edico
21.03.08, 14:16
I znowu stare piękne święto zostało przysłonione katolickim. Na jajkach -
symbolach życia - "pisze się" wizerunki importowanych świętych...
Święto Jare (21 Marzec - pierwszy dzień wiosny) poświecone było szczególnie
Matce Ziemi i narodzinom nowego życia po mroźnej zimie a także bogu Rodowi. W
święto to malowano pisanki - jajka, które były słowiańskim symbolem wiosennego
odrodzenia się życia.
Towarzyszące mu obrzędy magiczne miały wnieść do domostw energię i radość
życia oraz zapewnić dobry urodzaj i powodzenie na cały rozpoczynający się
wiosną rok. Najbardziej powszechnym i znanym zwyczajem było (symbolizujące
przepędzenie zimy) topienie lub spalenie słomianej kukły, zwanej Marzanną
(kukła przedstawiającej boginię, którą w rytualny sposób palono, topiono, w
czasie wiosennego święta Jarego, aby przywołać wiosnę).
Kukłę wykonywano ze słomy, owijano białym płótnem, zdobiono wstążkami i
koralami. Tradycja nakazywała, aby dziecięcy orszak, z Marzanną i zielonymi
gałązkami jałowca w dłoniach, obszedł wszystkie domy we wsi. Po drodze
podtapiano Marzannę w każdej wodzie, jaka się nadarzyła. Wieczorem kukłę
przejmowała młodzież. W świetle zapalonych gałązek jałowca wyprowadzano
Marzannę ze wsi, podpalano i wrzucano do wody.
Zazwyczaj czyniono to przy szczególnym wszczynaniu hałasu – trzaskaniu z
batów, terkocie i klekocie grzechotek, śpiewie i grze na wszelkiego rodzaju
instrumentach. Z topieniem "Śmiercichy", również obecnie, związane są różne
przesądy: nie wolno dotknąć pływającej w wodzie kukły, bo grozi to uschnięciem
ręki, obejrzenie się za siebie w drodze powrotnej może spowodować chorobę, a
potknięcie i upadek - śmierć w ciągu najbliższego roku.
Również i w tym przypadku nie obyło się z próbami zakazania tego
starosłowiańskiego zwyczaju czego pierwsze wyraźne wzmianki
odnajdujemy w 1420 roku na Synodzie Poznańskim. Rodzima tradycja okazała się
jednak silniejsza. W konsekwencji na przełomie XVII/XVIII wieku próbowano
tradycje topienia Marzanny zastąpić (w okresie środy przed wielkanocnej)
zrzucaniem z wieży kościelnej kukły symbolizującej Judasza, co również
zakończyło się niepowodzeniem.
Po rytualnym symbolicznym przepędzeniu zimy, przychodziła kolej na powitanie i
przyjęcie wiosny. Na wzgórzach mężczyźni rozpalali ogniska mające dodatkowo
przyspieszyć oczekiwane przyjście wiosny i słonecznych dni. Młodzi wyruszali
na łąki i do lasu w poszukiwaniu wierzbowych i leszczynowych witek pokrytych
pąkami bazi z których następnie "budowali" wiechy. Sprzątano i wietrzono całe
domostwa oraz tzw. obejście, prano i szykowano świeże odzienie, pieczono
placki a szczególnie wiosenne kołacze. Najważniejsze było jednak malowanie
jajek - prasłowiański symbol życia, płodności i magicznej siły witalnej.
Pisanka była bowiem szczególnym elementem magicznych obrzędów mogących
zapewnić zdrowie i dorodność nie tylko domownikom ale i zwierzętom
gospodarczym – w tym celu zwykło się nimi pocierać chore miejsca lub toczyć po
grzbietach zwierząt.
Dla przepędzenia złych mocy, po zakończeniu wszelkich (mogących trwać nawet
kilka dni) przygotowań do właściwego święta, w wieczór przedświąteczny
obchodzono całe gospodarstwo i ziołami okadzano każdy jego zakątek.
Nazajutrz obchodzono Śmigus - rytuał który początkowo polegał na uderzaniu się
nawzajem rozkwitłymi witkami wierzbowymi, baziami. Wierzono, iż pozwala
wygonić to tzw. złe, oczyszcza człowieka i daje mu siłę. Kulminacją Święta
Jarego były zazwyczaj urządzane na świętych wzgórzach uroczyste uczty podczas
których obdarowywano się kraszankami oraz igrzyska połączone ze śpiewem i tańcem.
W pewnych regionach resztki jadła z tych uczt zakopywano w miedzach, celem
zwiększenia płodności ziemi. Następny dzień rozpoczynano od obmywania się w
świętej wodzie - z czasem rytuał ów przekształcił się w przedpołudniowy
zwyczaj oblewania się zimną wodą zwany Dyngusem - miało to moc dodawania
ludziom siły życiowej analogicznie tak, jak deszcz daje tę siłę roślinom (w
jeszcze późniejszym okresie Śmigus i Dyngus połączono w jeden zwyczaj zwany
dziś powszechnie Śmigusem Dyngusem nazywany dzisiaj Lanym Poniedziałkiem).
Wieczorem tego dnia udawano się na mogiły przodków, gdzie wspominano zmarłych
i pozostawiano dla nich jadło.
Ostatnim rytuałem był zwyczaj sadzenia młodych drzewek, w korzeniach których
zakopywano kawałki świątecznego kołacza.
W pewnych regionach dodatkowo urządzano barwne pochody zwierząt i ludzi
przebranych za zwierzęta. Szły też w nich dziewczęta w brzozowych wiankach i
młodzieńcy niosący palmy. Korowód zamykali muzykanci, którzy hałasowali
głośno, żeby wywołać burzę, deszcz i pioruny - pierwsza wiosenna burza była
bowiem postrzegana jako akt miłosny Peruna z Ziemią (dopiero po pierwszym
grzmocie można było rozpoczynać wszelkie prace związane z uprawą roli). W
szczególnych
przypadkach czarnym i białym wołem orano zarys wioski, co miało dodatkowo
chronić jej mieszkańców przed złymi mocami.
Pewnego nawiązania do tej starej tradycji można doszukiwać się dzisiaj w mszy
dla zwierząt, choć odprawianej w okresach oderwanych od tej tradycji.
Wiele wskazuje na to, że również nasza Bogurodzica - jako utwór hymniczny -
bliższa jest starym tradycjom kręgu bizantyńsko-słowiańskiego, niż przesuwania
okresu jej powstania na wiek XII.
Praktyk adaptacji zjawisk pogańskich tradycji i wierzeń można się także
dopatrywać - jak się wydaje - także w takiej unikalnej formie katolicyzmu, na
jaką wyglądają obchody Świąt Wielkanocnych na Filipinach.
Uważny obserwator w języku potocznym wyłowi słowiańskie życzące pozdrowienie
"cześć", którym obdarzali się kupalnicy przy podawaniu rogu ze słowiańskim
syconym miodem.
A więc ze słowiańskim pozdrowieniem - Wesołych Świąt!!!