Gość: xyz
IP: *.chello.pl
02.05.07, 05:18
1 maja 1886 roku tysiące robotników w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie
przerwały pracę na wezwanie związków zawodowych. Celem strajku było
wywalczenie 8-godzinnego dnia pracy. 3 maja chicagowska policja otworzyła
ogień do strajkujących, zabijając i raniąc wielu z nich. Następnego dnia
zwołany został w Chicago, na Haymarket Square, wiec przeciwko brutalności
policji.
Przemoc w obronie interesów pracodawców nie była w USA czymś wyjątkowym.
Dokładnie rok przed wydarzeniami, które upamiętnia Święto Pracy, chicagowska
policja zamordowała dwóch strajkujących kamieniarzy. Na porządku dziennym
było pałowanie robotników przez funkcjonariuszy. "New York Times" informował
o szczodrości chicagowskich biznesmenów, którzy ufundowali "przydatną broń do
rozpędzania protestów" w postaci działka Gatlinga (wczesna forma karabinu
maszynowego).
Smutne, że sprawy, o które walczono sto kilkadziesiąt lat temu, nadal nie
zostały załatwione. Ośmiogodzinny dzień pracy, praca dla wszystkich, godne
warunki życia, prawdziwa, a nie tylko formalna demokracja... - postulaty
wypisywane niegdyś przez PPS-owców na pierwszomajowych transparentach nie
straciły niestety na aktualności. Takich praw nie dostaje się w prezencie,
trzeba je wywalczyć. I o tym powinien przypominać nam 1 Maja.