Gość: gość IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 10.06.09, 10:09 Oj tak... Rodzice z przerostem ambicji to zmora nie tylko dla ich dzieci, ale również dla innych rodziców i ich dzieci... Nie mówiąc już o nauczycielach i wychowawcach ;) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: szyderca Ach Ci współcześni pseudo-rodzice... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.06.09, 12:02 Tacy już są tzw "pseudo-współcześni rodzice" ... własne dzieci "programują" czy też "chodują" a nie wychowują... wysyłają na jakieś szkolenia czy kolonie i nie zastanawiają się czy dziecko tego chce... BO LICZĄ SIĘ PATENTY I CERTYFIKATY hahaha... dobrze, że w lepszych przedszkołach organizuje się różne terapie z rodzicami i przypomina się im, że dziecko musi się przede wszystkim rozwijać EMOCJONALNIE Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ktosia Re: Ach Ci współcześni pseudo-rodzice... IP: *.botany.gu.se 14.07.09, 16:53 Nie wiem czy tylko wspolczesni... Ja sporo lat temu (naprwade sporo) zostalam wyslana "na zagle". O ambicje nie chodzilo bo i tak bylam za mala na patent. Moze rodzice chcieli mnie zarazic bakcylem? Koszmar to malo powiedziane. Bylam mlodsza o 3 lata od najmlodszej z dziewczyn, w dotatku ogolnie lekko apoleczna... Nie umialam plywac, balam sie wody i mialam lek przestrzeni... (Prosze sobie wyobrazic dziecko w optymiscie na srodku jeziora, ktore ma tylko jedna mysl: swiadomosc obecnosci wody POD soba i dosc nieuswiadamiany brak pojecia jak wrocic do brzegu). Dochodzilo do tego jeszcze kilka problemow typu socjalno-bytowego. Przezylam. Do rodzicow zalu nie mam, bo wiem, ze zrobili to z nieswiadomosci. Jakies pozytywy? Pewnie znalazly by sie, mniej przejmuje sie swoimi emocjami ;). A, i po latach jednak zaczelam plywac na zaglach, choc stanowczo wole kajakarstwo. Wnioski? Zadnych, ot tak chcialam sie wyzalic... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MM Re: Ach Ci współcześni pseudo-rodzice... IP: 77.236.0.* 14.07.09, 19:57 w sumie fajny pozytywny komentarz :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Villemo Re: Ach Ci współcześni pseudo-rodzice... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.07.09, 20:10 Doskonale to rozumiem... W wieku 8 lat rodzice po raz pierwszy wysłali mnie na 3-tygodniowe kolonie nad morze. Duży zakład pracy z mojej miejscowosci miał swój ośrodek wypoczynkowy w jednym z nadmorskich 'kurutów'. Kolonie były olbrzymie, odbywały się w systemie turnusowym (na ogół było ich 3), a na każdy z nich składało się około 10 kilunastoosobowych grup dzieci i młodzieży w wieku szkolnym. Jako że byłam jedynaczką bardzo przywiązaną do rodziców, i dzieckiem dość ekscentrycznym, zniosłam tę pierwszą w życiu rozłąkę bardzo ciężko. Dodając do tego fakt, że moją grupą opiekowała się osoba kompletnie nieodpowiedzialna, która sprowadziła sobie 'na krzywy ryj' 2 koleżanki, waletujące w jej pokoju. Na dodatek panie te, kradły dzieciom jedzenie z talerzy, bo szkoda im było pieniędzy na zakup posiłków, a moja koleżanka z pokoju okazała się pospolitą złodziejką i doszczętnie obrobiła wszystkie mieszkanki domku. Czemu, oczywiście, wiary nie dawała moja mama, która zwyczajnie myślała, że histeryzuję... Podsumowując: z wakacji wróciłam z przekonaniem, że kolonie są najgorszą karą za grzechy, na dodatek chuda jak nieszczęście (w końcu przez 3 tygodnie nie dojadałam). Na następny tego typu wyjazd dałam się namówić dopiero 4 lata później(po 6. klasie podstawówki), kiedy to, siłą rzeczy, byłam już nieco dojrzalsza i bawiłam się znakomicie. Tak więc, z doświadczenia wiem, że każde dziecko w innym wieku dorasta do tego rodzaju wyjazdów i że nie należy się z takimi decyzjami spieszyć. Jeżeli jednak uważamy, że dziecku potrzebna będzie taka lekcja samodzielności, dopilnujmy tego, żeby pojechały z nim jakieś znajome dzieci/rodzeństwo/znajomy opiekun, dzwońmy do niego, czy piszmy listy, żeby nie czuło się bardzo samotne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: trip Re: Ach Ci współcześni pseudo-rodzice... IP: *.nat0.sta.nsm.pl 15.07.09, 09:29 a mnie poslali na zimowisko..mimo ze zawsze powtarzalem ze nie lubie sniegu..w efekcie razem z drugim takim mardym 7 latkiem ruszylismy pewnego wieczoru przez zamarzniete jezioro i las do domu... nie musze dodawac chyba ze to ostanie w moim zyciu zimowisko bylo:)) a zimy dalej nie znosze... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Efermeryda Re: Ach Ci współcześni pseudo-rodzice... IP: *.chello.pl 15.07.09, 13:19 Ja na zimowisku poznałam, co to jest tzw. kocówa. Nigdy wcześniej i nigdy później nie dostałam takiego manta, jak właśnie na tym wyjeździe. Wróciłam z zapaleniem płuc i nigdy już później nie pojechałam na zimowisko. Ale na kolonie chętnie. Pamiętam tylko, że oprawczyniami były moje "koleżanki", którym przeszkadzał chyba sam fakt mojego istnienia. To dziwne, bo przez kilka dni po przyjeździe mnie lubiły, a potem dręczyły (dziś pewnie każda z nich dostałaby kuratora). Przez tydzień biły mnie po nocach zwiniętym mokrym ręcznikiem i wyzywały od kurew, mimo że miały po 11, góra 12 lat. Jedna była nawet uczennicą szkoły baletowej. Potem się okazało, że trafiłam na obóz z dziećmi z patologicznych rodzin (Warszawa-Praga- Ząbkowska i te klimaty). Zimowisko załatwiła mi ciocia pracująca w kuratorium, byłam na doczepkę jako dziecko nauczycielskie, a ta panna od baletu pochodziła z bardzo dobrej rodziny, tyle że bardzo spodobało jej się towarzystwo zdegenerowanych panienek ze starej Pragi. To było jedno wielkie nieporozumienie. Dodajmy do tego plucie do mojego talerza, wylewanie na mnie "przypadkiem" zupy, kopanie w kącie, jak nikt nie widzi, wyzwiska, zamykanie w szafie itp. I żeby było śmieszniej: na tym samym zimowisku była wychowawczynią moja siostra cioteczna (studentka pedagogiki), która o wszystkim dowiedziała się dopiero po zakończeniu tych niezapomnianych zimowych ferii. Podobne przejścia miała moja siostra przyrodnia, ale na koloniach letnich, określonych mianem "sportowe", na które trafiły dzieci z różnych sekcji sportowych, z całej Warszawy. Siostra nic nie trenowała i nie trenuje do dziś, a ojciec musiał gnać po nią na drugi koniec Polski już po 3 dniach jej pobytu w tym "uroczym" miejscu. Nie pomogło nawet to, że na ten wypad pojechała z koleżanką z klasy. Przeszła małe piekiełko. Wydawałoby się, że większość osób wysyłanych na tego typu turnusy jest zadowolona, a ja tu na forum, w co drugim wpisie doczytałam się, że kolonie były nieprzyjemnym doświadczeniem, którego nie chciałoby się powtórzyć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: domowe przedszkole Re: Ach Ci współcześni pseudo-rodzice... IP: *.135.66-86.rev.gaoland.net 15.07.09, 14:45 Dla odmiany napisze, ze nigdy nie bylam na zadnych koloniach. Nie domagalam sie, rodzice nie wyslali, wiele nie stracilam wnioskujac po tym co tu opisujecie. Odpowiedz Link Zgłoś
animation_life Mamusiu, zabierz mnie z tych kolonii 14.07.09, 20:45 Ja też doświadczenia z pierwszej i jedynej kolonii mam kiepskie, ale i kiepskie czasy wtedy były: pierwszy wyjazd nad morze nauczycielką, która pojęcia nie miała, że bladego dziecka nie wystawia się na słońce (co też zrobiła pierwszego dnia). Tak więc przez resztę kolonii leżałam na brzuchu w łóżku okładana maślanką i smarowana nieszczęsnym kremem nivea. Mimo tego uważam, że każde dziecko powinno się wysyłać na takie wypady, które teraz są świetną zabawą, dzieciakom sprawdzają autobusy, wysyłają kontrole do kuchni, i cała reszta tej szopki. Są bezpieczne i ciągle, mimo rozłąki, wciąż pod telefonem. Jak ja byłam na kolonii, list do mamy szedł 4 dni... ALe to na kolonii dziecko nauczy się współżyć z innymi dziećmi, zauważy że nie jest tylko ono, i że nie jest najważniejsze na świecie. Zauważy, że są tacy którym trzeba pomóc, że są tacy, którzy nie mają xboxów, psp, komptrów i świat się dla nich nie skończył. Zobaczy, że są inne ciuchy niż adidasa czy pumy i też można w nich chodzić. Nauczy się posprzątać po sobie, ścielić łóżko, myć zęby - bo wszyscy to będą robić i ono też będzie musiało.... Rodzice powinni trzymać rękę na pulsie, ale niestety najczęściej przesadzają - popadają ze skrajności w skrajność. Albo wysyłają hydrofoba na wakacje żeglarskie, albo nie wysyłają, bo za dużo tam obcych ludzi, a "moje dzieciątko" musi mieć szczególne traktowanie hehe... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fichtel1 Zuchy i harcerstwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.07.09, 23:40 Moje dzieci zaczely od zuchow. Bylo mnostwo zbiorek oraz rajdow zanim pojechali na oboz. Odpadl problem aspolecznosci moich pociech bo jechaly w ramach ukochanego zastepu i druhny. Obecnie sami wybieraja obozy/kolonie na ktore chca jechac. Moj syn przywiozl z obozu LARP'a opowiesc o chlopcu z Warszawy ktorego rodzice chca wychowac na zwyciezce posylajac go na obozy survivalu albo LARP'a a chlopak ze strachu moczyl sie w nocy. Odpowiedz Link Zgłoś
affera123 Kolonie dawniej i dziś 15.07.09, 08:37 Biorąc pod uwagę takie standardowe imprezy kolonijne, bez jakichś dodatkowych atrakcji typu survival itp., powiem tak: dawniej mimo komuny i wynikających z tego ograniczeń organizatorzy mieli większą pasję i lepsze pomysły odnośnie organizacji takich wyjazdów. Dziś chodzi chyba głównie o zbicie kasy - szybko, bez zbędnych komplikacji i jak najmniejszymi nakładami. Stąd, pojawiające się co roku doniesienia o tzw. dzikich obozach, koloniach i o kiepskich warunkach, odkąd działalnością tą zajęły się biura podróży. W przypadku zakładów pracy było to tak, że jednak chodziło o dzieci personelu danej firmy, zatem organizatorzy nie mogli sobie pozwolić na prowizorki i niedociągnięcia, a na mur-beton kontrola z Sanepidu korygowała ewentualne błędy i była po prostu nieunikniona. Była też, potrzebna w przypadku takich spędów, dyscyplina i zajęcia obowiązkowe, a nie tylko wylegiwanie się od rana do wieczora i samowolka. A i tak było fajnie. Do tego stopnia, że nawet kolonie w Kaliszu (a to przecież bądź co bądź miasto) wspominam przyjemnie, choć mieszkaliśmy w szkole podstawowej, po 11 osób w sali plus wychowawczyni. Po prostu ciekawie zorganizowano nam czas. Jeśli organizator nie ma chęci i pomysłu, to nawet pobyt w górach czy nad jeziorami może być nudny i nieudany. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mamuka Re: Kolonie dawniej i dziś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.09, 10:44 Mój brat w latach 70-tych zezarł na koloniach trującego grzyba(chyba nie był to muchomor),bo chciał wrócić do domu.Wylądował w szpitalu,kolonie się skończyły dla niego na zawsze. W sumie mam na podorędziu z kilkanaście opowieści kolonijnych,od rodziny(jestem z wielodzietnej),znajomych i od bratowej - nauczycielki wiem,że kolonie często są koszmarem dla jednej (wychowawców) i drugiej(dzieci)strony.Płaczące czy kradnące dzieci to niewielki problem w porownaniu z uciekającymi przez całą Polskę,wspinającymi się po dachach albo kupujacymi alkohol. Ja byłam na koloniach w wieku 10lat, lata 80-te,Góry Sowie.Krótko:NEVER AGAIN! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mamuka Patent żeglarski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.09, 10:52 Mam żeglujące dziecię,w klubie i z tego co wiem Polski Związek Żeglarski wydaje patent żeglarza jachtowego(1y podstawowy stopień żeglarski) dopiero po ukończeniu 12r.ż i po egzaminie teoretycznym i manewrowym.Chyba że czegoś nie wiem. Odpowiedz Link Zgłoś
eliot3 Mamusiu, zabierz mnie z tych kolonii 15.07.09, 12:05 A moi rodzice uważali, ze najlepsze wakacje spędza się razem. W związku z czym całe dwa miesiące wakacji to był domek nad rzeką na skraju puszczy na Mazurach. Wspaniale, tylko że jednak byłem dzieckiem i chciałem jak koledzy z klasy jechać na kolonie albo obóz harcerski! Jak ja im zazdrościłem, choć teraz wiem, że obóz to tylko dwa tygodnie i jak piszecie, bardzo mogło być różnie. Ale jednak, deficyt pozostał mi do dziś i nie miałem chyba jednych wakacji, żebym je spędził siedząc w jakimś domku czy kurorcie. Jakoś tak mi się zaprogramowało, że trzeba gdzieś jechać, żeglować, coś aktywnego robić. Wszystko przez to, że nie pojechałem sobie na jedne kolonie:) do dziś zazdroszczę tym moim kolegom, którzy pewnie mieli głupią wychowawczynie, nie dojadali i byc może się moczyli w nocy:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc Mamusiu, zabierz mnie z tych kolonii IP: *.pools.arcor-ip.net 15.07.09, 11:53 nienawidze duzej wody i zawsze nienawidzilam, mimo to, bylam jako dziecie regularnie wysylana na obozy zeglarskie przez mojego tatusia, ktory uwielbial zagle - to byl koszmar ! no i taki szczegolik: nie umiem plywac - jak udalo mi sie moja nieumiejetnosc plywania ukryc i do tego te obozy przezyc - nie wiem do dzisiaj... w kazdym razie jeziora, morza i rzeki podziwiam z brzegu i w zupelnosci mi to wystarcza! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mamuka Re: Mamusiu, zabierz mnie z tych kolonii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.09, 12:26 Aha!Porada dla rodziców: Po powrocie dzieci koniecznie sprawdzić glowy i profilaktycznie owszawić i odkleszczyć.Zadna wychowaczyni czy pielęgniarka na koloni nie zada sobie trudu walki z wszami.Mój mlodszy brat przywiózł, moja siostrzenica przywiozła.A moja 8-letnia corka przywiozła wulgaryzmy z religijnego obozu, gdzie ponoć miało być koszer. Odpowiedz Link Zgłoś
monita01 Mamusiu, zabierz mnie z tych kolonii 15.07.09, 12:47 Witam, Ja, mimo iz bylam bardzo bardzo niesmialym dzieckiem, na piewrsze kolonie zostalam wyslana w wieku 8 lat, ale moi rodzice zrobili to dosc madrze, gdyz pojechalam z grupa taneczna do ktorej wtedy nalezalam, grupa byla osiedlowa, wiec bylo tam tez duzo kolezanek i kolegow ze szkoly/podworka, itp. Ogolnie rzecz biorac - nowe miejsce, ale znane twarze, wiec czulam sie bezpiecznie, aczkolwiek pamietam, ze bardzo tesknilam za rodzicami.... jednak nie popsulo mi to dobrej zabawy. Potem tylko mama smiala sie, ze wszytskie rajstopy (to byla zima) przywiozlam sztywne, mimo iz ja upieralam sie, ze je pralam;) Od tamtej pory co roku wyjezdzalam na kolonie i zimowiska i uwazam, ze nie ma nic lepszego! Oczywiscie kolonie/obozy musza byc odpowiednio dobrane i dobrzez sprawdzone przez rodzicow. Uwazam, ze takie organizowane nie przez biura podrozy, ale np. przez harcerzy, szkoly publiczne czy jezykowe, czy inne "kolka zainteresowan" sa lepsze i ciekawsze. Odpowiedz Link Zgłoś
on-na Re: Mamusiu, zabierz mnie z tych kolonii 15.07.09, 13:00 Moja maam jako dziecię została w latach 50tych wysłana na zimowisko przez moją babcię a jej mamę. Dumną, że mimo statusu samotnej matki (wdowa)jakoś sobie daje radę i może zapewnić swojemu dziecku zwiedzanie nowego kawałka świata, świeże powietrze, no i frajdę w postaci nauki jazdy na anrtach. No i krewa, mama okazała się anty taentem sportowym, narty jej nie kręciły, a w dodatku okazało się, że ma lęk przestrzeni i wspinaczek górskich zwyczajnie się boi. No i tęskniła przeokropnie... A mimo to zafundowała mi taką samą traumę, kiedy miałam 9 lat. Nie cierpiałam kolonijnego jedzenia, schudłam tam okropnie, cały czas miałam spakowaną torbę i nie wyciągałam z niej ani jednego czystego ciucha, przekonana, że ktoś po mnie przyjedzie (wysyłałam dziesiątki rozpaczliwych kartek i listów) a nikt z wychowawców nie zwrócił uwagi, że nieustannie chodzę w tej samej spódniczce i tym samym podkoszulku. W dodatku sala w szkolnej klasie,naście dziewczynek w moim wieku, zero intymności! Mimo negatywnych wrażeń rodzice (właściwie to była mamina decyzja) "uszczęśliwili" mnie koloniami jeszcze 2krotnie, przy czym ostatnie były w Kraśniku Fabrycznym - a to ci atrakcja :-( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kasia ALE BEŁKOT IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.09, 14:39 ja swoją córeczkę wysłałam w zeszłym roku na kolonię dla maluszków. Jestem niesamowicie zaskoczona, dziecko wróciło o wiele bardziej samodzielne. Miało wspaniałą opiekę, kadra rozumiała potrzeby dzieci i w razie spadku nastroju maluszka, natychmiast reagowała. Młoda, cudowna ekipa. Nic tylko chwalić, chwalić i chwalić. Polecam wszytskim "Babcie Maline" z Tour clubu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: babciapedagog Re: ALE BEŁKOT nooooo IP: *.pools.arcor-ip.net 16.06.10, 15:56 Wspolczuje Twojemu dziecku, ze tak niesamodzielnie wychowane i ze obcy ucza je zasad zycia. Koszmar. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Agata R. Kolonie IP: *.chello.pl 15.07.09, 13:09 Ja na pierwsze kolonie pojechałam mając 7 lat. Pamiętam, że to była miejscowość Świder, a "sponsor" to zakłady "Wedla" (Wtedy się chyba nazywali "22 Lipca" czy jakoś tak na socjalistyczną nutę). Pamiętam ogromne sale, w których spało po 20 dzieci i niezbyt miłą wychowawczynię, która mnie ukarała za nocne gadanie z koleżanką z łóżka obok, wyrzuceniem za drzwi "sypialni", zupełnie jak w szkole. Dopiero dyrektorka kolonii ujrzawszy mnie w środku nocy na korytarzu, odprowadziła do łóżka. Byłam wtedy najmłodsza w grupie (w zasadzie tak małe dzieci nie jeździły na kolonie, barierą było ukończenie 1-szej klasy podstawówki), a moja matka była na tych koloniach wychowaczynią najstarszej grupy chłopców (czyli 15- latków). Przez 2 tygodnie nie miałyśmy praktycznie kontaktu, bo rodzicielka uznała, że muszę się usamodzielnić. Na koloniach zatem nauczyłam się prać majtki i skarpetki oraz zdobywać jedzenie ze wspólnego stołu (siedzieliśmy przy jednym wielkim, na którym stały półmiski z żarłem, o które trwały walki przy każdym posiłku). Z kolonii po 2 tygodniach zabrała mnie babcia, z którą wyjechałam potem w Bieszczady na wczasy. Na następne kolonie pojechałam w drugiej klasie podstawówki (tzn. już jako trzecioklasistka w zasadzie) i od tego czasu jeździłam na dwa turnusy, aż do ukończenia 18-go roku życia, tyle że w liceum takie wywczasy nazywały się już obozami. Raz tylko chciałam wracać z kolonii, byłam wtedy najmłodsza w grupie i inne panny (2-3 lata starsze) znęcały się nade mną przez cały turnus. Problem był tylko jeden: babcia nie mogła mnie oficjalnie odebrać, więc wróciła z Łomży z niczym, a rodzice nie mieli czasu po mnie przyjechać, więc męczyłam się 3 tygodnie z panienkami, które już spróbowały picia, palenia, a nawet seksu, choć nie miały nawet 15 lat. Wychowawczyni przywiozła ze sobą kilkuletniego synka - rozwydrzonego bachora, którym każda z jej podopiecznych z grupy musiała się zajmować (były wyznaczone dyżury). A że było nas 22 w grupie (ja mieszkałam w sali szkolnej z 10 koleżankami, wychowaczynią i jej dzieciakiem), to pani "opiekunka" miała załatwione całe 3 tygodni opieki, rękami kilkunastoletnich panienek. Wszystko to działo się za komuny, były lata 80-te i na tego typu imprezach kwitła niczym nie skrępowana prywata kadry. W Sadownem kierownik kolonii przywiózł ze sobą żonę, córkę, koleżankę córki i jej chłopaka, w Urlach kadra składała się z mężów i żon oraz ich dorastających dzieci - studentów, jeszcze gdzie indziej kadrę stanowili znajomi z jednego osiedla, a nawet bloku. Niezłą szkołą życia były kolonie w NRD i przemycanie w walizkach kolonistów różnych fantów zakupionych przez wychowawczynie, ja wiozłam opiekacz do chleba, koleżanka adidasy; my spędzaliśmy czas na basenie z jednym opiekunem, a reszta szła handlować na bazar, to były czasy :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: holenderka Mamusiu, zabierz mnie z tych kolonii IP: *.umwd.pl 15.07.09, 13:23 ja niedawno się dowiedziałam, że na swój pierwszy samodzielny wyjazd bez rodziców, pojechałam w wieku 5 lat. To był 6 tygodniowy obóz dla dzieci w wieku przedszkolnym, spaliśmy w takiej dużej wieloosobowej sali (to pamiętam), chodziliśmy na wycieczki po okolicy, były tam jakieś górki. Opiekunki zajmowały się nami, pomagały umyć, ubrać itp. Wyjazd był jakoś w okolicach 6.12, bo pamiętam, że dostawaliśmy prezenty od Mikołaja, ja jako najgrzeczniejsza (a raczej chyba najbardziej nieśmiała) pierwsza dostałam prezent, lalkę z którą później przez wiele lat się nie rozstawałam (mam ją zresztą do tej pory) Mimo że byłam taka mała, a cały obóz trwał tak długo nie wspominam tego jako coś strasznego, pamiętam jakieś urywki, ale nie pamiętam żebym się bała, czy strasznie tęskniła za rodzicami, ale to chyba wszystko zasługa rodzicó, którzy przygotowali mnie na ten wyjazd i opiekunek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: azyt o matko!!! IP: *.fbx.proxad.net 15.07.09, 13:41 co za bzdury ile jest dzieci, ktore nie dojadaja, chodza w szmatach, ulegaja przemocy w rodzinie,a tu takie pierdoly Odpowiedz Link Zgłoś
poxipol1 Mamusiu, zabierz mnie z tych kolonii 15.07.09, 15:04 ja tez pamietam swoje 1 kolonie pod koniec lat 80ych, wielkie sale w ktorych spalo z 10-15 dzieci, kilkanascie grup wiekowych, odwiedzuny rodzicow co tydzien, zapamietalem tez zbiorowe kapanie dzieci w lazienkach przypominajacych sale w obozie koncentracyjnym, dzisiaj na pewno zajelaby sie tym prokuratura, wtedy to uchodzilo, te zaby skaczace miedzy podloga z desek pod przysznicem itd. generalnie syf utkwilo mi w pamieci rowniez cos jeszcze bylem nad morzem i byly to moje juz 3 kolonie nad morzem, poszlismy 1 dnia na plaze wieczorem na zachod Slonca, koleg z boku patrzy sie w to morze i patrzy, ja do niego - Co sie tak gapisz? - a on "bo pierwszy raz w zyciu widze morze" mialem wtedy chyba z 10-11 lat i bylo to dla mnie szokujace ze kots moze nie wiedziec jak wyglada morze, mysle ze wlasnie kolonie sa po to aby dziei nauczyly sie zyc wsrod ludzi i rozumiec ze miedzy nimi sa roznice, calej mojej przygody kolonijenen a wyjezdzalem chyba do 15 roku zycia co roku uzbieralbym kilka waznych przezyc ktore ksztaltowaly moje podejscie do ludzi i zycia, za to jestem wdzieczny rodzicom bo nie da sie tego doswiadczyc w zamknietej grupie zanjomych z podworka warunki lokalowe i kompetencja nauczycieli wiadomo masakra, ale wtedy bylo inne podejscie do wychowawcow, tematy typu pedofilia, znecanie sie psychuczne, molestowanie byly tematami tabu i rodzice nie zdawali sobie sprawy co sie moze wydarzyc pozdrawiam wszystkich kolonistow z Wladyslawowa 90-92 i tego kolege tez Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Amy Mamusiu, zabierz mnie z tych kolonii IP: 89.167.16.* 15.07.09, 15:05 Na koloniach nigdy nie byłam (mocno nadopiekuńcza mamusia), raz byłam w sanatorium (z mamuśką w innym sanatorium 5 km dalej). Ale atrakcji mi i tak wystarczyło : 6 osobowy pokój z farbą odpadającą z sufitu, rozwalonymi szafkami, i odrapanym łóżkiem, do towarzystwa miałam narkomankę (chwała Bogu że mi nic nie proponowali!), anorektyczkę (gdy okazało sie że przytyła kilogram histeryzowała przez 4 godziny), nastoletnią matka (która uwielbiała nam opowiadać jak to poszła na plażę i nagle jej wody odeszły...(, panienkę z poprawczaka (okradanie samochodów, narzeczony w więzieniu za to samo) i astmatyczkę która paliła paczkę papierosów dziennie (i dostawała SZAŁU jak jej ginęła paczka!). Plan dnia : wstajemy o 8, idziemy na zabiegi, idziemy na śniadanie (dość marne), idziemy na zabiegi...i koniec planu. Róbta co chceta ale nie wychodźcie z ośrodka :/ Więc laski sie przeważnie kłóciły. Przez 3 tygodnie była jedna wycieczka ; do Torunia. Gdyby nie fakt że nadopiekuńcza mamusia była 5km dalej i potem jak poznała "plan zajęć" u mnie to zaczęła mnie zabierać po obiedzie, to bym faktycznie uznała to za tragiczne wakacje. Ja chociaż coś zwiedziłam, one zwiedziły Biedronkę do której chodziły po chipsy :/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Joanna Mamusiu, nie zabieraj mnie z tych kolonii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.09, 16:10 Mój pięcio letni syn nie chciał wracać do domu. Tour Club organizuje świetne kolonie dla dzieciaczków. Niesamowita kadra, którą polecę każdemu. Dziecko wróciło zadowolone, nabyło nowych umiejętności i co najważniejsze jest dumny z siebie że wytrzymał sam bez rodziców, pomagały mu w tym oczywiście Panie wychowawczynie (studentki, które świetnie rozpoznają potrzeby dziecka, a w dodtaku dogadują się z nimi lepiej niż emerytowane, zgorzkniałe nauczycielki. Sama pamiętam kolonie z kadrą w średnim wieku- nie są to miłe wspomnienia), którym pragnę serdecznie podziękować za opiekę i serce włożone w pracę każdego dnia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Beata Re: Mamusiu, nie zabieraj mnie z tych kolonii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.10, 20:34 Moja corka tez byla z tym biurem. Wrocila czysta i zadbana (to juz nie te czasy droga kolezanko ze wczesniejszych postow kiedy trzeba bylo dzieci odwszawac). Wiem, ze byla pod dobra opieka. Nie zgadzam sie z artykulem i "przedwojennymi" komentarzami o zlych warunkach, kiepskiej organizacji i innych dziwnych rzeczach. Teraz kolonie sa realizowane inaczej, lepiej, sprawniej, program jest bogatszy, a i w dobrych biurach kadra jest rewelacyjnie selekcjonowana. Odpowiedz Link Zgłoś
obozymlodziezowe Mamusiu, zabierz mnie z tych kolonii 07.06.10, 14:06 Jeśli rodzice zastanawiają się nad etapami rozwoju dziecka, z pewnością są świadomi faktu, że w wieku lat 5 czy 7, dzieci najchętniej uczą się poprzez zabawę. Zmuszanie dziecka do wykonywania czynności, których się boi lub do poznawania nowych mało bezpiecznych aktywności nie jest rozsądne i mija się z celem. Zniechęcony maluch nie będzie dobrze kojarzył swojego pierwszego pobytu kolonijnego. Rodzice, poskromcie swoje ambicje. Dzieci jeszcze nieraz dostarczą Wam powodów do dumy i satysfakcji. Na etapie przedszkolnym i wczesnoszkolnym pozwólcie pozostać im dziećmi. Dziećmi, które w trakcie wakacji rozwiną wrażliwość i wyobraźnię, odkryją pierwsze przyjaźnie i będą szczęśliwie poszukiwać... Polecam ciekawe i sensowne programy kolonii dla najmłodszych: www.travelshop.com.pl//lato,360.html Odpowiedz Link Zgłoś
kubez_z_kawa Re: Mamusiu, zabierz mnie z tych kolonii 18.06.10, 21:13 dziwne, wydawało się że dzieci lubią kolonie... Odpowiedz Link Zgłoś