lalecznik-7
30.10.16, 18:04
Teściowej ukradli stroik z nagrobka rodziców. W biały dzień. Nie zdążyła nawet wyjść z cmentarza. Poszła tylko do kontenera wyrzucić zgrabione liście.
Problem jest stary. Pamiętam, że za komuny kradli stare znicze (nie zmieniały się stylem przez lata) i przetapiali niedopaloną parafinę. Dzisiaj możliwości są znacznie większe. Popyt tworzy rynek, brutalna prawda. A i łatwość duża. Co to jest wrzucać po kilka stroików do bagażnika i dostarczać innemu, co handluje przy większym cmentarzu lub na targu. Niebezpieczeństwo złapania praktycznie zerowe, poziom kary pewnie niski. Czysty zysk. Jednak w tym roku proceder ponoć wyjątkowo dokuczliwy.
Z drugiej strony idąc przez cmentarz i podziwiając wypasione groby tonące w kwiatach i zniczach, mam nieodparte uczucie graniczące z pewnością, że to nie o pamięć bliskich chodzi, a o swoistego rodzaju wyścig zbrojeń. Aby pokazać innym. Normą też są księża, którzy co łaska, ale nie mniej niż, mają stosowne stawki za pochówek. Przykłady są i takich, którzy mając parafianina w potrzebie pochówku najbliższego krewnego, mają go w garści, i bez krępacji wyciągają zeszyt z zaległościami za kolędę, zbiórkę na to, tamto itd.
Moralna czarno-biała tonacja szarzeje tym bardziej, gdy się patrzy na politykę. Taka Gosiewska jest w stanie żądać milionów za męża, który swoimi poselskimi interpelacjami w sprawie lotu do Tbilisi, delikatnie mówiąc, sam sobie trumnę wystrugał. Mamy też Jarosława, który całą mobilizację polityczną swojego elektoratu oparł na trumnie swojego brata. Nawet teraz, jak go pochował, jest zdolny do odkrycia krypty, i ponownego pochowania zwłok. Zapewnie ze swoim udziałem i odpowiednim ceremoniałem. Co on chce tam znaleźć? Własne sumienie? Dalej. Czytam o tańcach polityczno-finansowych wokół pożydowskich kamienic w Warszawie. Czytam wpisy obecnie-Mariusza na temat żydów, patrzę na powszechność antysemityzmu. O braku pamięci. Braku szacunku dla zmarłych. Tańcu na ich grobach. O apelach smoleńskich Macierewicza. Imionach i nazwiskach wyczytywanych przez polityków dla polityki. O celebracji Inki. Próbach zawłaszczania Pileckiego. O gwizdach na cmentarzach, na pogrzebach. O zarzucaniu braku pamięci o bohaterach, przy jednoczesnym ignorowaniu ofiar. Czasem ich ofiar. O nowej fali, historycznych pożeraczach ziem cmentarnych, karmiących się narodowymi klęskami, zapiekłymi w nie swoim bólu. I wracam do cmentarnego złodziejaszka, który sobie chce przyrobić te parę patyków, na niemoralnym procederze. Degeneracja? To jest chyba właściwe słowo. Tylko jego?
Wychodzi na to, że ten wykpiwany celtycki Halloween … okultystyczny, bleee i tfuu, z dziećmi, cukierkami, maskami … jest jednak tradycją dużo bardziej cywilizowaną.