Gość: Mareczek
IP: *.41.177.41.sub.mbb.three.co.uk
21.05.10, 23:37
W całym kraju działacze lokalni nie godzą się z decyzją Ministerstwa Rozwoju
Regionalnego odbierającą im unijne pieniądze. Politycy Prawa i Sprawiedliwości
mówią o wielkim nadużyciu
* Regiony boją się, że stracą miliardy złotych dotacji
– Dla nas to katastrofa – mówi Stanisław Szleter, wójt Grajewa. W piątek się
okazało, że Ministerstwo Rozwoju Regionalnego wycofało się z obietnicy
dofinansowania unijnymi pieniędzmi budowy kanalizacji dla kilku gmin w jego
regionie.
Podobnie poczuli się samorządowcy z kilkuset innych gmin. Resort wykreślił
bowiem z planu dofinansowania około 420 tak zwanych kluczowych inwestycji
zgłoszonych z całego kraju. Ich wartość to ponad 44 mld zł. Cięcia uzasadniono
przede wszystkim niskim poziomem merytorycznym wniosków. Dla samorządów to
jednak dramat. Straciły pewność uzyskania dużych pieniędzy na różne projekty,
które miały poprawić poziom życia ich mieszkańców. Najbardziej zredukowano
listę inwestycji ekologicznych. Zniknęły projekty o łącznej wartości 32,9 mld
zł, zostało tylko 11,7 mld zł.
Szczególnie wzburzeni są ci samorządowcy, którzy najbardziej ucierpieli. W
województwie opolskim nie ostał się ani jeden projekt, choć na poprzedniej
liście przygotowanej przez rząd PiS było zaplanowanych 18 inwestycji za 2,2
mld zł. – Jeszcze nie dotarło do mnie, że władze tego kraju mogły podjąć
decyzję, iż zbiornik retencyjny na Nysie jest nieistotną inwestycją – mówi
burmistrz miasta Jolanta Barska. W najbliższych dniach władze Nysy chcą się
spotkać z minister rozwoju regionalnego, by uzmysłowić jej, jak ważna dla
regionu jest ta budowa. – W przypadku przerwania zniszczonych wałów zbiornika
całe miasto znajdzie się 20 metrów pod wodą – alarmuje burmistrz Nysy.
Katastroficzne wizje snuje też Stanisław Pankiewicz, wójt gminy Jasło i
przewodniczący Związku Gmin Dorzecza Wisłoki. – Rząd chyba woli płacić potężne
pieniądze na zwalczanie skutków powodzi i dalej narażać mieszkańców na
niebezpieczeństwo, niż zapobiegać takim kryzysom – mówi rozgoryczony. Walczy o
dofinansowanie budowy zbiornika Kąty-Myscowa w Beskidzie Niskim.
Podkarpackie też należy do najbardziej poszkodowanych województw, bo na liście
nie został żaden z jego projektów (było ich 21 o wartości 2,9 mld zł).
Do walki o pieniądze włączyli się posłowie. Parlamentarny Klub Platformy
Obywatelskiej wezwał minister rozwoju regionalnego Elżbietę Bieńkowską, by
wytłumaczyła swoje decyzje. Nieoficjalnie wiadomo, że przynajmniej część
członków PO żądała od minister Bieńkowskiej, by się z nich wycofała.
"Najbardziej skrócono listę Inwestycji proekologicznych. Na nowej liście
projektów kluczowych zostało tylko 48 projektów środowiskowych o wartości ok.
11,7 mld zł (bez projektów obejmujących więcej niż jedno województwo). Stara
lista była bardziej rozbudowana – liczba planowanych inwestycji to ok. 380, a
ich wartość – 44,6 mld zł."
Do rozgoryczonych samorządowców dołączają opozycyjni politycy. – Dla tej
koalicji niektóre regiony okazały się spaloną ziemią, bo ich mieszkańcy w
wyborach nie uwierzyli w cuda Donalda Tuska – mówi „Rzeczpospolitej”
podkarpacki poseł PiS Stanisław Zając, wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji
Ochrony Środowiska.
Jarosław Kaczyński wczoraj na konferencji w Białymstoku zapowiedział, że
wkrótce powstanie mapa internetowa wycofanych inwestycji. Jego zdaniem
postawiono na rozwój bogatszych regionów. – Platforma tak naprawdę zdradza
Polskę wschodnią – grzmiał wczoraj wicemarszałek Sejmu Krzysztof Putra (PiS).
Z analizy „Rz” wynika jednak, że najwięcej cięć było na południu kraju – od
Śląska do Podkarpacia.
Minister Bieńkowska broni swoich decyzji. Mówi, że pieniądze nie przepadną i
samorządy będą mogły o nie występować, ale w konkursach.
Rzeczpospolita