Gość: behemot
IP: *.dynamic.chello.pl
01.08.14, 09:34
Jadąc w deszczu na znamienitą opolską uczelnię o poranku, bladym świtem, ręka się omsknęła na radyjku samochodowem i trafiłem w miejsce skali radiowej gdzie Lis, Wołek i Wróbel wzięli pod but krytycznego kopania Powstanie Warszawskie z okazji 70 rocznicy jego wybuchu. Lis mię rozczulił, opowieścią o tym, jak to wczoraj płakał jak bóbr oglądając filmy dokumentalne pokazujące tragizm, martyrologię i bezsens, bezsens i bezsens decyzji kierownictwa AK i Londynu. Krytycznie kopiący wspaniałomyslnie odżegnali się od odbierania nazw ulic powstańcom im patronującym a osobliwie "Monterowi", którego uznali wręcz za niekompetentną kreaturę podejmującą z punktu widzenia taktyki decyzje tragiczne w skutkach. Dostało się powstańcom za 180 tys. poległych cywili, za 18 tys. poległych zołnierzy AK a Niemców tylko 1800 zgineło i gdyby odliczyć Ukraińców i Estończyków, to tyle co nic. Jak wielką nikczemnościa jest powiedzenie tym ludziom dziś u schyłku ich życia w tak wazną dla nich rocznicę, którzy jako nastolatkowie staneli do kilkudniowej, w ich przekonaniu walki, że są winni, no może jak nie oni to ich dowódcy, którym ufali, sa winni wymordowaniu ludności cywilnej, zrównaniu Warszawy z ziemią i opóźnieniu zakończenia wojny o kilka miesięcy. I to im mówią wspołcześni czterdziestolatkowie, aspirujący do miana polskiej inteligencji, mającej być busolą narodu. Zostawiam wszystkim prawo do oceny decyzji sprzed siedemdziesięciu lat, jednak sam 1.08. w hołdzie tym co polegli i żyją niech pozostanie wolny od krytycznych ocen.