Gość: Ania
IP: *.atol.com.pl
25.03.06, 01:41
Przychodzi Buzek do Kwaśniewskiego. Siadają przy stole. Prezydent patrzy na
niego ... - marne to, oczka podkrążone, rączki mu chodzą. Kwachu pyta:
- Panie premierze, wygląda pan nie najlepiej, co się stało?
Buzek na to mówi:
- Kurcze Olek dajmy spokój tym konwenansom. Powiedz mi, do cholery, jak ty to
robisz?! Otaczasz się samymi fachowcami, ekspertami pod każdym względem, masz
kogo do telewizji posłać do każdego programu, twoja kancelaria pełna jest
dobrych doradców, prawników, ludzi od mediów, nawet żona ci pomaga i
wyciągnie cię z największej opresji itd...., A ja: cały mój gabinet to banda
kretynów, moi doradcy to infantylne gnojki, mój sekretariat wypełniają
troglodyci. No powiedz, jak ja mam mieć dobre notowania pracując z takim
motłochem, no jak!! Olek proszę cię, powiedz mi, jak ty sprawdzasz swoje
otoczenie i doradców, żeby się dowiedzieć,
którzy się nadają, a którzy nie??!
(kończył już chlipać Kwachowi w rękaw).
Olek popatrzył i zamyślił się, po kilku sekundach milczenia mówi:
- Dobra, panie profesorze, powiem to panu, bo szkoda mi się pana zrobiło. Po
prostu przeprowadzam mały test.
- Test? Jaki test?- pyta Buzek.
- A zaraz go panu zademonstruje.
- RYYYYSIEK !!!!! wola Kwachu.
Po chwili do gabinetu wbiega sapiąc i dysząc Kalisz.
- Słuchaj no Rysiu powiedz swemu prezydentowi taka rzecz: kto to jest jest
synem twojej matki ale nie jest twoim bratem?
Kalisz przymrużył oczka i po 4 sekundach mówi:
- To proste, to musze być ja!
- Dobrze, Rysiu, możesz odejść.
Drzwi się zamknęły.
- Widzi pan profesor, sprawdzam w ten sposób każdego z mojego otoczenia. Jak
źle odpowie to won!
- Doskonale!- ucieszył się Buzek - Muszę to wypróbować.
Następnego dnia przechadza się Buzek w kuluarach sejmowych i myśli, kogo by
tu przydybać i wypróbować. Nagle patrzy, a tu Handke próbuje uciec do sali
kolumnowej udając, że nie widzi swojego szefa. Buzek szybkim susem dopadł
balustrady i wola go. Chcąc nie chcąc minister edukacji poczłapał do Buzka.
- Mirek powiedz mi, kto to jest - jest synem twojej matki, ale nie jest twoim
bratem?
Handke zbaraniał. Po chwili:
- Ależ panie premierze, nie mogę tak od razu udzielić odpowiedzi, to może być
bardzo pochopne, musze mieć więcej czasu, myślę, że do jutra mógłbym postarać
się żebrać odpowiednie dane i udzielić przynajmniej wstępnej odpowiedzi...
Buzek się skrzywił.
- Dobra, Mirek, do jutra masz czas.
Handke w te pędy pognał do ministerstwa, powołał sztab kryzysowy, zamówił
ekspertyzy, analizy. Za pieniądze z rezerwy MEN-u została utworzona specjalna
komórka do uporania się z problemem. Siedzą, myślą i nic. Nikomu nic do głowy
nie przychodzi. Siedzieli tak aż do rana. W końcu Handke myśli:
- Kurcze, zadzwonię do Balcerowicza- mówią, że to podobno niegłupi facet,
może on cos pomoże. Jak pomyślał tak zrobił.
Odbiera zaspany Balcerowicz.
- Panie premierze, mam do pana takie małe pytanie: kto to jest synem twojej
matki, ale nie jest twoim bratem?
- Oczywiście, że to jestem ja!!!- wrzasnął Balcerowicz i trzasnął słuchawką.
Uradowany Handke biegnie do URM-u, wpada do kancelarii premiera drąc się
wniebogłosy:
- Wiem! Wiem!
Z gabinetu wychodzi Buzek.
- No słucham, Mirek, słucham?
- To jest oczywiście Leszek Balcerowicz!
Buzkowi zwęziły się oczy, cały posiniał i wrzasnął.
- WON!!! WON!!! Won stąd ciemna maso!!! To jest Rysiek Kalisz!!!