Dodaj do ulubionych

Lechosław Goździk nie żyje

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.08, 06:18
www.wrzuta.pl/audio/91SvOLrXsZ/fryderyk_chopin_-_marsz_zalobny
Obserwuj wątek
    • Gość: Omega Re: Lechosław Goździk nie żyje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.08, 01:51
      W 1956 tacy ludzie uratowali Polskę przed ruskim najazdem. Mogło być
      jak na Węgrzech.
    • Gość: Irma Re: Lechosław Goździk nie żyje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.08, 14:17
      Działo się coś 56tym w Olsztynie?
    • Gość: Carnation Inaczej bym siebie nie lubił IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.08, 22:27
      wyborcza.pl/1,76842,5256708,Inaczej_bym_siebie_nie_lubil.html
    • Gość: Carnation Zmarl Lechoslaw Gozdzik - szef strajku w FSO IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.08, 22:35
      forum.sws.org.pl/viewtopic.php?t=2875
    • Gość: Kaz. Wierzyński Do towarzysza Wiesława IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.08, 17:44
      Towarzyszu Wiesławie,
      Pan powiedział, że Katyń to Niemcy,
      Szkoda.
      Moskwa pana za to już uściskała,
      Polska panu ręki nie poda.

      A było całkiem inaczej
      Tak niedawno
      Październik 56:
      Kilka lat temu
      Na rękach mogliby pana nieść.

      Wtedy wszedł pan na sztych,
      Na warszawskie lotnisko,
      Aresztant pod blask epoletów:
      Co pan tam mówił, nie wiedział nikt
      Ale wierzyli panu,
      Ciągnął za panem tłum
      Robotników,
      Studentów,
      Poetów.

      Myśleli że dość pan nasiedział się w celi
      Po turecku, w kucki,
      Wydawało się, szedł pan pod włos,
      Prawie tak
      (Przepraszam za wyrażenie)
      Jak Piłsudski.

      Dwa kroki i nagle stop,
      Zawrócił pan z drogi,
      Cofał się coraz głębiej i dalej,
      I wykładał pan rację stanu
      Pragmatyzm,
      (Choć przecież nic pan nie zna się na tym)
      Ale już pana nie słuchali.

      Tupał pan jak stupaja
      I rugał pan po ichniemu:
      Wolność to rzecz nie wozmożna,
      ż na cały świat zaśmierdziała
      Ta pańska polska pieczeń
      Ze sowieckiego rożna.

      Przegrał pan marsz,
      Skończona partia i kwita
      Co panu zostało,
      Ubeckie hufce?
      Niech pan spojrzy przez okno
      jaka tam noc,
      Jak przed panem ucieka
      Rzeczpospolita
      W złodziejskiej cyklistówce.

      Wyrwała się spod szarf,
      Spod transparentów
      Które ciekną po słupach
      Mokre od słoty,
      Z nudy wyrwała się,
      Z obrzydzenia,
      Ze zgryzoty
      I - niech już będzie- ze strachu,
      Ale biegłaby tak do diabła
      Byle dalej od pańskich
      Ideowych paragrafów.

      Z bagna,
      Ze smutku czarnego, z dziczy
      Z troski codziennej,
      Bezradnej do śmiechu i łez:
      Niech pan spojrzy jak to wygląda,
      Milicjant przed pańskim domem,
      Drętwe milczenie
      I jeśli kto zaskowyczy
      To w budzie pies.

      Niech pan zrozumie,
      Już nikt się niczemu nie dziwi,
      Dygnitarz, badylarz,
      Literat, lakiernik,
      Pucybut pod szyldem Pasta Kiwi
      I w swoim oknie zapamiętali
      W bezsilnym skurczu
      Ostatni uczciwi.

      Teraz niech pan zarządzi obławę,
      Pościg pogna przez całą noc
      I nikogo nie złapie,
      Najwyżej na ostrym zakręcie
      Jakiś pański szantrapa
      Podstawi nogę drugiemu szantrapie.

      Ale może pan w końcu się dowie
      Od swoich szpiclów po takiej obławie
      jak to naprawdę wygląda,
      Jak ludzie klną,
      Jak w rowie przydrożnym
      Na zmiętej trawie
      Rzeczpospolita pańska,
      Dziwka stargana,
      Przeklina to wszystko i pana,
      Towarzyszu Wiesławie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka