Gość: Heinz
IP: *.nic.rlp / 172.20.6.*
18.11.03, 14:12
Rozmowa z dr hab. prof. UO Teresą Smolińską, kierownikiem Katedry
Kulturoznawstwa i Folklorystyki UO
Prof. Teresa Smolińska wygłosiła wczoraj referat wprowadzający - "Zmieniające
się style życia w regionie” - do międzynarodowej konferencji Colloquium Opole
2003 na temat "Przystąpienie do Unii Europejskiej. Szansa dla regionów”.
- Na konferencji Colloquium Opole 2003 mówiła pani, jak zmieniają się style
życia w naszym regionie. Co najbardziej niepokoi panią w nasilających się
ciągle wyjazdach na Zachód do pracy? - Zmieniły się role męża, a zwłaszcza
żony, która przejmuje często na siebie - pod nieobecność mężczyzn - ciężar
organizowania całego życia rodzinnego. Kiedy do pracy jadą kobiety, dzieci są
wychowywane przez mężczyzn i dziadków. Tego nigdy na Śląsku nie było. Za
szczególnie niebezpieczne uważam zmiany, jakie dokonują się w świadomości
młodzieży, która wyjeżdża na Zachód zwykle zaraz po szkole zawodowej lub
rzemieślniczej. Młodzi zostają wyrwani ze środowiska domowego, na Śląsku
zwykle konserwatywnego. Z wolności nie zawsze potrafią korzystać. Fascynuje
ich swoboda seksualna, dostęp do narkotyków, lekki styl życia nastawionego na
konsumpcję. Nawet jeśli oni wrócą kiedyś na Opolszczyznę, konsumpcyjny styl
przywiozą ze sobą. To jest niepokojące.- Wszyscy na szczęście nie wyjeżdżamy.
Czy na miejscu autochtoni i przybysze wpływają na siebie nawzajem?- Kultura
śląska w sposób ekspansywny wpływa na ludność napływową. Zaprzecza to
obiegowej opinii, że Ślązacy są zamknięci we własnym gronie. Tymczasem
obserwujemy, że polska większość przejmuje śląskie zwyczaje. Jednym z nich są
msze za roczne dzieci, czyli tzw. roczki. Coraz częściej przybysze świętują
wzorem autochtonów urodziny, a zwłaszcza 50-lecie, czyli tzw. abrahama.
Napływowi pod wpływem Ślązaków wystawnie i w lokalach, z tańcami obchodzą
jubileusze małżeństwa. To są zjawiska nowe. W drugą stronę to przenikanie
jest słabsze. Ślązacy imienin nadal nie obchodzą.- Skoro autochtoni, w tym
członkowie mniejszości, są odporni na wpływy przesiedleńców, to co kształtuje
ich obyczaje?- Przychodząca z Niemiec, często adaptowana w sposób sztuczny
kultura masowa. Echem bawarskiego "Oktoberfestu” jest nowy na Opolszczyźnie
zwyczaj tańczenia na stole podczas imprez. Ślązakom się to podoba, bo
widzieli taką zabawę w Bawarii. Tymczasem to jest niezgodne z tradycją. Stół
na Śląsku był świętością. Nie wolno było na nim siadać, a co dopiero deptać
go nogami, tańcząc. Teraz to miejscowych ludzi śmieszy i bawi. Napływowi
reagują na takie próby jednoznacznie. Byłam świadkiem, jak w Chocianowicach
wywrócili stół razem z tancerzem. Nie do zahamowania jest też zwyczaj
rzęsistego oświetlania domów na Boże Narodzenie. Powoli przenika on ze Śląska
do Polski centralnej. - W maju 2004 wejdziemy do Unii. Czy opolska kultura
ludowa wzmacnia się czy słabnie?- Myślę, że zmieniła się funkcja zabaw
folklorystycznych. My dziś nie przywiązujemy do nich znaczenia magicznego,
jak w XIX wieku, ale raczej bawimy się w folklor. Tak jest podczas wodzenia
niedźwiedzia czy przedślubnych "Polterabend”. Ludzie to kultywują, bo uważają
te zwyczaje za swoje i chyba po wejściu do Unii ta świadomość lokalnej
odrębności będzie się wzmacniać.