            psiorun morowy, aż ma z nerwów strzójchło. Rychtyk z tygo mojygo placu prazie
                                            dwa ołta łodjyżdżajó. Pol diobu co tak do lasa ołtam wjechali. Tlo jek łóni w
                                            tam lesie naświnili ! Łobaczyli noju, jedan sia łustoł i wylazła z niygo taka
                                            szpetno pulcheryjo i mózi do mnie , poziydzta mi dobre ludzie, jek my mowam do
                                            warszawski szosiji dojechać. Nolepsi bym jó zaro bez pysk rznół. Jek woma nie
                                            wstyd , mózia, w dupa pojydzieta a nie do Warszawy jek zaro tygo pracharstwa
                                            (śmieci) nie weźnieta do ołtów co tu po woju w lesie łostało. Ta pulcheryjo
                                            gamba łotworzuła jek by pozietrza dostać ni mogła. Dojcie pokój foterku, mózi
                                            Zygfryd bo noma eszcze te warszazioki wpoló. Tyż am zmniarkował com pewno
                                            trocha za fest do kobziyty nagodoł. Ale żodan nic nie poziedzioł, pogasili
                                            motóry, wyleźli z ołtów i pozbzierali te byksy (puszki) łod psiwa, flaszki,
                                            papsiyry i czego tam eszcze nie buło. Tlo ta baba dali stojała z łotworzónó
                                            gambó jek by knybel pożerła. Zygfryd jam droga pokozoł i pojechali. Jom sia nie
                                            móg łustyrować (uspokoić się). Bez telewizór pokazuwali jek dzieciuki roz do
                                            rokumajó śwat przóntajó. Jó, tlo doczamu dzieciuki majó tan śwat co rok
                                            przóntać jek take pony co psianknami ołtami jeżdżó tak tan śwat zaświniajó.
                                            Ziancy

                                            pracharstwa - smieci
                                            byksy - puszki
                                            łustyrować - uspokoić się
                                          • gajowy555 Re: Kuba z Wartemborka godo 01.03.06, 12:20
                                            A więc motywujmy polityków naszego regionu, żeby im się chciało chcieć.
                                            Musi do nich trafić, że są ludzie, którzy powinni być pod ochroną, że decydenci
                                            muszą o tych ludzi dbać, bo to jest nasze dobro kulturowe, którego nie można
                                            zapomnieć. Ale musi nas być o wiele więcej, abyśmy mogli wywierać nacisk na
                                            panów marszałków, prezydentów i im podobnych. Jak na razie to jesteś Ty i ja ,
                                            czy Ci to czegoś nie przypomina ? To trochę za mało. Czy dwa maile coś zmienią
                                            ? Sorry, zapomniałem o Tralali !
                                            Wiem, że to początki, które zawsze są trudne. Może jakoś to rozkręcimy i
                                            rozśpiewamy. Dasz znać kiedy będzie można gdzieś umieszczać pliki mp3, a ja
                                            postaram się przetworzyć nasze śpiewanie i godanie na pliki do wysyłki.
                                            Może i ja będę niedługo czytał z łotwartó bambó ...
                                            A Cyfusa może nazwiemy 'Zródło'? Jest takie żródełko w Gietrzwołdzie, to by się
                                            piknie kojarzyło ?!?

                                            A tu masz adresy, na które można wysyłać maile :

                                            wojewoda@uw.olsztyn.pl - Bogdan Supeł

                                            prezydentolsztyna@um.olsztyn.pl - Czesław Jerzy Małkowski

                                            promocja@um.olsztyn.pl - wydz. promocji urzędu miasta

                                            andrzej.rynski@warmia.mazury.pl - marszałek województwa Andrzej Ryński

                                            awenzlaw@uw.olsztyn.pl - biuro prasowe wojewody bo nie

                                            znalazłem wydziału kultury UW...

                                            kuled@warmia.mazury.pl - dep. kultury i edukacji urzędu
                                            marszałkowskiego, dyr. Bogdan
                                            Pierechod

                                            Co do profesorów Saksona, Traby i dr Chłosty to może zostawmy ich na "potem".
                                            Zobaczmy, jaki będzie odzew ze strony ludzi władzy !!!

                                            No to do boju Polsko !!!
                                            :-)))
                                            • gajowy555 Re: Kuba z Wartemborka godo 01.03.06, 12:27
                                              Rita i jeszcze coś, bo masz czasu za mało to sobie poczytaj ...

                                              www.domwarminski.pl/component/option,com_frontpage/Itemid,40/
                                              • rita100 Re: Kuba z Wartemborka godo 01.03.06, 20:18
                                                Rozkręcimy to Gayjowy, zobaczysz. Jestem pełna energi , jak nie tak to tak.
                                                Mało ludzi , to nic. Pamnientaj, że Cyfus tez jest sam i wiele lat upłyneło,
                                                żebyśmy poznali to co inni mieli do powiedzenia , a nie zdązyli. Takie jest
                                                zycie. Pewnie szybko tego serwera nie zalatwię, ale nadzieja jest.
                                                Stopniowo do wszystkiego dojdziemy i do wprawy i do poznania tej wspaniałej acz
                                                bardzo niedocenianej krainy. Może ktoś się zgłosi z umozliwieniem miejsca na
                                                serwerze ?
                                                Teraz to ja siedzę w ksiązkach, jeszcze nie czas na działanie tak energiczne.
                                                A najwięcej zależy od ludzi i jak dużo zależy od ludzi.

                                                Tą stronke domuwarmińskiego przestudiuję w miarę czasu.
                                                Teraz czas na gawędę :)
                                                • rita100 Re: Byzuch z Rejchu cz.I 01.03.06, 20:35
                                                  Byzuch z Rejchu cz.I
                                                  Zawdy sia radujewam jek mojo siostra Hilda do noju z Rejchu na byzuch (w
                                                  odwiedziny) przyjyżdżo, ale latoś tom sia ni mogli łuż doczkać. Psiyrszy roz
                                                  mnioł Hildy syn Adalbert swojó kobziyta do noju przyziyżć. Łón je Wojciech
                                                  łochszczóny, po mniecku go mózió Adalbert. Naprzód am ni mog przywyknóńć, ale
                                                  jek am łusłuchoł co jenygo śwantygo tyż tak mózió to niech mu bandzie. Łóni sia
                                                  łożanili latoś w januarze. Mym na weselu nie byli bo jom mnioł prazie w krzyżu.
                                                  Matylda cało chata mniała fejn wypucowano, jom caluchno łobora grabziami
                                                  wyciściuł, a krowy po rozgorcie bez ketów (łańcuchów) sia pasły. Matylda z rena
                                                  na koło wsiadła i do Bazylowy córki pojechała. Łóna w mnieście za fryzyrka
                                                  robzi. Praziem ji nie poznoł jek nozod buła. Take strzampsidło ze łba to jo ci
                                                  som zrobzić moga, mózia. Ludziom za wstyd. Klyjmensku, mózi, w tam jych szpiglu
                                                  (lustrze) tom rychtyk fejn wyglóndała. Może to bez ten zietrz jek am na kole
                                                  curyk (z powrotem) jechała. Weź no pora łómołtów (spinek) i dopukónd cia eszcze
                                                  nikt nie zidzioł, zrób sobzie copf (kok). Bo cia śwogerka nie pozno.
                                                  Ano jekoś tak pod zieczór zjechali. Ołto fejn, prazie nowe, tlo łóni fest
                                                  łumanczóne. Bez dwadzieścia godzin jechali. Ale Hilda zaro łożuła. Łu woju zaro
                                                  w łoże wlyźć to grzych. Tak mi tajskno buło woju łobaczyć, a spać zawdy
                                                  zdójrza. A weź no ta kamyra Klyjmens i pokrańć ma trocha jek z Matyldó
                                                  bandziewam krowy dojić. Am łobziycała mojam siójsiodkom w Rejchu pokozać co jo
                                                  eszcze krowy doijć potrasza (potrafię). Jeno szczajście co Zygfryd ze swojó
                                                  prazie przyjechali i łón ma od tygo niejszczajścio wyranczuł. Jo sia tam na
                                                  tych fizmatyntach (urządzeniach) nie wyznom. Łobrozik knypsnónć to jó, tero
                                                  take aperaty łoddo co każdan gupsi potrasi. Łójskygo roku am łod naszy Adeli
                                                  na geburstag taki dostoł.

                                                  na byzuch - w odwiedziny
                                                  latoś - w tym roku
                                                  szpiglu - lustrze
                                                  curyk - z powrotem
                                                  potrasza - potrafię
                                                  Łobrozik knypsnónć - zdjecie zrobić
                                                  • rita100 Re: Byzuch z Rejchu cz.II 01.03.06, 22:24
                                                    Byzuch z Rejchu cz.II
                                                    Na ziecierzo , mózi Hilda, muzy łuwarzywam, na śwyżam mlyku. Matyldo doj no mi
                                                    móntew. Szorc łuziójzała i łuż sia przy kochercie ryro. Tak sia Hilda z nojó
                                                    pozbadli z tam warzaniam co na frysztyk mnielim łuż swojski chlyb łupsieczóny.
                                                    Jeno szczajście com zakwasu w dziyżce eszcze mnioł dosić.
                                                    Pódżta szurki, mózia do Zyfryda i Wojtka - tak am go zawdy tu mózili, pudziewam
                                                    do bagna karasiów nafitać. Wojtkowo chciała z noma. Fejny dziywczok, łoczy take
                                                    bystre, gamba ji sia zadywdy śnieje, tlo sia nie łodzywo. Poziydz mi Wojtek,
                                                    jek mowam przy ni godać. Zygfryd tyż może po mniecku, tylo tan nosz mniecki je
                                                    trocha jenakszy jek tan łu woju. Ale wuja - łón tak ściyrwo zawdy do mnie
                                                    móziuł, możewam godać po naszemu. Krystelka je ze Ślójska i po polskamu może
                                                    lepsi jek wosz szołtys. Prazie mi godała co warnijsko godka rozumnieje jek
                                                    swojo. Patrza na Zygfryda i na nió a łoni tlo sia śniejó. Pewno sia zmózili
                                                    starygo trocha zmachlować (okłamać). Nafitalim karasiów, zaro przy bagnie
                                                    musielim łosproziać (oskrobać) i poślim na zieczerzo. Tych karasiów prosto z
                                                    pateli ni mogli sia te Mniamce łodjeść (najeść). Wspomninków kónca nie buło. -
                                                    Am słuchała, mózi łoraz Ktystelka wuja co wyśta byli muzykont za młodu, a może
                                                    byśta noma co zagrali ?
                                                    Jó, na czam jo ci dziywczoku tero zagrom. Zygfryd do ota sia pyznół i brómejza
                                                    (organki) przyniós, som wziół grzebziań z pergamantam, wyślim przed chata i
                                                    gralim, a tancować kożdan muzioł. Krystelka z Zygfrydowó mózili co to je
                                                    dyskoteka pod gruszó. Jo prazie nie ziam co to je, ale fejn to sia nazywo. Ale
                                                    zaro z rena jidziewam do lasa na grzyby.

                                                    szorc łuziójzała - fartych zawiązałam
                                                    przy kochercie ryro - przy kuchni krząta się
                                                    pozbadli - przypadli
                                                    bagna - jeziora
                                                    zmachlować - okłamać
                                                    brómejza - organki

                                                    PRZEPRASZAM - dalsza częśc gawędy jest we wczesniejszem wpise - 'Na grzyby'
                                                  • rita100 Re: Matylda w radyji cz.I 02.03.06, 22:15
                                                    Matylda w radyji cz.I
                                                    A co myślita stinole (smarkacze), co jo godać nie moga, to tlo zaczkojta.
                                                    Prosza szonownygo panstwa, jo je Matylda Klyjmensowo kobziyta. Nie dziwujta sia
                                                    co jom dzisioj do woju przyszła, ale moj Klyjmens borok przybanczoł
                                                    (zaniemógł), w łożu leży i łolyko co słuchać nie jidzie.
                                                    A jek mi poziedzioł "Metildo, jydź ty do mniasta i mów ludziom , co jo dziś
                                                    bojków splytać ni moga", tom sobzie pomyślała " A jó, pojoda". Tlo nie wyklep
                                                    babo szpetno, poczamu jom nie przyjechoł. Poziydz co sia noma świnia prosi abo
                                                    co drugie. Ale naszo świnia sia łuż w czwortek łoprosiuła, a drugi prośny
                                                    nimowam. Tero tlo nasza kotka eszcze z nodziejó chodzi. A mnie sia pomyślało,
                                                    jó do mniasta to pojoda jek pani, pyjkaesam pojoda, a nie wozam w kónie jek
                                                    wprzód. Am reniuchno wstała, aż Klyjmens z łoża zaryczoł "Łuwol sia babo, toc
                                                    tan ołtobus aż za dwa godziny jidzie". Ale jom tlo pomarczała (pomruczała): leż
                                                    dziodzie, jek eś taki gupsi, nie ziy co kobziyta trocha ciasu brukuje co by sia
                                                    wyszykować. Jek to w tylewizórze godajó "Ale sia pani zrobziuła na bóstwo". To
                                                    i jo na wstyd ludzki nie pojoda. Am łoblekła tan modry rok (spódnica), co mnie
                                                    go Barwka, Klyjmensowo kuzina latoś z Rejchu przyziozła, bluza w ksiotki i
                                                    zielóne picie (abo jek to w mnieście moziajó "pańczochi') am gumkami łod weków
                                                    na łudach zziójziała. A tan kitel (suknia) trocha przykusy, ale w radyji nie
                                                    bandzie zidać. Am keta (łańcuszek) na szyja zawaluła, ta co mnie Klyjmens na
                                                    kermasie kupsiuł i tan złoty psiszczónek (pierścionek) eszcze łod ślubu, coby
                                                    jeke poświńczoki za mnó w mnieście nie lotali. Am sia razu nie muła, bo to nie
                                                    dobrze na ryza, bo sia możno przeziambzić. Alem Niwyji na gamba nasmarowała i
                                                    wanglami z psieca brzi na czorno pocióngnóła. Włosy am łuczochrała i trocha
                                                    wody z cukram rozbełtała co by jych łusztybnić. A jek am sia w szpiglu
                                                    łujrzała, to aż am na głos zaryczała " O Jenu jekom fejno". Eszczam sia trocha
                                                    wyparfinowała ( a tan parfin to na niam stoi napsisane 'COTY", ale kotczonami
                                                    nie śniyrdzi, spraziedlizie). A tero chućko precz z chaty, co by ma Klyjmens
                                                    nie zidzioł.

                                                    przybonczoł - zaniemógł
                                                    łolyko - jęczy, narzeka
                                                    łolyko co słuchać nie jidzie - jeczy, że wytrzymać się nie da.
                                                    splytać - opowiadać
                                                    pomarczała - pomruczałam
                                                    brukuje - potrzebuje
                                                    rok - spódnica
                                                    kitel - suknia
                                                    keta zawaluła - łańcuszek zawiązała

                                                    A tero chućko precz z chaty, co by ma Klyjmens nie zidzioł.
                                                  • gajowy555 Re: Matylda w radyji cz.I 03.03.06, 11:00
                                                    Fejn kobziyta je Matyldo Klyjmensowo, my nie dziwujem sia nic a nic ...

                                                    A jak sprawy meili, zasypałaś już nimi nasze władze ?
                                                    Bardzo jestem ciekaw, czy będzie jakaś reakcja z ich strony.
                                                    Jak znam nasze realia to pewnie dużo będzie pustych słow, a w końcu wyjdzie na
                                                    to, że "zróbta se sami".
                                                    A niech to ... zrobimy jak będzie trzeba, no nie ?
                                                    Wytrwałości i zdrowia ...
                                                    Pozdrawiam :-)))
                                                  • rita100 Re: Matylda w radyji cz.I 03.03.06, 20:13
                                                    Gajowy, nie tak prędko. Muszę przemyśleć co napisać , jak napisać , by wszystko
                                                    miało ręce i nogi. Czwarty rok jestem na forum i dopiero od paru miesięcy
                                                    poznaję gwarę i regionalność. Mam nadzieję, że w trakcie jej pisania jeszcze
                                                    znajdzie się ktoś , kto nie bedzie obojętny i wtenczas będziemy grupą.
                                                    Powiedz mi Gajowy, o co możemy prosić rajców miasta? Tak konkretnie. Ksiązki
                                                    są, gawędy są, tylko sięgnąć ręką.
                                                    Cyfus pisze drugą część. Tu bardziej chodzi o zainteresowanie się tą tradycją,
                                                    dzieci tej ziemi, a to już zależy od szkolnictwa. Tu dużą rolę odgrywać może
                                                    tylko nauka od podstaw. Podejścia do tego zagadnienia nauczycieli, szczególnie
                                                    tych wiejskich. No i najważniejsze są Stowarzyszenia, tam na miejscu co one
                                                    robią ?
                                                    Można się uczyć już gwary, tylko co z tego, kiedy nie ma ani jednego
                                                    nauczyciela znającego gwarę i pytanie, czy znajdzie się ktoś chętny do uczenia
                                                    się tej gwary ?
                                                    Oj, Gajowy ciężki orzech do zgryzienia.
                                                    A teraz zacznę poszukiwać serweru, szukałam po cichu, teraz zacznę głośno
                                                    szukać. To jest teraz dla nas najważniejsza sprawa.
                                                    Wiesz co Gajowy, poznaję charakter Warmiaków dzięki książkom i ich folklorowi i
                                                    powiem Ci jedno, Warmiacy to są ludzie przyzwyczajeni do cierpień, ta straszna
                                                    historia ich tego nauczyła. I nie myśl, że nam to tak łatwo przyjdzie.
                                                    A po nocy przychodzi dzień
                                                    a po burzy słońce.

                                                    Ziysz Gajowy - jest cos jeszcze jak dobra wiara.
                                                    Ja ją mam i mniej Ty
                                                    pozdrawiam
                                                  • rita100 Re: Matylda w radyji cz.II 03.03.06, 21:07
                                                    Matylda w radyji cz.II
                                                    No jó, a tero to woma poziam szczyrno prowda, poczamu Klyjmens dziś ni móg
                                                    przyść. Łón tero pewno spsi, to i radyji zicher nie słucho. Tlo mu nie mówta
                                                    com wszystko poklepała, bo ma wyszudzi (skrzyczy). W tamto niydziela, jek
                                                    szołtys łu noju buł, to ziyta, co am trocha za gwołt wypsili. Szołtys poszed do
                                                    chaty, a mnie sia tak fejn zrobziuło, am nie ziedziała czy mom spsiywać czy sia
                                                    śnioć. I mózia "Pódź Klyjmens, potancujam trocha", ale łón mózi. Jidź babo, yś
                                                    sia łużerła (opiła), lyż do wyra, abo w tylewizór patrzyć, a jo puda sila do
                                                    siójsioda za mniedza nowościów posłuchać. I chućko czwortka szpritusu z mniodam
                                                    za pazucha schowoł. Jo mózia " Kleyjmens, nie lyź po nocy do ludzi, mosz
                                                    wypsite, łobocz leje jek na psa, błoto na drodze, eszcze sia wykopycisz
                                                    (przewrócisz) i kośle połomniesz. Ale łón ani ma słuchoł. Jo tlo na sila,
                                                    Matyldo i zaro banda nazod. Lichtarnio z łobory wziół i poloz ściyrwo. A jidź
                                                    dioble szolóny jek yś taki głupsi, myśla. Kobziyta w chałupsie jek czart, a łón
                                                    na śwat luzie, głupek jeki.
                                                    No jó, to jo am sia tedy fejn na zółfa (kanapa) łukładła, wprzód am cisto
                                                    koszula parchimowo łoblekła, toc może dziod wnet przydzie. Am tylewizór
                                                    załónczuła. No niy - Sódom i Gomora, same nagodupce lotajó. I baby i chłopy.
                                                    Ale ten jedan, to (o Jenu, aż ma wstyd godać), ale mnioł take pudupki jek moj
                                                    Klyjmens za młodu (chi, chi). Łuż am chciała wygasić zomniona (czotra), bo łuż
                                                    chyba ze dwa godziny tak lotali, ale jo sia aż tak nie wyznom na tym apyracie.
                                                    A, mózia, niech lotajó, toc i mym tyż młode byli. A te baby chude jek szczapy.
                                                    Jek jo bym tako chudo buła, to by ma mój Klyjmens nigdy nie wziół, ani żodan
                                                    drugi. I tak am w tan tylewizór ślypsiała, aż am chiba przydziuknóła, bo cóś
                                                    mnie sia marzuło.
                                                    A co sia Matyldzie marzuło to łopoziam potam ;)

                                                    wyszudzi - skrzyczy
                                                    łużerła - opiła
                                                    sila - na chwilę
                                                    chućko - szybko
                                                    wykopycisz - przewrócisz się
                                                    kośle - nogi
                                                    lichtarnio - lampa naftowa
                                                    zółfa - kanapa
                                                    parchimowo - flanelową
                                                    przydziuknóła - zdrzemnełam się
                                                  • rita100 Re: Matylda w radyji cz.I 04.03.06, 20:48
                                                    Gajowy, jutro zaczynam akcję poszukiwania serweru. Znajdziemy go zobaczysz. Już
                                                    się nie mogę doczekać kiedy pioseneczki warmińskie zabrzmią na internecie i
                                                    głos Cyfusa na zadźwieczy :)
                                                    Nie znam się na serwerach , ale kawałeczk miejsca znajdziemy.
                                                    Trzymaj kciuki.
                                                  • rita100 Re: Matylda w radyji cz.III 04.03.06, 20:49
                                                    Matylda w radyji cz.III
                                                    Bo cóś mnie sia marzuło. Taki fejny przydón (przystojniak) w dźwyrze pukoł, a
                                                    jo mózia niy, ni moga dźwyrzów roztworzyć, bom je samo w chacie. A łón co roz
                                                    to i głośni woli w te dźwyrze. A jo mózia niy, nie wstona. To łón w łokno
                                                    kamnianiami chcioł ciskać, aż am przeczchnóła. I spraziedlizie chtoś w łokno
                                                    woli. Jo do łokan, a to moj Klyjmens. Metildko, duszo droga, łotwórz dźwyrze i
                                                    wyleź po mnie, bo jo chiba do łoża nie trasia. Jeki psies, mózia, to ty tero do
                                                    chatyś przyloz ? A gdzieś buł do ty pory, momónie z psiekła. A łón godo,
                                                    niewrzeszcz kobziytko, bo jom chory, ale nie lyż po dochtóra bo ma wstyd. Jo
                                                    ziam, mym sia z siójsiodam trocha łuciorowali. A jek am do chatu loz, a jek am
                                                    sia kele kapliczki wyrznół w sama glina, to am wstać ni móg. Co am chcioł
                                                    wstować to mi sia noga wymskła i kloce am pogubziuł i na sztyrych am do chałupy
                                                    przyloz i buksy am łuwoloł. I jekoś mi tak nierzóndno. Daj mnie Metildko ópów
                                                    kostór (dziadków laskę), co do chaty wloza. Komedyjo z dziodam, ale co jo
                                                    kobziyta am mniała zrobzić. Am wzióła nieboroka za schaby i do jizby wewlokła.
                                                    Łuwolany jek tan prosiok, koślo spuchnianto, a z gamby smród jek z gorzelni. Aż
                                                    ma brzydko buło, alem go zeblokła i do wyra zacióngnóła.
                                                    I do dziś tak leży. Tlo tero łuż trzyźbzi, dupa mu trocha łodźuła to i
                                                    komandruje. I tlo ryczy z łoża: Metildo, świniom eś zryć dała ? Eś kokoszy
                                                    pomacała ? Pudingu mi łuwarzysz. I tak calutkie dnie.
                                                    Ale nie mówta co am tak wszystko poklepała, bo ma dziod łuż nigdy do mniasta
                                                    nie puści. A mnie sia łuż zawdy marzuło, choc tlo aby roz do "Mek Dółnolda".
                                                    To tero sia łuż łodzitom.
                                                    No jó to tedy aż drugi roz.

                                                    przydón - przystojniak
                                                    łuciorowali - opili
                                                    przydziuknóła - zdrzemła się
                                                    przeczchnóła - oddrzemała się ;)
                                                    kloce - drewniane chodaki
                                                    ópów kostór - dziadków lakę
                                                  • rita100 Re: Matylda w radyji cz.III do Gajowego 05.03.06, 20:06
                                                    Mamy, mamy serwer - bierzmy sie dodzieła :)
                                                    Jak się cieszę.
                                                  • rita100 Re: Matylda w radyji cz.III do Gajowego 05.03.06, 20:23
                                                    Nie zapomnij tez o szagierce Czerwonego Tulipana i piosenkach o Olsztynie tego
                                                    zespołu. Sam wybierzesz. Tak , żeby ułożyć po każdej gawędzie jakąś piosenkę.
                                                  • rita100 Re: Litkup za dakelka cz.I 05.03.06, 20:24
                                                    Litkup za dakelka cz.I
                                                    W tamtan tydziań am ni móg do woju godać, bom trocha zachorzoł. Pewnom sia
                                                    przeziambziuł jek am rónkle (buraki) zbziyrali i prazie bez tydziań am łostoł w
                                                    łożu leżyć. Noprzód mi sia tak ciajżko na sumnianiu zrobziuło, a potam ma
                                                    wszystkie gnoty boleli.
                                                    Pewno jekoś grypera ma ficiuła. Bo to i pozietrze takie szpetne i czloziek łuż
                                                    nie za mlody. Bogu dzianka za to mojo Matylda. Jamruje co jek chłop całe dnie w
                                                    chałupsie to jek wrzód na dupsie, ale bez ni bym pewno przepod. I gburstwa
                                                    dopatrzy i świniów i kokoszów. Jek am z łoża wstoł - wszandzie ciściuchno co
                                                    som bym lepsi nie potrasiuł. I eszcze cias nolazła co by mi fejny zupy abo
                                                    pudingu łuwarzyć.
                                                    Tlo w tamtan psióntek sia z łoża prazie z kokoszami zderła i jó bez zianksze pu
                                                    dnia na śwat poniosło. Mózi co do kościoła na rane musi, bo na wypomninka dała,
                                                    potam do krawczki mniała jiść, do gminy z jekamś cytlam (kwitem) i eszcze do
                                                    naszy tanty Walery. Walerze je łuż bez dzieziańdziesiónt i łóna sia zawdy
                                                    raduje jek chtoś do ni zajrzy pogodać.Toc niech kobziyta tyż trocha śwata
                                                    łużyje, a nie tlo zawdy w ty chałupsie i przy krowach. Colem ji ni mnioł za złe.
                                                    Ale jek am som dóma łostoł to mi sia jekoś skuczno zrobziuło. Ani do kogo gamby
                                                    łotworzyć, ani sia z kam pozaboziać. Fejn by buło jek bym mnioł takygo małygo
                                                    psieska, nolepsi dakelka (jamniczka). Naszo Adela mo takygo brónatnygo. Małe to
                                                    psiordo, a zajadłe na cudzych. Do jizby nie wpuści dopukónd w zamby portków nie
                                                    fici. Ale na zieczór to sia przy nogach łuwoli i cole go nie słuchać. A bez
                                                    całó noc z nió w łożu spsi, sia wycióngnie i w schaby grzeje. Jó takygo psieska
                                                    mi brok. Tlo skónd jo go tero wezma. Łu noju we wsi ani na plonach pewno takygo
                                                    nie łodda ( nie ma).
                                                    Żodnygo jinkszego nie chca.

                                                    rónkle - buraki pastewne
                                                    grypera ficiuła - grypa chyciała
                                                    skuczno - tęskno
                                                  • gajowy555 Re: Litkup za dakelka cz.I 06.03.06, 15:37
                                                    Rita, musisz się uzbroić w cierpliwość, bo na mnie taka dziwna wiosenna niemoc
                                                    naszła i nijak nie mogę się z tego wyzwolić.
                                                    Daj mi trochę odetchnąć, a przecież wiesz, że słowa dotrzymuję i wszystkie mp3
                                                    będą jak trzeba...
                                                    Potrzebuję trochę dystansu do wszystkiego, więc nie zmartw się , jak na chwilę
                                                    przycichnę.
                                                    To nic nie znaczy, poza tym co napisałem na wstępie.
                                                    Pozdrówka...:)
    • generallo tu nie Kaszeby tylko Warmia i Mazury ;) 06.03.06, 16:11
      więc nie pisz tu po kaszubsku :)
      • rita100 Re: gawędy 06.03.06, 20:34
        Gajowy nic sie nie martw, serwer jest i to bezpłatny, można tam nawet stronki
        bezpłatne robić - ale ja sie na tym nie znam. W każdej chwili jest do Twojej
        czy znawców internetowych korzystania. Spokojnie będzie sobie czekał na
        odpowiedni moment.
      • tralala33 Re: tu nie Kaszeby tylko Warmia i Mazury ;) 06.03.06, 21:04
        TU jest Warmia i tu godamy po naszamu :) TAM ('szkoda, że państwo tego nie
        widzą') - macham ręką w stronę Ełku są Mazury, i tam - w stronę Szczytna - też,
        i jeszcze tam - w stronę Ostródy - też Mazury. Mazurska gadka inna, bo
        tam 'scypią':
        'Zidzita. A to u was wsystko jest, eno na to zwazajta. A i rodzicami sie nie
        zgarsajta, przodków i ludek nas ćcijta. I nie zabacajta psięknych słów wziesców
        nasych. A i ziomecke naso mazursko w sercu niejta.'
        • rita100 Re: tu nie Kaszeby tylko Warmia i Mazury ;) 06.03.06, 21:10
          Kochane Czytelniczki i Czytelnicy!
          Co wyśta sobzie myśleli, gdyśta tak długo nie zidzieli moji psiankny gamby i
          nie słuchali mojego mądrego godania.
          Kuba

          Tralala, perfekcyjna odpowiedź :)
          • tralala33 Re: tu nie Kaszeby tylko Warmia i Mazury ;) 06.03.06, 21:19
            Eszcze to poziem że mi sia ta warnijska gadka łatwiejsza zdaje.
            Ale jak na starość zęby wygubię, to może zacznę tak scypac po mazursku ;)
            Spróbujmy:
            Zycymy ci sceścia, Generallo, zdrozia i fortuny.
            No jo.
            • rita100 Re: tu nie Kaszeby tylko Warmia i Mazury ;) 06.03.06, 21:30
              A ja zaproszę Generallo łu noju :)

              "Las przy dupsie i woda w gambzie."
              Tak am zawdy łu noju mózili jek łod gburstwa buło nie daleko do jyziora i lasa.
              No jó to tedy aż drugi roz.
              • rita100 Re: Litkup za dakelka cz.II 06.03.06, 21:33
                Litkup za dakelka cz.II
                Kedajś pamniantom jek am eszcze szutek buł, pojechalim z mojam fotram do
                Łolstynka na targ prosioki kupsić. I w tan dziań wszystkoś móg człozieku na tam
                rynku kupsić tlo nie prosioki. Do południa am rycho (prawie) czekali co może
                jeki gbur z prosiokami przyjydzie, aż jo am w końcu spatrzuł tako staro Mazurka
                co w mniechu trzy małe psieski do przedonio mniała. Łociec wprzód nie chcioł
                ani słuchać. Psies mo być psies a nie taki kómel (kurdupel), toc łón noma tlo
                koty jadozić bandzie, mózi. Ale sia w końcu łudobruchoł tlo sia łuper co to mo
                być suk, bo eszcze jeny suki nie kupsi. Mnielim łuż dwa na łoborze. A sia ta
                Mazurka z mojygo foterka łuśniała. Łón myśloł co dakle (jamnik) jek na śwat
                przydó majó take kośle (nogi) jek kożdan psies i bez to co łóne tak gwołt
                lotajó, to jam sia te pazory tak zdepczó co prazie bełkami (brzuchami) po
                ziamni szorujó. Foter doł Mazurce po targowaniu psieniandze, ale łóna noma
                psieska dać nie chciała, bo mózi co targ bez likupu (wykupu), to żodan targ i
                psiesek rychło zdechnie. Musioł tedy foterek po ćwortka skoknóńć i z kobziytó
                litkup wypsić. Łóna tyż drugo kwatyrka mniała i mój foterek sia tak łuciorował
                co tlo psiesek do dóm kołam jechoł. Jeno dobre co jom droga do dóm znoł, bo
                foterek bez tan litkup pewno bu do chałupy nie trasiuł. A tan dakel (jamnik)
                tyż toc drogi nie znoł. Prazie mi sia wspomniało jek to buło bez tan litkup z
                mojam wujam Alózam.
                no to do potam

                kómel - kurdupel
                suk - pies
                łuciorował - opił się
              • generallo Tyle że ja 07.03.06, 06:11
                Nie łapię co piszecie?
            • generallo Elbląg nie należy językowo do Warmii 07.03.06, 06:11
              ale mimo tego życzę wam wszechno dobroho ;)
              • rita100 Re: Litkup za dakelka cz.III 07.03.06, 22:53
                Litkup za dakelka cz.III
                Z wujam Alózam buło tak:
                Łón z tantó Martó i dwóma szurkami mnieli gburstwo dwa wsie dali. Łón łuż tero
                w Rejchu pomer. Dwa niydziele tamu buł łu noju na byzuchu jych młodszy - mój
                kuzyn Alois. Mym go zawdy Ali mózili. I eszcze tero am sia łuśnieli jek wuja
                Alóz z Łolstyna wozam nazod do dóm jechoł. Łónegdoj wybroł sia ónkel wozam do
                Łolstyna na rynek kernoza (knura) przedać. Som. I nie dziwota co jek kernoza
                przedoł litkup musowo buło wypsić. A jek to zawdy łu gburów jek dobry gyszeft
                to i litkup nie gorszy. Tedy sobzie mój wuja fest podłochociuł. Nazod jechoł do
                dóm i spsiywoł swojo nopsiankniejszo spsiywnio " A w Toruniu w kamnianicy,
                psili psiwko łochotnicy".
                I pewno go to spsiywanie mocno łumanczuło, bo jekoś pod zieczór kónie na łobora
                droga same nolazły a wuja społ na wozie w słómnie i zogowoł (chrapał) jek czort.
                Jó, kedajś sia ludziom na wsi ciajży żuło, tero prazie kożdan gbur mo treker
                (ciągnik) abo i ołto. Tlo czy treker ciasom do chałupy przyziezie jek sia bez
                tan litkup łuciorujesz ?

                kernoz - knur
                na byzuchu - w odwiedziny
                gyszeft - interes
                zogował jek czort - chrapał jak diabeł
                treker - ciągnik
              • rita100 Re: Elbląg nie należy językowo do Warmii 07.03.06, 22:55
                generallo napisał:

                > ale mimo tego życzę wam wszechno dobroho ;)

                Wszyscy myślą , że gwary warmińskiej nie ma, a ona jednak jest.
                pozdrawiam
                • gajowy555 Re: Elbląg nie należy językowo do Warmii 08.03.06, 11:38
                  Była, jest i będzie, przynajmniej w archiwach tego forum, ale mam nadzieję, że
                  rozkręcimy to bardziej i wielu ludzi będzie chciało po naszamu godać...
                  • rita100 Re: Elbląg nie należy językowo do Warmii 08.03.06, 20:58
                    Gajowy nie mówię złośliwie, ale miałam problem z pewnym ksiedzem w Krakowie,
                    ktory twierdzi, że gwary warmińskiej nie ma.
                    Patrz wpis
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=29315587&a=38139848
                    Ale wydaje mi się , ze nie zna tak dokładnie naszej Warmii.
                    • rita100 Re:Pamniantoj co byś ty zawdy ciepłe kalasóny łobl 08.03.06, 21:33
                      Pamniantoj co byś ty zawdy ciepłe kalasóny łoblók
                      Bandzie nowe łopziadanie
                      • gajowy555 Re:Pamniantoj co byś ty zawdy ciepłe kalasóny łob 13.03.06, 19:24
                        Jo już nie wiem, czy te kalasóny łoblykać czy nie ?
                        Kiedy ta zima pójdzie w czorty?
                        Czy ktoś zna odpowiedź?
                        • rita100 Re:Pamniantoj co byś ty zawdy ciepłe kalasóny łob 13.03.06, 19:50
                          Łoblykoj te kalesóny Gajowy , ta zima bandzie długa , aż tedy do wiosny ;)))

                          Weno jo łoblyczona na 'cebulkę'

                          huhu ha , huhu ha,
                          nasza zima szpetna ;)
                          • rita100 Re:Pamniantoj co byś ty zawdy ciepłe kalasóny łob 20.03.06, 20:23
                            A co myślita stinole, co jo godać ni moga, to tlo zaczekajta ;)))
                            • rita100 Re:Pamniantoj co byś ty zawdy ciepłe kalasóny łob 21.03.06, 21:48
                              Wątek skserowany
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka