jola_z_dywit_2006a 14.11.07, 08:15 bardzo prosto, "Bozi sie cos po..." Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
kpix Boze ... 14.11.07, 10:49 Moja bliska znajoma, mama dwojga malych dzieci (2 i 4,5 roku), mloda kobieta, od roku walczy ze zlosliwym rakiem. Ma nieprawdopodobna wole walki, ale ten bazyl ja dobija. Prosze osoby wierzace o chwile modlitwy za nia, to dla niej bardzo wazne ... Odpowiedz Link Zgłoś
kpix ps. 14.11.07, 11:12 ta wspaniala dziewczyna od roku prowadzi watek na forum Jandy gdzie opisuje walke z tym swinstwem krystynajanda.net/forum/viewtopic.php?t=72998 W internecie istnieje wiele blogow osob z ciezkimi chorobami, walczacych o normalnosc. Czytajmy o tym, rozmawiajmy o tym, chodzmy do lekarzy, rzucaj nalogi, zmieniaj diete, zanim przyjdzie ten ohydny leszcz rak. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chichi Re: ps. IP: 74.12.154.* 23.11.07, 03:39 Juz nie przesadzajamy, przez stulecia kobiety umieraly mlodo w czasie porodow lub w pologu, zostawialy malenkie dzieci, ktorymi zajmowala sie blizsza lub dalsza rodzina. To nie jest zaden fenomen naszych czasow, ze mlode kobiety odchodza wczesniej niz dorosna ich dzieci. Rozne tragedie zdarzaja sie w wielu rodzinach - a to smierc dziecka, a to smierc rodzica, czesto przewlekla lub nieuleczalna choroba ktoregos z czlonkow rodziny. To sie nazywa ZYCIE - malo komu trafia sie miec wszystko gladko i przyjemnie od narodzin po smierc w wieku 115 lat - cudow nie ma. A psycholodzy z czegos musza zyc wiec wymyslaja sobie terapie dla dzieci i inne takie. To jest dopiero szalenstwo naszego stulecia. Odpowiedz Link Zgłoś
mazunia1 Re: ps. 23.11.07, 06:14 No cóż Chichi, pewnie w Twojej rodzinie żałoba jeszcze nie zagościła, skoro piszesz w ten sposób. Oczywiście masz rację, że śmierć towarzyszy nam zawsze, ale uwierz, przeżywanie umierania i śmierci bliskiej osoby to bardzo traumatyczne przeżycie, z którym trudno sobie poradzić, a pomoc psychologicza w takiej sytuacji jeśli jest skuteczna to nie powinna być krytykowana. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Yanka Re: ps. Moja historia z rakiem - jak 4x4 IP: *.lodz.dialog.net.pl 23.11.07, 08:04 Witajcie:-) Przyłączam się do zdania mazunia1. Mam mocne podstawy. Wprawdzie moje dzieci są starsze niż opisywane w artykule, ale własnie to dlatego jest dla nich trudniejsze - bo rozumieją, bo wiedzą czego się bać... Pozostanie kilkuletnich dzieci w rodzinie - jasne, że jest tragedią, ale do jakiegoś stopnia łagodzona przez ojca/matkę, babcie, ciocie. Moja(a właściwie nasza) historia jest nieco inna. Do niedawna byliśmy z mężem "pupilkami" szpitala im. Kopernika w Łodzi. Do niedawna, bo w październiku mąż odszedł. Walczyliśmy od 2004 r. Do tej walki osobiście ze swoim problemem dołączyłam się w 2005 r. (wcześniej teść - 2002 [*], teraz matka -2007 ). Nie wiem, jak długo dane mi będzie być z moimi dziewczynami, ale mam problem - one zostaną całkiem same. Nie ma dziadków, cioć (rodzeństwo moje i męża odiziolwało się - sic!). Pomoc psychologiczna jest ogromnie potrzebna. Zta tylko różnicą, że od początku dawaliśmy ją sobie sami. Nie było łatwo, jest teraz jeszcze gorzej. Musimy się przygotowywać po raz drugi. Nawet porządkowanie dokumentów , to wielki ból! Już teraz załatwiając sprawy związane ze śmiercią męża muszę je ustawiać tak, jak powinno zostać po moim odejściu. Robimy to wspólnie - nie ma wyjścia. W tym wszystkim pocieszające jest to, że mamy na tyle siły ( jak długo jeszcze ?!), że terapeutyczną siłę mają nasze osobiste rozmowy. Nie korzystaliśmy z pomocy psychologa, ale przecież ne wszystkim się to udaje. Rzeczywiście - pomoć psychologa przydałaby się w kontaktach pomiędzy mną a moimi rodzicami i w drugą stronę także. Reakcją mojej matki na wieść o moim raku było odrzucenie - zero kontaktu - teraz sama choruje na raka... Już nie umiem z nia rozmawiać. Byłam u niej wczoraj i niestety zaszkodziło mi to. Same żale, choć od 17 lat nie byla w moim domu ( "bo to nie tylko jest mój dom" - jak mówi ). Ale osoba o wysokim stopniu egoizmu nawet w takiej sytuacji nie jest w stanie podjąć dialogu. Szkodzi sobie i mnie i tak od wielu lat. Nigdy nie zaakceptowała mojego męża i teraz niecały miesiąc po jego śmierci dalej artukułuje te same pretensje. Nie mogę tego zrozumieć, że nie potrafi przełamać w tej sytuacji swojego, odziedziczonego po ojcu schematu despotyczno-egoistycznych zachowań. Jedyna do przyjęcia wersja relacji - to ja - wieczne dziecko elokwentnej mamusi, wszystko wiedzącej lepiej, dla której to, że buduję dom było mniej ważne od tego, że kuzyn wstawił nowe drzwi balkonowe. Jak sobie dać z tym radę ? Może jest wśród nas psycholog, który pomoże mi to zrozumieć ? Bo od wielu już lat radą na ten problem było również ograniczenie równiez z mojej strony kontaktów, bowiem uważałam, że założona przez nas rodzina jest ważniejsza od animozji mojej matki. I dalej tak uważam, zwlaszcza po wczorajszej wizycie. Przetrwaliśmy z mężem wiele chwil szczęśliwych i wiele mniej pomyślnych i teraz, kiedy go już nie ma nie mogę pozwolić na kolejne spory z rodzicani o to, co kiedyś zrobił, czy powiedział - co im się nie podobała. Jestem Mu to winna ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: córka Re: ps. Moja historia z rakiem - jak 4x4 IP: 194.42.116.* 23.11.07, 08:28 Moja mama chorowała 13 lat. Zaczęło się, gdy byłam dzieckiem, umarła rok temu i chociaż w tym czasie zdążyłam dorosnąć, nadal bardzo ciężko było sobie z tym poradzić. W ostatnich miesiącach jej choroby bardzo pomogły mi wizyty u psychologa. W jakim by człowiek nie był wieku, tak trudne doświadczenia jak ciężka choroba i śmierć będą przeżyciem traumatycznym. Yanka, zachęcam, idź do psychologa. Oni są od tego, by pomóc, a czemu masz sobie radzić całkiem sama, jeśli ktoś Ci może pomóc? Swoją drogą, podziwiam Twoją silę. Przesyłam uśmiech i dobrą energię Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Yanka Re: ps. Moja historia z rakiem - jak 4x4 IP: *.lodz.dialog.net.pl 23.11.07, 09:21 Dzięki Ci Córko za dobre słowo :-)Od takich ludzi, jak Ty otrzymuję duzo wsparcia. Przyjaciele mojego męża także wiele mi pomogli, ale - rzeczywiście pewne rzeczy trzeba zrobić samemu. Inaczej się nie da. Nie wykluczam spotkania z psychologiem, ale raczej po tym jak poradzimy sobie ze wszytkimi sprawami rodzinno-finansowymi po smierci męża. Ogromnie duzo rzeczy trzeba zalatwić, jak się okazuje ( mamy jeszcze nie zakończona budowę domu i "trochę" kredytów . ale możliwość podzielenia się z kimś tym wszystkim, co we mnie siedzi zawsze trochę ulży. Nie chce wczorajsza wizytą u matki zatruwać kruchej równowagi u dzieci, jaka udało się nam uzyskać. Bądźcie z nami :-)Ja ze swej strony przekazuję wszytkim, którzy tego potrzebują swoje wsparcie duchowe - dacie radę ! To się uda - w imie miłości do tej osoby, ktora odeszła kontynuujmy wspólne zamierzenia i dajmy sobie szansę na radość dotrzymania danego słowa. Odpowiedz Link Zgłoś
123xx Re: ps. Moja historia z rakiem - jak 4x4 23.11.07, 11:54 Hej Yanka, wierze, ze dasz rade. Patrz w przyszlosc, chociaz to ciezko. Zachorowalam 7 lat temu. Moje corki byly juz prawie dosrosle, ale tylko prawie -16 i 17 lat. Od poczatku rozmawialam z nimi na ten temat, co sprawialo mi bol, ale myslalam, ze tak bedzie najlepiej. Rozmowy z nimi podbudowywaly mnie. Wlasciwie razem pokonalysmy chorobe. Mimo, ze jestem oficjalnie wyleczona ta choroba jest zawsze z nami. Zmienila nas. Zrzylysmy sie bardzo. Potrafimy docenic chwile spedzone razem (corki studiuja daleko od domu). Wyrzucilam z mojego zycia osoby, ktore nie chcialy (moze nie umialy) mi pomoc. Nie potrzebuje takich przyjaciol. Nie obchodza mnie. Musze dbac o moje zdrowie moje zycie, mam tylko jedne. Badz egoistka. Czasami bylo bardzo ciezko, ale warto walczyc.!!! Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Yanka Re: ps. Moja historia z rakiem - jak 4x4 IP: *.lodz.dialog.net.pl 23.11.07, 17:53 123xx - jak miło, że się odezwałaś :-)Czy dobrze zrozumialam, że byłas sama w tym czasie z córkami ? Tak, masz rację - dobry egoizm jest potrzebny. Myślę, że nieprędko pokażę się o rodziców. Mój ojciec nagle poczuł się górą, choć przez lata obserwowałam jak ustępował matce. To jego nieznośne "Yes, madame!" na każda głupotę, którą wypowiedziała matka... Powiedziałam sobie, że mam obowiązek wobec dziewczyn i męża, a wreszcie i wobec siebie: przetrwać godnie jak najdłużej, nie dać się rodzince, bo teraz im się uwidziało, jak opiekuna brakło, swoja politykę ponownie wprowadzić. Nie ma takich zwierząt! Z córkami rozmawiamy o wszystkim, pomagamy sobie bardzo - zawsze bylismy taką wspólnotą plemienną, że w ogień za sobą byśmy wskoczyli. A to oznacza odpowiedzialność zarówno za siebie, jak i za innych. Moja matka potrafi tylko wymagać - uwagi, opieki, pochwał. Potrafi nakrzyczeć na ojca, kiedy ją leżącą po operacji obsługiwał. Nie mogę już na to patrzeć. Mimo wszystko chcę żyć. Dziękuję! Odpowiedz Link Zgłoś
aistionnelle Re: ps. Moja historia z rakiem - jak 4x4 23.11.07, 18:52 Właśnie Yanko , zdrowy egoizm jest teraz najważniejszy , rób to na co masz ochotę , spotykaj się tylko z tymi , których naprawdę potrzebujesz i chcesz widzieć.Nie zmuszaj się i nie daj wciągać w "zatargi plemienne ".Często nowotwór jak każda trudna sytuacja prowadzi do konfliktów , ponieważ odsłania do tej pory utajone problemy .Myśl o sobie , o córkach , czytaj pogodne książki, ciesz się chwilą ,koniecznie każdego dnia poświęć kilka chwil na coś przyjemnego i koniecznie się uśmiechaj , nawet jak bliżej ci do płaczu .Musisz wierzyć ,że będzie lepiej ,że się uda .Z tą chorobą wygrywają przede wszystkim ci, którzy są silni i wierzą że mają po co i dla kogo żyć i jeszcze tyyyyyyyle do zrobienia tutaj:-) Pozdrawiam bardzo serdecznie A Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Yanka Re: ps. Moja historia z rakiem - jak 4x4 IP: *.lodz.dialog.net.pl 23.11.07, 19:24 Dzięki za poparcie, choć jae też niestety wiele spraw, na które wcale nie mam ochoty :-( Ale będę realizować moje pasje - fotografię i psy. To wszytko robilismy z mężem razem i nie zamierzam Nas zawieśc. Słucham ulubionej muzyki, dziś robiłam zdjęcia naszemu szceniaczkowi na pierwszym spacerku - i częto myślę: muszę Mu opowiedzieć, jak było i wtedy płaczę. Tak mi smutno. rzeglądam zrobione zdjęcia - i znowu smutek, już Mu nie pokażę... One love One life. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maga Re: ps. Moja historia z rakiem - jak 4x4 IP: *.dip.t-dialin.net 24.11.07, 00:12 nawet jak bardzo trudno , warto w obliczu smierci pogodzic sie z rodzicami , mysle , ze oni beda mogli byc opiekunami Twoich dzieci , chyba , ze dzieci sa pelnoletnie , a jak nie sa , to warto , aby trafily do domu dziecka ?byc moze po latach pobytu trafia na fajna rodzine , zastanow sie , czy w tym wypadku jednak nie warto pogadac z rodzicami i sie dogadac , smierc zapewne to cos straszengo , podziwiam Cie zycze wytrwalosci , fakt , ze piszesz na forum swiadczy o walce , scenaiusz 1 przezyjesz to w co wierze , albo jak nie oddasz komus , kogo znasz , moze masz traume , ale jednak mimo traumy dogadaj sie z matka , w koncu Twoje dzieci to tez jej krew , geny , albo zostaw na pastwe losu w stylu domu dziecka , sorry za chlod w mojej wypowiedzi , ale piszesz konkretnie niby ... niby , bo nie rozwiazalas problemow z rodzicami tak naprawde ? esli naprawde nie masz wsparcia , nAPISZ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Yanka Re: ps. Moja historia z rakiem - jak 4x4 IP: *.lodz.dialog.net.pl 24.11.07, 08:24 Fakt - trudno pogodzic się, ale własnie po tam poszłam. I co? Po raz 59. zamiast chociaż zwyklego"jak się czujesz", "kiedy masz kolejną chemię" itp. usłyszłam ataki na mojego zmałego 3 tygodnie temu męża! Jak to podobno 20 lat temu nie pozwolił dziecku mówić babci dzień dobry. Jak to bardzo chciała nam pomóc dobrymi radami jak urządzić dziecku pokój kiedy( nota bene ) nie była w naszym domu nigdy, odrzucając zaproszenia, "bo to nie jest tylko twój dom". Dodam, bo może to Ci umknęło, że sama ma wykrytego raka. W maju miała operację i mając 80 lat jakoś daje sobie radę, stale pokrzykując na swych opiekunów. Niestety ona NIE wykazuje woli porozumienia. Nie potrafiła do mnie choćby zadzwonić, kiedy doooowiedziała się, że mam raka (jeszcze przed swoją chorobą ). Ja natomiast moglam i było to przyjmowane jak należna danina będąc świeżo po radioterapii i będąc na chemii i mając w domu umierającego na raka męża - jeździć do niej codziennie do szpitala. No, cóż - jeśli na chłodno, to na chłodno. W obliczu takiej postawy trudno o czymkolwiek mówić. Rodzice opiekunami moich dzieci nie będą (80 i 79 lat). Starsza córka jest na szcęście pełnoletnia, młodsza w przyszłym roku. Nie w tym jest rzecz, ale w postawach. "Jak mówi stare przysłowie niedźwiedzie - najlepszych przyjaciół poznajemy w biedzie". Pomocą wszelką, a przede wszystkim duchową i wsparciem organizacyjnym służyli nam często ludzie, po których wcześniej nie spodziewałabym się takich gestów. Jestem im niezmiernie wdzięczna, bo jest to wspaniały dowód na to, że wszystko, co zdziałał mój mąż, zasady, jakie wyznawał, jak żył, dla jakich idei się poświęcał - pozostało. Nic nie poszło w próżnię. Oczywiście są też osoby, które już wcześniej nie potrafiły wychynąc choć na chwilę ze swego bagienka. Koleżanka męża po fachu, której pomagał zawodowa i w sprawach rodzinnych (teraz jest adwokatem) - kiedyś zadzwoniła do niego z prośbą o kolejną pomoć i pyta: "Co masz taki dziwny głos - masz grypę?". On: " Nie, mam raka". Odpowiedzią był trzask rzuconej słuchawki. Pewno nie była na pogrzebie, bo i po co? Jednak największa pomoc jest w nas samych. Zawsze dużo rozmawialiśmy z sabą, z dziećmi wyjaśniając sobie swoje zdanie, postawy, decyzje. Niewiele pozostawało niedomówień. Nie mam dramatycznego poczucia, że czegoś dobrego nie powiedziałam, nie zdążyłam. To jest dobre i pomaga. Na koniec pozwolę sobie zacytować to, co na pogrzbie ojca powiedziała nasza młodsza córka zabierając głos po wielu przemawiających osobach: "(...) Ojciec był człowiekiem wymagającym zarówno wobec siebie, jak i otoczenia. Jako jedne z wielu wartości przekazał nam przestrzeganie zasad i szacunek do pracy, czego sam stanowił najlepszy przykład. Co jednak może znaczyć dla nas więcej niż najprostsze uczucie, jakim dzieci darzą rodziców? Odejście osoby, dzięki której przyszłyśmy na świat powoduje ból. Szczególne znaczenie ma jednak fakt, że nie będziemy mieć szansy na udowodnienie ojcu, jak wiele nas nauczył. Mimo tego jego autorytet na zawsze pozostanie wzorem człowieka, do którego pragniemy dążyć, aby jego wnuki mogły z równą naszej dumą czuć się dziećmi swoich rodziców. (...)" In the Name of Love... [*] PS. Chciałabym jeszcze znaleźć czas na opowiedzenie naszego niesamowicie jednoczesnego snu ( zdarzenie z września 2004 ), choć to może być trudne do uwierzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Yanka Re: ps. Moja historia z rakiem - jak 4x4 - mój sen IP: *.lodz.dialog.net.pl 25.11.07, 09:19 Mój (nasz) sen – wrzesień 2004. Sceneria: nasza miejska okolica, znane najbliższe ulice, plac, podwórko. Akcja: siedzimy oboje z mężem na podwórku - nieco zrujnowanym, jakiś stolik, ławy. Siedzimy przy stoliku naprzeciwko siebie. Rozmawiamy. Obok trwa jakaś rozbiórka. Jest poważnie, może smutno. Mieliśmy trochę problemów. Z jego bratem, teść chorował – umarł. Pewnie o tym rozmawiamy. Nie słyszę, ale widzę nas. W tle znowu widzę rozbiórkę. Rozmowy raczej się domyślam. Obraz w głowie skacze, jakby to filmował niewprawny kamerzysta. Mąż źle się czuje, coś mu ciągle dolega, zaczyna się choroba, o której jeszcze nie wiemy, czym jest. Poza tym nieco się pogubił. Ktoś chce to wykorzystać dla siebie. Zaczyna być niebezpiecznie. Rozglądam się – rozbiórka za nami zbliża się. Robotnicy pracują zawzięcie – demontują wielki komin starej łaźni miejskiej. Rozbierają go OD DOŁU! On tego nie widzi. Komin chwieje się przez moment – 7 sekund i wszystko się rozsypuje na filmie w zwolnionym tempie. Cegły osuwają się majestatycznie od dołu – wyższe partie czekają na swoja kolej. Podnosi się kurz. Patrzę na to jak zaczarowana. Trudno zrobić ruch, trudno wydobyć głos. Boże. Muszę coś zrobić! Chwytam wreszcie męża za rękę i zrywam się od stolika, uciekamy jak najdalej od walącego się z hukiem komina. Goni nas coraz bardziej słyszalny rumor i straszny tuman kurzu. W głowie huczy. Czuję dziwny przechodzący moją głowę wibrujący prąd. Otwieram oczy i dziwię się, że jestem w swoim własnym łóżku. Mąż leży obok mnie. Tak blisko, że dotykamy się głowami. Obudziliśmy się jednocześnie. Jednocześnie zadaliśmy sobie to samo pytanie: „Co ci się śniło?” I już wiemy, że śniło nam się TO SAMO! Te sny były jak jedno ujęcie filmowane z dwóch kamer z nieco innych, ale bliskich punktów. I wiemy, że musimy być razem, bardzo mocno. Przed nami jazda bez trzymanki. Tego dnia nie nie poszliśmy do pracy… Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pysiaa Re: ps. IP: 195.117.230.* 23.11.07, 12:55 mazunia ma racje mam 32 lata- 6 lat temu po kilkumiesiecznej chorobie operacjach i rehabilitacji zmarla moja mama:( nigdy nie poznala mojego syna:( w tym roku 4 m-ce temu po dwoch dniach w szpitalu na moich oczach zmarl mój Tata mam 32 lata i niemam rodziców- TO BOLI !!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dorota Re: ps. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.07, 12:37 ty to chyba glupim jestes czy co? mi matka zmarla jak niecale 18 mialam i cierpie do tej pory a teraz mam juz 50 Odpowiedz Link Zgłoś
tekameka nic nie mówić, rozpoznano u mnie czerniaka 23.11.07, 13:26 radio i chemio, żyje już 10 lat, łysy, ale żyję. trzeba być twartkim, a nie mietkim. gdy lekarz na moje pytanie odpowiedział: masz pan 3 miesiące życia, adrenalina uderzyła, że nogi sie ugięły, ale się nie poddałem i Klinika UJ w Krakowie (dziękuje Pani Profesor) pomogła w mam nadzieje unicestwieniu tej choroby. Uważam, że nie należy mówić dziecku prawdy, to tylko powiększy jego stres, a smierć kiedy przyjdzie to bedzie miała lżejszy wpływ na psychikę, niż "przygotowanego na wszystko" dzieciaka. Stąd modlitwa o śmierć nagłą, a nie gnicie miesiącami w łóżku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: amazonka Re: Jak wyjaśnić dziecku, że umierasz na raka? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.07, 07:05 10 lat temu ...juz 10 lat -mój syn miał wtedy 4 lata. Nigdy nie wróciła normalność do naszego domu. Tamta data to jak żelazna kurtyna oddzielająca mnie i moją rodzinę od normalności. To zupełnie inne życie. Czy lepsze, czy gorsze - nie mnie oceniać inne. Odpowiedz Link Zgłoś
dorka254 Jak wyjaśnić dziecku, że umierasz na raka? 23.11.07, 08:13 To jest bardzo trudny okres dla wszystkich moja mama też odeszła mam chwile kiedy myślę że mnie po prostu zostawiła. Bardzo ważne jest to żeby często mówić że się kocha, ważne jest też wsparcie innych:rodziny,przyjaciół ale i tak nic naprawdę nic nas na to nie przygotuje!A kto uważa inaczej ten nie stracił nikogo bliskiego.Moja mama była moim słoneczkiem-to słoneczko zgasło. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Agatka Re: Jak wyjaśnić dziecku, że umierasz na raka? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.07, 08:23 Trzy tygodnie temu zmarł na raka mój ojciec.Ja,30-letnia baba czuję pustkę i to obrzydliwą,ale czytając ten artykuł mam wrażenie że brytyjczycy sa naprawdę dziwnymi ludzmi.Musi sie w domu wydażyć tragedia(smiertelna choroba)żeby ludzie zauważyli jak bardzo sie potrzebują i kochają.Jakie byłoby ich okazywanie uczuć gdyby problem ciężkiej choroby kogoś bliskiego ich nie dotyczył?Dzieci nadal by nie usłyszały opowiastki jak to"dziadek musiał dzwonić po strażaków bo mama wisiała głową w dół na falbanie od spódniczki",albo na pytanie"kupujemy stanik?"córka by odburkneła"odwal się mamo"? Ja nie potrzebowałam tragicznej diagnozy żeby znać opowiastki rodzinne mojego ojca i żeby nauczyc sie szacunku do niego. Nie chce żeby ktoś opacznie mnie zrozumiał ale chodzi mi o umiejętność budowania relacji i więzi w rodzinie kiedy człowiek jest zdrowy,chodzi mi o zachowanie naszej tożsamości w obrębie naszej rodziny a nie dopiero w obliczu choroby.Tworzenie"pudełek pamięci"nie jest czymś śmiesznym ale uważam że powinno takie coś tworzyć samo dziecko bo tylko ono wie najlepiej co w takim pudełku znaleźć się powinno.to ono wie jaki drobiazg przypomina mu najbardziej jego mamę,babcię... Moj mąż nazywa takie coś chomikowaniem(to zbieranie"nieistotnych" drobiazgów)ale mam w szufladzie zasuszoną szarotke którą moja babcia przywiozła z Zakopanego w 86 roku. A tak abstrachujac od wszystkiego zdążyłam poznać wykrywalność raka i "sposoby"jego leczenia,opieszałość i zniechęcenie w obliczu tej choroby,świadomość ludzką,ale przeraziła mnie niska srednia wieku umierających kobiet w Wielkiej Brytanii!mam wrażenie że duży odsetek kobiet żyje tam ze słowami na ustach"mnie to nie dotyczy"i olewaja nawet samokontrolę...jestem przerażona... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Qnegunda Re: Jak wyjaśnić dziecku ? IP: *.chello.pl 23.11.07, 09:49 Wszystkim których dotyka choroba i tym których bliscy chorują współczuję. Tylko że większość chorób nowotworowych spowodowana jest w dużym stopniu promieniowaniem radiacyjnym po próbach nuklearnych gdzie w wielu wypadkach chmura i opad radioaktywny po różnych próbach nuklearnych kilkukrotnie okrążał ziemię sypiąc opadem, a rozpad połowiczny wielu pierwiastków radioaktywnych jest dłuższy niż pięćset lat,a prób z bombami atomowymi na całym świecie była niezliczona ilość,a jak ktoś myśli że po eksplozji Czarnobyla do atmosfery dostał się tylko radioaktywny jod i nie było chociażby tylko na terenach naszego kraju opadu pierwiastków; strontu, cezu,i innych które to właśnie mają największy wpływ na zachorowalność na nowotwory jest w błędzie i przede wszystkim w pierwszej kolejności należy to dziecku wytłumaczyć, wytłumaczyć że to właśnie ludzie sami sobie zgotowali taki los,a że akurat trafiło na nas? mogło trafić na każdego! Bo każdy z nas jest jednakowo narażony, chociażby tylko spożywając produkty (ekologiczne) gdzie w naszym kraju nie ma piędzi ziemi nie "posypanej" pierwiastkiem radioaktywnym bardzo, ale to bardzo zdrowym dla człowieka. To należy dziecku wytłumaczyć, a reszta się sama wyjaśni !!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marianna Re: Jak wyjaśnić dziecku, że umierasz na raka? IP: *.man.bydgoszcz.pl 23.11.07, 10:58 Moja córka wróci ze szkoły, będę musiała jej powiedzieć, że w nocy umarła ukochana babcia, moja kochana mama. Prawie dziesięć lat temu rak piersi. Kilka lat radości, że się udało, rak wcześnie wykryty, ładnie zoperowany (doskonałe wyniki przez cztery lata, czyli niby zdrowie jak w banku). Dwa i pół roku temu wykryty przerzut do wątroby. Dwa lata temu udar mózgu i paraliż (skutek ubiczny tamoxifenu). Malutkie sukcesy - dzięki rehabilitacji (opłacanej prywatnie - służna zdrowia uznała, że się nie należy, niech leży sparaliżowana nieruchomo) mama mogła samodzielnie się poruszać (po mieszkaniu). Do sierpnia mama jeszcze ćwiczyła, wstawała, czasem coś dopilnowała w kuchni. Miesiąc temu weszły silne leki przeciwbólowe. Przez ostatnie dwa dni nawet ich maksymalne dawki zapisane przez opiekę paliatywną nie niwelowały bólu. Wczoraj wieczorem mamie udało się spokojnie zasnąć, ból ustał. A potem obudziła się i odeszła, ale nie było to straszne. Agato, ja nie mieszkam z rodzicami, ale zawsze starałam się podtrzymywać więzi. Tata czyta mojej córce książki przez telefon, codziennie. Młoda wysyłała babci zdjęcia, filmy i rysowane ręcznie listy, opowiadała co u niej. Odwiedzaliśmy. Babcia wspominała swoje dzieciństwo, młodość. Nie wiem czy to wystarcza. Dobrze, że moja mama już odpoczęła. Ale chciałam (ja głupia) aby doczekała - a chociaż do komunii młodej, a może do jej pierwszej miłości, a może do jej studiów, jej sukcesów i dorosłych porażek, albo może do jej dzieci. Moja mama była jeszcze stosunkowo młoda. Przychodzimy na świat, aby umrzeć. Z każdym dniem umieramy po trochu. Dlatego mamy wspomnienia, dlatego mamy dzieci, dlatego staramy się w coś wierzyć. Moja córka pachnie tak moja mama, całuję ją w czółko i czuję zapach skóry mojej mamy. Boże, swoją drogą,co za piep#$%^ immersja!!! W świecie wirtualnej rzeczywistości internetu, muszę wklepać posta na forum aby poczuć się trochę lepiej. Ale pomaga. Odpowiedz Link Zgłoś
aistionnelle Re: Jak wyjaśnić dziecku, że umierasz na raka? 23.11.07, 18:39 Nie wyjaśniać dziecku ,że ktokolwiek bliski umiera /umrze .Dziecko , do 5 roku życia a czasem dłużej nie jest w stanie zrozumieć nieodwracalności śmierci, będzie tylko zadawać kłopotliwe pytania.Takie , na które szczera odpowiedź nie zawsze jest możliwa ,bo jej nie znamy , albo przekracza naszą psychiczną odporność . Uważam ,że niedopuszczalne jest też opowiadanie mu o tym co będzie i jak będzie jak mamy /taty nie będzie .Podobnie jak zmuszanie go do kolekcjonowania rzeczy , pamiątek po bliskiej osobie .Powoduje to tylko eskalację niepokoju i grozy .Koniecznie trzeba powiedzieć rodzinie /znajomym , a czasem i lekarzowi , że nie życzymy sobie by rozmawiali z dzieckiem o naszej chorobie .W fałszywym poczuciu troski o dziecko gotowi je poinformować o zbliżającej się tragedii. Zapytani po co to zrobili na ogół nie potrafią odpowiedzieć . Co można zrobić ? Przebywać i zapewnić taką możliwość dziecku - jak to możliwe najefektywniej z chorą osobą (najefektywniej nie oznacza ciągłego siedzenia na głowie i braku chwili spokoju , którego chory bardzo potrzebuje )Można opowiadać historie z dzieciństwa , żeby miało co wspominać , można napisać list , bawić się , opowiadać baśnie i bajki (takie z zakończeniem "i żyli długo i szczęśliwie ", by dziecko nabrało wiary w to że dobre rzeczy jeszcze się wydarzą w życiu.Trzeba by dziecko mogło mieć czas dla siebie , często bez słów rozumie że jest źle , czasem słowa nie są potrzebne , wystarczy przytulić , wziąć na kolana , zapewnić o uczuciu , o tym że jest bardzo ważne i że wiemy że sobie da radę w życiu ,że jest wiele ważnych , mądrych i dobrych osób w rodzinie czy poza nią , które mu będą pomagać tak jak robią to teraz . I że my też z nim będziemy , zawsze duchem , sercem i myślami.Trzeba to robić powoli , umiarkowanie , rozciągnąć w czasie , w przeciwnym razie dziecku wyczuje nadzwyczajność sytuacji i pojawią się pytania :czemu mi o tym mówisz ?czemu masz teraz tyle czasu a wcześniej nie miałeś /miałaś ? itp.Życzę duzo wytrwałosci w walce wszystkim >A Odpowiedz Link Zgłoś
maja73 Re: Jak wyjaśnić dziecku, że umierasz na raka? 24.11.07, 02:30 Marianna, nie wiem, czy czas i przestrzeń gdzieś się w tej sieci zaginają... nie sądzę, aby było jakiekolwiek pocieszenie. Jest jak jest. Literki nie powiedzą "rozumiem", ale tak czuję. Pozdrawiam Cię serdecznie. Maja Gość portalu: marianna napisał(a): > Moja córka pachnie tak moja mama, całuję > ją w czółko i czuję zapach skóry mojej mamy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mia A jak powiedzieć rodzicom?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.07, 10:48 jak mam im powiedzieć, że za chwile mnie nie będzie?? może nie mówić wcale?? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anda555 Re: A jak powiedzieć rodzicom?? IP: *.ols.vectranet.pl 23.11.07, 12:41 Powiedz. Po prostu powiedz. Nie mów, że Cię nie będzie, powiedz, że jesteś chora. Na następne rozmowy i wiadomości masz jeszcze czas Nie wiesz tego na pewno, czy odejdziesz i kiedy. Musisz wierzyć, że wyzdrowiejesz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anna a ja płączę IP: *.stat.gov.pl 23.11.07, 13:28 nad moją mamą która odeszła, a była jeszcze młodą kobietą. płaczę nad dziećmi, które straciły swoje mamy płaczę nad tą straszną chorobą, która zabiera nam bliskich. Kochani trzymajcie się, wierzcie że bedzie dobrze. nasze dzieci, nasi rodzice nas potrzebują. Odpowiedz Link Zgłoś
agata781 Re: Przedtem wpisalam się jako Agatka... 23.11.07, 14:08 ...teraz się zalogowalam:) Marianno!ja też targowałam się z panem Bogiem o kolejne miesiace dla ojca,jeszcze miesiac,dwa,trzy,może rok?Targowałam się za każdym razem gdy siedzialam w pracy,gdy szlam spać.Wydaje się że nic nie wytargowałam ale nie!Wytargowałam to że ojciec miał siłę do opowiadań o swoim dzieciństwie,młodości,o nas,o naszym dzieciństwie. Odnosząc sie do atykułu mam marzenie abyśmy naszą rodzine poznawali nie dopiero w obliczu tragedii,szybko ale teraz i zawsze kiedy jest tylko okazja.Żebyśmy chcieli poświęcić wolną chwilę na poznanie samych siebie nawzajem tak,abyśmy(gdy nas kiedyś zabraknie)mogli wspominać szczęśliwe chwile i powiedzonka tych którzy odeszli. Mój tata zawsze mówił"i wówczas sytuacja bedzie zas...a jeśli sam sobie nie pomożesz,a ojciec(właść.ojczym)był kiedyś ministrantem i pięknie mówił nam"Ojcze Nasz"po łacinie,znał zresztą całą mszę w łacinie:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marysia.l Re: Przedtem wpisalam się jako Agatka... IP: *.adsl.inetia.pl 23.11.07, 16:29 Moja Mama zachorowała kiedy miałam 25 lat. Niby już dorosła byłam, a jednak dzieckiem swoich rodziców jest się zawsze. Od 3 lat walczymy- teraz znów nastąpił nawrót choroby- cotygodniowa chemia, wymioty, łysa głowa, koszmarna słabość, kaszel... nie sposób sobie z tym poradzić. Czas dzielę na ten przed chorobą i ten po. Mam dużo starszą siostrę, która kompletnie nie chce/ nie potrafi pomóc i ojca który też nie chce widzieć problemu. Potrafią się tylko popłakać. Sprzątanie, gotowanie, wizyty u lekarzy, masaże Mamy, robienie jej zastrzyków, wstawanie w nocy by podać basen- wszystko, absolutnie wszystko jest na mojej głowie. Mama jest bardzo silna, często żartuje, śmieje się. Nawet kiedy przez pół godziny nie może złapać oddechu, potem twierdzi, że znów jej się udało i że ten drań tak łatwo z nią nie wygra. Usiłowałam wysłać rodzinę do jakiegoś psycholga, by ich wzmocnił, a co za tym idzie, by oni wzmocnili Mamę, ale póki co się nie udało. Mama najbardziej boi się długiego, bolesnego umierania. Umierania w łóżku, na prochach otumaniających, bez sił, bez możliwości złapania oddechu. Nie wiem co zrobię kiedy taki czas nadszedłby. Jak bym jej pomogła... Biegam do pracy, do męża, do Mamy. Dzielę czas na wszystko płacząc tylko czasami, bo moje łzy nie załatwią teraz zupełnie nic. Jestem z nią zawsze w szpitalu, bo widzę, że inaczej lekarze/ pielęgniarki traktują tych, którzy przychodzą z kimś. Trzy razy zmieniałam pracę, by móc trafić na szefa, który zrozumie, że kiedy mnie raz na tydzień przez kilka godzin nie ma w pracy, to nie dlatego, że mam ochotę się wyspać. Moja Mama nauczyła mnie wszystkiego. Od wiązania sznurowadeł, poprzez przygotwanie powideł, do mądrego traktowania życia. Robię co mogę, by była jak najdłużej. Ale rak nie daje nam chwili oddechu. Jest bardzo źle. Walczymy, ale niknie w oczach. Chciałabym mieć jeszcze dziecko, by mogło chociaż ją dotknąć, by mogło mieć zdjęcie z nią, Najważniejszą Kobietą Mojego Życia. Przeraża mnie czas w którym odejdzie. I przeraża mnie, że nie będę miała do członków swojej rodziny wystarczająco dużo cierpliwości i ciepła by, gdy nadejdzie czarny czas, nie zapytać się podczas głośnych ich płaczów- gdzie byliście kiedy Was Mama/ Żona potrzebowała? Robię to co mogę dla mojej Mamy. Kiedy umrze, wiem, że będzie czuła moją wieczną miłość i wiem, że nie będę miała sobie nic do zarzucenia. Na zawsze z Tobą jestem, Mamo. Gdziekolwiek będziesz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dorka254 do marysi IP: 217.116.101.* 24.11.07, 09:14 Marysiu czytając twój list miałam wrażenie,że piszesz to o mnie.ja przechodziłam dokładnie tak samo tylko moja mama już odeszła.Zostawiłam pracę,znajomych,poświęciłam sie opiece nad mamą jak było trudno ciężko to opisać ale nie żałuję tego naturalnie i nikomu się nie skarże i nie robię wyrzutów.Najgorsze jest to,że czasami mam wyrzuty,że może nie zrobiłam wszystkiego,że nieraz mi puszczały nerwy.Potem jet tak samo ty najbardziej cierpisz ale nikt do końca nie rozumie twojego bólu.Ja też byłam silna jak była mama nie płakałam,nie czółam zmęczenia sama nie wiem skąd brałam siły.Jak mama odeszła odchorowałam wszystko.Niemyśl,że potem będzie łatwiej.Życzę ci dużo siły i podziwiam cię bo wiem jak wiele robisz. pozdrawiam dorka265 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: paola Do Marysi IP: *.aster.pl 10.02.08, 18:23 Jesteś taka dzielna, podziwiam Cię, rzadko się sptyka takich dobrych ludzi... Życzę Twojej mamusi wyzdrowienia, zwalczenia tej paskudnej chporoby. Szkoda, że rodzina tak bardzo się wycofuje - jeszcze Ci trudniej... Twoja mama ma skarb. pozdrawiam ciepło Odpowiedz Link Zgłoś
lulag Musisz narodzić sie na nowo. 23.11.07, 16:31 Oddaj życie Jezusowi...w krótkiej ,szczerej modlitwie.. własnymi słowami ,powierz Mu życie,przyznaj że jesteś grzesznikiem i potrzebujesz Jego zbawienia a On Cię uzdrowi.. To takie proste.Znam kilka osób uzdrowionych z raka, innych nieuleczalnych chorób ,astmy,tarczycy,migreny ,widziałam jak rosną ręce,nogi,prostują się kręgosłupy...Bóg jest nieograniczony,zaufaj Mu tylko.Serdecznie pozdrawiam . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marysia.l Re: Musisz narodzić sie na nowo. IP: *.adsl.inetia.pl 23.11.07, 16:49 nie, dziękuję. nie chcę narodzić się na nowo. to wspaniale, że znasz wyleczonych ludzi, ale jeśli będę siły szukać w wierze, to poszukam jej sama, nie przez forum. nie powinno się tu nikogo próbować nawracać. siła do walki płynie z nas, a jeśli to nas jest w wierze- prywatna sprawa każdego. Wszystkich niewierzących, wierzących, wszystkich którzy walczą- pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
lulag Re: Musisz narodzić sie na nowo. 23.11.07, 17:08 Masz wybór.Bóg dał ludziom wolna wolę. Odpowiedz Link Zgłoś
agata781 Re: Jak wyjaśnić dziecku, że umierasz na raka? 23.11.07, 17:31 Mój ojczym oprocz mnie(pasierbicy)i dwóch moich sióstr miał jeszcze trójkę swoich dziecii mam wrażenie że było im na rękę że ich ojciec związał sie moją mamą.To ja i moja starsza siostra chodziłysmy do lekarzy po informacje bo bo jego dzieci wysiliły się(przez cały okres choroby)do jednej(!)10-minutowej wizyty w szpitalu.Mój mąż wiózł ojca do szpitala na 48 godzin przed jego śmiercią,ja zrezygnowałam z urlopu wypoczynkowego żeby móc go brać wtedy kiedy ojciec będzie nas potrzebowal w domu,a "siostra i bracia"jak coś bylo potrzebne to mówili że"teraz nie moge bo mi pieczarki wyłażą i muszę rwać"czułam sie dziwnie bo znałam mojego ojczyma tylko rok i 5 miesięcy a mam wrażenie że znaczył wiecej dla mnie niż dla swoich dzieci. Może mi ktoś powiedzieć że może zrobił swoim dzieciom krzywdę czy przykrość,ale nie!Słyszałam opinie wielu ludzi,znanych mniej lub bardziej i to on opiekował się dziećmi jak były małe i jak dorastały przewijał je ,cerował spodnie pomagał.Wzorowy ojciec. Dlaczego tak sie stało?Brak wyższych uczuć u dzieci?Sama nie wiem...Wiem że brakuje mi Go jak diabli,wiem że zawsze z moim mężem mogliśmy na niego liczyć,a teraz go brakuje... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc z caribbean Jak wyjaśnić dziecku, że umierasz na raka? IP: *.socal.res.rr.com 23.11.07, 17:39 moja zona jest cancer surviver, jedno jest pewne, rak np piersi nie musi zabic, to naprawde chodzi o prewencje poprzez czeste badania mamogram,biopsy jezeli maly gruczpolek, sczegolnie jezlei jest historia raka w rodzinie,nastepnie radykalne postepowanie moja zona w ciagu minuty zdecydowala pelna mastectomy obu piersi,cztery lata temu ,nie miala nawet chemoterapi, co pol roku sie bada , jest cancer free, kobiety musza sie badac czesto to obnizy ryzyko zaawansowania, kobiety boja sie utraty kobiecosci , nic bardziej falszywego, to nie jest to samo co usuniecie penisa u faceta, na szali jest cos wiecej Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niecierpliwy Jak wyjaśnić dziecku, że umierasz na raka? IP: *.pools.arcor-ip.net 23.11.07, 18:28 moja Mama zmarla 2,5 roku temu. umierala w szpitalu w cierpieniach, no koniec juz nieprzytomna...bylem przy niej przez tydzien 24 godz na dobe (miala swoja sale na szczescie. bylo to dla mnie niesamowite doswiadczenie-towarzyszyc najukochanszej osobie w odejsciu. chociaz wiedzialem ze nie wyjdzie z tego, choroba byla juz bardzo zaawansowana, mialem nadzieje ze moze jakis cud sie stanie. czlowiek w takich chwilach nie potrafi myslec normalnie. nie wiem skad znalazlem te sile by byc przez tydzien (nie liczac wczesniejszego okresu w domu) przez dzien i noc, nie spac, oczy mi sie zamykaly, pilem kawe, red bule ...nie chcialem usnac i zostawic jej samej... kiedy umierala, trzymalem jej dlon, te jedyna dlon, najwazniejsza...slyszalem jej ostatni oddech, pamietam to jak dzis. odchodziala a ja plakalem w duszy, trzymajac jej dlon. polozylem glowe na jej piersi, ktora juz nie wydala oddechu. zmarla w wieku 47 lat. piekna, pelna planow i marzen. zostawila mnie od tamtej pory juz nic nie bylo jak kiedys. wiem to takie banalne stwierdzenie...ale jak wazne. i chociaz mam dzis 27 lat, swiat w pewien sbosob sie zawalil. i do dzis nie moge sie z tym pogodzic i nigdy sie nie pogodze. zrobilem co moglem dla niej bo wiem ze ona tez by to zrobila, moze nawet wiecej, gdybym to ja umieral. zycie toczy sie dalej, dla mnie juz nie tak radosne, jakies takie nijakie, bez marzen, radosci, niepelne...kogos waznego brakuje... Pamieci mojej Matki... Syn Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ania_ania_ania do Niecierpliwego IP: *.dsl.bell.ca 24.11.07, 02:21 Przeczytalam ze wzruszeniem Twoj list. Moglabym by twoja mama. Mam teraz 48 lat, syna ktory jest moim najwiekszym szczesciem, wprawdzie troche mlodszy of Ciebie, bo ma 14 lat. Mam tez dorosla corke, ktora kocham ogromnie, chociaz kontakt miedzy nami jest troche trudny (mamy podobne charaktery). Mysle, ze gdybym musiala odejsc i ich zostawic, chcialabym, zeby umieli byc szczesliwi, radosni, zeby umieli cieszyc sie zyciem, zeby dobrze przezyli swoje zycie. Mysle, ze dla Twojej Mamy bylo to swego rodzaju szczesciem, ze mogla odchodzic trzymajac Cie za reke... Czas leczy rany, wierz mi. sie. Wspominaj Mame cieplo serdecznie, szczegolnie wasze wspolne radosne chwile, zabawne zdarzenia z dziecinstwa. Usmiechaj sie kiedy myslisz o Niej. Jesli umiesz, pomodl sie za Nia. Mysle, ze Ona chcialaby widziec Cie usmiechnietego a nie zaplakanego i w depresji. Naucz sie na nowo cieszyc sie zyciem. Staraj sie dobrze przezyc je. Przekaz swoim dzieciom to co Ona dala Tobie. Badz dobrym czlowiekiem. Jestes to Jej winien. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lluulluu Jak wyjaśnić dziecku, że umierasz na raka? IP: *.48.jawnet.pl 23.11.07, 23:09 ..Moja Mama umarla ...prawie 2 lata temu...a ja od tamtej pory nie umiem sobie z tym poradzic...mam 22 lata...a moje zycie bez niej jest calkowicie inne..nigdy nie mialam z nia dobrego kontaku i moze dlateg obarczam sie ze nic nie zrobilam zeby byc z nia blizej gdy chorowala...w sumie nawet nie wiedzialam ze choruje na raka....wiedzialam ze jest chora ale ze to jest tak powazna choroba ....nigdy...dopiero po smierci....nic nie jest takie samo...moja rodzina juz nie jest taka jak byla...nie umiem zlapac kontaktu z ojcem...nie umiem sobie poukladac swojego zycia...wszystko robie nie tak jak powinno byc....czuje ze zamykam sie w swoim swiecie..i popadam w skrajnosci...myslalam zeby udac sie do psychologa...bo sam sobie z tym nie poradze....rodzina mi nie pomoze...przyjaciele tak samo.....jej smierc spowodowala ze moj swiat stanął do gory nogami...i ze byla bardzo wazna osoba w moim zyci...a nigdy tego nie docenialam....i zawsze myslalm ze jestem dorosla i sobie poradze w kzdej sytuacji.... Odpowiedz Link Zgłoś
buka222 Re: Jak wyjaśnić dziecku, że umierasz na raka? 25.11.07, 03:40 Bardzo Ci współczuję. Jedną z rzeczy, z którą najtrudniej sobie w życiu poradzić jest śmierć rodzica, z którym kontakt był w jakiś sposób utrudniony, a poczucie straty łączy się z poczuciem ulgi, a zarazem wielkiego żalu o to, że "to wszystko było nie tak" - i już nic nie można zmienić, nic naprawić... To ogromne obciążenie psychiczne. Idź do psychologa, to bardzo dobry pomysł. Wybierz osobę mądrą i z doświadczeniem. W jej towarzystwie spróbuj uporządkować swoje myśli, wspomnienia i uczucia do Mamy. Któregoś dnia zrozumiesz, jak bardzo ją kochałaś, i czasem nie lubiłaś, i czasem rozmijałyście się obie w oczekiwaniach do siebie wzajemnie (jak to z Mamami bywa), i że to wszystko było normalnie, masz do tego prawo - do miłości mimo jej błędów, i do niechęci, mimo tego, że "o zmarłych powinno się myśleć tylko dobrze". To nieprawda - i o zmarłych, i o żywych powinno się myśleć tak, jak sytuacja tego wymaga. Nie byłaś wyrodną córką, tylko dlatego, że często żyłaś swoimi sprawami, a Ona odeszła. Wiele córek żyje swoimi sprawami - tyle, że ich Matki żyją dalej i można od czasu do czasu nawiązać nić porozumienia. Tobie zostało to odebrane. Tak czasami jest. Któregoś dnia wybaczysz i sobie, i Mamie, i naprawdę poczujesz, że ona jest obok. Blisko. W Twoim sercu, i że nie wszystko stracone. Trzymam kciuki za Ciebie. Wiem, jak to jest. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ok Jak wyjaśnić dziecku, że umierasz na raka? IP: *.dip.t-dialin.net 24.11.07, 00:32 piekny wzruszajacy post , naprawde piekny ,i naprawde ludzki mimo cierpienia Odpowiedz Link Zgłoś
agata781 Re: Jak wyjaśnić dziecku, że umierasz na raka? 24.11.07, 10:45 Zabijają mnie wyrzuty że być może nie zrobiłam wszystkiego... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kominiarz Jak wyjaśnić dziecku, że umierasz na raka? IP: *.gdynia.mm.pl 26.01.08, 12:35 Wystarczy powiedziec ze to papierosy sa winne! Dziecko zrozumie ze płuca to nie komin! Odpowiedz Link Zgłoś