Gość: behemot IP: *.punkt.pl 25.10.08, 23:36 Czas zapewnic chłopcom, Tysiąc minus średnią krajową Do tego Niech im kac o poranku Dziennie pali rurę W takim wymiarze Panie Daj im emeryturę Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Dytylius Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.08, 16:26 Godne podziwu jet to że pan filozof wypowiadał sie w felietonach radiowych w nto! głosem medrca człowieka prawego! A ta lampucera czerwona zawistna! z twarzą fan tomasa won,precz,raus! kobyło diabelska! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.chello.pl 26.10.08, 17:16 Do kogo i o kim to piszesz? Po wpisie sądzą, że masz niewiele lat i pewnie nie zdajesz sobie nawet sprawy z tego ( bo na wiedzę historyczną nie liczę), że nie zawsze w Polsce była demokracja, nie zawsze w domach mieliśmy internet i forum gdzie możesz anonimowo opluć kazdego, nie zawsze w Polsce mozna było bezkarnie mówić i czynić inaczej niż chciała władza, nie wszyscy potrafili wytrzymać presję i szantaż. Z pewnością o tym nie wiesz. Pogadaj z dziadkiem, może się dowiesz czegoś ciekawego i o jego życiu, i o tamtej rzeczywistości. Nie mam zamiaru nikogo tłumaczyć ale protestuję przeciw ocenianiu kogokolwiek z perspektywy obecnej rzeczywistości. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wowa Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.08, 17:28 oczywiście,że nie wszyscy mogli wytrzymać presję i szantaż,ale byli tacy i wcale nie było ich tak mało,którzy wytrzymali.Czasami za cenę zrobienia tzw kariery.Kogo zatem chciałbyś przytulić i po główce pogłaskać? A może twoich ulubieńców kołem łamano by do współpracy przymusić? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ola Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.08, 17:49 > nie zawsze w Polsce była demokracja Żyłowa i Kozera walczyli o demokracje. I o wolność. Swoiście pojętą. Czas do ZBOWiD-u. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.pools.arcor-ip.net 26.10.08, 17:59 Lepiej mieć do czynienia z dziesięcioma jawnymi wrogami, niż z jednym fałszywym przyjacielem. Ludzie czynni w opozycji wiedzieli, czego spodziewać się po esbekach. Znali ich twarze, metody. Przed nimi można było się w dużym stopniu zabezpieczyć. O wiele groźniejsi i niebezpieczni byli udający przyjaciół donosiciele. Bez agentów SB była ślepa i głucha. O tym nie zapominajmy. Jeśli kogoś złamano, to mógł się po prostu znajomym do tego przyznać... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ranicki Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.centertel.pl 26.10.08, 19:38 Poska rzeczywistość: kapuś na kapusiu na kapusiu kapuś a na tym kapusiu jeszcze jeden kapuś!.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jasio Re:Koszałka Opałka i grafomana B. nie musieli IP: *.chello.pl 26.10.08, 20:01 Skończcie z tą teorią o łamaniu. Taki B. donosi bo komuniści go ciężko skrzywdzili, dali wykształcenie a on sobie wymarzył kopanie buraków w kołchozie na Ukrainie. Teraz on nie tylko uważa za swój obowiązek tropić komunistów ale jeszcze ich ujawniać, odbierać emerytury, medale, zmieniać ulice i historię. Wobec komunistów Pana B. nie obowiązują normy. Może donosić do woli zwłaszcza że wmówił sobie że jest naukowcem, "naukowcem" dobre! kapuś z dobrym samopoczuciem i kolegą behemotem ubezpieczającym tyły. Panie B. gdyby nie opieka SB to byś Pan pewnie był dziś terrorystą- mordercą a mordercom Kościół nie wybacza, byłbyś Pan potępiony na wieczność! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: opol Re:Koszałka Opałka i grafomana B. nie musieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.08, 20:10 Pamiętam czasy jak pracowałem w OCMB w Opolu i regularnie do dyrektora przychodził "smutny pan z SB", było to na porządku dziennym. Każdy w pracy wiedział kto to jest. Ciekawe czy mój były dyrektor był TW czy kontaktem operacyjnym nikt nigdy się nad tym nie zastanawiał, takie były czasy. Wiadomo było że do wszystkich dyrektorów przychodzili smutni panowie, a co pisali w raportach to tylko ono wiedzieli. Nie usprawiedliwam tylko brania pieniędzy za sprzedawanie kolegów to było obrzydliwe i zasługuje na potępienie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jasio Re:Koszałka Opałka i grafomana B. nie musieli IP: *.chello.pl 26.10.08, 21:01 Pojęcie kolegi jest dość względne, nieprawdaż? natomiast donoszenie na przeciwnika politycznego do grupy trzymającej władzę jest bezpieczne i opłacalne. B. jest dzisiaj tam gdzie oni byli (cytat z naszego wodza, ale chyba każdy o tym wie?) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fasola Re:Koszałka Opałka i grafomana B. nie musieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.08, 21:28 jasiu, tobie widac komunisci poskąpili wykształcenia, to dziwne pochodzenie masz przeciez słuszne (jestes brakujacym ogniwem w łańcuchu Darwina) Gorzej, ze twoi idole komunisci przy pomocy swych tajnych wspólpracowników (czytaj: mamusi - TW "kapusta" i tatusia - TW "bocian") pozałowali ci tez rozumku. Dzieki opiece SB wyrosłes na całkiem normalnego debila i jako taki nie bedziesz potępiony. Amen. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maniu Re:Koszałka Opałka i grafomana B. nie musieli IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.10.08, 22:47 jasio a dlaczego tobie komuna wykształcenia nie dała? Jak ta komuna tak powszechnie to wykształcenie dawała to dlaczego jest tylu głupców w naszym narodzie. Albo może to wykształcenie za darmo jest tak mało warte zgodnie ze starym przysłowiem że tanie mięso psy jedzą Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fucktycznie Wolny głos oszołomstwa IP: *.chello.pl 27.10.08, 03:04 To rzeczywiście bardzo smutne, że komuna i SB hamowały wolność wypowiedzi. Smutne, bo gdyby nie to, już wtedy wiedziałbym ile w Polsce oszołomów mamy. Oszczędziłbym sobie dzisiejszego ilościowego szoku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Wolny głos oszołomstwa IP: *.pools.arcor-ip.net 27.10.08, 07:12 Jasio nie rozróżnia donosu od publikacji. Donosy były pisane bez wiedzy zainteresowanych, na których donoszono. Wobec donosów byli bezbronni. Donosiciel podpisywał się pseudonimem znanym tylko esbekowi. Donosu nie publikowano, ale szkodę osobom na które donoszono przynosił. Publikacja podpisana imieniem i nazwiskiem nie jest donosem, a publikacją. Ujawniony agent ma prawo się bronić. A przede wszystkim wie o tym, że ktoś o nim pisze i co o nim pisze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jasio Re: Wolny głos IP: *.chello.pl 27.10.08, 14:00 Pięknie to wyjaśniłeś chociaż nieprawdziwie. chyba nie zauważyłeś że pan B. odpowiada na te posty które uważa Panuje ostracyzm - ja nie widziałem żadnych fotokopii dokumentów z podpisami Żyły (i innych) Nie ma żadnego przykładu związku donosu ze szkodą. Np. wielkie oburzenie że ktoś donosił na papieża ale co? o której wstaje i co lubi jeść najbardziej? pamiętam wywiad z Jaruzelskim że dzięki temu zrobili JPII niespodziankę i podczas wizyty podali mu jego ulubione danie! Kto i co na tym stracił? Że kogoś wywalili z pracy? Przecież wiecie że najbardziej się ceni lojalność - dziś to podstawowy powód do wywalenia! Dziwi was postępowanie komuny ze wywaliła B.? Przecież facet sam przyznał ze marzył o działalnosci terrorystycznej! Wtedy była też prywatna inicjatywa - mógł śmiało kopać te buraki (tak jak marzył)A teraz donosi! Nierobi się publikacji naukowych we własnej sprawie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Wolny głos IP: *.pools.arcor-ip.net 27.10.08, 18:29 Jasio Nie mogłem nie zauważyć, że pan B. odpowiada na te posty które uważa. To właśnie na moje posty on nie odpowiada. Fotokopie dokumentów na 100% istnieją. Inaczej pan B. o tym by nie pisał. Nie było "nieszkodliwych" donosów. Tak tłumaczą się wszyscy byli donosiciele. Opowiem Ci historyjkę. Agent XXL dostał polecenie. Miał opisać kolegę z pracy, obywatela Y. Napisał: Jest on ciężko przestraszony, niezdolny do działań w opozycji. Lubi pierogi, nie znosi bigosu. Wódkę zagryza kiszonym, bo na korniszony jest uczulony. Wsjo. A więc absolutnie nieszkodliwy donos! NIESZKODLIWY??? Przebiegły esbek zwrócił uwagę na stwierdzenie "ciężko przestraszony". A więc tchórz, który łatwo "pęknie". Na dwa tygodnie naprzód esbek wysłał obywatelowi Y wezwanie na przesłuchanie. Tamten przez całe dwa tygodnie nie mógł spać. Co oni chcą ode mnie? Co ja takiego zrobiłem? Boże, chyba mnie nie zamkną za tych kilka głupich śrubek, które wyniosłem z zakładu? Zmęczony, przerażony poszedł na przesłuchanie. Mądry esbek zagaił rozmowę: Panie Y, proszę się do wszystkiego przyznać. My i tak WSZYSKO o panu wiemy. Nie wierzy mi pan? Na przykład wiemy nawet takie drobnostki o panu, że uwielbia pan pierogi, nie znosi pan bigosu. Albo że wódkę zagryza pan kiszonymi, bo korniszony panu szkodzą. Obywatel Y był przerażony. Jeśli wiedzą o mnie NAWET takie drobnostki, to chyba naprawdę wiedzą o mnie WSZYSTKO. Przyznał się więc do śrubek wyniesionych z zakładu. O woreczku gipsu do zaklejenia pękniętej ściany też opowiedział. Władza ludowa (w osobie esbeka) okazała mu jednak wspaniałomyślność. Jeśli opowie nam pan o wrogich działaniach ludzi z pańskiego zakładu, to panu tamte winy wybaczymy. No więc opowiedział. Kolega A wynosi w dużych ilościach elektrody. Jego szwagier jest prywaciarzem, a elektrod nigdzie nie można kupić. Kolega C, zamężny, zdradza żonę z żonatą magazynierką. Widziałem ich kiedyś w szatni na drugiej zmianie, jak „to” robili. Kolega D częstował mnie bimbrem. Mówił, że nie jest głupi i nie ma zamiaru wydawać forsy na berbeluchę. Kolegę E widziałem, jak w szatni rozrzucał ulotki. Obywatel Y zadowolony, że go nie ukarano za kradzieże wrócił do domu. Epilog. Kolegi E nie aresztowano od razu. Kilka miesięcy esbe dyskretnie, ale pieczołowicie obserwowała go namierzając całą siatkę. Aresztowano ich podczas kolejnego kolportażu. Zeznań obywatela Y nie włączono do sprawy. Przyłapano sprawców bowiem na gorącym uczynku, i jego zeznanie nie były konieczne. Aresztowani nie mieli pojęcia, przez kogo trafili do więzienia. Prywaciarza i kolegę A (za elektrody) aresztowano. Wiarołomnych magazynierkę i kolegę C szantażem zmuszono do współpracy z SB. Tak samo było z bimbrownikiem. Haki na nich były mocne. „Musieli” więc wydajnie współpracować, aby „winy” odkupić. A wszystko zaczęło się od absolutnie niewinnego donosu. „Obywatel Y jest ciężko przestraszony, lubi pierogi, nie lubi bigosu” Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piękna młynarka Re: Wolny głos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.08, 22:32 Pieknięś to "Gościu" Schubertowską frazą opisał, oszczędną, pozbawioną zewnętrznego blasku, nacechowana szlachetnością, dobrocią i ludzką wrażliwością, słowami czystymi i bezpośrednimi... ... no ale te ŻONATE MAGAZYNIERKI... toś Jędruś juz po bandzie pojechał ... :] Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jasio Re: Wolny głos IP: *.chello.pl 27.10.08, 22:55 Wybacz, ale ja tu nie widzę nic złego że sprawiedliwości stało się zadość i złodziei wreszcie pozamykano. Gdyby SB dziś przywrócić to na zamykane "elyty" zabrakłoby miejsca w więzieniach! Uważam że tylko złodzieje, malwersanci itp. pokroju ludzie mogą narzekać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Wolny głos IP: *.pools.arcor-ip.net 27.10.08, 23:11 Oj, Jasiu, Jasiu. Twoja miłość do PRL-u, bolszewii i SB jest nieśmiertelna i nieuleczalna. Niech tak już pozostanie. Szkoda tylko, że esbecy samych siebie za "złotą" lub "żelazną" aferę nie pozamykali. I tych czerwonych złodziejaszków sekretarzy. Nie będę się z Tobą spierał o drobnostki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Wolny głos IP: *.pools.arcor-ip.net 28.10.08, 06:33 Jasio. Z łamaniem Kozery i Zyły nie ma to nic wspólnego, ale za to z SB. Cytaty z książki Tadeusza Fredro – Bonieckiego „Zwycięstwo księdza Jerzego” (podtytuł „Rozmowy z Grzegorzem Piotrowskim”). Mówi Grzegorz Piotrowski: „...W ogóle Łódź i Warszawa to zupełnie inny świat. W Łodzi też spotkałem się z tym. Mój szef zabierał cały wydział i służbowym autem, służbowym sprzętem budowano mu dom na działce. Ale tu już była inna skala możliwości i wręcz specjalizacja. Ten od załatwiania marmurów, ten od szynek, inny od mebli czy dywanów...” (str.79). „Wojewódzki szef bezpieki miał dom w Szczyrku. Zakładał instalację elektryczną, więc na sobotę i niedzielę jechał tam do roboty wydział techniki, z całym potrzebnym sprzętem, firmowym oczywiście. To są drobiazgi w związku z zapotrzebowaniami z centrali. Telefon do nas, do wydziału czwartego w Łodzi, że na bocznicy są podstawione dwa wagony rur do odebrania. Zamieszanie. Po co? Dla kogo rury? Szybko się wyjaśniło. Ktoś w Warszawie budował sobie basen. Komendant mnie zawiadomił, że przyjedzie towarzysz z Warszawy i trzeba mu pomóc w załatwieniu farby.Proszę bardzo, akurat miałem znajomego wiceprezesa spółdzielni chemicznej. Przyjechał pan pułkownik. „Dobrze. Towarzyszu, napiszcie ile, jakiej farby, kierowca zamówienie podrzuci memu koledze”. Napisał. Nawet nie patrzyłem. Wsadziłem do koperty. Kolega dzwoni. „Czyś ty oszalał? Ci twoi znajomi z Warszawy most Poniatowskiego będą malowali?” To szło na taką skalę...” (str. 84 i 85). „...- Pomińmy nazwisko tego człowieka. Wyleciał po naszej sprawie czy może został przesunięty razem ze Straszewskim. Dziś, jak wiem, jest dyrektorem w jakiejś spółce zagranicznej i nadal świetnie mu się powodzi. Ale niebagatelną „sprawą lotniskową” był prowadzony obok działań służbowych przemyt. Alarmował mnie w tej sprawie zastępca szefo WOP na Okęciu. To szło na ogromną skalę. Znajomi, znajomi znajomych. Na kolegium dyrektorskim stawiałem sprawę zdjęcia tego naszego człowieka z lotniska. Płatek i Pietruszka przyjęli wniosek ze zrozumieniem. Tak naiwnie sądziłem. Decyzję wstrzymali: "wiecie towarzyszu, my jeszcze z nim porozmawiamy”. Nie zdawałem sobie sprawy, jak silnie był osadzony. Poza przyjaźnią z generałem Straszewskim był dla dyrekcji i wyżej postawionych niezastąpionym człowiekiem. Po prostu na lotnisku załatwiał dla wszystkich ważnych zaopatrzenie w trunki i inne towary trudno dostępne. Dobrze sobie radził. Obrotny gość...” (str.86 i 87). Jasio, a Ty się cieszysz, że SB kogoś za kilka paczek elektrod zapuszkowała... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jasio Re: Wolny głos IP: *.chello.pl 28.10.08, 10:17 No właśnie, macie czarno na białym listę przestępstw i co? Z tego co słyszałem to była normalka - wszystko wspólne to tu można ukraść (wynieść) ser, tam śrubkę itp. Dziś nie wiadomo dlaczego dorabia się ideologię do zwykłej kradzieży - złodziej prześladowali innych złodziei. Mamy państwo prawa i zgodnie z nazwą, pozamykać i tych i tych! Co tu ma do rzeczy przynależność polityczna? A niby dlaczego przez lata wolności nie utrzymała się żadna partia przy swej nazwie a wygrane nie miały większego stażu niż pół roku? Bo wszyscy przy żłobie kradli! Zostali na przystanku moja fabryka a ci co jeszcze nie zdążyli budowalai nową partię i starali się dorównać tym pierwszym! Jako student dorabiam sobie czasami i cały czas czuję się okradany! Myślisz że to wszystko byli SBecy? Jeśli tak to się grubo mylisz. To są złodziejscy bezpartyjni! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacek Jasiu, ile lat juz studiujesz? IP: *.punkt.pl 28.10.08, 11:16 Gość portalu: jasio napisał(a): > Jako student dorabiam sobie czasami i cały czas czuję się > okradany! sądzac z Twojej "nowomowy", argumentów jakich uzywasz, w czyjej obronie stajesz - to jestes tzw. wiecznym studentem :) jesli tak, to czy nie uwazasz, ze studiujac tak długo okradasz własne Państwo? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Jasiu, ile lat juz studiujesz? IP: *.pools.arcor-ip.net 28.10.08, 12:35 Jasiu, studiując musisz zachować rewolucyjną czujność. Na tych kapitalistycznych uczelniach zakłamaną burżuazyjną propagandę uczą. Ani słowa prawdy. Jedynie słusznego naukowego marksizmu już nie wykładają. WUML-y też polikwidowali. Chyba, że SB tajne komplety prowadzi... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jasio Re: Jasiu, ile lat juz studiujesz? IP: *.chello.pl 28.10.08, 13:29 Chyba nie nadążam za waszym dowcipem? normalnie studiuję, w tym roku robię licencjat (już połowę napisałem i właściwie już mógłbym się pisać Jasio) do mgr inż. jeszcze trochę ale o to jestem spokojny. Zazdrość was bierze? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Barry Re: Jasiu, ile lat juz studiujesz? IP: 77.252.18.* 28.10.08, 16:39 Jasiu! Tu nie politechnika - tu trzeba myśleć! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Jasiu, ile lat juz studiujesz? IP: *.pools.arcor-ip.net 28.10.08, 21:59 Jasio, to były tylko żarty. Gratuluję wytrwałości i życzę dyplomu. Mam nadzieję, że po dyplomie nadal będziesz się do mnie - robola - odzywał (szuruburu zaraz dopisze, że mam tylko dwie klasy zawodówki). Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: oj Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.08, 07:22 a ja mysle że trochę za bardzo w niektórych wypowiedziach tłumaczy się to wszystko. ale to teraz ich problem. ale jak to się mawiało: jak nie wiesz jak sie masz zachować - bądż uczciwym to bardzo uniwersalne - nawet a może szczególnie dzisiaj to każdy z samym sobą powinien rozliczyć teraz też sporo złamanych i świń, ale to w gruncie rzeczy ich problem Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bella Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.punkt.pl 27.10.08, 09:18 To równiez problem nas wszystkich. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.08, 07:36 nie bez kozery chodził na msze a potem na sb Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.dip.t-dialin.net 27.10.08, 15:56 Mysle ze kazdy kto donosil wie co robil niezaleznie z jakich pobudek i w jakiej sytuacji to robil- i dlatego powinien trzymac sie z daleka od koryta.Jak robi inaczej to juz jego wlasny wybor i musi sie liczyc ze ktos "zyczliwy" zawsze mu to znajdzie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jasio Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.chello.pl 27.10.08, 16:07 Masz rację, chodzi wyłącznie o koryto, etyka jest tylko wygodną przykrywką. Koszałek Opałek kreuje się na bohatera dekomunizacji a równocześnie zarabia i zdobywa wieczną sławę bohatera IV RP. O szkodzeniu innym nie ma mowy. Z Żyłą nie zrobił wywiadu i nie spytał. To że ona miała okazję się wypowiedzieć w GW to czysty zbieg okoliczności. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Endemoll Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.centertel.pl 30.10.08, 21:21 Kazmierz i Stacha to parka kapusi! w piekle pewnie diabeł zarazu ich udusi! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: antars a rebours Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.08, 06:33 Nie para kapusi tylko pogodozonych z socjalizmem. Rozmowa z urzednikiem panstwowym to nie jest kapowanie. To predzej afirmacja wladzy, akceptacja systemu, ktory uznawany byl przez caly swiat. A ze za rozmowy chcieli placic. No coz placili nedznie, tak jak za wszystko w socjalizmie. Tych co tu tak wypisuja bzdety i banialuki prosze: zapytajcie swoich rodzicow jak oni ulozyli sie z socjalizmem, jak z nim wspolpracowali, jak go akceptowali na wlasny maly prywatny uzytek ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.dip.t-dialin.net 31.10.08, 08:24 Zauwaz ze ci co najsurowiej oceniaja tamte czasy to rewolucjonisci w drugim pokolenu oni byli przesladowani w przedszkolu i szkole podstawowej a druga grupa to ci ktorzy z naglasniania roznych afer zrobili sobie zrodelko dochodow a przy okazji terroryzuja ludzi (uwazaj bo ci cos znajde mam dojscia do IPN). Jak tak dalej pojdzie to w nastepnej oslonie bedzie- "Panski dziadek zyl w latach 1945-1990 wiec musial kooperowac z komuna w takim razie ma Pan obciazenie dziedziczne".Ja jako dziecko dostalem po d-ie od ojca bo nie chcial pojsc na zebranie w sprawie zalozenia spodzielni produkcyjnej w mojej wsi i wlepili mu 100 zl kary to ojca wkurzylo i przelozyl walke z komunizmem na moj tylek(bylem przesladowanyczy czy nie - dostalem bo zrobilem ognisko tuz kolo sterty z sianem).Ale cos mi sie zdaje ze dostalem wlasnie za komunizm bo ojciec tylko raz wymierzyl mi taka kare(zdazylem w spodnie wlozyc gazete Gromada Rolnik Polski). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do antarsa Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.eranet.pl 31.10.08, 08:29 dOd kiedy to funkcjonariusze SB cieszą się statusem urzędników państwowych? I nie udawaj, że nie zdajesz sobie sprawy, że tu chodziło o niewinne pogaduszki. Jest duża różnica między rozmową a informowaniem (donoszeniem) na innych, i jeszcze braniem za to pieniędzy, które jak na lata 60 (casus Kozery) wcale nie były takie małe. Nie próbuj rozmywać odpowiedzialności tych, którzy albo ze strachu albo z chęci zrobienia kariery w tamtym systemie poszli na współpracę z SB, używając tandetnego i zakłamującego przeszłość argumentu, że każdy kto żył w PRL szedł na moralne kompromisy i był w jakiś sposób umoczony. Znam całe mnóstwo ludzi, którzy strali się żyć uczciwie i nie splamili się donosicielstwem. Jeżeli doświadczenia Twoje, bądź Twoich rodziców, są inne, to mogę Ci tylko współczuć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Barry Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: 77.252.18.* 31.10.08, 13:38 Dziś widać,że pewne rozlioczenia na początku lat 90. powinny jednak być! Nie musielibyśmy tych relatywizujących postów dziś już czytać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dytylius Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.centertel.pl 31.10.08, 13:51 Kapuś to kapuś a czerwony to najgorSZy bo gdy zapisał się do PZPR KAPOWAŁ NA ZEBRANIACH! oczywiście na wrogów socjalizmu! I tacy oto ludzie zrobili "karierę"! Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową 09.11.08, 22:53 Sprawa "Stasi" i "Kazimierza" na łamach "Kuriera Brzeskiego". Odnośny tekst jest już dostępny na stronie internetowej "KB": www.kurierbrzeski.com.pl/modules.php?module_name=articles&action=show_article&a_id=488 Ciekawe, czy sprawa TW ps. "Kazimierz" zostanie w końcu podjęta także przez "Gazetę Wyborczą"? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Andrzej Szubert Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.pools.arcor-ip.net 10.11.08, 22:24 Pan Zbigniew Bereszyński żartuje chyba. Agentowi "Ketman" GW pozwalała, już po jego zidentyfikowaniu, pod pseudonimem nadal pisać na jej łamach. Z agenta "Piasta" i "Renka" opolska GW zrobiła, przy jego czynnym udziale, bohaterów i czołowych działaczy podziemia w Kluczborku. Nadredaktor Adaś M zaprzyjaźniony jest serdecznie z generałami "wroniarzami". Sama gazeta jest proesbecka i proagenturalna. Pan Zbigniew Bereszyński jest współpracownikiem GW, zna jej opcję polityczną. Po co więc stawia retoryczne pytanie "Gazecie Wyborczej", na które odpowiedź zna? Jeśli dałoby się przy okazji "Kazimierza" dokopać IPN-owi, GW zapewne sprawę by podjęła. Pan Bereszyński selektywnie traktuje agentów. Jednych demaskuje, innym dorabia konspiracyjne życiorysy. Odpowiedz Link Zgłoś
schuruburu Re:paranoik w akcji 11.11.08, 06:49 Ten biedny chory człowiek ma wytrwałość trzeba przyznać. Skoda ze nie miał wytrwałości w leczeniu psychiatrycznym. Proponuje Jondrusiowi ćwiczenia Jogi i odwiedziny u nowego psychiatry. Poprawy nie przewiduje ale próbować można. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Barry Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.punkt.pl 11.11.08, 09:54 Pomimo stawianych tu zarzutów, niezależnie od (rzekomej?) selektywności, dzięki działalności pana Z.B. prawda jednak powoli wychodzi na jaw. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: M<'rek Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.xdsl.centertel.pl 11.11.08, 10:22 Selektywność istnieje wyłącznie w chorej wyobraźni Andrzeja Sz. O sprawie tw ps. "Piast" można przeczytać na prywatnej stronie internetowej Z.B. Wszystko oparte na dokumentach. www.bereszynski.cba.pl/rewolucja_historia_48.htm Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Czy ta strona jest aby pewna? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.08, 18:13 Szanowny Panie M<'reku Nie wiem na ile pewne są materiały na stronie, do której Pan odsyła. Patrząc z mego osobistego punktu widzenia są one niepewne. Moje nazwisko pojawia się tam raz, w materiale "Środowiska nauczycielskie województwa opolskiego w czasach rewolucji solidarnościowej". Wymieniony jestem jako członek Zarządu. Zarząd ten kierował działalnością Komisji Zakładowej NSZZ "S" Pracowników Oświaty i Wychowania w Opolu. Na czele Zarządu stało Prezydium. Byłem w jego składzie, a z materiału pana Bereszyńskiego wynika, że nie byłem. Byłaby to nieścisłość niewarta uwagi, gdyby nie sposób, w jaki przestałem być członkiem Prezydium. Pewnego dnia uczestniczyłem w posiedzeniu Prezydium, które odbywało się w późnowieczornych godzinach w Domu Związków Zawodowych przy ul. Reymonta (róg Damrota). W trakcie przerwy w obradach podchodzi do mnie X i mówi: Piotrze, jest późno, portier już skończył pracę i chce iść, a my mamy jeszcze trochę do obgadania. Ten portier jest z twojej wsi. Zejdź na dół, weź od niego klucze, wypuść go i zamknij za nim. Gdy skończymy zamkniesz obiekt i oddasz mu w Brynicy klucze. Zdziwiłem się, skąd X wie, że portier jest z mojej wsi (był to istotnie D. z mojej wsi). Nic jednak nie powiedziałem tylko poszedłem na dół i zrobiłem tak jak X kazał. W Brynicy oddałem klucze D. To posiedzenie Prezydium było ostatnim, w którym uczestniczyłem. Gdy już drugi miesiąc nie zawiadamiano mnie o kolejnych posiedzeniach prezydium, skontaktowałem się z kimś z szefostwa i zapytałem, dlaczego prezydium nie działa. Dowiedziałem się, że działa, tyle że ja jestem wykluczony. Zapytałem dlaczego i dowiedziałem się, że za brak aktywności, bo od pewnego czasu jestem stale nieobecny. Mówię, że nie dostaję zawiadomień. Na to otrzymuję odpowiedź, że przecież jest zasada, iż nie wysyła się zawiadomień, tylko na każdym posiedzeniu ustala się termin następnego. Ja mówię, że na ostatnim posiedzeniu, na którym byłem, nie ustalono następnego terminu. Dostaję na to odpowiedź, że z pewnością byłem, bo mój podpis jest na liście obecności. Od słowa do słowa wyjaśniliśmy, że gdy byłem na dole po klucze, to w tym czasie ustalono nowy tryb i termin następnego posiedzenia. Gdy wróciłem, to nikt mnie o tym nie poinformował. Członek szefostwa, z którym rozmawiałem, zasugerował, by dać spokój sprawie, bo nie warto tego odkręcać. Też tak uznałem. Wedle mego rozumu X pracował dla SB. To wyjaśnia, skąd wiedział, że portier jest z Brynicy. Posłał mnie po klucze, by mnie wyeliminować z Prezydium. Jeśli po moim powrocie z kluczami nikt mnie nie poinformował o terminie następnego spotkania, to znaczy, że prawdopodobnie całe Prezydium było już w zmowie. Trudno uznać, że całe Prezydium pracowało dla SB (choć wykluczyć niczego nie można). Prawdopodobne jest natomiast, że pod moją nieobecność ktoś, być może sam X, powiedział członkom Prezydium, że ja jestem podejrzany i choć nie ma na mnie dowodów, to bezpieczniej jest pozbyć się mnie jakoś delikatnie. No i pozbyto się mnie delikatnie. Jeśli dziś pan Bereszyński nie trafia nawet na ślad mego udziału w Prezydium, to trudno mi uznać jego informacje za pewne. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że jest kontynuatorem dzieła X, być może nieświadomym, i upowszechnia w internecie spreparowane przez X materiały. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski dlaczego jest Pan złośliwy? 11.11.08, 20:12 Szanowny Panie Badura, Nie twierdzę, że wiem wszystko o wszystkim, co działo się w opolskich środowiskach nauczycielskich. Na pewno nie napisałem wszystkiego, co warto byłoby napisać na ten temat. To, co napisałem, to zaledwie szkic, rodzaj wstępu do poważniejszych badań na ten temat. Na pewno brakuje tu niejednej ważnej informacji i temat zasługuje na dalsze opracowywanie. Nikt - poza Panem Bogiem - nie jest wszechwiedzący. Możemy wiedzieć tylko tyle, ile znajdziemy w źródłach, do których uda nam się dotrzeć. A źródła na temat opolskiej "Solidarności" nauczycielskiej z lat 1980-1981 są bardzo ubogie. Nie ma praktycznie żadnych publikacji na ten temat. Informację na temat Pańskiego członkostwa w "S" znalazłem z w pracy magisterskiej E. Drygas , "Działalność „Solidarności” nauczycielskiej w Opolu w latach 1980-1981", Opole 1990 (praca obroniona na ówczesnej WSP w Opolu). Nic więcej na Pana temat tam nie znalazłem. Dlaczego obraża mnie Pan, przypisując mi kontynuowanie roboty jakiegoś "X"? Gdybym chciał przemilczeć Pańską działalność z lat 1980-1981, to mógłbym tak napisać swój tekst, żeby Pańskie nazwisko w ogóle się nie pojawiło, i nie miałby Pan żadnych podstaw, by się do tego doczepić. Byłoby to bardzo łatwe. To, że wymieniam Pańskie nazwisko, jasno świadczy o tym, że nie żywię żadnych tego typu wrażych zamiarów wobec Pana. Napisałem to, co było mi wiadome z dostępnych źródeł, a to że w istniejących źródłach pisanych nie ma wszystkiego, co uważa Pan za ważne, to już naprawdę nie moja wina. Nie ja te źródła wytworzyłem. Jeżeli twierdzi Pan, że był Pan członkiem Prezydium, to przyjmuję to do wiadomości i chętnie wykorzystam tę informację w swoim opracowaniu. Są dwa gatunki czytelników opracowań historycznych (nie tylko). Czytelnik życzliwy cieszy się, że ktoś poświęca swój czas na opisywanie przeszłości i stara się pomagać piszącemu służąc w miarę możliwości dodatkowymi informacjami. Nie żąda od piszącego wszechwiedzy, ale stara się jego wiedzę wzbogacić swoimi życzliwymi uwagami. Kontakt z takim czytelnikiem, to wielka przyjemność, nawet jeśli wskazuje on na braki i niedostatki publikacji. Takim czytelnikiem okazał się np. Czesław Chmielewski, dawny działacz opolskiej "Solidarności" nauczycielskiej, którego uwagi pomogły mi uzupełnić treść mojego opracowania o kilka istotnych informacji. Niestety jest też inny rodzaj czytelnika - czytelnik złośliwy. Tego rodzaju czytelnik uważa, że autor ma sam z siebie wiedzieć wszystko. Każdy niedostatek informacji w publikacji, to dla niego przejaw złej woli piszącego, zwłaszcza gdy chodzi o informacje dotyczące jego osoby. Ponieważ sam jest złośliwie nastawiony, to innych też posądza o niegodziwe intencje. Niedostatek informacji na swój temat odbiera jako złośliwą chęć umniejszenia jego zasług itp. Nie dociera do niego to, że ktoś czegoś po prostu może nie wiedzieć, lecz jest nastawiony na tropienie złośliwych spisków i knowań. Kontakt z takim czytelnikiem to koszmar. Tacy ludzie mogą każdego zniechęcić do zajmowania się historią. Myślę, że to jeden z głównych powodów, dla których mało kto ma ochotę zajmować się historią najnowszą. Mam nadzieję, że chce Pan należeć do grona czytelników życzliwych, którym naprawdę zależy na tym, by nasza wiedza o przeszłości była możliwie najpełniejsza. A nie do grona złośliwców, których jedynym celem jest dyskredytowanie cudzego wysiłku i pomawianie innych o najgorsze. Jeżeli uważa Pan, że istniejące źródła historyczne są niepełne, to nic nie stoi na przeszkodzie, by osobiście zadbał Pan o ich wzbogacenie. Może Pan np. napisać wspomnienia z okresu swojej działalności w "Solidarności". Mogłaby to być duża pomoc dla historyków. Gorąco zachęcam do podjęcia tego typu działalności. To zajęcie dużo ciekawsze i pożyteczniejsze od wymyślania kolejnych teorii spiskowych. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski p.s. 11.11.08, 20:36 Skąd miałbym wiedzieć o Pańskich przygodach z "X", jeżeli nawet teraz nie chce pan dokładniej opisać tej sprawy? Bawi się Pan w jakieś tajemnice, pisze o jakimś "X", a oczekuje Pan, żeby osoba postronna, sama z siebie, miała pełną wiedzę na ten temat. Czy to nie śmieszne? Skąd ma brać się ta wiedza, jeżeli nie z relacji takich osób jak Pan? Z kart, z fusów od kawy? Niech Pan napisze pełną relację, to inni będą mogli o tym pisać, powołując się na Pana jako źródło. Oprócz wymienionej tu pracy magisterskiej E. Drygas z 1990 r., wykorzystałem również pisemną relację p. Anieli Górznej, historycznej przewodniczącej opolskiej "Solidarności" nauczycielskiej z lat 1980-1981 (relacja złożona do archiwum Zarządu Regionu NSZZ "Solidarność" Śląska Opolskiego w marcu 2001 r.). Pani Górzna w ogóle nie wymienia Pan jako działacza "Solidarności", choć wymienia innych członków Prezydium. Czyżby p. Górzna była owym "X"? Nie chce mi się w to uwierzyć. Uważam ją za osobę godną zaufania, choć oczywiście nawet ona nie musi wszystkiego pamiętać. Praca E. Drygas, to jedyne źródło, w jakim natrafiłem na Pańskie nazwisko. Jeżeli nie napisze Pan własnej relacji na temat tego, co działo się w latach 1980-1981, to wszyscy będą cytować tylko te źródła. Z.B. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Nie jestem złośliwy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.08, 23:57 Szanowny Panie Bereszyński Nie jestem złośliwy, a zakładając coś takiego blokuje Pan sobie możliwość zrozumienia mnie. Mam tylko krytyczną ocenę tego, co Pan robi. Wydaje mi się, że jednych ludzi Pan krzywdzi a innych tumani. Nie sądzę, że jest to Pana zamiarem, ale w działalności publicznej odpowiada się za skutki, a nie za zamiary. Moim zdaniem popełnia Pan błąd, biorąc nazbyt serio dokumenty z czasów PRL, wytworzone przez SB. Jest to średnio wiarygodne źródło informacji. Także relacje różnych osób są średnio wiarygodne. Trzeba niestety polegać na rozumie. W swym poprzednim poście chciałem jedynie zwrócić uwagę forumowicza, by nie podchodził bezkrytycznie do publikowanych przez Pana materiałów. Swój przykład podałem jako dowód. Zwróciłem przy tym uwagę, że problemem nie jest to, iż pominięto mnie w składzie prezydium. To byłby zupełnie nieistotny błąd. Problemem jest to, że ja przestałem być członkiem prezydium w bardzo dziwnych okolicznościach. Ze względu na te okoliczności, pominięcie mnie staje się problemem. Ktoś chciał tę przykrą sprawę ukryć. Z psychologicznego punktu widzenia nie dziwi mnie, że pani AG mnie nie pamięta (używam inicjałów, by nie łapała jej wyszukiwarka). Zdziwiłbym się, gdyby pani AG mnie pamiętała. Ja, niestety, pamiętam panią AG. Żeby mógł Pan zrozumieć moją sytuację w 1980 roku, przypominam, że byłem już wtedy od kilku lat na politycznej emeryturze. Miałem za sobą okres intensywnej gry w politycznej "średniej lidze", z perspektywą szybkiego awansu do "wysokiej ligi". Cena za awans, a nawet cena za pozostanie w "średniej lidze", wydawały mi się jedna wygórowane, więc zrezygnowałem z rozgrywek ligowych. W 1980 wskutek zbiegu okoliczności znalazłem się w szeregach Solidarności. Gdy trafiłem na pierwsze większe zebranie w Opolu, to doznałem przykrości. Trudno było mi uwierzyć, że ci ludzi zrobią coś więcej, ponad zrealizowanie scenariusza opracowanego przez SB. Z tego pierwszego spotkania zapamiętałem m.in. panią AG. Zgłaszane były kandydatury, chyba do zarządu. Zgłoszono jakąś kobietę. Wstała pani AG i powiedziała do niej: Czy może pani powiedzieć delegatom, gdzie pracuje brat pani męża? Kobieta, speszona, powiedziała, że w milicji (oczywiście mogę się mylić co do tego, czy chodziło akurat o brata męża, czy np. o kuzyna etc.). Byłem tą sytuacją zdziwiony. Pani AG robiła wrażenie kompletnej politycznej amatorki. Nie podejrzewam jej o współpracę z SB. Podejrzewam jednak, że w jej otoczeniu był współpracownik SB, który we właściwym czasie podpowiadał jej właściwe informacje. Gdyby pani AG miała minimum doświadczenia politycznego, to nie zadałaby swego pytania, tylko kazała je zadać swemu informatorowi. Zdekonspirowałaby w ten sposób agenta. Gdyby ktoś inny na sali miał choć trochę wyrobienia politycznego, to zapytałby panią AG, skąd czerpie takie informacje. O pewnej osobie, która chyba jest dla Pana źródłem informacji, podejrzewam, że były na nią haki. Jeśli ja o tym wiedziałem, to dlaczego nie miała wiedzieć SB? Jeśli SB wiedziała, to dlaczego miała nie skorzystać? Jeśli skorzystała, to ile warte jest to Pana źródło? Raczej nie będę opowiadał szczegółowo, co pamiętam z tamtych czasów. Mógłbym ujawniać takie rzeczy dla celów historycznych, ale dziś są one wykorzystywane do niszczenia ludzi i bieżącej walki politycznej. Nie jestem zainteresowany uczestnictwem w takiej "zabawie". Mówi się, że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa. Czasem odnoszę wrażenie, że jestem z Saturna i żyję w jakimś równoległym świecie. Odsyłam Pana do strony www.cwru.edu/artsci/math/szarek/XIVLO/ksiega Występuję tam jako "rzecznik grupy rozrywkowej". Miałem wtedy 16 lat. Wskutek intrygi SB straciłem kontakt z tym środowiskiem jakieś 35 lat temu. Ucieszyłem się więc, trafiając na ten materiał. On jakoś tam pokazuje, co mnie kształtowało. Może ułatwi Panu zrozumienie mnie. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: Nie jestem złośliwy 12.11.08, 01:23 Szanowny Panie Badura, Tak się składa, że informacji na temat składu władz "Solidarności" nauczycielskiej w latach 1980-1981 nie oparłem w najmniejszym stopniu na dokumentach SB. Informacje te zaczerpnąłem wyłącznie z pracy magisterskiej E. Drygas oraz z relacji pisemnej p. Górznej. Również p. Drygas nie opierała się na dokumentach SB, ponieważ w 1990 r. były one absolutnie niedostępne. Zarzut bezkrytycznego polegania na dokumentach wytworzonych przez SB jest więc w tym przypadku absolutnie chybiony. Oczywiście nie twierdzę, że praca p. Drygas i relacja p. Górznej mają stanowić jakąś nieodwołalną wyrocznię. Bardzo możliwe, że brakuje tam różnych istotnych informacji lub nawet są tam informacje nieścisłe. Tak to już bywa ze źródłami. Sam np. zauważyłem w tych materiałach pewien zamęt w zakresie nazewnictwa struktur. Traktuję więc te źródła z ograniczonym zaufaniem. Tak się jednak niestety składa, że - jak na razie - nie ma innych dostępnych źródeł, jeżeli chodzi o początki "S" nauczycielskiej na Opolszczyźnie. Pisanie, że jednych krzywdzę a innych tumanię, jest nie na miejscu, ponieważ nie dopuściłem się żadnego nadużycia. Oparłem się na dostępnych mi źródłach (w/w), niczego tendencyjnie nie pomijając ani nie dodając od siebie. Nie jestem w stanie pisać o czymś, czego nie wiem, bo nie ma tego w żadnym z dostępnych mi źródeł. Jeżeli twierdzi Pan, że był Pan członkiem Prezydium, to - jak już powiedziałem - przyjmuję to do wiadomości i postaram się jakoś uwzględnić tę informację. Jest to jednak dla mnie absolutna nowość. Jak dotąd, nikt nigdzie o tym nie pisał. Skąd zatem miałem to wiedzieć? Nie mam w tej sytuacji poczucia, abym Pana pokrzywdził. Pisanie o krzywdzie byłoby zasadne tylko w takim przypadku, gdybym przemilczał znany mi fakt, a tak w tym wypadku nie było. Nie mam żadnych osobistych powodów, by umniejszać Pański wkład w działalność opolskiej "Solidarności". Proszę mi wierzyć. Będę wdzięczny jeżeli udzieli mi Pan dalszych informacji na ten temat, i z miłą chęcią napiszę więcej o Pańskiej działalności. Oczywiście, że SB miała swoich agentów również wśród nauczycieli. Także w szeregach "Solidarności". Sam ustaliłem już, że w stanie wojennym został zwerbowany przez tę służbę Leonard Rypień, członek władz regionalnej "S" nauczycielskiej, a także członek Zarządu Regionu NSZZ "S" Śląska Opolskiego (wiceprzewodniczący ZR od lipca do października 1981 r.). Niewykluczone, że podobnych przypadków było więcej. Nie wykluczam zatem możliwości, że Pańskie podejrzenia w stosunku do "X" są zasadne. Wymagałoby to jednak gruntownego sprawdzenia. W takich sprawach trzeba mieć stuprocentową pewność zanim coś się publicznie ujawni. Nie wiem, czy uda mi się tę sprawę wyjaśnić na podstawie dokumentów, bo niestety wiele dokumentów celowo zniszczono w latach 1989-90. Będę jednak pamiętać o tej sprawie. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński P.S. Korzystając z okazji chciałbym skonsultować się z Panem w pewnej sprawie. W jednym z dokumentów SB z 1966 r. natrafiłem na informację, że pewien pracownik Urzędu Wojewódzkiego w Opolu nazwiskiem Badura uczestniczył w kościelnych uroczystościach milenijnych w katedrze opolskiej. Nazwisko to pojawia się w doniesieniu tw. ps. "Pilny", który obserwował opolskie uroczystości milenijne. Czy przypadkiem nie chodzi tu o kogoś z Pańskiej rodziny? Jeżeli tak, to czy doniesienie "Pilnego" miało jakieś nieprzyjemne konsekwencje dla tej osoby? Czy miały miejsce jakieś represje w związku z tą sprawą? Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski p.s. 12.11.08, 09:42 Muszę skorygować informację zawartą w post scriptum do mojego wcześniejszego wpisu. Chodzi oczywiście o Wojewódzką Radę Narodową w Opolu, a nie o Urząd Wojewódzki. W 1966 r. obowiązywało takie nazewnictwo. Zapomniałem o tym pisząc późno w nocy. Z.B. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura To nie ja jestem skrzywdzony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.08, 17:35 Szanowny Panie Bereszyński 1) Moja uwaga, że nazbyt serio traktuje Pan dokumenty wytworzone przez SB nie dotyczyła konkretnie sprawy nauczycielskiej Solidarności, ale w ogóle Pana działalności. 2) Gdy pisałem, że krzywdzi Pan ludzi, to nie miałem na myśli siebie. Mówiąc o krzywdzonych miałem na myśli takie osoby jak np. prof. BK czy pani HŻ. Oni zostali przez Pana bardzo skrzywdzeni i to z jakichś niepojętych dla mnie powodów. 3) Na pewno nie skrzywdzi mnie pominięcie mojego nazwiska przy omawianiu dziejów opolskiej Solidarności nauczycielskiej. Pisałem już, że znalazłem się tam przypadkowo. Po prostu w mojej gminie nikt nie chciał się podjąć zorganizowania nauczycielskiej Solidarności, więc rad nie rad sam podjąłem się tego. Wejście przeze mnie do zarządu i prezydium chluby mi nie przynosi, zważywszy jak marna była kondycja tego środowiska. Dla środowiska nauczycielskiego, nie tylko Opolszczyzny, zrobiłem w latach 1980-1990 bardzo dużo. Wątpię, by udało się Panu znaleźć kogoś, kto zrobił więcej. Nie miałem jednak w tych sprawach żadnego wsparcia ze strony Solidarności. Moja działalność w tym zakresie jest dostatecznie mocno udokumentowana, często w dokumentach, które są zarchiwizowane "na zawsze". 4) Jeśli chodzi o doniesienie TW Pilnego na Badurę z Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Opolu, to chodzi zapewne o mojego nieżyjącego już ojca Jana Badurę. Był on tam zastępcą dyrektora Wydziału Budownictwa Urbanistyki i Architektury (dyrektorem wydziału był Florian Jesionowski). Jeśli chodziło o mojego ojca, to informacja TW Pilnego była zwykłym śmieciem informacyjnym. W czasach PRL mój ojciec tradycyjnie chodził do kościoła w centrum Opola i z reguły na sumę. Siadał w głównej nawie. Dla absolutnie nikogo nie było to tajemnicą. TW Pilny podrzucał zatem SB śmieci, czyli rzeczy powszechnie znane. W PWRN, w wydziale finansowym, pracowała też moja nieżyjąca już mama, Stefania Badura, ale z Pana postu domyślam się, że chodzi o mężczyznę. Przykrych konsekwencji donosów takich, jak TW Pilnego, moi rodzice raczej nie mogli odczuć, bo limit przykrości, które im można było zrobić, został w PRL wyczerpany wcześniej, niż w 1966. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski nie uważam, abym skrzywdził BK czy HŻ 12.11.08, 19:14 Szanowny Panie Badura, Dziękuję za informacje i wyjaśnienia, na jakie liczyłem pisząc poprzednim razem. Nie mam wrażenia, abym skrzywdził prof. BK czy panią HŻ. O krzywdzie można byłoby mówić w przypadku, gdybym napisał na ich temat nieprawdę albo gdybym w sposób nieuprawniony zajmował się ich życiem prywatnym. Świństwem byłoby też gołosłowne piętnowanie ich jako agentów SB bez szczegółowego przedstawienia zawartości odnośnych dokumentów (jak robią niektóre inne osoby na tym forum). Nie zrobiłem jednak nic z tych rzeczy. Podałem wyłącznie prawdziwe informacje dotyczące społecznej aktywności osób publicznych, jakimi byli i są prof. BK i HŻ. Wszystko, co napisałem ma stuprocentowe pokrycie w zachowanych oryginalnych dokumentach, których treść została przeze mnie ujawniona. Każda z wymienionych osób ma możliwość publicznego odniesienia się do treści tych dokumentów. Mogą się bronić, polemizować itp. Działalność wymienionych osób jest częścią historii naszego miasta i regionu. Częścią mało chwalebną, ale istotną. Świadome pomijanie tej części, udawanie, że jej nie było, byłoby fałszowaniem historii. Jeżeli Pan ma prawo pisać o działalności "X", to ja mam prawo pisać o działalności "Kazimierza" i "Stasi". Ujawniając, kto kryje się za tymi pseudonimami, nie stwarzam dwuznacznej moralnie sytuacji, gdy podejrzenia mogą kierować się w stronę niewłaściwych osób. Znacznie gorsze jest, moim zdaniem, Pańskie postępowanie w sprawie "X". Pisząc, że "X" był członkiem Prezydium, ale nie określając konkretnie tożsamości tej osoby, rzuca Pan cień na dobre imię innych osób z tego kręgu. To jest prawdziwe robienie krzywdy ludziom, którzy na takie podejrzenia nie zasłużyli. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bozia Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.chello.pl 11.11.08, 07:21 A to się kurde zaśpiewać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bozia Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.chello.pl 11.11.08, 07:22 A to się kurde da zaśpiewać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koń trojański... Re: Łamali Kozerę, łamali Żyłową IP: *.pools.arcor-ip.net 12.11.08, 00:16 Gość Barry napisał: „Pomimo stawianych tu zarzutów, niezależnie od (rzekomej?) selektywności, dzięki działalności pana Z.B. prawda jednak powoli wychodzi na jaw.” Niby tak, ale... W „Oporze społecznym” Z. Bereszyński wielokrotnie wymieniał w tekście nazwisko Ryszarda Gleicha. Poświęcił nawet oddzielny podrozdział opisujący działalność Gleicha na emigracji w Monachium. Problem polega na tym, że autor tekstu nie dotarł do najważniejszej teczki. A konkretnie do teczki agenturalnej Ryszarda Gleicha. Gleich został zwerbowany w listopadzie 81, a więc jeszcze przed wprowadzeniem stanu wojennego. Z. Bereszyński pisze na podstawie szczątkowych teczek i szczątkowej znajomości tematu. Jednakże przekonany o swojej absolutnej wiedzy i nieomylności wystawia ostateczne oceny i opinie. Ten był taki a tamten był taki. Prawda jest natomiast taka, że wszystko co pisze on o Kluczborku to po prostu makulatura. Jeszcze gorzej jest z jego nową stroną internetową. www.bereszynski.cba.pl/rewolucja_historia_9.htm W tekście o biuletynie „Nad Stobrawą” Z. Bereszyński celowo nie umieszcza cytatów z dokumentów. Nie podaje materiałów źródłowych, potwierdzających opisywane przez niego szczegóły konspiracyjnej działalności Ryszarda Gleicha i członków jego rodziny. Z bardzo prostej przyczyny - 90 % tych szczegółów jest wyssanych z palca. Nie ma i nie będzie w IPN potwierdzających te szczegóły dokumentów. Czytając ten tekst nie sposób nie oprzeć się wrażeniu, że Ryszard Gleich to dzielny działacz „S”. A naprawdę był on agentem SB. Jego jedyna rola w owej „konspiracji” polegała na przekonywaniu ludzi, że do Gilewicza można mieć zaufanie, że tym razem nikogo nie wsadzi on do więzienia. Czasami lepiej nie czytać tego, co Z. Bereszyński pisze. Aby nie być wprowadzanym w błąd. Andrzej Szubert Odpowiedz Link Zgłoś
schuruburu Re: Paranoja 12.11.08, 06:34 Z tym biednym Jondrusiem coraz gozej . Nie słucha dobrych rad i nie idzie na dłuższe leczenie. Biedakowi już sie wszystko pomieszało. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: opol Re: Paranoja IP: *.chello.pl 13.11.08, 00:48 a ja mam to wszystko gdzieś,czekam kiedy to całe towarzystwo wymrze i będzie spokój,im więcej lat po wojnie i upadku komuny tym więcej kombatantów i prześladowanych,żygać się już chce,rozmnażacie się przez pączkowanie czy co? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koń trojański... Prawda o Bereszyńskim i "Wyborczwj". IP: *.pools.arcor-ip.net 13.11.08, 23:35 Odpowiadam M<rkowi i jemu podobnym. Po pierwsze ! (o czym już pisałem). Jeśli nie podpisuję się wcale, czy też podpisuję się jako „koń trojański”, nie ukrywam mojego IP. Moja prawdziwa tożsamość (pisuję też pod faktycznam imieniem i nazwiskiem) WSZYSTKIM ZAINTERESOWANYM jest znana. Po drugie! „Niezaangażowani”, „obiektywni” goście ( M<rek, MK, farragut, na innnych wątkach „antars”, sen_esp i inni) dziwnie jednoznacznie, czasami wręcz gwałtownie i żywiołowo opowiadają się po stronie „opluwanego” Z. Bereszyńskiego. Jak na „niezaangażowanych” dziwna postawa. Nie wspominam o ich (gdy dadzą wciągnąć się w „dyskusję”) „podobieństwie” do „”pióra” Z. Bereszyńskiego. Po trzecie. Ponieważ (nie ukrywając mojego IP) nie występuję anonimowo, nie mam zamiaru odpowiadać na agresywne, zaczepne, wręcz aroganckie zaczepki ”postronnych” „zainteresowanych”. Jeśli M<rek i inni chcą zadawać mi pytania, mają obowiązek ujawnienia ich tożsamości. Taktyka na zasypaniu mnie gradem pytań i oskarżeń, odwracających uwagę od właściwego tematu odnośnych wątków jedynie w przekonaniu Z.Bereszyńskiego funkcjonuje. Ewentualnie liczy on (anonimowo) na podjęcie przeze mnie podobnej „konwersji” Mógłbym, na wzór gościa M<arka, nazwać Z. Bereszyńskiego „pajacem”, nawet „żałosnym błaznem”, mógłbym nazwać go nie tylko „manipulatorem” ale i „fałszerzem” historii, Mógłbym nazwać go płatnym najemnikiem „Wyborczej”. Nie robię tego, ponieważ staram się utrzymać powyższy wąztek w formie dyskusji, a nie w formie inrernetowej pyksówki i i burdy. Do czego Z. Betreszyński, pisząc pod wieloma „nickami” dąży. Ma on nadzieję, że ewentualna „pyskówka” odwróci uwagę od głównych tematów wątków i ochroni jego „dobre imię”. Panie Bereszyński, aby nie było wątpliości. Jest Pan manipulatorem, wręcz fałszerzem, opisawanych przez Pana fragmentów dziejów opolskiej Solidarnosci. Jest Pan płatnym najemnikiem Gazety Wyborczej. Andrzej Szubert. Ps. Panie Redaktorze Frelich. Najwyższa pora do przyznania się z wpadką z „Piastem i Renkiem”. Pani Anito Dmitruczuk. Najwyższa pora do przeproszenia braci Kowlczyków, ale i czytelników, za wprowadzenie ich w błąd. Odpowiedz Link Zgłoś
schuruburu Re: Prawda o Paranoiku Jondrusiu 14.11.08, 06:41 Jak w temacie i to 3 razy. Niezły ubaw z tym pajacem. Odpowiedz Link Zgłoś