Dodaj do ulubionych

Kontrolowany szpital

IP: *.gress.com.pl / 80.55.200.* 07.09.05, 20:55
a może by na ten temat powiedziała coś Pani Prezes Jażdż-Zaleska. Niech się
Redakcja Jej zapyta
Obserwuj wątek
    • Gość: z branży Re: Kontrolowany szpital IP: 80.51.229.* 08.09.05, 01:07
      Ta procedura kradzieży publicznych czyt. "naszych" pieniędzy jest w tym
      szpitalu nagminna z racji sposobu zarządzania nim (a właściwie braku tego
      sposobu)- byle do wyborów! A o resztę ( choćby 20 milionów zł zadłużenia ZOZ-u)
      niech się martwią Ci, którym pozostanie mieszkać na ziemi kluczborskiej. Na
      tej ziemi życzę szczególnie dużo zdrowia. Pozdrawiam!
      • Gość: Mx Re: Kontrolowany szpital IP: 217.197.78.* 08.09.05, 15:53
        Efekt przekształcenia Publicznego ZOZ-u w "dziwną" spółkę.
    • Gość: zdrowy Re: Kontrolowany szpital IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.05, 23:03
      Szpitale i tak ledwie zipią i żaden nie wytrzyma do końca roku a w budżecie nie
      ma kasy
    • Gość: pacjent Re: Kontrolowany szpital IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.05, 00:48
      NTO:
      REGION:: PO NASZEJ INTERWENCJI NFZ WYKRYŁ NIEPRAWIDŁOWOŚCI W KLUCZBORSKIM
      SZPITALU

      Uwaga! Tu oszukują

      - Spędziłam w szpitalu 20 minut, a z wypisu się dowiedziałam, że leżałam tam 4
      dni - mówi Magdalena Hrabal. (Fot. Mirosław Dragon)

      Ile może kosztować opatrzenie poparzonej dłoni? 3 tysiące złotych. Gdzie każą
      tyle płacić? W szpitalu w Kluczborku.

      Aż tyle nie zapłacimy
      Kazimierz Łukawiecki, dyrektor opolskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia:
      - Tak jak obiecałem "NTO”, natychmiast zaczęliśmy wyjaśnianie tych sytuacji.
      Wczoraj przeprowadziliśmy kontrolę w szpitalu w Kluczborku. W obu opisywanych
      przez was przypadkach - pań Józefy Zając i Magdaleny Hrabal - doszło do
      nieprawidłowości. Absolutnie niewłaściwie zakwalifikowano oba przypadki do
      procedur z katalogu świadczeń NFZ. Pieniądze nie zostały jednak wyłudzone, bo
      nie zapłaciliśmy za te świadczenia. Procedura pokontrolna wyjaśni, ile to będzie
      kosztować fundusz.
      Dobrze, że pacjenci mają na karcie informacyjnej koszt świadczeń, za które płaci
      NFZ. Każdy ma prawo wiedzieć, ile kosztuje jego leczenie. To uszczelnia system,
      tak jak książeczki RUM.

      We wtorek pisaliśmy o pacjentce z Wołczy-na, która spędziła noc na kozetce na
      oddziale chirurgicznym klucz-borskiego szpitala. Lecznica chciała skasować za
      leczenie od Narodowego Funduszu Zdrowia 950 zł ("Kozetka w szpitalu jak łoże w
      Sheratonie”).
      Ale to nie jedyny tego typu przypadek. Przedwczoraj 20-letnia Magdalena Hrabal z
      Kluczborka dostała ze szpitala wezwanie do zapłacenia 3104 zł. Za co? Za to, że
      pół miesiąca wcześniej opatrzono jej na oddziale chirurgicznym poparzoną rękę, a
      ona nie przyniosła książeczki ubezpieczeniowej.

      - Wezwanie do zapłaty odebrał mój tata - opowiada studentka fizjoterapii na
      Politechnice Opolskiej. - Kiedy zobaczył kwotę, o mało nie dostał trzeciego zawału.
      Magda nieszczęśliwie poparzyła się parą 18 sierpnia. Gotowała obiad, podniosła
      pokrywkę i nagle poczuła ból. Był tak mocny, że zadzwoniła po swojego chłopaka
      Bartka. Ten przyjechał ze słoikiem miodu, którym wedle starych rodzinnych
      sposobów obłożył oparzenie.
      Kiedy ból nie ustępował, Bartek zawiózł Magdę do szpitala. Tam trafiła na
      oddział chirurgiczny, gdzie przyjął ją ordynator dr Aleksander Grigorjew.

      - Kazał mi włożyć rękę pod wodę, bo, jak mówił, woda schładza oparzeliznę i
      uśmierza ból - opowiada mieszkanka Kluczborka. Pielęgniarki dały jej zastrzyki
      na tężec i przeciwbólowy i opatrzyły ranę.
      - Ordynator powiedział do pielęgniarki: Przyjmujemy na oddział - opowiada Magda.
      - A do mnie: Pani może jechać do domu.
      Lekarz przepisał jeszcze receptę na leki przeciwbólowe, antybiotyk i maść.
      Nazajutrz Magda przyszła na kontrolę. Lekarz usunął jej pęcherze, które zrobiły
      się na oparzeliźnie, i uspokoił, że rana nie wygląda groźnie.
      20-latka z Kluczborka więcej już do szpitala nie przyszła, sama zmieniała
      opatrunki. Miała jeszcze donieść legitymację ubezpieczeniową mamy, bo do
      szpitala zgłosiła się tylko z książeczką RUM-owską.
      - Zapomniałam całkiem o tej legitymacji - przyznaje Magda. Przypomniała sobie
      przedwczoraj, kiedy otrzymała wezwanie do zapłaty 3104 zł. Szpital wysłał też do
      funduszu rozliczenie za jej leczenie.

      - Zgodnie z ustawą o finansowaniu świadczeń zdrowotnych nieubezpieczony pacjent
      nie ma prawa do leczenia finansowanego przez NFZ - tłumaczy Renata
      Jażdż-Zaleska, prezes lecznicy. Zapowiedziała jednak przeprowadzenie wewnętrznej
      kontroli w szpitalu.
      Wczoraj ojciec Magdy poszedł do szpitala z legitymacją ubezpieczeniową. Poprosił
      o kartę leczenia. Z niej dowiedział się, że córka przebywała w szpitalu od 18 do
      22 sierpnia.

      - Przecież spędziłam tam 20 minut w jeden dzień i jeszcze krócej nazajutrz -
      mówi dziewczyna. - A w wezwaniu do zapłaty figuruje nawet opłata za doby
      hotelowe i wyżywienie.
      Ordynator chirurgii dr Aleksander Grigorjew twierdzi, że pacjentka nie chciała
      zostać w szpitalu i poszła na przepustkę. Wczoraj NFZ przeprowadził kontrolę w
      kluczborskim szpitalu. Jej wyniki wskazują, że rację mają skarżący się pacjenci.


      Mirosław Dragon
      mdragon@nto.pl

      ...Pieniądze nie zostały jednak wyłudzone, bo
      nie zapłaciliśmy za te świadczenia." ha, ha,ha... A czy np. groźba zabójstwa nie
      jest na tyle poważnym występkiem dla prokuratury co zabójstwo. Widać przecież
      wyraźnie, że szpital miał zamiar wyłudzic.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka