Dodaj do ulubionych

Łamali Kozerę, łamali Żyłową

IP: *.punkt.pl 25.10.08, 23:36

Czas zapewnic chłopcom,
Tysiąc minus średnią krajową
Do tego
Niech im kac o poranku
Dziennie pali rurę
W takim wymiarze Panie
Daj im emeryturę
Obserwuj wątek
    • Gość: Dytylius Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.08, 16:26
      Godne podziwu jet to że pan filozof wypowiadał sie w felietonach
      radiowych w nto! głosem medrca człowieka prawego!

      A ta lampucera czerwona zawistna! z twarzą fan tomasa won,precz,raus!

      kobyło diabelska!
      • Gość: gość Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.chello.pl 26.10.08, 17:16
        Do kogo i o kim to piszesz?
        Po wpisie sądzą, że masz niewiele lat i pewnie nie zdajesz sobie
        nawet sprawy z tego ( bo na wiedzę historyczną nie liczę), że nie
        zawsze w Polsce była demokracja, nie zawsze w domach mieliśmy
        internet i forum gdzie możesz anonimowo opluć kazdego, nie zawsze w
        Polsce mozna było bezkarnie mówić i czynić inaczej niż chciała
        władza, nie wszyscy potrafili wytrzymać presję i szantaż.
        Z pewnością o tym nie wiesz. Pogadaj z dziadkiem, może się dowiesz
        czegoś ciekawego i o jego życiu, i o tamtej rzeczywistości.
        Nie mam zamiaru nikogo tłumaczyć ale protestuję przeciw ocenianiu
        kogokolwiek z perspektywy obecnej rzeczywistości.
        • Gość: wowa Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.08, 17:28
          oczywiście,że nie wszyscy mogli wytrzymać presję i szantaż,ale byli
          tacy i wcale nie było ich tak mało,którzy wytrzymali.Czasami za cenę
          zrobienia tzw kariery.Kogo zatem chciałbyś przytulić i po główce
          pogłaskać? A może twoich ulubieńców kołem łamano by do współpracy
          przymusić?
        • Gość: Ola Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.08, 17:49
          > nie zawsze w Polsce była demokracja

          Żyłowa i Kozera walczyli o demokracje.
          I o wolność.
          Swoiście pojętą.
          Czas do ZBOWiD-u.
          • Gość: gość Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.pools.arcor-ip.net 26.10.08, 17:59
            Lepiej mieć do czynienia z dziesięcioma jawnymi wrogami, niż z
            jednym fałszywym przyjacielem.
            Ludzie czynni w opozycji wiedzieli, czego spodziewać się po
            esbekach. Znali ich twarze, metody. Przed nimi można było się w
            dużym stopniu zabezpieczyć. O wiele groźniejsi i niebezpieczni byli
            udający przyjaciół donosiciele.
            Bez agentów SB była ślepa i głucha. O tym nie zapominajmy.
            Jeśli kogoś złamano, to mógł się po prostu znajomym do tego
            przyznać...
            • Gość: Ranicki Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.centertel.pl 26.10.08, 19:38
              Poska rzeczywistość: kapuś na kapusiu na kapusiu kapuś a na tym
              kapusiu jeszcze jeden kapuś!....
            • Gość: jasio Re:Koszałka Opałka i grafomana B. nie musieli IP: *.chello.pl 26.10.08, 20:01
              Skończcie z tą teorią o łamaniu. Taki B. donosi bo komuniści go ciężko
              skrzywdzili, dali wykształcenie a on sobie wymarzył kopanie buraków w kołchozie
              na Ukrainie. Teraz on nie tylko uważa za swój obowiązek tropić komunistów ale
              jeszcze ich ujawniać, odbierać emerytury, medale, zmieniać ulice i historię.
              Wobec komunistów Pana B. nie obowiązują normy. Może donosić do woli zwłaszcza że
              wmówił sobie że jest naukowcem, "naukowcem" dobre! kapuś z dobrym samopoczuciem
              i kolegą behemotem ubezpieczającym tyły.
              Panie B. gdyby nie opieka SB to byś Pan pewnie był dziś terrorystą- mordercą a
              mordercom Kościół nie wybacza, byłbyś Pan potępiony na wieczność!
              • Gość: opol Re:Koszałka Opałka i grafomana B. nie musieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.08, 20:10
                Pamiętam czasy jak pracowałem w OCMB w Opolu i regularnie do
                dyrektora przychodził "smutny pan z SB", było to na porządku
                dziennym. Każdy w pracy wiedział kto to jest. Ciekawe czy mój były
                dyrektor był TW czy kontaktem operacyjnym nikt nigdy się nad tym nie
                zastanawiał, takie były czasy. Wiadomo było że do wszystkich
                dyrektorów przychodzili smutni panowie, a co pisali w raportach to
                tylko ono wiedzieli. Nie usprawiedliwam tylko brania pieniędzy za
                sprzedawanie kolegów to było obrzydliwe i zasługuje na potępienie.
                • Gość: jasio Re:Koszałka Opałka i grafomana B. nie musieli IP: *.chello.pl 26.10.08, 21:01
                  Pojęcie kolegi jest dość względne, nieprawdaż?
                  natomiast donoszenie na przeciwnika politycznego do grupy trzymającej władzę
                  jest bezpieczne i opłacalne. B. jest dzisiaj tam gdzie oni byli (cytat z naszego
                  wodza, ale chyba każdy o tym wie?)
              • Gość: fasola Re:Koszałka Opałka i grafomana B. nie musieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.08, 21:28
                jasiu, tobie widac komunisci poskąpili wykształcenia, to dziwne pochodzenie masz
                przeciez słuszne (jestes brakujacym ogniwem w łańcuchu Darwina)
                Gorzej, ze twoi idole komunisci przy pomocy swych tajnych wspólpracowników
                (czytaj: mamusi - TW "kapusta" i tatusia - TW "bocian") pozałowali ci tez
                rozumku. Dzieki opiece SB wyrosłes na całkiem normalnego debila i jako taki nie
                bedziesz potępiony. Amen.
              • Gość: maniu Re:Koszałka Opałka i grafomana B. nie musieli IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.10.08, 22:47
                jasio a dlaczego tobie komuna wykształcenia nie dała? Jak ta komuna
                tak powszechnie to wykształcenie dawała to dlaczego jest tylu
                głupców w naszym narodzie.

                Albo może to wykształcenie za darmo jest tak mało warte zgodnie ze
                starym przysłowiem że tanie mięso psy jedzą
                • Gość: fucktycznie Wolny głos oszołomstwa IP: *.chello.pl 27.10.08, 03:04
                  To rzeczywiście bardzo smutne, że komuna i SB hamowały wolność
                  wypowiedzi. Smutne, bo gdyby nie to, już wtedy wiedziałbym ile w
                  Polsce oszołomów mamy. Oszczędziłbym sobie dzisiejszego ilościowego
                  szoku.
                  • Gość: gość Re: Wolny głos oszołomstwa IP: *.pools.arcor-ip.net 27.10.08, 07:12
                    Jasio nie rozróżnia donosu od publikacji.
                    Donosy były pisane bez wiedzy zainteresowanych, na których
                    donoszono. Wobec donosów byli bezbronni. Donosiciel podpisywał się
                    pseudonimem znanym tylko esbekowi. Donosu nie publikowano, ale
                    szkodę osobom na które donoszono przynosił.
                    Publikacja podpisana imieniem i nazwiskiem nie jest donosem, a
                    publikacją. Ujawniony agent ma prawo się bronić. A przede wszystkim
                    wie o tym, że ktoś o nim pisze i co o nim pisze.
                    • Gość: jasio Re: Wolny głos IP: *.chello.pl 27.10.08, 14:00
                      Pięknie to wyjaśniłeś chociaż nieprawdziwie.
                      chyba nie zauważyłeś że pan B. odpowiada na te posty które uważa
                      Panuje ostracyzm - ja nie widziałem żadnych fotokopii dokumentów z podpisami
                      Żyły (i innych) Nie ma żadnego przykładu związku donosu ze szkodą.
                      Np. wielkie oburzenie że ktoś donosił na papieża ale co? o której wstaje i co
                      lubi jeść najbardziej? pamiętam wywiad z Jaruzelskim że dzięki temu zrobili JPII
                      niespodziankę i podczas wizyty podali mu jego ulubione danie! Kto i co na tym
                      stracił?
                      Że kogoś wywalili z pracy? Przecież wiecie że najbardziej się ceni lojalność -
                      dziś to podstawowy powód do wywalenia! Dziwi was postępowanie komuny ze wywaliła
                      B.? Przecież facet sam przyznał ze marzył o działalnosci terrorystycznej! Wtedy
                      była też prywatna inicjatywa - mógł śmiało kopać te buraki (tak jak marzył)A
                      teraz donosi! Nierobi się publikacji naukowych we własnej sprawie.
                      • Gość: gość Re: Wolny głos IP: *.pools.arcor-ip.net 27.10.08, 18:29
                        Jasio
                        Nie mogłem nie zauważyć, że pan B. odpowiada na te posty które uważa.
                        To właśnie na moje posty on nie odpowiada.
                        Fotokopie dokumentów na 100% istnieją. Inaczej pan B. o tym by nie
                        pisał.
                        Nie było "nieszkodliwych" donosów. Tak tłumaczą się wszyscy byli
                        donosiciele.
                        Opowiem Ci historyjkę.

                        Agent XXL dostał polecenie. Miał opisać kolegę z pracy, obywatela Y.
                        Napisał: Jest on ciężko przestraszony, niezdolny do działań w
                        opozycji. Lubi pierogi, nie znosi bigosu. Wódkę zagryza kiszonym, bo
                        na korniszony jest uczulony. Wsjo.
                        A więc absolutnie nieszkodliwy donos! NIESZKODLIWY???
                        Przebiegły esbek zwrócił uwagę na stwierdzenie "ciężko
                        przestraszony". A więc tchórz, który łatwo "pęknie". Na dwa tygodnie
                        naprzód esbek wysłał obywatelowi Y wezwanie na przesłuchanie. Tamten
                        przez całe dwa tygodnie nie mógł spać. Co oni chcą ode mnie? Co ja
                        takiego zrobiłem? Boże, chyba mnie nie zamkną za tych kilka głupich
                        śrubek, które wyniosłem z zakładu?
                        Zmęczony, przerażony poszedł na przesłuchanie. Mądry esbek zagaił
                        rozmowę: Panie Y, proszę się do wszystkiego przyznać. My i tak
                        WSZYSKO o panu wiemy. Nie wierzy mi pan? Na przykład wiemy nawet
                        takie drobnostki o panu, że uwielbia pan pierogi, nie znosi pan
                        bigosu. Albo że wódkę zagryza pan kiszonymi, bo korniszony panu
                        szkodzą.
                        Obywatel Y był przerażony. Jeśli wiedzą o mnie NAWET takie
                        drobnostki, to chyba naprawdę wiedzą o mnie WSZYSTKO.
                        Przyznał się więc do śrubek wyniesionych z zakładu. O woreczku gipsu
                        do zaklejenia pękniętej ściany też opowiedział.
                        Władza ludowa (w osobie esbeka) okazała mu jednak wspaniałomyślność.
                        Jeśli opowie nam pan o wrogich działaniach ludzi z pańskiego
                        zakładu, to panu tamte winy wybaczymy.
                        No więc opowiedział.
                        Kolega A wynosi w dużych ilościach elektrody. Jego szwagier jest
                        prywaciarzem, a elektrod nigdzie nie można kupić.
                        Kolega C, zamężny, zdradza żonę z żonatą magazynierką. Widziałem ich
                        kiedyś w szatni na drugiej zmianie, jak „to” robili.
                        Kolega D częstował mnie bimbrem. Mówił, że nie jest głupi i nie ma
                        zamiaru wydawać forsy na berbeluchę.
                        Kolegę E widziałem, jak w szatni rozrzucał ulotki.
                        Obywatel Y zadowolony, że go nie ukarano za kradzieże wrócił do domu.

                        Epilog.
                        Kolegi E nie aresztowano od razu. Kilka miesięcy esbe dyskretnie,
                        ale pieczołowicie obserwowała go namierzając całą siatkę.
                        Aresztowano ich podczas kolejnego kolportażu. Zeznań obywatela Y nie
                        włączono do sprawy. Przyłapano sprawców bowiem na gorącym uczynku, i
                        jego zeznanie nie były konieczne. Aresztowani nie mieli pojęcia,
                        przez kogo trafili do więzienia.
                        Prywaciarza i kolegę A (za elektrody) aresztowano.
                        Wiarołomnych magazynierkę i kolegę C szantażem zmuszono do
                        współpracy z SB.
                        Tak samo było z bimbrownikiem.
                        Haki na nich były mocne. „Musieli” więc wydajnie współpracować,
                        aby „winy” odkupić.

                        A wszystko zaczęło się od absolutnie niewinnego donosu.

                        „Obywatel Y jest ciężko przestraszony, lubi pierogi, nie lubi bigosu”
                        • Gość: Piękna młynarka Re: Wolny głos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.08, 22:32
                          Pieknięś to "Gościu" Schubertowską frazą opisał, oszczędną, pozbawioną
                          zewnętrznego blasku, nacechowana szlachetnością, dobrocią i ludzką
                          wrażliwością, słowami czystymi i bezpośrednimi...


                          ... no ale te ŻONATE MAGAZYNIERKI... toś Jędruś juz po bandzie pojechał ...
                          :]
                        • Gość: jasio Re: Wolny głos IP: *.chello.pl 27.10.08, 22:55
                          Wybacz, ale ja tu nie widzę nic złego że sprawiedliwości stało się zadość i
                          złodziei wreszcie pozamykano. Gdyby SB dziś przywrócić to na zamykane "elyty"
                          zabrakłoby miejsca w więzieniach!

                          Uważam że tylko złodzieje, malwersanci itp. pokroju ludzie mogą narzekać.
                          • Gość: gość Re: Wolny głos IP: *.pools.arcor-ip.net 27.10.08, 23:11
                            Oj, Jasiu, Jasiu.
                            Twoja miłość do PRL-u, bolszewii i SB jest nieśmiertelna i
                            nieuleczalna. Niech tak już pozostanie.
                            Szkoda tylko, że esbecy samych siebie za "złotą" lub "żelazną" aferę
                            nie pozamykali. I tych czerwonych złodziejaszków sekretarzy.
                            Nie będę się z Tobą spierał o drobnostki.
                            • Gość: gość Re: Wolny głos IP: *.pools.arcor-ip.net 28.10.08, 06:33
                              Jasio.

                              Z łamaniem Kozery i Zyły nie ma to nic wspólnego, ale za to z SB.
                              Cytaty z książki Tadeusza Fredro – Bonieckiego „Zwycięstwo księdza
                              Jerzego” (podtytuł „Rozmowy z Grzegorzem Piotrowskim”).

                              Mówi Grzegorz Piotrowski:

                              „...W ogóle Łódź i Warszawa to zupełnie inny świat. W Łodzi też
                              spotkałem się z tym. Mój szef zabierał cały wydział i służbowym
                              autem, służbowym sprzętem budowano mu dom na działce. Ale tu już
                              była inna skala możliwości i wręcz specjalizacja. Ten od załatwiania
                              marmurów, ten od szynek, inny od mebli czy dywanów...” (str.79).

                              „Wojewódzki szef bezpieki miał dom w Szczyrku. Zakładał instalację
                              elektryczną, więc na sobotę i niedzielę jechał tam do roboty wydział
                              techniki, z całym potrzebnym sprzętem, firmowym oczywiście.
                              To są drobiazgi w związku z zapotrzebowaniami z centrali. Telefon do
                              nas, do wydziału czwartego w Łodzi, że na bocznicy są podstawione
                              dwa wagony rur do odebrania. Zamieszanie. Po co? Dla kogo rury?
                              Szybko się wyjaśniło. Ktoś w Warszawie budował sobie basen.
                              Komendant mnie zawiadomił, że przyjedzie towarzysz z Warszawy i
                              trzeba mu pomóc w załatwieniu farby.Proszę bardzo, akurat miałem
                              znajomego wiceprezesa spółdzielni chemicznej.
                              Przyjechał pan pułkownik. „Dobrze. Towarzyszu, napiszcie ile, jakiej
                              farby, kierowca zamówienie podrzuci memu koledze”. Napisał. Nawet
                              nie patrzyłem. Wsadziłem do koperty.
                              Kolega dzwoni. „Czyś ty oszalał? Ci twoi znajomi z Warszawy most
                              Poniatowskiego będą malowali?”
                              To szło na taką skalę...” (str. 84 i 85).

                              „...- Pomińmy nazwisko tego człowieka. Wyleciał po naszej sprawie
                              czy może został przesunięty razem ze Straszewskim. Dziś, jak wiem,
                              jest dyrektorem w jakiejś spółce zagranicznej i nadal świetnie mu
                              się powodzi. Ale niebagatelną „sprawą lotniskową” był prowadzony
                              obok działań służbowych przemyt. Alarmował mnie w tej sprawie
                              zastępca szefo WOP na Okęciu. To szło na ogromną skalę. Znajomi,
                              znajomi znajomych. Na kolegium dyrektorskim stawiałem sprawę zdjęcia
                              tego naszego człowieka z lotniska. Płatek i Pietruszka przyjęli
                              wniosek ze zrozumieniem. Tak naiwnie sądziłem. Decyzję
                              wstrzymali: "wiecie towarzyszu, my jeszcze z nim porozmawiamy”.
                              Nie zdawałem sobie sprawy, jak silnie był osadzony. Poza przyjaźnią
                              z generałem Straszewskim był dla dyrekcji i wyżej postawionych
                              niezastąpionym człowiekiem. Po prostu na lotnisku załatwiał dla
                              wszystkich ważnych zaopatrzenie w trunki i inne towary trudno
                              dostępne. Dobrze sobie radził. Obrotny gość...” (str.86 i 87).

                              Jasio, a Ty się cieszysz, że SB kogoś za kilka paczek elektrod
                              zapuszkowała...
                              • Gość: jasio Re: Wolny głos IP: *.chello.pl 28.10.08, 10:17
                                No właśnie, macie czarno na białym listę przestępstw i co? Z tego co słyszałem
                                to była normalka - wszystko wspólne to tu można ukraść (wynieść) ser, tam śrubkę
                                itp. Dziś nie wiadomo dlaczego dorabia się ideologię do zwykłej kradzieży -
                                złodziej prześladowali innych złodziei.
                                Mamy państwo prawa i zgodnie z nazwą, pozamykać i tych i tych! Co tu ma do
                                rzeczy przynależność polityczna? A niby dlaczego przez lata wolności nie
                                utrzymała się żadna partia przy swej nazwie a wygrane nie miały większego stażu
                                niż pół roku? Bo wszyscy przy żłobie kradli! Zostali na przystanku moja fabryka
                                a ci co jeszcze nie zdążyli budowalai nową partię i starali się dorównać tym
                                pierwszym!

                                Jako student dorabiam sobie czasami i cały czas czuję się okradany! Myślisz że
                                to wszystko byli SBecy? Jeśli tak to się grubo mylisz. To są złodziejscy
                                bezpartyjni!
                                • Gość: jacek Jasiu, ile lat juz studiujesz? IP: *.punkt.pl 28.10.08, 11:16
                                  Gość portalu: jasio napisał(a):
                                  > Jako student dorabiam sobie czasami i cały czas czuję się
                                  > okradany!

                                  sądzac z Twojej "nowomowy", argumentów jakich uzywasz, w czyjej
                                  obronie stajesz - to jestes tzw. wiecznym studentem :)

                                  jesli tak, to czy nie uwazasz, ze studiujac tak długo okradasz
                                  własne Państwo?

                                  • Gość: gość Re: Jasiu, ile lat juz studiujesz? IP: *.pools.arcor-ip.net 28.10.08, 12:35
                                    Jasiu, studiując musisz zachować rewolucyjną czujność. Na tych
                                    kapitalistycznych uczelniach zakłamaną burżuazyjną propagandę uczą.
                                    Ani słowa prawdy. Jedynie słusznego naukowego marksizmu już nie
                                    wykładają. WUML-y też polikwidowali. Chyba, że SB tajne komplety
                                    prowadzi...
                                    • Gość: jasio Re: Jasiu, ile lat juz studiujesz? IP: *.chello.pl 28.10.08, 13:29
                                      Chyba nie nadążam za waszym dowcipem? normalnie studiuję, w tym roku robię
                                      licencjat (już połowę napisałem i właściwie już mógłbym się pisać Jasio) do mgr
                                      inż. jeszcze trochę ale o to jestem spokojny. Zazdrość was bierze?
                                      • Gość: Barry Re: Jasiu, ile lat juz studiujesz? IP: 77.252.18.* 28.10.08, 16:39
                                        Jasiu! Tu nie politechnika - tu trzeba myśleć!
                                      • Gość: gość Re: Jasiu, ile lat juz studiujesz? IP: *.pools.arcor-ip.net 28.10.08, 21:59
                                        Jasio, to były tylko żarty. Gratuluję wytrwałości i życzę dyplomu.
                                        Mam nadzieję, że po dyplomie nadal będziesz się do mnie - robola -
                                        odzywał (szuruburu zaraz dopisze, że mam tylko dwie klasy zawodówki).
                                        Pozdrawiam.
        • Gość: oj Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.08, 07:22
          a ja mysle że trochę za bardzo w niektórych wypowiedziach tłumaczy
          się to wszystko.
          ale to teraz ich problem.
          ale jak to się mawiało: jak nie wiesz jak sie masz zachować - bądż
          uczciwym
          to bardzo uniwersalne - nawet a może szczególnie dzisiaj
          to każdy z samym sobą powinien rozliczyć
          teraz też sporo złamanych i świń, ale to w gruncie rzeczy ich
          problem
          • Gość: Bella Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.punkt.pl 27.10.08, 09:18
            To równiez problem nas wszystkich.
    • Gość: gosc Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.08, 07:36
      nie bez kozery chodził na msze a potem na sb
      • Gość: gosc Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.dip.t-dialin.net 27.10.08, 15:56
        Mysle ze kazdy kto donosil wie co robil niezaleznie z jakich
        pobudek i w jakiej sytuacji to robil- i dlatego powinien trzymac sie
        z daleka od koryta.Jak robi inaczej to juz jego wlasny wybor i musi
        sie liczyc ze ktos "zyczliwy" zawsze mu to znajdzie.
        • Gość: jasio Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.chello.pl 27.10.08, 16:07
          Masz rację, chodzi wyłącznie o koryto, etyka jest tylko wygodną przykrywką.
          Koszałek Opałek kreuje się na bohatera dekomunizacji a równocześnie zarabia i
          zdobywa wieczną sławę bohatera IV RP. O szkodzeniu innym nie ma mowy. Z Żyłą nie
          zrobił wywiadu i nie spytał. To że ona miała okazję się wypowiedzieć w GW to
          czysty zbieg okoliczności.
          • Gość: Endemoll Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.centertel.pl 30.10.08, 21:21
            Kazmierz i Stacha to parka kapusi!
            w piekle pewnie diabeł zarazu ich udusi!
            • Gość: antars a rebours Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.08, 06:33
              Nie para kapusi tylko pogodozonych z socjalizmem. Rozmowa z
              urzednikiem panstwowym to nie jest kapowanie. To predzej afirmacja
              wladzy, akceptacja systemu, ktory uznawany byl przez caly swiat.
              A ze za rozmowy chcieli placic. No coz placili nedznie, tak jak za
              wszystko w socjalizmie.
              Tych co tu tak wypisuja bzdety i banialuki prosze: zapytajcie
              swoich rodzicow jak oni ulozyli sie z socjalizmem, jak z nim
              wspolpracowali, jak go akceptowali na wlasny maly prywatny uzytek !
              • Gość: gosc Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.dip.t-dialin.net 31.10.08, 08:24
                Zauwaz ze ci co najsurowiej oceniaja tamte czasy to rewolucjonisci w
                drugim pokolenu oni byli przesladowani w przedszkolu i szkole
                podstawowej a druga grupa to ci ktorzy z naglasniania roznych afer
                zrobili sobie zrodelko dochodow a przy okazji terroryzuja ludzi
                (uwazaj bo ci cos znajde mam dojscia do IPN). Jak tak dalej
                pojdzie to w nastepnej oslonie bedzie- "Panski dziadek zyl w latach
                1945-1990 wiec musial kooperowac z komuna w takim razie ma Pan
                obciazenie dziedziczne".Ja jako dziecko dostalem po d-ie od ojca bo
                nie chcial pojsc na zebranie w sprawie zalozenia spodzielni
                produkcyjnej w mojej wsi i wlepili mu 100 zl kary to ojca wkurzylo i
                przelozyl walke z komunizmem na moj tylek(bylem przesladowanyczy czy
                nie - dostalem bo zrobilem ognisko tuz kolo sterty z sianem).Ale
                cos mi sie zdaje ze dostalem wlasnie za komunizm bo ojciec tylko raz
                wymierzyl mi taka kare(zdazylem w spodnie wlozyc gazete Gromada
                Rolnik Polski).
              • Gość: do antarsa Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.eranet.pl 31.10.08, 08:29
                dOd kiedy to funkcjonariusze SB cieszą się statusem urzędników
                państwowych? I nie udawaj, że nie zdajesz sobie sprawy, że tu
                chodziło o niewinne pogaduszki. Jest duża różnica między rozmową a
                informowaniem (donoszeniem) na innych, i jeszcze braniem za to
                pieniędzy, które jak na lata 60 (casus Kozery) wcale nie były takie
                małe. Nie próbuj rozmywać odpowiedzialności tych, którzy albo ze
                strachu albo z chęci zrobienia kariery w tamtym systemie poszli na
                współpracę z SB, używając tandetnego i zakłamującego przeszłość
                argumentu, że każdy kto żył w PRL szedł na moralne kompromisy i był
                w jakiś sposób umoczony. Znam całe mnóstwo ludzi, którzy strali się
                żyć uczciwie i nie splamili się donosicielstwem. Jeżeli
                doświadczenia Twoje, bądź Twoich rodziców, są inne, to mogę Ci tylko
                współczuć.
                • Gość: Barry Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: 77.252.18.* 31.10.08, 13:38
                  Dziś widać,że pewne rozlioczenia na początku lat 90. powinny jednak
                  być! Nie musielibyśmy tych relatywizujących postów dziś już czytać.
                • Gość: Dytylius Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.centertel.pl 31.10.08, 13:51
                  Kapuś to kapuś a czerwony to najgorSZy bo gdy zapisał się do PZPR
                  KAPOWAŁ NA ZEBRANIACH! oczywiście na wrogów socjalizmu!

                  I tacy oto ludzie zrobili "karierę"!
    • z.bereszynski Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową 09.11.08, 22:53
      Sprawa "Stasi" i "Kazimierza" na łamach "Kuriera Brzeskiego". Odnośny tekst jest
      już dostępny na stronie internetowej "KB":
      www.kurierbrzeski.com.pl/modules.php?module_name=articles&action=show_article&a_id=488
      Ciekawe, czy sprawa TW ps. "Kazimierz" zostanie w końcu podjęta także przez
      "Gazetę Wyborczą"?
      • Gość: Andrzej Szubert Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.pools.arcor-ip.net 10.11.08, 22:24
        Pan Zbigniew Bereszyński żartuje chyba. Agentowi "Ketman" GW
        pozwalała, już po jego zidentyfikowaniu, pod pseudonimem nadal pisać
        na jej łamach. Z agenta "Piasta" i "Renka" opolska GW zrobiła, przy
        jego czynnym udziale, bohaterów i czołowych działaczy podziemia w
        Kluczborku. Nadredaktor Adaś M zaprzyjaźniony jest serdecznie z
        generałami "wroniarzami".
        Sama gazeta jest proesbecka i proagenturalna.
        Pan Zbigniew Bereszyński jest współpracownikiem GW, zna jej opcję
        polityczną.
        Po co więc stawia retoryczne pytanie "Gazecie Wyborczej", na które
        odpowiedź zna?
        Jeśli dałoby się przy okazji "Kazimierza" dokopać IPN-owi, GW
        zapewne sprawę by podjęła.
        Pan Bereszyński selektywnie traktuje agentów. Jednych demaskuje,
        innym dorabia konspiracyjne życiorysy.
        • schuruburu Re:paranoik w akcji 11.11.08, 06:49
          Ten biedny chory człowiek ma wytrwałość trzeba przyznać.
          Skoda ze nie miał wytrwałości w leczeniu psychiatrycznym.
          Proponuje Jondrusiowi ćwiczenia Jogi i odwiedziny u nowego psychiatry.
          Poprawy nie przewiduje ale próbować można.
        • Gość: Barry Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.punkt.pl 11.11.08, 09:54
          Pomimo stawianych tu zarzutów, niezależnie od (rzekomej?)
          selektywności, dzięki działalności pana Z.B. prawda jednak powoli
          wychodzi na jaw.
        • Gość: M<'rek Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.xdsl.centertel.pl 11.11.08, 10:22
          Selektywność istnieje wyłącznie w chorej wyobraźni
          Andrzeja Sz. O sprawie tw ps. "Piast" można
          przeczytać na prywatnej stronie internetowej Z.B.
          Wszystko oparte na dokumentach.
          www.bereszynski.cba.pl/rewolucja_historia_48.htm
          • Gość: Piotr Badura Czy ta strona jest aby pewna? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.08, 18:13
            Szanowny Panie M<'reku
            Nie wiem na ile pewne są materiały na stronie, do której Pan odsyła. Patrząc z
            mego osobistego punktu widzenia są one niepewne. Moje nazwisko pojawia się tam
            raz, w materiale "Środowiska nauczycielskie województwa opolskiego w czasach
            rewolucji solidarnościowej". Wymieniony jestem jako członek Zarządu. Zarząd ten
            kierował działalnością Komisji Zakładowej NSZZ "S" Pracowników Oświaty i
            Wychowania w Opolu. Na czele Zarządu stało Prezydium. Byłem w jego składzie, a z
            materiału pana Bereszyńskiego wynika, że nie byłem. Byłaby to nieścisłość
            niewarta uwagi, gdyby nie sposób, w jaki przestałem być członkiem Prezydium.
            Pewnego dnia uczestniczyłem w posiedzeniu Prezydium, które odbywało się w
            późnowieczornych godzinach w Domu Związków Zawodowych przy ul. Reymonta (róg
            Damrota). W trakcie przerwy w obradach podchodzi do mnie X i mówi: Piotrze, jest
            późno, portier już skończył pracę i chce iść, a my mamy jeszcze trochę do
            obgadania. Ten portier jest z twojej wsi. Zejdź na dół, weź od niego klucze,
            wypuść go i zamknij za nim. Gdy skończymy zamkniesz obiekt i oddasz mu w Brynicy
            klucze.
            Zdziwiłem się, skąd X wie, że portier jest z mojej wsi (był to istotnie D. z
            mojej wsi). Nic jednak nie powiedziałem tylko poszedłem na dół i zrobiłem tak
            jak X kazał. W Brynicy oddałem klucze D. To posiedzenie Prezydium było ostatnim,
            w którym uczestniczyłem.
            Gdy już drugi miesiąc nie zawiadamiano mnie o kolejnych posiedzeniach prezydium,
            skontaktowałem się z kimś z szefostwa i zapytałem, dlaczego prezydium nie
            działa. Dowiedziałem się, że działa, tyle że ja jestem wykluczony. Zapytałem
            dlaczego i dowiedziałem się, że za brak aktywności, bo od pewnego czasu jestem
            stale nieobecny. Mówię, że nie dostaję zawiadomień. Na to otrzymuję odpowiedź,
            że przecież jest zasada, iż nie wysyła się zawiadomień, tylko na każdym
            posiedzeniu ustala się termin następnego. Ja mówię, że na ostatnim posiedzeniu,
            na którym byłem, nie ustalono następnego terminu. Dostaję na to odpowiedź, że z
            pewnością byłem, bo mój podpis jest na liście obecności. Od słowa do słowa
            wyjaśniliśmy, że gdy byłem na dole po klucze, to w tym czasie ustalono nowy tryb
            i termin następnego posiedzenia. Gdy wróciłem, to nikt mnie o tym nie
            poinformował. Członek szefostwa, z którym rozmawiałem, zasugerował, by dać
            spokój sprawie, bo nie warto tego odkręcać. Też tak uznałem.
            Wedle mego rozumu X pracował dla SB. To wyjaśnia, skąd wiedział, że portier jest
            z Brynicy. Posłał mnie po klucze, by mnie wyeliminować z Prezydium. Jeśli po
            moim powrocie z kluczami nikt mnie nie poinformował o terminie następnego
            spotkania, to znaczy, że prawdopodobnie całe Prezydium było już w zmowie. Trudno
            uznać, że całe Prezydium pracowało dla SB (choć wykluczyć niczego nie można).
            Prawdopodobne jest natomiast, że pod moją nieobecność ktoś, być może sam X,
            powiedział członkom Prezydium, że ja jestem podejrzany i choć nie ma na mnie
            dowodów, to bezpieczniej jest pozbyć się mnie jakoś delikatnie. No i pozbyto się
            mnie delikatnie.
            Jeśli dziś pan Bereszyński nie trafia nawet na ślad mego udziału w Prezydium, to
            trudno mi uznać jego informacje za pewne. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się,
            że jest kontynuatorem dzieła X, być może nieświadomym, i upowszechnia w
            internecie spreparowane przez X materiały.
            Pozdrawiam serdecznie
            Piotr Badura
            • z.bereszynski dlaczego jest Pan złośliwy? 11.11.08, 20:12
              Szanowny Panie Badura,

              Nie twierdzę, że wiem wszystko o wszystkim, co działo się w opolskich
              środowiskach nauczycielskich. Na pewno nie napisałem wszystkiego, co warto
              byłoby napisać na ten temat. To, co napisałem, to zaledwie szkic, rodzaj wstępu
              do poważniejszych badań na ten temat. Na pewno brakuje tu niejednej ważnej
              informacji i temat zasługuje na dalsze opracowywanie.

              Nikt - poza Panem Bogiem - nie jest wszechwiedzący. Możemy wiedzieć tylko tyle,
              ile znajdziemy w źródłach, do których uda nam się dotrzeć. A źródła na temat
              opolskiej "Solidarności" nauczycielskiej z lat 1980-1981 są bardzo ubogie. Nie
              ma praktycznie żadnych publikacji na ten temat. Informację na temat Pańskiego
              członkostwa w "S" znalazłem z w pracy magisterskiej E. Drygas , "Działalność
              „Solidarności” nauczycielskiej w Opolu w latach 1980-1981", Opole 1990 (praca
              obroniona na ówczesnej WSP w Opolu). Nic więcej na Pana temat tam nie znalazłem.

              Dlaczego obraża mnie Pan, przypisując mi kontynuowanie roboty jakiegoś "X"?
              Gdybym chciał przemilczeć Pańską działalność z lat 1980-1981, to mógłbym tak
              napisać swój tekst, żeby Pańskie nazwisko w ogóle się nie pojawiło, i nie miałby
              Pan żadnych podstaw, by się do tego doczepić. Byłoby to bardzo łatwe. To, że
              wymieniam Pańskie nazwisko, jasno świadczy o tym, że nie żywię żadnych tego typu
              wrażych zamiarów wobec Pana. Napisałem to, co było mi wiadome z dostępnych
              źródeł, a to że w istniejących źródłach pisanych nie ma wszystkiego, co uważa
              Pan za ważne, to już naprawdę nie moja wina. Nie ja te źródła wytworzyłem.

              Jeżeli twierdzi Pan, że był Pan członkiem Prezydium, to przyjmuję to do
              wiadomości i chętnie wykorzystam tę informację w swoim opracowaniu.

              Są dwa gatunki czytelników opracowań historycznych (nie tylko).
              Czytelnik życzliwy cieszy się, że ktoś poświęca swój czas na opisywanie
              przeszłości i stara się pomagać piszącemu służąc w miarę możliwości dodatkowymi
              informacjami. Nie żąda od piszącego wszechwiedzy, ale stara się jego wiedzę
              wzbogacić swoimi życzliwymi uwagami. Kontakt z takim czytelnikiem, to wielka
              przyjemność, nawet jeśli wskazuje on na braki i niedostatki publikacji. Takim
              czytelnikiem okazał się np. Czesław Chmielewski, dawny działacz opolskiej
              "Solidarności" nauczycielskiej, którego uwagi pomogły mi uzupełnić treść mojego
              opracowania o kilka istotnych informacji.

              Niestety jest też inny rodzaj czytelnika - czytelnik złośliwy.
              Tego rodzaju czytelnik uważa, że autor ma sam z siebie wiedzieć wszystko. Każdy
              niedostatek informacji w publikacji, to dla niego przejaw złej woli piszącego,
              zwłaszcza gdy chodzi o informacje dotyczące jego osoby. Ponieważ sam jest
              złośliwie nastawiony, to innych też posądza o niegodziwe intencje. Niedostatek
              informacji na swój temat odbiera jako złośliwą chęć umniejszenia jego zasług
              itp. Nie dociera do niego to, że ktoś czegoś po prostu może nie wiedzieć, lecz
              jest nastawiony na tropienie złośliwych spisków i knowań. Kontakt z takim
              czytelnikiem to koszmar. Tacy ludzie mogą każdego zniechęcić do zajmowania się
              historią. Myślę, że to jeden z głównych powodów, dla których mało kto ma ochotę
              zajmować się historią najnowszą.

              Mam nadzieję, że chce Pan należeć do grona czytelników życzliwych, którym
              naprawdę zależy na tym, by nasza wiedza o przeszłości była możliwie
              najpełniejsza. A nie do grona złośliwców, których jedynym celem jest
              dyskredytowanie cudzego wysiłku i pomawianie innych o najgorsze.

              Jeżeli uważa Pan, że istniejące źródła historyczne są niepełne, to nic nie stoi
              na przeszkodzie, by osobiście zadbał Pan o ich wzbogacenie. Może Pan np. napisać
              wspomnienia z okresu swojej działalności w "Solidarności". Mogłaby to być duża
              pomoc dla historyków. Gorąco zachęcam do podjęcia tego typu działalności. To
              zajęcie dużo ciekawsze i pożyteczniejsze od wymyślania kolejnych teorii
              spiskowych.

              Pozdrawiam

              Zbigniew Bereszyński
              • z.bereszynski p.s. 11.11.08, 20:36
                Skąd miałbym wiedzieć o Pańskich przygodach z "X", jeżeli nawet teraz nie chce
                pan dokładniej opisać tej sprawy? Bawi się Pan w jakieś tajemnice, pisze o
                jakimś "X", a oczekuje Pan, żeby osoba postronna, sama z siebie, miała pełną
                wiedzę na ten temat. Czy to nie śmieszne? Skąd ma brać się ta wiedza, jeżeli nie
                z relacji takich osób jak Pan? Z kart, z fusów od kawy? Niech Pan napisze pełną
                relację, to inni będą mogli o tym pisać, powołując się na Pana jako źródło.

                Oprócz wymienionej tu pracy magisterskiej E. Drygas z 1990 r., wykorzystałem
                również pisemną relację p. Anieli Górznej, historycznej przewodniczącej
                opolskiej "Solidarności" nauczycielskiej z lat 1980-1981 (relacja złożona do
                archiwum Zarządu Regionu NSZZ "Solidarność" Śląska Opolskiego w marcu 2001 r.).
                Pani Górzna w ogóle nie wymienia Pan jako działacza "Solidarności", choć
                wymienia innych członków Prezydium. Czyżby p. Górzna była owym "X"? Nie chce mi
                się w to uwierzyć. Uważam ją za osobę godną zaufania, choć oczywiście nawet ona
                nie musi wszystkiego pamiętać. Praca E. Drygas, to jedyne źródło, w jakim
                natrafiłem na Pańskie nazwisko.

                Jeżeli nie napisze Pan własnej relacji na temat tego, co działo się w latach
                1980-1981, to wszyscy będą cytować tylko te źródła.

                Z.B.
              • Gość: Piotr Badura Nie jestem złośliwy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.08, 23:57
                Szanowny Panie Bereszyński
                Nie jestem złośliwy, a zakładając coś takiego blokuje Pan sobie możliwość
                zrozumienia mnie. Mam tylko krytyczną ocenę tego, co Pan robi. Wydaje mi się, że
                jednych ludzi Pan krzywdzi a innych tumani. Nie sądzę, że jest to Pana zamiarem,
                ale w działalności publicznej odpowiada się za skutki, a nie za zamiary.
                Moim zdaniem popełnia Pan błąd, biorąc nazbyt serio dokumenty z czasów PRL,
                wytworzone przez SB. Jest to średnio wiarygodne źródło informacji. Także relacje
                różnych osób są średnio wiarygodne. Trzeba niestety polegać na rozumie.
                W swym poprzednim poście chciałem jedynie zwrócić uwagę forumowicza, by nie
                podchodził bezkrytycznie do publikowanych przez Pana materiałów. Swój przykład
                podałem jako dowód. Zwróciłem przy tym uwagę, że problemem nie jest to, iż
                pominięto mnie w składzie prezydium. To byłby zupełnie nieistotny błąd.
                Problemem jest to, że ja przestałem być członkiem prezydium w bardzo dziwnych
                okolicznościach. Ze względu na te okoliczności, pominięcie mnie staje się
                problemem. Ktoś chciał tę przykrą sprawę ukryć.
                Z psychologicznego punktu widzenia nie dziwi mnie, że pani AG mnie nie pamięta
                (używam inicjałów, by nie łapała jej wyszukiwarka). Zdziwiłbym się, gdyby pani
                AG mnie pamiętała. Ja, niestety, pamiętam panią AG.
                Żeby mógł Pan zrozumieć moją sytuację w 1980 roku, przypominam, że byłem już
                wtedy od kilku lat na politycznej emeryturze. Miałem za sobą okres intensywnej
                gry w politycznej "średniej lidze", z perspektywą szybkiego awansu do "wysokiej
                ligi". Cena za awans, a nawet cena za pozostanie w "średniej lidze", wydawały mi
                się jedna wygórowane, więc zrezygnowałem z rozgrywek ligowych.
                W 1980 wskutek zbiegu okoliczności znalazłem się w szeregach Solidarności. Gdy
                trafiłem na pierwsze większe zebranie w Opolu, to doznałem przykrości. Trudno
                było mi uwierzyć, że ci ludzi zrobią coś więcej, ponad zrealizowanie scenariusza
                opracowanego przez SB. Z tego pierwszego spotkania zapamiętałem m.in. panią AG.
                Zgłaszane były kandydatury, chyba do zarządu. Zgłoszono jakąś kobietę. Wstała
                pani AG i powiedziała do niej: Czy może pani powiedzieć delegatom, gdzie pracuje
                brat pani męża? Kobieta, speszona, powiedziała, że w milicji (oczywiście mogę
                się mylić co do tego, czy chodziło akurat o brata męża, czy np. o kuzyna etc.).
                Byłem tą sytuacją zdziwiony. Pani AG robiła wrażenie kompletnej politycznej
                amatorki. Nie podejrzewam jej o współpracę z SB. Podejrzewam jednak, że w jej
                otoczeniu był współpracownik SB, który we właściwym czasie podpowiadał jej
                właściwe informacje. Gdyby pani AG miała minimum doświadczenia politycznego, to
                nie zadałaby swego pytania, tylko kazała je zadać swemu informatorowi.
                Zdekonspirowałaby w ten sposób agenta. Gdyby ktoś inny na sali miał choć trochę
                wyrobienia politycznego, to zapytałby panią AG, skąd czerpie takie informacje.
                O pewnej osobie, która chyba jest dla Pana źródłem informacji, podejrzewam, że
                były na nią haki. Jeśli ja o tym wiedziałem, to dlaczego nie miała wiedzieć SB?
                Jeśli SB wiedziała, to dlaczego miała nie skorzystać? Jeśli skorzystała, to ile
                warte jest to Pana źródło?
                Raczej nie będę opowiadał szczegółowo, co pamiętam z tamtych czasów. Mógłbym
                ujawniać takie rzeczy dla celów historycznych, ale dziś są one wykorzystywane do
                niszczenia ludzi i bieżącej walki politycznej. Nie jestem zainteresowany
                uczestnictwem w takiej "zabawie".
                Mówi się, że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa. Czasem odnoszę wrażenie,
                że jestem z Saturna i żyję w jakimś równoległym świecie. Odsyłam Pana do strony
                www.cwru.edu/artsci/math/szarek/XIVLO/ksiega
                Występuję tam jako "rzecznik grupy rozrywkowej". Miałem wtedy 16 lat. Wskutek
                intrygi SB straciłem kontakt z tym środowiskiem jakieś 35 lat temu. Ucieszyłem
                się więc, trafiając na ten materiał. On jakoś tam pokazuje, co mnie
                kształtowało. Może ułatwi Panu zrozumienie mnie.
                Pozdrawiam serdecznie
                Piotr Badura
                • z.bereszynski Re: Nie jestem złośliwy 12.11.08, 01:23
                  Szanowny Panie Badura,

                  Tak się składa, że informacji na temat składu władz "Solidarności"
                  nauczycielskiej w latach 1980-1981 nie oparłem w najmniejszym stopniu na
                  dokumentach SB. Informacje te zaczerpnąłem wyłącznie z pracy magisterskiej E.
                  Drygas oraz z relacji pisemnej p. Górznej. Również p. Drygas nie opierała się na
                  dokumentach SB, ponieważ w 1990 r. były one absolutnie niedostępne. Zarzut
                  bezkrytycznego polegania na dokumentach wytworzonych przez SB jest więc w tym
                  przypadku absolutnie chybiony.

                  Oczywiście nie twierdzę, że praca p. Drygas i relacja p. Górznej mają stanowić
                  jakąś nieodwołalną wyrocznię. Bardzo możliwe, że brakuje tam różnych istotnych
                  informacji lub nawet są tam informacje nieścisłe. Tak to już bywa ze źródłami.
                  Sam np. zauważyłem w tych materiałach pewien zamęt w zakresie nazewnictwa
                  struktur. Traktuję więc te źródła z ograniczonym zaufaniem. Tak się jednak
                  niestety składa, że - jak na razie - nie ma innych dostępnych źródeł, jeżeli
                  chodzi o początki "S" nauczycielskiej na Opolszczyźnie.

                  Pisanie, że jednych krzywdzę a innych tumanię, jest nie na miejscu, ponieważ nie
                  dopuściłem się żadnego nadużycia. Oparłem się na dostępnych mi źródłach (w/w),
                  niczego tendencyjnie nie pomijając ani nie dodając od siebie. Nie jestem w
                  stanie pisać o czymś, czego nie wiem, bo nie ma tego w żadnym z dostępnych mi
                  źródeł. Jeżeli twierdzi Pan, że był Pan członkiem Prezydium, to - jak już
                  powiedziałem - przyjmuję to do wiadomości i postaram się jakoś uwzględnić tę
                  informację. Jest to jednak dla mnie absolutna nowość. Jak dotąd, nikt nigdzie o
                  tym nie pisał. Skąd zatem miałem to wiedzieć? Nie mam w tej sytuacji poczucia,
                  abym Pana pokrzywdził. Pisanie o krzywdzie byłoby zasadne tylko w takim
                  przypadku, gdybym przemilczał znany mi fakt, a tak w tym wypadku nie było.

                  Nie mam żadnych osobistych powodów, by umniejszać Pański wkład w działalność
                  opolskiej "Solidarności". Proszę mi wierzyć. Będę wdzięczny jeżeli udzieli mi
                  Pan dalszych informacji na ten temat, i z miłą chęcią napiszę więcej o Pańskiej
                  działalności.

                  Oczywiście, że SB miała swoich agentów również wśród nauczycieli. Także w
                  szeregach "Solidarności". Sam ustaliłem już, że w stanie wojennym został
                  zwerbowany przez tę służbę Leonard Rypień, członek władz regionalnej "S"
                  nauczycielskiej, a także członek Zarządu Regionu NSZZ "S" Śląska Opolskiego
                  (wiceprzewodniczący ZR od lipca do października 1981 r.). Niewykluczone, że
                  podobnych przypadków było więcej. Nie wykluczam zatem możliwości, że Pańskie
                  podejrzenia w stosunku do "X" są zasadne. Wymagałoby to jednak gruntownego
                  sprawdzenia. W takich sprawach trzeba mieć stuprocentową pewność zanim coś się
                  publicznie ujawni. Nie wiem, czy uda mi się tę sprawę wyjaśnić na podstawie
                  dokumentów, bo niestety wiele dokumentów celowo zniszczono w latach 1989-90.
                  Będę jednak pamiętać o tej sprawie.

                  Pozdrawiam

                  Zbigniew Bereszyński

                  P.S.

                  Korzystając z okazji chciałbym skonsultować się z Panem w pewnej sprawie. W
                  jednym z dokumentów SB z 1966 r. natrafiłem na informację, że pewien pracownik
                  Urzędu Wojewódzkiego w Opolu nazwiskiem Badura uczestniczył w kościelnych
                  uroczystościach milenijnych w katedrze opolskiej. Nazwisko to pojawia się w
                  doniesieniu tw. ps. "Pilny", który obserwował opolskie uroczystości milenijne.
                  Czy przypadkiem nie chodzi tu o kogoś z Pańskiej rodziny? Jeżeli tak, to czy
                  doniesienie "Pilnego" miało jakieś nieprzyjemne konsekwencje dla tej osoby? Czy
                  miały miejsce jakieś represje w związku z tą sprawą?
                  • z.bereszynski p.s. 12.11.08, 09:42
                    Muszę skorygować informację zawartą w post scriptum do mojego wcześniejszego
                    wpisu. Chodzi oczywiście o Wojewódzką Radę Narodową w Opolu, a nie o Urząd
                    Wojewódzki. W 1966 r. obowiązywało takie nazewnictwo. Zapomniałem o tym pisząc
                    późno w nocy.

                    Z.B.
                  • Gość: Piotr Badura To nie ja jestem skrzywdzony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.08, 17:35
                    Szanowny Panie Bereszyński
                    1) Moja uwaga, że nazbyt serio traktuje Pan dokumenty wytworzone przez SB nie
                    dotyczyła konkretnie sprawy nauczycielskiej Solidarności, ale w ogóle Pana
                    działalności.
                    2) Gdy pisałem, że krzywdzi Pan ludzi, to nie miałem na myśli siebie. Mówiąc o
                    krzywdzonych miałem na myśli takie osoby jak np. prof. BK czy pani HŻ. Oni
                    zostali przez Pana bardzo skrzywdzeni i to z jakichś niepojętych dla mnie powodów.
                    3) Na pewno nie skrzywdzi mnie pominięcie mojego nazwiska przy omawianiu dziejów
                    opolskiej Solidarności nauczycielskiej. Pisałem już, że znalazłem się tam
                    przypadkowo. Po prostu w mojej gminie nikt nie chciał się podjąć zorganizowania
                    nauczycielskiej Solidarności, więc rad nie rad sam podjąłem się tego. Wejście
                    przeze mnie do zarządu i prezydium chluby mi nie przynosi, zważywszy jak marna
                    była kondycja tego środowiska.
                    Dla środowiska nauczycielskiego, nie tylko Opolszczyzny, zrobiłem w latach
                    1980-1990 bardzo dużo. Wątpię, by udało się Panu znaleźć kogoś, kto zrobił
                    więcej. Nie miałem jednak w tych sprawach żadnego wsparcia ze strony
                    Solidarności. Moja działalność w tym zakresie jest dostatecznie mocno
                    udokumentowana, często w dokumentach, które są zarchiwizowane "na zawsze".
                    4) Jeśli chodzi o doniesienie TW Pilnego na Badurę z Prezydium Wojewódzkiej Rady
                    Narodowej w Opolu, to chodzi zapewne o mojego nieżyjącego już ojca Jana Badurę.
                    Był on tam zastępcą dyrektora Wydziału Budownictwa Urbanistyki i Architektury
                    (dyrektorem wydziału był Florian Jesionowski).
                    Jeśli chodziło o mojego ojca, to informacja TW Pilnego była zwykłym śmieciem
                    informacyjnym. W czasach PRL mój ojciec tradycyjnie chodził do kościoła w
                    centrum Opola i z reguły na sumę. Siadał w głównej nawie. Dla absolutnie nikogo
                    nie było to tajemnicą. TW Pilny podrzucał zatem SB śmieci, czyli rzeczy
                    powszechnie znane.
                    W PWRN, w wydziale finansowym, pracowała też moja nieżyjąca już mama, Stefania
                    Badura, ale z Pana postu domyślam się, że chodzi o mężczyznę.
                    Przykrych konsekwencji donosów takich, jak TW Pilnego, moi rodzice raczej nie
                    mogli odczuć, bo limit przykrości, które im można było zrobić, został w PRL
                    wyczerpany wcześniej, niż w 1966.
                    Pozdrawiam serdecznie
                    Piotr Badura
                    • z.bereszynski nie uważam, abym skrzywdził BK czy HŻ 12.11.08, 19:14
                      Szanowny Panie Badura,

                      Dziękuję za informacje i wyjaśnienia, na jakie liczyłem pisząc poprzednim razem.

                      Nie mam wrażenia, abym skrzywdził prof. BK czy panią HŻ. O krzywdzie można
                      byłoby mówić w przypadku, gdybym napisał na ich temat nieprawdę albo gdybym w
                      sposób nieuprawniony zajmował się ich życiem prywatnym. Świństwem byłoby też
                      gołosłowne piętnowanie ich jako agentów SB bez szczegółowego przedstawienia
                      zawartości odnośnych dokumentów (jak robią niektóre inne osoby na tym forum).
                      Nie zrobiłem jednak nic z tych rzeczy. Podałem wyłącznie prawdziwe informacje
                      dotyczące społecznej aktywności osób publicznych, jakimi byli i są prof. BK i
                      HŻ. Wszystko, co napisałem ma stuprocentowe pokrycie w zachowanych oryginalnych
                      dokumentach, których treść została przeze mnie ujawniona. Każda z wymienionych
                      osób ma możliwość publicznego odniesienia się do treści tych dokumentów. Mogą
                      się bronić, polemizować itp.

                      Działalność wymienionych osób jest częścią historii naszego miasta i regionu.
                      Częścią mało chwalebną, ale istotną. Świadome pomijanie tej części, udawanie, że
                      jej nie było, byłoby fałszowaniem historii.

                      Jeżeli Pan ma prawo pisać o działalności "X", to ja mam prawo pisać o
                      działalności "Kazimierza" i "Stasi". Ujawniając, kto kryje się za tymi
                      pseudonimami, nie stwarzam dwuznacznej moralnie sytuacji, gdy podejrzenia mogą
                      kierować się w stronę niewłaściwych osób. Znacznie gorsze jest, moim zdaniem,
                      Pańskie postępowanie w sprawie "X". Pisząc, że "X" był członkiem Prezydium, ale
                      nie określając konkretnie tożsamości tej osoby, rzuca Pan cień na dobre imię
                      innych osób z tego kręgu. To jest prawdziwe robienie krzywdy ludziom, którzy na
                      takie podejrzenia nie zasłużyli.

                      Pozdrawiam

                      Zbigniew Bereszyński
    • Gość: bozia Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.chello.pl 11.11.08, 07:21
      A to się kurde zaśpiewać.
      • Gość: bozia Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.chello.pl 11.11.08, 07:22
        A to się kurde da zaśpiewać.
        • Gość: koń trojański... Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.pools.arcor-ip.net 12.11.08, 00:16
          Gość Barry napisał: „Pomimo stawianych tu zarzutów, niezależnie od
          (rzekomej?) selektywności, dzięki działalności pana Z.B. prawda
          jednak powoli wychodzi na jaw.”

          Niby tak, ale...

          W „Oporze społecznym” Z. Bereszyński wielokrotnie wymieniał w
          tekście nazwisko Ryszarda Gleicha. Poświęcił nawet oddzielny
          podrozdział opisujący działalność Gleicha na emigracji w Monachium.
          Problem polega na tym, że autor tekstu nie dotarł do najważniejszej
          teczki. A konkretnie do teczki agenturalnej Ryszarda Gleicha. Gleich
          został zwerbowany w listopadzie 81, a więc jeszcze przed
          wprowadzeniem stanu wojennego.

          Z. Bereszyński pisze na podstawie szczątkowych teczek i szczątkowej
          znajomości tematu. Jednakże przekonany o swojej absolutnej wiedzy i
          nieomylności wystawia ostateczne oceny i opinie. Ten był taki a
          tamten był taki.
          Prawda jest natomiast taka, że wszystko co pisze on o Kluczborku to
          po prostu makulatura.

          Jeszcze gorzej jest z jego nową stroną internetową.
          www.bereszynski.cba.pl/rewolucja_historia_9.htm
          W tekście o biuletynie „Nad Stobrawą” Z. Bereszyński celowo nie
          umieszcza cytatów z dokumentów. Nie podaje materiałów źródłowych,
          potwierdzających opisywane przez niego szczegóły konspiracyjnej
          działalności Ryszarda Gleicha i członków jego rodziny. Z bardzo
          prostej przyczyny - 90 % tych szczegółów jest wyssanych z palca. Nie
          ma i nie będzie w IPN potwierdzających te szczegóły dokumentów.
          Czytając ten tekst nie sposób nie oprzeć się wrażeniu, że Ryszard
          Gleich to dzielny działacz „S”. A naprawdę był on agentem SB. Jego
          jedyna rola w owej „konspiracji” polegała na przekonywaniu ludzi, że
          do Gilewicza można mieć zaufanie, że tym razem nikogo nie wsadzi on
          do więzienia.

          Czasami lepiej nie czytać tego, co Z. Bereszyński pisze. Aby nie być
          wprowadzanym w błąd.

          Andrzej Szubert
          • schuruburu Re: Paranoja 12.11.08, 06:34
            Z tym biednym Jondrusiem coraz gozej .
            Nie słucha dobrych rad i nie idzie na dłuższe leczenie.
            Biedakowi już sie wszystko pomieszało.
            • Gość: opol Re: Paranoja IP: *.chello.pl 13.11.08, 00:48
              a ja mam to wszystko gdzieś,czekam kiedy to całe towarzystwo wymrze i będzie spokój,im więcej lat po wojnie i upadku komuny tym więcej kombatantów i prześladowanych,żygać się już chce,rozmnażacie się przez pączkowanie czy co?
              • Gość: koń trojański... Prawda o Bereszyńskim i "Wyborczwj". IP: *.pools.arcor-ip.net 13.11.08, 23:35
                Odpowiadam M<rkowi i jemu podobnym.

                Po pierwsze ! (o czym już pisałem). Jeśli nie podpisuję się wcale,
                czy też podpisuję się jako „koń trojański”, nie ukrywam mojego IP.
                Moja prawdziwa tożsamość (pisuję też pod faktycznam imieniem i
                nazwiskiem) WSZYSTKIM ZAINTERESOWANYM jest znana.

                Po drugie! „Niezaangażowani”, „obiektywni” goście ( M<rek, MK,
                farragut, na innnych wątkach „antars”, sen_esp i inni) dziwnie
                jednoznacznie, czasami wręcz gwałtownie i żywiołowo opowiadają się
                po stronie „opluwanego” Z. Bereszyńskiego. Jak
                na „niezaangażowanych” dziwna postawa. Nie wspominam o ich (gdy
                dadzą wciągnąć się w „dyskusję”) „podobieństwie” do „”pióra” Z.
                Bereszyńskiego.

                Po trzecie. Ponieważ (nie ukrywając mojego IP) nie występuję
                anonimowo, nie mam zamiaru odpowiadać na agresywne, zaczepne, wręcz
                aroganckie zaczepki ”postronnych” „zainteresowanych”. Jeśli M<rek i
                inni chcą zadawać mi pytania, mają obowiązek ujawnienia ich
                tożsamości.

                Taktyka na zasypaniu mnie gradem pytań i oskarżeń, odwracających
                uwagę od właściwego tematu odnośnych wątków jedynie w przekonaniu
                Z.Bereszyńskiego funkcjonuje. Ewentualnie liczy on (anonimowo) na
                podjęcie przeze mnie podobnej „konwersji”

                Mógłbym, na wzór gościa M<arka, nazwać Z. Bereszyńskiego „pajacem”,
                nawet „żałosnym błaznem”, mógłbym nazwać go nie
                tylko „manipulatorem” ale i „fałszerzem” historii, Mógłbym nazwać
                go płatnym najemnikiem „Wyborczej”.

                Nie robię tego, ponieważ staram się utrzymać powyższy wąztek w
                formie dyskusji, a nie w formie inrernetowej pyksówki i i burdy. Do
                czego Z. Betreszyński, pisząc pod wieloma „nickami” dąży. Ma on
                nadzieję, że ewentualna „pyskówka” odwróci uwagę od głównych tematów
                wątków i ochroni jego „dobre imię”.

                Panie Bereszyński, aby nie było wątpliości. Jest Pan manipulatorem,
                wręcz fałszerzem, opisawanych przez Pana fragmentów dziejów
                opolskiej Solidarnosci. Jest Pan płatnym najemnikiem Gazety
                Wyborczej.

                Andrzej Szubert.

                Ps. Panie Redaktorze Frelich. Najwyższa pora do przyznania się z
                wpadką z „Piastem i Renkiem”.
                Pani Anito Dmitruczuk. Najwyższa pora do przeproszenia braci
                Kowlczyków, ale i czytelników, za wprowadzenie ich w błąd.

                • schuruburu Re: Prawda o Paranoiku Jondrusiu 14.11.08, 06:41
                  Jak w temacie i to 3 razy.
                  Niezły ubaw z tym pajacem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka