Dodaj do ulubionych

Nie wznawiać procesu Kowalczyków

17.08.07, 13:01
autor piszemy - nie znamy jeszce uzasadnienia. Tymczasem
uzasadnienie od dawna jest dostepne. Trzeba tylko umieć korzystać z
internetu. Ale może za wiele wymagam?
Obserwuj wątek
    • Gość: antyterrorysta Nie wznawiać procesu Kowalczyków IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.07, 13:02
      Paranoja! Ludzie, jacy oni pokrzywdzeni! Ofiarami, o których nikt
      nie mówi, byli ci, których posądzano o wysadzenie auli (może ktoś
      tym się wreszcie zajmie). A gdyby tak studenci WSP nie skończyli
      próby teatru nieco wcześniej, to czy o "bohaterskich braciach"
      powstałyby dziś filmy-peany na ich cześć? A to, że rodzinka związana
      jest z politechniką, to jest przejaw prześladowania?
      Przecież szczególnie w obecnych czasach, każdy, kto w taki sposób
      manifestuje swe niezadowolenie, jest nazywany TERRORYSTĄ.
      • mieszaniec-zopola Nie podzielam argumentacji pana Bereszyńskiego 17.08.07, 18:37
        Rozdzielenie na gruncie prawa IIIRP i PRL nie jest możliwe.
        Musielibyśmu unieważnić świadectwa, tytuły, dyplomy, małżeństwa,
        akty notarialne, stopnie naukowe i wojskowe, świadectwa urodzeń,
        zgonów, zobowiązania podatkowe, świadczenia społeczne itd.
        To, że pan Bereszyński nie poszedł po odszkodowanie świadczy o jego
        przyzwoitości, ale nie nie może być w tej sprawie argumentem.
        Wszelkie zobowiązania państwa wobec spraw z przeszłości to sprawa
        kontrowersyjna. Zawsze opiera się się bowiem ona na wewnętrznej
        solidarności społecznej, w myśl której za zobowiązania dziadków
        płacą ich Bogu ducha winne wnuki. Dotyczy to o wiele poważniejszych
        spraw, jak n.p. problemu zadłużenia państwa.
        Cała argumentacja jest niepotrzebna. Sprawy nie da się załatwić
        zgodnie z intencjami OSPNu, to było wiadome od początku. Nie ma
        takiej siły sprawczej, aby sądy orzekały kierując się "stanem
        świadomości historycznej" czy innnymi takimi patriotycznymi
        zadęciami. Nie ma takiej siły sprawczej, aby zbiorowość nie miała
        podzielonych w tej kwestii opinii.
        • mx4 Podzielam opinię "antyterrorysty" 17.08.07, 18:49
          No właśnie. Co z ludźmi których w czasie tamtego śledztwa posądzono
          o wysadzenie auli (zanim złapano Kowalczyków) ?
        • Gość: Z. Bereszyński Re: Nie podzielam argumentacji pana Bereszyńskieg IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.08.07, 18:45
          Nie straszmy ludzi konsekwencjami wprowadzenia III RP, bo żyjemy w niej już
          siedemnasty rok i chyba wszyscy zdążyli się do tego przyzwyczaić. Odmowa uznania
          PRL za autentyczne państwo polskie i trzymanie się zasady, że III RP jest
          bezpośrednim sukcesorem prawnym II RP, nie grozi wcale kłopotami, o jakich pisze
          mieszaniec-zopola. Wcale nie oznacza to masowego anulowania ślubów cywilnych,
          świadectw szkolnych, dyplomów akademickich, praw jazdy itp. z okresu PRL. O
          płonności tego rodzaju obaw świadczą najlepiej doświadczenia krajów bałtyckich,
          Litwy, Łotwy i Estonii, które z chwilą odzyskania niepodległości stanęły na
          gruncie bezpośredniej kontynuacji prawnej stanu istniejącego przed czerwcem 1940
          r. We wszystkich tych krajach uznano okupację sowiecką za nielegalną, odcinając
          się od prawnej tradycji miejscowych SRR. Fakt ten nie spowodował jednak żadnych
          poważniejszych komplikacji w życiu prywatnym obywateli. Podobnie było w
          przypadku różnych krajów, których terytoria były w okresie II wojny światowej
          okupowane przez Niemców.

          To, że III RP jest bezpośrednim sukcesorem prawnym II RP, jest zresztą faktem,
          którego nie da się w racjonalny sposób kwestionować.

          Emigracyjne władze II RP, działając zgodnie z ustawą konstytucyjną z kwietnia
          1935 r., sprawowały swój mandat aż do 1990 r., do chwili przeprowadzenia w
          Polsce pierwszych wolnych wyborów prezydenckich, a po tych wyborach nastąpiło
          oficjalne przekazanie insygniów władzy nowo wybranemu prezydentowi. Nowo wybrany
          prezydent (Lech Walęsa) ogłosił wówczas początek III Rzeczypospolitej, co
          oznaczało nawiązanie bezpośredniej ciągłości prawnej z II RP, z pominięciem PRL.
          Nie doszło natomiast do przejęcia oznak urzędu z rąk ustępującego prezydenta
          Jaruzelskiego. W taki sposób obecne państwo polskie stało się kontynuatorem i
          bezpośrednim sukcesorem II RP.

          Kolejnym tego potwierdzeniem stała się podjęta w dniu 16 kwietnia 1998 r. przez
          Senat RP uchwała o "ciągłości prawnej między II a III Rzecząpospolitą Polską". W
          uchwale tej uznano "państwo utworzone w wyniku II wojny światowej na ziemiach
          polskich i funkcjonujące w latach 1944-1989 za niedemokratyczne państwo o
          totalitarnym
          systemie władzy, będące elementem światowego systemu komunistycznego, pozbawione
          suwerenności i nie realizujące zasad zwierzchnictwa Narodu". "Senat - głosiła
          uchwała - uznaje ciągłość prawną II i III Rzeczypospolitej, wyrażającą się w ich
          suwerennym i niepodległym bycie. Tym samym stwierdza, że narzucona w dniu 22
          lipca 1952 r. konstytucja niesuwerennego państwa nie podważyła legalności
          mocy prawnej Ustawy Konstytucyjnej Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 23 kwietnia
          1935 r. oraz opartego na niej porządku prawnego". Senat wyraził wdzięczność
          organom państwa polskiego na uchodźstwie, które "umożliwiły zachowanie ciągłości
          prawnej między II i III Rzecząpospolitą Polską" i stwierdził, że "akty
          normatywne stanowione przez niesuwerennego prawodawcę w latach 1944-1989
          pozbawione są mocy prawnej, jeśli godziły w suwerenny byt państwa polskiego lub
          są sprzeczne z zasadami prawa, uznawanymi przez narody cywilizowane,
          znajdującymi swój wyraz w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka".

          Ten stan rzeczy trwa do dzisiaj i jest fundamentem naszego aktualnego porządku
          polityczno-prawnego, aczkolwiek praktyczna realizacja wypływających stąd
          wniosków natury prawnej pozostaje ciągle daleka od konsekwencji (jak wiele
          innych rzeczy w naszym kraju, niestety!).

          Jeżeli uważamy się za obywateli III RP, to tym samym dajemy wyraz faktowi, że
          państwo, w którym żyjemy, jest bezpośrednim sukcesorem prawnym II RP, z
          pominięciem PRL jako tworu nieautentycznego. I w rzeczy samej – nie spotkałem
          dotąd nikogo, kto określałby PRL mianem III RP. Nie czynią tego nawet
          najzagorzalsi obrońcy politycznego dziedzictwa PRL!

          Elementarna logika prawna nie dopuszcza takiej możliwości, by PRL była legalnym
          bytem prawnym w sytuacji, gdy legalne pozostawały emigracyjne władze RP,
          działające na mocy konstytucji z kwietnia 1935 r. Nie mogło być jednocześnie
          dwóch różnych legalnych państw polskich! Jeżeli odrzucimy sławetną tezę Mołotowa
          z 1939 r., że państwo polskie przestało istnieć we wrześniu 1939 r., to po
          prostu nie ma miejsca na legalność PRL. Inna sprawa, że w naszym życiu
          publicznym czasami zapomina się o zasadach logiki, czego przykładem może być
          inicjatywa OSPN, które jednocześnie chciało i nie chciało, by Sąd Najwyższy
          stanął na gruncie prawnej sukcesji PRL. Trzeba jednak dążyć do tego, by ład
          prawny w Polsce był bardziej spójny, i konsekwentny, a nie odwrotnie.

          To, że żyjemy w III RP, będącej bezpośrednią sukcesorką prawną II RP, jest
          konsekwencją określonego wyboru politycznego, jaki został dokonany już wiele lat
          temu. Oczywiście, że istniała możliwość dokonania innego wyboru. Lech Wałęsa
          mógł przejąć insygnia urzędu nie od prezydenta Kaczorowskiego (nb. obecnego
          doktora h.c. Uniwersytetu Opolskiego), ale od gen. Jaruzelskiego. Mielibyśmy
          wtedy IV RP (już od 1990 r.), a PRL określano by mianem III RP. Stało się jednak
          tak jak się stało. Mamy III RP, co zostało powszechnie zaakceptowane, i będzie
          tak aż do czasu ewentualnego uchwalenia nowej konstytucji, na co raczej w
          najbliższym czasie się nie zanosi. Nie podważajmy tego stanu rzeczy w imię
          takich czy innych sentymentów czy resentymentów politycznych, bo nie wyniknie z
          tego nic dobrego, a jedynie większy zamęt.

          Nic chciałbym dłużej ciągnąć dyskusji na ten temat, ponieważ wyszlibyśmy w ten
          sposób zbyt daleko poza ramy merytoryczne tego wątku. Polecałbym natomiast
          lekturę argumentów "za i przeciw", jakie padły w dyskusji prowadzonej na innej
          stronie internetowej.

          www.strategie.net.pl/viewtopic.php?t=2032&start=195&sid=4104c0bbf72e457996667c1272d1f662
          I jeszcze jeden link na ten temat:
          www.senat.gov.pl/K4/DOK/DIAR/10/1004.HTM
          Diariusz Senatu RP, nr 10


          Pozdrawiam

          Z.B.




          • mieszaniec-zopola Re: Nie podzielam argumentacji pana Bereszyńskieg 23.08.07, 20:33
            Panie Bereszyński!
            Szanuję Pana za całe wiele rzeczy, chociaż nie wiem nawet jak Pan
            wygląda. Jednakże to co Pan napisał w komentowanej publikacji i w
            replice na mój wpis wogóle się nie trzyma kupy, a to z takiego
            powodu, że pisze Pan z serca, a nie z rozumu. Niczym to Panu nie
            uwłacza, wręcz dobrze o Panu świadczy. Jednakże w kwestii prawa
            obowiązuje surowa logika. Nie od dziś wiadomo, że adepci tej sztuki
            na pierwszym roku pobierania nauk studiują logikę, która raczej
            kojarzy się z matematyką. To co Pan pisze jest totalnie nielogiczne.
            PRL od początku istnienia posiłkował się aktami prawnymi
            ustanowionymi w II RP. Wprowadzano nowe prawo, w określonych
            obszarach zgodne z logiką niedemokratycznego systemu monopartyjnego,
            ale zawsze nawet to nowe prawo wyrastało z prawa ustanowionego w II
            RP. Wbrew pozorom, w obszarach, nazwijmy to, nieideologicznychm
            system prawny PRL był systemem mniej więcej odpowiadającym
            standardom państw demokratycznych. Trudno n.p. zaprzeczać, że prawo
            karne, poza kwestiami odpowiedzialności za przestępstwa polityczne i
            istnieniem i stosowaniem kary ostatecznej, różniło się wiele od
            obowiązującego dzisiaj. Budując III RP nie wrzuciliśmy systemu
            prawnego PRLu do kosza, tylko zmienialiśmy prawo drogą ewolucji. W
            ogromnej ilości przypadków hurrawariactwo sejmowych neofitów
            doprowadziło do sytuacji, że poszczególne elementy systemu prawnego
            zatoczywszy koło wróciły do stanu z PRLu. Przejściowo uznawaliśmy
            cały system prlowskiego prawa, tak jak po 1945 PRL wspierał się
            systemem prawnym II RP. Twarda logika nakazuje zatem nam uznać, że
            mamy ciągłość systemu prawnego państwa od II RP poprzez PRL do
            dzisiejszej Polski. Nie ma tu żadnej czarnej dziury. Porównywanie
            do sytuacji Preibałtiki jest nieadekwatne, PRL stanowił bowiem
            państwo zależne od ZSRR, nie była to jednak okupacja, jak w
            przypadku LŁE.
            Gesty prezydenta Wałęsy, wspomniana uchwała senacka, przyjęcie
            insygniów od prezydenta na uchodźtwie mają znaczenie symboliczne, a
            nie znaczenie formalne. Oznaczały bowiem pełne odrodzenie
            demokratycznego państwa. Formalnie jednak nijak nie oznaczały
            utworzenia czarnej dziury i zanegowania ciągłości prawnej państwa z
            PRLem w środku.
            I jeśli Pan pozwoli, odniosę się jednak do tego symbolicznego
            znaczenia. Osobiście uważam, że źle się stało. Postawienie
            symbolicznego pomostu prawo pomiędzy II i III RP stawia nas bowiem
            w bardzo niezręcznej sytuacji. Zamiast postawienia kamienia milowego
            przydałoby się postawienie kamienia węgielnego pod budowę nowego
            państwa, nieskażonego zamachem majowym, Berezą Kartuską, Brześciem,
            biciem profesorów, antysemityzmem, biciem Żydów, ławkowym gettem,
            ONRem, Rycerzem Niepokalanej i pociesznymi budkami z serduszkiem
            pomysłu pana premiera. Być może postawienie takiej wyraźnej granicy
            pozwoliłoby nam zbudować nowoczesne państwo, bez Rydzyka, bez
            antysemityzmu, bez stawiania pomników bandytom i przede wszytskim
            bez rozwalanki tak ciężko zbudowanych podstaw państwa
            demokratycznego. Pozdrawiam Pana serdecznie.
            P.S> Czy nie myśłał Pan o nawiązaniu współpracy z Opolskim Bractwem
            Rycerskim? Z racji pańskich zainteresowań byłoby to miłe dla Pana
            miejsce. Jeśli Pan chce mogę Pana skontaktować z ludźmi z Bractwa.
            • Gość: Z. Bereszyński Re: Nie podzielam argumentacji pana Bereszyńskieg IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.08.07, 00:11
              Polityczno-prawna tradycja II RP to nie tylko fakty i epizody wymienione tu
              przez mieszańca-zopola. To także tradycja PPS, ruchu ludowego, tradycja
              Ciołkoszów, Barlickiego, Niedziałkowskiego, Daszyńskiego, Pużaka, Witosa i in.
              Praktycznie każde współcześnie funkcjonujące środowisko społeczno-polityczne
              może nawiązywać do jakiegoś wątku wśród wielobarwnego dziedzictwa ideowego II
              RP.

              W okresie II wojny światowej polityczno-prawną ciągłość II RP zapewniły
              środowiska pozostające w opozycji w stosunku do rządów funkcjonujących w latach
              1926-1939: socjaliści (WRN, a przejściowo PS), SN, SL i SP. Te cztery
              ugrupowania stanowiły w tamtym okresie polityczną reprezentacją społeczeństwa w
              strukturach państwa podziemnego. Podobnie było w emigracyjnych władzach RP.
              Również w okresie powojennym emigracyjne władze II RP były tworzone przeważnie
              przez ludzi spoza układu funkcjonującego w latach 1926-1939, jak np. premier
              Tomasz Arciszewski, działacz PPS.

              Polityczno-prawną ciągłość II RP odrzucali tylko komuniści, dla których wiążąca
              była sławetna teza Mołotowa, wedle której państwo polskie przestało istnieć we
              wrześniu 1939 r. Siły niepodległościowe uznawały ciągłość instytucji państwowych
              w kraju i na emigracji zgodnie z przepisami ustawy konstytucyjnej z kwietnia
              1935 r.

              W 1944 r. komuniści uciekli się do formalno-prawnego wybiegu, odwołując się
              bezpośrednio do konstytucji marcowej z 1921 r. i dezawuując konstytucję
              kwietniową z 1935 r., stanowiącą podstawę działania emigracyjnych władz RP. Była
              to bardzo nieudolna próba podważenia legalności władz emigracyjnych oraz
              zalegalizowania reżimu komunistycznego, który faktycznie nie miał żadnego
              mandatu do sprawowania władzy: ani formalno-prawnego ani społecznego.
              W rzeczywistości jednym źródłem władzy dla tego reżimu była wola Stalina i jego
              następców.

              Działalność emigracyjnych władz RP zapewniła ciągłość polityczno-prawnych
              instytucji II RP aż do 1990 r., gdy insygnia władzy zostały przekazane wybranemu
              w kraju prezydentowi. Jest to fakt, którego nie da się racjonalnie kwestionować.

              Przejęcie insygniów władzy przez prezydenta Wałęsę nie było tylko aktem
              symbolicznym. Był to także akt prawny o fundamentalnym znaczeniu dla
              polityczno-prawnej tożsamości naszego państwa. Konstytucja kwietniowa z 1935 r.
              przyznała prezydentowi RP prawo wyznaczania swojego następcy w okresie wojny, a
              także w okresie powojennym, do czasu zawarcia układu pokojowego, a nawet nieco
              dłużej (Art. 24). Przekazując insygnia urzędu, ostatni prezydent II RP,
              skorzystał z tych uprawnień, czyniąc swoim prawnym następcą Lecha Wałęsę,
              pierwszego prezydenta III RP. W ten sposób zapewniona została bezpośrednia
              ciągłość prawna II i III RP.

              Oczywiście, że mogło stać się inaczej, ale stało się tak jak się stało i w
              sprawie tej zapanował powszechny consensus. Powszechnie, mniej lub bardziej
              świadomie, zaakceptowano tezę, że państwo funkcjonujące od 1990 r. to III RP, co
              oznacza bezpośrednią kontynuację II RP. Kwalifikacji tej nie kwestionują nawet
              środowiska postkomunistyczne, skądinąd silnie przywiązane do tradycji PRL.
              Burzenie tego consensusu byłoby niepotrzebnym sianiem zamętu w państwie i jego
              strukturach prawnych.

              To, że w czasach PRL wykorzystywano ustawodawstwo z okresu międzywojennego, nie
              ma tutaj nic do rzeczy, podobnie jak fakt, że po 1990 r. nie odrzucono en block
              całego ustawodawstwa z czasów PRL. Podobnie działo się w innych państwach, które
              były przejściowo okupowane, a mimo to zachowały ciągłość prawną .

              Traktowanie PRL jako prawowitego państwa polskiego oznaczałoby akceptację dla
              dyktatu Stalina, który ustanowił w Polsce rządy swojej agentury politycznej.
              Byłoby to kwestionowanie oczywistych faktów historycznych, że kraj był okupowany
              i pozbawiony suwerenności po 1944 r. Byłoby to także przyjęcie punktu widzenia
              Mołotowa, który
              w 1939 r. uznał II RP za państwo niebyłe.

              Uważam, że jest to jak najbardziej logiczne postawienie sprawy. Jeżeli mamy III
              RP, to po prostu nie ma miejsca na legalność PRL. Pozbawiona logiki jest
              natomiast postawa naszych polityków, którzy stojąc formalnie na gruncie III RP,
              nie zadbali dotąd o uporządkowanie stosunków prawnych w państwie, tak by nie
              było kolizji pomiędzy prawnym dziedzictwem II RP a akceptowaną nadal częścią
              spuścizny po PRL (państwie okupacyjnym). Ujmując rzecz nieco inaczej, nasze
              elity polityczne nie zadbały dotąd o przyzwoitą i konsekwentną likwidację prawną
              stanu okupacji z lat 1939-1989. Uważam to za bardzo poważne uchybienie. Niestety
              tak to już jest, że nasi posłowie i senatorzy mają przeważnie „ważniejsze” i
              „pilniejsze” sprawy na głowie niż uporządkowanie państwa i jego struktur
              prawnych.

              Konsekwencją tego jest daleko posunięta nielogiczność i niespójność naszego
              systemu prawnego. Ludzie spod znaku OSPN nie są niestety jedynymi osobami, które
              gubią się w tej nielogicznej rzeczywistości. Zakładam, że mieli oni dobre
              intencje, ale po prostu zagubili się w kwestiach natury polityczno-prawnej,
              które faktycznie pozostają u nas straszliwie zawikłane.

              Aktualnie jestem bardzo zaabsorbowany pracą nad wykończeniem książki poświęconej
              historii „Solidarności” i środowisk opozycyjnych na Opolszczyźnie. Książka ta
              miała być wydana już dwa lata temu, ale przez ten czas nagromadziło się wiele
              dodatkowego materiału, który także należałoby wykorzystać. Sprawa ta pochłania
              mi obecnie niemal cały czas wolny, ponieważ chciałbym ukończyć książkę jeszcze w
              tym roku. W tej sytuacji trudno jest mi angażować się w jakieś nowe
              przedsięwzięcia, wymagające większego nakładu pracy. Gdybym jednak mógł być w
              czymś pomocny ludziom z Opolskiego Bractwa Rycerskiego,
              to oczywiście można na mnie liczyć. Z miłą chęcią pomogę im w ich działaniach,
              jeżeli tylko będzie to leżało w granicach moich możliwości. Dziękując
              mieszańcowi-zopola za jego propozycję, podaję na wszelki wypadek swój numer
              telefonu: (077)474-88-39.

              Serdecznie pozdrawiam

              Zbigniew Bereszyński
      • Gość: :) Wznowić proces tych terrorystów i skażać na dożyw IP: *.adsl.inetia.pl 23.08.07, 00:46
        Gdyby nie zadziałął wcześniej zapalnik chemiczny w powietrze
        wyleciałoby kilkuset milicjantów i ich rodfziny, które tweż miały
        byc na akademi!
        I może dać tym bandytom zaza to medal że chcieli być polską alkaidą?
        Czy mamy sie na nich wzorować?
    • Gość: andrzej Nie wznawiać procesu Kowalczyków IP: *.chello.pl 17.08.07, 23:42
      Dwóch bandytów Kowalczyków rozwaliło aulę i mają zostać świętymi? To
      zwyczajni bandyci.
    • Gość: Nowojorski Nie wznawiać procesu Kowalczyków IP: *.dyn.optonline.net 17.08.07, 23:56
      Bzdury Gazety Wyborczej.
    • Gość: Z. Bereszyński Re: Nie wznawiać procesu Kowalczyków IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.08.07, 15:22
      Potrafię korzystać z internetu, ale nie zawsze mam do niego dostęp, ponieważ
      często zmieniam miejsce pobytu. W momencie pisania tekstu o sprawie Kowalczyków
      byłem niestety odcięty od tego źródła informacji. Z konieczności oparłem się
      wyłącznie na dostępnych mi informacjach prasowych. Obecnie znam już treść
      uzasadnienia, ale fakt ten pozostał bez wpływu na mój stosunek do sprawy. To co
      napisałem w tekście opublikowanym w GW pozostaje aktualne w całej rozciągłości.

      Pozdrawiam

      Z.B.
      • Gość: Z. Bereszyński Re: Nie wznawiać procesu Kowalczyków IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.08.07, 15:25
        Powyższy post stanowi odpowiedź na uwagę ze strony założyciela wątku (alek_s).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka