marmullo
12.06.05, 11:58
4/5 festiwalu za nami,można sie więc pokusić o ocene tego co telewizja
abonamentowa przygotowala.Powrót do dychotomicznej koncepcji festiwalu wydaje
się byc słuszny.Z jednej strony mamy forme konkursu,czy plebiscytu, debiutow i
premier,z drugiej zaś przegląd tego co przez ostatni rok działo się w polskiej
piosence,zwieńczone jubileuszem Polskiego Radia.No i fakt,że spotkanie z
piosenką wydłużono do trzech dni,jest korzystny tak dla widza telewizyjnego i
samego miasta Opola współorganizatora festiwalu.
W koncercie premier raziła trochę kostropata konferansjerka w której wyrażnie
dało się odczuć,że prowadzacy wypowiadają kwestie wczesniej wyuczone i o ile
opanowali je pamięciowo dobrze,to aktorsko do niczego,brak było luzu i
spontaniczności.Pojawienie się Wilków rozbudziło dopiero niemrawą publiczność
i koncert szcześliwie dobrnął do upragnionego finału w którym widzowie
zadecydowali o kolejności zwycięzców koncertu premier.
Nagród i klasyfikacji jest tak wiele,że można sie pogubić i mam wrażenie,że
chodzi o to,by nikt z Opola nie wyjechał bez najmniejszej nagrody.
Brodka,Zakopower,i Golce to laureaci premier i wygląda na to,że góralszczyzna
zdominowała premiery.Jedno nie ulega watpliwości,że finansowym zwycięzca
konkursu premier został facet z Białegostoku wygrywając za udział w audiotele
42 tys.pln,a więcej niż zwycięzca na estradzie.
W konkursie Superjedynek wszyscy zostali nagrodzeni,a Kayah nawet podwójnie,bo
wystepowała w duecie i zaprezentowała publiczności karaoke,a swój utwór
wykonała dwa razy czego nie dopilnowali zapowiadajacy w koncercie policjanci
serialowi.Wystep owej pary był delikatnie mówiąc niefortunny,a brutalnie do
dupy.Poziom koncertu znacznie podniosły osoby wreczające superjedynki,a
zwłaszcza prof.Miodek,pianista Milewski czy Urszula Dudziak.Prawdziwa wielkość
sama i w każdych warunkach się obroni.Czego najlepszym wyrazem było zachowanie
się publiczności,ktora udowodniła,że jej możliwości sa ogromne od Mozarta, 1
Brygady, do hip-hopu.
Osobna sprawa był playback,który zawsze dzieli publiczność na wszystkich
imprezach.Ale skoro w spisie wukonawców sa dwie orkiestry,to może na
dzisiejszym koncercie usłyszymy muzyką żywą.
Kabareton, maraton kabaretowy-dobrze że powrócił na należne mu miejsce niczym
kombatant,któremu przywrócono prawa.Ani mru mru był słaby,bo niczym
specjalnym nie zaskoczył występując na bądz co bądż kultowej imprezie.Halama
dowiedział się chyba przedwczoraj,że wystapi i wykonał improwizację,ale
okazało się,że improwizować nie umie jak tuzy sceny kabaretowej ongis Laskowik
i Smoleń.Czasami spektakl zamarzał,co było winą wykonawców i pogody i nic
dziwnego,że z widowni leciały prowokacyjne okrzyki dezaprobaty.Skecz radio
grupy Kmity był aktorsko mistrzowski i na najwyższym poziomie
wykonawczym.Moralny niepokój zbudował fabułę wokół której kręciło się wszystko
tego wieczoru.Kryszak jak zawsze na pewnym poziomie,poniżej którego od lat nie
schodzi.Stuhrowi przydałby się ktoś do pomocy,bo przemarzł,a jak się pracuje w
zimnie to każdy wie.Jeszcze raz się okazało,że największe salwy śmiechu
wzbudzały kawały i dowcipy dotykające politycznej sfery naszego życia i
przynajmniej w Opolu jest to sprawdzona metoda,majaca swe żródło
historyczne,uprawiania sztuki kabaretowej.
Smoleń nieco geriatryczny a mniej satyryczny,dociągnął kunę do finału.
A najsmutniejsze było niestety,że w tym spektaklu wystąpiły zaledwie dwie
kobiety,świetne,ale było ich za mało,bo nic tak nie podnosi w górę sztuki jak
kobiece ciało.